Po kilkuset kilometrach zauważyłem, że coś jest krzywe... to mnie najbardziej męczyło i najbardziej przeszkadzało.
...wyjechałem nią w bardzo dobrym stanie. Po prostu...szybko sie zużyła...
Nie zużyła się szybko tylko była już zarżnięta ale dobrze "zapicowana"
Poprzedni właściciel ją "załatwił" <furious>
Zrobiłem na Jawie duuużo kkm kilka razy długie trasy po Europie i największym problemem były dla mnie wyciągające się łañcuchy - regulacja na właściwie naciąganie po niecałym tysiącu km.
Mimo, że jeżdżę na mechanicznym zapłonie praktycznie nie musiałem w trasie korygować zapłonu (odpowiedni przyrząd woziłem ze sobą)
W jednej z podróży zaczął lekko kapać olej z pomiędzy karterów.
Po powrocie założyłem uszczelkę z 0,5mm gambitu i od tego czasu silnik jest suchy w każdej trasie.
A, byłbym zapomniał o "największej"

awarii

Jest to długa historia, najlepsza do opowiadania na zlocie przy ognisku <thumbup>
W kilku słowach:
Na początku podróży do Italii jeszcze w Czechach padł mi akumulator.
Ale dzięki pomocy poznanych pepików, którzy pomogli a właściwie załatwili nowy akuś Varty i użyczyli noclegu gdyż w międzyczasie rozszalała się burza.
Podróż doszła do skutku.
Nawet w lecie w południowej Europie jeżdżąc po górach (w dwójkę z pełnym bagażem) nie było problemów z przegrzewaniem. Ale w tym przypadku bardzo ważna jest "technika podróżowania"
Mam plany dalszych podróży ale na razie nic konkretnego.
No może.... Pireneje ;]