Wczoraj budzę się po nocce w pracy wyglądam przez okno patrzę, jedzie mały simson sąsiada, no to ja nie mogę być gorszy, taka ładna pogoda.
Wystawiłem JAWę po zimowej przerwie no i kopię i kopię i nic, nalałem na cylindry pryknęła i dalej nic, patrzę że mało paliwa jest to dolałem trochę wahy a filtr się nie napełnia zdjąłem wężyk z kranika leci, zdjąłem przy ga¼niku - nie leci -,-. No to RAZ! filtr poleciał na bok dałem sam wężyk jest tak ładna pogoda, że nie ma co czasu marnować. Ale dalej nie chce odpalić. poszedłem na obiad wracam nalałem dosyć dużo benzyny na dwa cylindry tak żeby podlało mocniej skrzynie korbową - bo na zimę zalałem lekko olejem dwa cylindry i możliwe że ten olej nie chciał przejść.
No i odpaliła ;] kopciła jak szalona przez parę dobrych minut, jeszcze się pogrzała mała rundka po podwórku - no to jedziemy zatankować ale nie chciała odpalić znowu :/ . Ojciec do mnie:
"to daj ja popchniemy" - i to chyba ją poruszyło ;P zagadała od razu

, tzn nie poruszyło jej popychanie tylko samo wspomnienie o tym

najpierw pojechałem po olej(czerwony orlen) do praktikera no a potem na stację dwa razy gasiłem ją na ssaniu i potem odpaliła od kopa. Zobaczymy pó¼niej co będzie na zimnym............
(przypominam że to nie jest temat w dziale mechanika

)