Ja sobie zrobiłem naprawę górnej części silnika. Najgorszy moment to było wypchanie szmatami karterów i patrzenie czy igiełka nie uciekła z główki

A przy składaniu adrenalinka, tłok rozgrzany do 60 stopni podparzał łapska i sworzeń ciężko wchodzi choć mrożony... Ale potem efekt mega. Jak składacie sobie silnik, potem przelewacie gaźnik kopiecie i knedel żyje
Sam byłem ucieszony jak dziecko, bo po szlifie tak dobrze brzmiącej i równo pracującej czechy nie miałem.
Raz, że doświadczenie bo potem łatwiej podejść do silnika i nie ma już tylko obaw a drugie to mega zaciesz. Ta świadomość że nic się nie umiało, łapy się trzęsły i panika, bo w połowie roboty coś nie tak, ale udaje się złożyć i działa... I to DOBRZE.