Jak zapowiedziałem tak opowiadam:
Słoneczny dzień, prawie 15 stopni na dworze. Luks warunki. Zbieram się o 9, o 10:30 po odwiedzeniu sklepu narzędziowego i kupnie opasek zaciskowych zdałem sobie sprawę, że zapomniałem cewki... nosz... tak kawał drogi dymać rowerem. Wziąłem cewkę, o godzinie 11 jestem na placu boju. Wyciągam CZ z pokrowca i na miejsce robocze:
Nowy stojan zamontowany:

A co to wisi?


Przewody fazowe, funkiel nówki, konektorki zaprasowane i rura termokurczliwa zakurczona. Zrobiłem je z czego się dało, byleby nie miały uszkodzonej izolacji. Kolory to mi tam rybka, ma działać:
A co tu tak kolorowo? Z drugiej strony jak dla mnie całkiem fajne ujęcie jak na kompakt:

W blasku słońca:

I jeszcze jedno, jakaś trochę naga jest bez zbiornika:

Tutaj już na koniec:

Przejechałem 46km, na początku napchałem się cz na tym ukraińskim zapłonie, jednak Karol mnie uświadomił, że instrukcja jest błędna. Drobna korekta i już jeździ. Podczas jazdy nie miałem prawej kapy, ach zapomniałem. Niesamowite uczucie jechać w niebieskich spodniach roboczych, wełnianym swetrze i czerwonych rękawicach roboczych...
Ładowania sprawdzić nie mogłem, coś mi mierniki świrują i przewody 1,5m nie pomogły

Sprawdziłem tylko czy regiel obniża napięcie wzbudzenia. Ładowanie raczej jest, bo bez niego nie ujechałbym 46 km. A zapłon dał jej nowe życie. Cześka chyba teraz uwielbia obroty jak dremel.