Cała ta historia miała miejsce w ubiegły weekend. Ucieszony z nowego zakupu -wakuometra- snułem palny o upragnionej synchronizacji moich ga¼ników w GPz. Nagle, ni stąd ni z owąd- rozbrzmiewa dzwonek telefonu-myślę- KTO U LICHA ZAK£ÓCA MÓJ SPOKÓJ!!?? Patrzę- kuzyn- Malin. Szybkie pytanie- czy mam sprawnego busa i czy udamy się po motocykl do Siedlec- 530 km na wschód polski. Pytanie padło-kwota padła- decyzja zapadła- synchronizacja poczeka. nazajutrz zalałem mojego Boxerka 2.5D pod korek-90l ON :> i ostatnie przygotowania- kanapusie,termosik z kawką, kilka paczek papierochów - no i prowizoryczny montaż sprzętu audio z osobówki. Po tych zaczynach tylko kontrola busa- wszystko jest ok. czekam na organizatora. i wtedy! o kurde-a jakie moto ja jadę? co mu do łba tym razem strzeliło? ma Diversion z 98r . co jeszcze? odpowied¼ była prosta. K-750 <lol> <lol> może są ludzie, którzy lubią te motocykle, lubią się przy nich babrać, poprawiać non stop na każdym kroku fabrykę, remontować itp. ale nie Malin- on nie ma nawet cierpliwości do wymiany klocków w Yamasze a co dopiero reanimować sowieckiego boxera z 1963 r. nie-myślę- tak tego nie zostawię- za telefon i... i okazało się,że sprzęt po kapitalce, nowa instalacja, z koszem , nowe gumy,lakier khaki... słowem- maszyna jak malina dla kuzyna Malina. już nawet pałatki sobie kupił na ten znak. pytam kwity są? facet mówi,że tak,już odprawy i wszystko pod rejestrację czeka na nowego idio... właściciela. pytam o cenę- nigdy nie uważałem się za gentlemana. 3900 zł!!! myślę- coś jest nie tak- za mało! zaKURWAmało! na to kuzyn,że gość mu mówił,że ma ich 20 sztuk i i tak na swoje wychodzi. pytam czy mu mówił,że jedziemy do niego ponad 500 km i czy naprawdę motocykl jej na chodzie? OCZYWI¦CIE usłyszałem-no dobra- i tak węszę klęskę,ale nie moja brocha- ja tylko zapewniam transport. nadejszla wiekopomna 21 wieczorem. zapuściłem silnik w busie i do kuzyna. na pakę załadowałem stary gruby materac z jakiegoś wyra,żeby potem opatulić motór. zabraliśmy na pokład jeszcze kolegę- co by było weselej. i w drogę- kolega z racji swoich sporych gabarytów po 100 kilometrach uwalił się na pace na materacu sącząc piwo,paląc faję i oglądając na LCD serial 4 pancerni i pies. i tak sobie jedziemy... jedziemy... kuzyn snuje plany o wyprawach na K-750... jedziemy.... kuzyn opowiada jakie planuje zrobiś modyfikacje, coś ala MW.... o godzinie 6 rano ( to przez przystanki kolegi piwożłopa) docieramy na miejsce- niedziela, parkin BP na wje¼dzie do Siedlec. kupiłem sobie coś ciepłego do picia, jakiegoś fast fooda (kanapki znikły za Ostrowem wielkopolskim) i czekamy- zbrodnią byłoby budzić kogoś w niedzielę o tak wczesnej porze. więc dopijając kawę i słuchając muzyki ... zasnąłem. pobudkę urządził nam stojący obok ford transit ,który to odpalił z typowym dla siebie wdziękiem starego 2,5 d forda z przebiegiem 2mln km. szybkie zerknięcie na czas- 10 AM. idealna godzina na fajurkę i telefonienie do gościa. cisza. czekamy ponad kwadrans- znowu próba... nic, znowu próba ... nic. kuzyn szybko dzwoni do swej panny- niech sprawdzi innych handlaży z Siedlec i poda numer z Allegro. po 10 minutach mamy namiary na dwóch typów,jeden z nich odebrał- to palę busa i ogieñ na ulicę Partyzantów 11 ( gdzie można by miec podwórka z ruskimi moto jak nie na takiej ulicy? )
na podwórku cała masa moto- same szrotu, wyłowione chyba z dniepru. jeden gorszy od drugiego! i ceny! od 3000 za totalny złom do 9000 za średni złom. ale to nie po to przyjechaliśmy- chociaż ja się zaniepokoiłem a kuzyn natomiast ucieszył,ze trafił okazję przez duze O. mamy namiar na Naszego typa. adres i jadymy. docieramy na miejsce- około 20 km od Siedlec. szukamy gospodarstwa na koñcu wsi. jest. wbijamy na podwórko- widać ruskie szroty. ale sprzedawcy nie ma. jest jego ojciec. mówi,że syna nie ma ,ale przyjedzie na obiad! ja na kuzyna- kuzyn,że był umówiony na 9 rano-ja <furious> po godzinie 14 wpada Volvo 850 i wysiada wielki kark w bluzie adi... nieważne. więc nasze chęci opierdolenia go za zwłokę opadły jak zmarznięte fjuty. podczas jego nieobecności pooglądałem złomy na podwórku- nieco lepsze od tych poprzednich,ale i tak masakra. żaden nie był kompletny. ale myślimy,że perełek nie trzyma się na dworze. na placyku. pytamy gościa,gdzie moto,którego fotka widnieje w ¦M w ogłoszeniu. facet pokazuje szopę za placykiem ze złomami... nie!!!! kurwa NIEEE!!!!! on pokazuje na placyk!!! <furious> <furious> <furious> <eek> <eek> <eek> <scared> <scared> <scared> no to ja już siadam. pytam debila,czy robi sobie jaja?! on,że są tam różne motocykle,że mamy sobie coś ładnego wybrać!! no to gadam do gościa,że tam jest złomowisko, a my chcemy motocykl który jast na foto w ogłoszeniu w gazecie. pokazuje mu gazetę- a facet,że to foto poglądowe!!! te motocykle nawet nie zdołały by odpalić,złomy bez świec, ga¼ników...już nie wytrzymałem. na to facet nagle ożył. ma piękne K-750 w garażu... wchodzimy- fakt maszyna OK. no to już trochę ciśnienie opadło... facet coś tam mamroce aż w koñcu pada cena- 11 000 PLN <eek> <scared> <sadwalk> kuzyn nie wytrzymał i jebnął gościa w ryj. może to i nieładnie,ale co tam. zanim typ wstał bus odjechał z jego podwórka. krzyczał coś,że nie on dawał ogłoszenie tylko brat jego,że ma jeszcze inne moto u teścia w garażu... nieważne... nawet gdyby były ze złota i za 12 zł to już ich nie chcieliśmy.
Ale co teraz. Kuzyn już ruska nie chciał. mówi ,że ładne są na foto,ale to kaszana i tandeta. ale wrócić z pustymi rękami? nie! Dizmar w sklepie kupiono i wertowanie. nic, nieaktualne, za drogo,za daleko, nie odbiera... za daleko. jest. 40 km od nas- byliśmy w Piasecznie. cena 4700, 92 rok.
http://moto.allegro.pl/item316855169_honda_ntv_650.htmljedziemy. godzina 16. jedziemy,błądzimy, godzina 17. jesteśmy. czekamy 15 minut na typa. wpada na Fazerku 99 rok. prowadzi do garażu- proponuje kawę/herbatę i przynosi nawet ciasto. moto stoi zakurzone w garażu. uszkodzone zegary i kierunek. lajcik . odpala...
ten d¼więk był miodem na moje nerwy- rytmiczne bulgotanie V-ki piękna sprawa. kuzyn strzela krótką piłkę- dajemy mu 4200 i bierzemy. gość mówi,że ok. jemu nie tak na kasie zalezy co na pozbyciu się moto bo po co ma stać, bo do irlandii jedzie na dwa lata. facet spoko, młody typ ale git. pogadaliśmy sobie przy kawce i czekoladowym ciachu. nam morale wzrosło- jemu kasa w portfelu. przeliczył sianko- i starym zwyczajem ostatni banknot zgiął i odrzucił kuzynowi- na szczęście. to jest sprzedawca! pogadaliśmy,pośmialiśmy sie z naszej przygody-koleś od NTV był w szoku,że ruchole mają takie ceny z kosmosu. powrót do domu był nudny ale cel osiągnięto... moto był na pace busa.
Kuzyn ma nauczkę- nie jedzie się bo niepewny sprzęt dalej niż 200km.
i jeszcze jedno... nie można ufać ogłoszeniom do koñca. Zwłaszcza tym super okazjom.