Co poniektórzy mają mnie dość, inni gdzieś a jeszcze inni nawet się interesują tym co mam do powiedzenia ( o wariatach którzy trzymają moją stronę nie wspomnę

)
Ale do rzeczy. od miesięcy szukam "odpowiedniego" żeliwniaka z marnym skutkiem. nie dziwne więc,ze bardzo entuzjastycznie zareagowałem na wiadomość od sąsiada,ze jego koleś ma starą jawę i chce się jej pozbyć. Przyczepka na hak i rura- nie daleko- raptem około 20 km. Niedziela- godzina 20:00. Wjeżdżam w uliczkę gdzie morderca bałby się przejść po zmroku. ze mną jest kolega i jego ojciec- sąsiedzi. Psy ujadają,deszcz zacina. Latarnia zgasła. Wychodzi starszy tęgawy jegomość z latarka. Macha do nas z podwórka. Wyłazimy z auta i idziemy do niego,po czym starszy facet otwiera szopkę- pytam,czy na bank to jest stara jawa- "tak panie,to już jest antyk" nie no myślę-otwieraj chłopie te drzwi bo zebami kłódkę przegryze. Wchodzimy- liche światło z okopconej 25W żarówki daje mi wgląd na zawartość szopki- sterta węgla i czarny motocykl. Podchodzę ... no tak. 350 TS. No nie- taka myśl pierwsza walnęła mi w mózg. dotknąłem palcem- nie no- na dodatek biała. Myślę- jade do domu- tym się nie da je¼dzić. I wtedy przekorna natura się odzywa- co kurde nie da?! Oceniam pobieżnie- widac,że stała latami- tak grubo oblepionych pajęczyn nawet na dziadkowej WFM nie było. Na pierwszy rzut oka trzyma się kupy- wszystko ma, oklejona badziewnymi naklejkami- czysty tuning z lat 90. Z korpusu silnika wykwintnie sterczą dwie korby- no tak- silnik kaput. Facet przyniósł w międzyczasie papiery ( przysięgam,że sie teleportował bo zajęło mu to sekundę ) przegląd nie wazny od 10 lat. Oc opłacone <eek>. Pierwszy właściciel- facet który ze mną gada. OK-zawsze ma kwit-pomyślałem. Jedyna niescisłośc to to,że nie zgłosił zmiany adresu zamieszkania w dowodzie rej widnieje stary adres. Konkrety- pyta ile daję- nie lubie tego- jak walne za dużo to strace,jak za mało to zrobię z siebie idiotę. Mówię,ze ma coś zaproponowac- nie ustępuje facet. Mówię- 200 zł,pasuje.... "Dobra" <eek> <thumbup> jeszcze dostałem nowiutką oponke barum na przód. Jawa na przyczepkę do stojaka i do domu- deszcz tak lał,ze nawet ją trochę umył.
W domu nikogo nie ma. Sam jakoś Jawę zdjąłem z przyczepki i wtoczyłem do mojego sanktuarium. Co ja najlepszego zrobilem.?! Znowu TS na dodatek biała?? A ciul- co mi tam- może nie taki diabeł straszny. Z każdą chwilą coraz mniej żałowałem tej decyzji- nie licząc silnika wszystko jak najbardziej OK. Oponki zdrowe,mięsne. Wszystkie kable na swoim miejscu- pod pokrywą altka widac,ze nigdy nic nie tykane prócz płytki zapłonowej. Chyba z 10h ja szorowałem- tyle węglowego syfu na niej było. Patrzę- jest OK. Zdrowa- warto się nią zająć- pal licho,że to nie żeliwniak- dam sobie rade. Jest ładna,wydechy piękne,zdrowe,bez rys i wgniotek. Koła super,felgi proste,zero luzów i braków. za 200 zł? Jest idealna. Fakt- cały zadupek w naklejkach,naklejki TURBO na boczkach. na szczęście nic więcej. Pierwsza myśl- wsadzić jakiś używany silnik od TS. Błąd- nigdy nie kupie już uzywanego silnika- ktos z jakiegoś powodu go wyjął. Namordowałem się pół dnia z silnikiem którego nie dało by sie odpalić. Powód? czoło wału do góry nogami... niemozliwe? prawda,ale tylko przy prawidłowo złozonym wale korbowym- specjalny wystający kołnierz na labiryncie i kołek ustalajacy nie pozwalają na złe założenie czoła- ale ktoś założył labirynt nie tak jak powinien być- stąd czoło musiało być odwrócone w pionie o 180 stopni ( czyli płaszcz od strony lewego garnka poszedł na prawą stronę ale to spowodowało,że otwór na kołek ustalający przeniósł się na przeciwną stronę silnika. ¯eby to skorygować "fachowcy" odrócili czoło już nie tylko stroną prawa na lewa ale i do góry nogami- po wyjeciu klocka zobaczyłem wnekę czoła wału,żruby,którymi jest skręcone i takie tam rózne-przylgnia klocka z kanalikami był na dnie skrzyni korbowej ( super) jesli cały silnik tak wygląda to ja to pierd...e. Szybki telefon do mojego Człowieka- ma wszystko czego potrzebuje- decyzja- remontuje ten silnik,który był fabrycznie w tej jawie. Wał,cylindry,tłoki i inne łozyska czy duperele wypełniły skrzynki w bagazniku, i do domu- kartery idealne- żadnych śladów rozpoławiania siekiera itp. Skrzynia dobra,ładna, wodziki kute. Sprzegło dobre ( oczywiście lu¼na nakretka zabieraka <lol> ) szorowano,składanko. Czoło wału i klocek na mase uszczelniającą- profilaktyka.Ale ciasny skurczybyk. Ledwo kopnąc się da- tak czasem bywa- koło zębate łañcuszka sprzęgłowego trze o karter lekko-typowe przy wymianie wału i łożysk. Korekta-lepiej ale nadal ciasno. Nowe aku się formuje na półce. Rytualne ustawianie zapłonu- bajka gdy wał jest nowy a cała płytka i styki sa niezmasakrowane- przerwa 0,3 wyprzedzenie 2,8. Ga¼nik zrobiony. Przy okazji zmieniłem oba łañcuchy- sprzęgłowy miał dość a napędowy pogubił rolki- zastał się i stracił giętkość. Przy okazji stwierdzam,że Jawa 350 ma chyba najwięcej linek ze znanych mi motocykli- 8 sztuk- 2 do hamulców,2 do zegarów,2 do stopu i gaz oraz sprzęgło. jedna tylko sprzęgłowa wymagała wymiany,ale kupiłem cały komplet made in czechoslovakia- zwłaszcza do automatu stopu sa dziś bardzo poszukiwane- niech leżą. jedyne co wymagało wym,iany bąd¼ naprawy w kwestii estetycznej to zadupek,który stracił lakier wraz z naklejkami, osłony gumowe teleskopów przednich ( przy okazji uszczelniacze i olej) oraz lusterka- jedno zbite drugie plamiaste. Jako,że nie dysponowałem białym lakierem do jawy dora¼nie zadupek ( górna część ) pomalowana została na czarny satynowy do zderzaków- co potem okazało się dobrym pomysłem bo fajnie gra z siedzeniem i nakładkami na bak- tworzy się jedna czarna linia od baku po tylną lampę. Jeszcze ostatnie polerowanie i regulacjie i można... isc spac- na zegarze 5 rano- czas leci przy dobrej zabawie- nie wiem ile fajek spaliłem ani ile kaw wypiłem- jawa zyskała blask. Następnego dnia wielkie odpalanie. Ale mi wielkie- zpaliła na 8 kopa,bez żadnych strzykawek do cylindra. Gra. Silnik od razu powiedział mi,że się spisałem- aksamitna praca,zadnych niepożadanych d¼więków. Chodzi równo- na dworze chłodno- 2 minuty na rozruszanie nowych części- pytam białej-jedziemy? jedziemy- Szok. po pierwsze nie słychac skrzyni- jednak co od kompletu to od kompletu- żadnych jęków czy wycia. Bardzo żywiołowo reaguje na gaz i równiutko chodzi-po prostu czuć,że Ona chce jechac- zegary nie skaczą, bębnowe hamulce hamują- żadnych luzów na zawieszeniu- kurde- myliłem się- fajnie jedzie się na TS- tylko musi być zdrowa- tamta moja czarna oberwała od 12 włascicieli zdrowo- co mogłem to zrobiłem- ale widac cos tkwiło w niej głęboko- jakiś uraz- ktoś ją skrzywdził. Ta jest inna- zwarta,żwawa i przewidywalna- krótko- zostaje ze mną. Może i nadal uważam TS za stylizacyjne dziwadło- te smaczki typu plastiki na baku moze i nieco drażnią. Ale ją polubiłem- a i ona jest wdzięczna- bez bajeru- na ciepło pali od kopa,trzyma 1000 obr nie ważne czy na światłach czy nie, rano po nocce pali po trzykrotnym przepompowaniu na ssaniu od drugiego kopniaka,przy czym zagaduje już na pierwszego. ładowanie 14,1 na pusto i 13,8 na światłach. Czego chcieć więcej? A ze jest dla mnie nadal Paskudą? Mnie to nie przeszkadza bo to najładniejsza paskuda jaką miałem

PS. Zamki i fabryczne narzedzia tez miała- flacha dla Czechów za konstrukcję fabrycznego składanego śrubokreta płaskiego- rewelacja- nie ma na niego mocnych.
PPS. Zdjęcia z jako takimi opisami:
Before





Umyta deszczem jeszcze z Turbiną

widac na zdjęciach m.in syfiaste koło przednie itp.
After











Tu juz zdjęcia dzisiejsze- niby ta sama,ale jednak nieco czystsza. Kilka detali zmianione na nowe,reszta wyszorowana i wypolerowana. W kwestii czarnych dekli silnika i zadupka- jednym się podobaja innym nie- mi się podobają. Motocykl zostanie w takim stanie- jedyna zmiana to biała blacha z tyłu w kwietniu

Z tego miejsca zwracam honor tym maszynom- może i nie są piękne,ale mają swój urok-ale nie każdy egzemplarz go ma- a już napewno nie kazdy od razu tak wzbudza u mnie sympatię- tylko dwa motocykle od razu taki banan na moim paskudnym ryju namalowały- Jawa 250 353.04 z roku 1961,która sobie stoi obok i własnie ta do Jawa 350 TS, których ogółem do niedawna tak niecierpiałem. Trochę zaleciałem jak nieszczęśliwie zakochany małolat- jak mu się z jakąs laska nie udało staje się ich przeciwnikiem- czasem trzeba dac jedna sobie i maszynie drugą szansę. Póki co- nie żałuję. Pozdrawiam kazdego,kto dopina swego nawet wbrew sobie. szerokości.