Stała się rzecz najgorsza w życiu knedlarza. Cezeta stała się niesprawna jakieś 1,5h temu. Otóż było tak:
Naszła mnie chęć jazdy. Ubrałem się jak do jazdy przystało, odpaliłem CZ i wyjeżdżam z podwórka. Wyjechałem na drogę jadę kawałek i słyszę jebitnie głośny świst z silnika - przysłuchuję się i jakby z cylindrów. Zjeżdżam w drogę boczną, redukcja na 2 bieg i dalej świst, redukcja na 1 i przestało. Zawróciłem, wbijam 1 bieg ruszam i cisza jadę spokojnie, 2 bieg świst, 3 bieg świst. Jadę na 3 biegu do domu nagle zblokowało mi tylne koło i lecę bokiem. Zatrzymałem się na poboczu i nie mogę jej pchnąć ani wbić żadnego biegu, luzu czy coś żeby popchać - po prostu zblokowane a sam tego nie popcham, nie ma siły...
Dzwonię do kolegi - rozłączyło. Do drugiego, abonent czasowo nie dostępny - no szlag ! Jedzie motocykl, zatrzymałem i typ mi pomógł zepchać cezetę przez asfalt na drogę polną - serdeczne dzięki dla nieznajomego motórzysty

Dzwonię do kumpla, odebrał i przyjechał. Pomógł mi popchać cezetę do domu bo na początku jest ciężko ale jak się rozepcha ją to potem leci jak na luzie a jak wolniej pchamy to znowu koło blokuje i nie idzie nic...
Nie wiem czy to skrzynia czy to co to. Sezon uważam za zakończony - zrobiłem 599 km, ilość spalonego paliwa i oleju nie wiadoma.