No niech będę pierwszy z tych marudzących.
Jak by tu był klub,to mnie już by tu dawno nie było. Dla czego? Już wyjaśniam.
Motocykl i wolność w moim wypadku idą w parze. Zero jakiś nakazów,rozkazów,reguł,cyklicznych spotkań. Ograniczania Wolności. Wystarczy że człowiek normalnie żyjący (praca,życie w społeczeństwie) musi się podporządkowywać przepisom i regułą w około. To niech ten mój kawalątek wolności zostanie nietykalny. Gdzieś człowiek musi się uwolnić od codzienności. Gdzieś musi się relaksować.
Po zawiązaniu się klubu zaraz będą "prezesi", równi i Równiejsi,to ci wolno,a tego nie i cała reszta dziwnych reguł które są dla mnie niepotrzebne. Jak dla mnie całe regulaminy,barwy i reszta otoczki klubowej jest jak zabawa dużych chłopców. Wiadomo że faceci do dorośli chłopcy. Jak ktoś musi,ok. Niech się bawi w klub,ja znam o wiele lepsze zajęcia.
Wolę nasze niewielkie spotkania Miłośników Marki w przyjacielskiej atmosferze. Niema wyższych i niższych ,każdy z każdym pogada jak z równym.
Fis ostatnio dość dokładnie opowiadał o swoim klubie. I tym bardziej utwierdziłem się w tym ,że jest mi to zupełnie do szczęścia niepotrzebne.