W pierwszy weekend pa¼dziernika po zaledwie 150 próbnych kilometrach od złożenia motocykla z części pierwszych ruszyłem z kumplem do muzeum tatry w czechach. Było sporo przygód, niespodzianek i wrażeñ. Nawinęliśmy 900km. Z ważniejszych punktów wyprawy: własnoręczne zepsucie motocykla, dłuższa naprawa w Katowicach, przekroczenie granicy w Cieszynie w okolicach 22-23, uliczny nocleg w Ostravie, niezliczona ilość spotkañ z policją, wizyta w muzeum (bardzo ciekawe, polecam), powrót niedomagającym koniem do katowic, nocleg tym razem nie na ulicy, lajtowy powrót do Warszawy ze śniadaniem na skraju pola.
Z motocykla jestem ogólnie zadowolony a szczególnie mogłem lepiej dopracować zapłon. Aczkolwiek wtedy mogłoby być zbyt nudno. Przelotowe prędkości tam 95-105km/h, z powrotem 90-100km/h.
Wrażenia jak najlepsze. Czeska policja w tym akurat wypadku okazała się bardzo miła i nie upierdliwa. Legitymowali mnie dwa razy a natykałem się na nich co krok. Z powodu niedomagañ motocykla trochę nagiąłem przepisy ruchu drogowego raz czy dwa razy.
Jawa w Czechach jest kompletnie niezauważalna. Nikt nie zwrócił uwagi.
Jakoś nie było okazji do robienia zdjęć. Jedno pod samym muzeum w Koprivnicach, drugie zaś po zjechaniu z szosy katowickiej w okolicach Częstochowy.

