W zasadzie w wiekszosci moge podpisac sie pod wypowiedzia Kobylena. Chociaz nie lapie az takich schiz z samotnosci
Jazda samemu daje mi przyjemnosc wtedy kiedy mam adrenaline i konkretny cel (pierwszy raz na motocyklu z Anglii za jednym razem (24h godziny jazdy), bicie zyciowki rowerem (chociaz wtedy tez sie spotkalem z grupa we wroclawiu).
Nie uwazam, ze jazda samemu to wieksze wyzwanie niz w grupie. Obie opcje maja swoje plusy i minusy. Jadac w grupie co prawda mozna rozdzielic czesci zapasowe.. ktos Cie podholuje, ale sprobujcie rano sprawnie wyruszyc

im wiecej ludzi tym pozniej sie wyjezdza. Inna sprawa jesli ustalona jest scisla hierarchia i ktos dowodzi (czytaj. rowniez budzi wszystkich

), ale taką grupe ciezko zorganizowac. Najczesciej ktos sie musi wyrózniac (tempem, humorami, pora wstawania, toaleta itp.).
Utrzymac grupe w ryzach to nie lada zadanie.
Z drugiej strony nawet jadac w koło przyslowiowego komina wole jechac z kims by dzielic sie radościa, przezytymi przygodami typu (widziales jak mnie na zakrecie/hopce poniosło ??!!). Nawet zwykle komentowanie widokow, i codziennych sytuacji jest przyjemne. Co to za radość jak sie nie ma nia z kim podzielic. Jak ktos nigdy nie probowal, to polecam pojezdzic z intercomem (najlepiej jeszcze takim ca nie tylko laczy z pasazerem, ale i innymi motocyklistami. To jest dopiero rewelacja). Ktos tu wspominal o Naczelnym, on ma swoje powody jazdy samemu. Niby taki cichociemny, nigdy nie mowi gdzie jedzie, nie chwali się...ale jak przychodzi co do czego to caly opis umieszcza w necie co wymaga troche pracy... watpie zeby robil to dla siebie.. ;] Czyli jednak potrzebe spoleczną obcowania odczuwa jak my wszyscy (inna sprawa, ze przez pismo) ;] Pomijam fakt, ze trudno znalesc kompana do jazdy z Jawa/CZ na takie trasy (ja szukalem poltora roku i nic... gosc na MZ co do Turcji jechal z dziewczyna, tez szukal z rok i nie znalazl.
Analizujac dalej. W wiekszosci wole jezdzic z kims, ale sa sytuacje kiedy totalnie nie przeszkadza mi, ze jade sam. Np. treningi techniki jazdy, czy to na rowerze czy motocyklu. Ale to nie jest podrozowanie.
A po co wybrałem za mój „nawijacz kilometrów” starą, poczciwą Jawę z okresu panowania ZSRR. No przecież 100 razy łatwiej, lepiej i przyjemniej byłoby je¼dzić Africą Twin, Tenere’ą czy BMW GS. Oczywiście, ale ktoś kto nie doznał uczucia zdobycia kawałka świata na sprzęcie kompletnie się do tego nie nadającym, nie zrozumie mnie nigdy.
ta.. jasne.. Wybrales Jawe bo nie miales na Gold Winga kasy, a pozniej z Africa tez nie wyszlo. Z tego samego powodu Jawe wybralem ja, Naczelny, S.S. i pewnie 90 procent tu zgromadzonych osob (nie wliczam posiadaczy Peraków i innych zabytkowych Jaw). Wiadomo, ze z czasem Jawe cie polubilo/pokochalo ( ja swojej nigdy nie sprzedam), ale nie mow mi ze wybrales Jawe rozwazajac miedzy podanymi przez Ciebie motocyklami.
Zreszta, jeszcze nie dawno sam chciales kupic Africe (i nie mow ze nie), Naczelny kupil Transalpa.. a ja... a to narazie nic nie bede pisal ;]
Wiadomo, ze wyprawy Jawa w oczach przecietnego czlowieka motocyklisty to cos niezwyklego. Ale zaczelo sie od tego, ze byla to jedyna opcja. (u mnie jeszcze dochodzi to, ze kupilem Jawe krzywa.. pozniej druga po paru latach.. padl silnik totalnie. I jak doroslem obiecalem sobie, ze doprowadze ja do takiego stanu, ze zjadę nią kawalek świata.)
Satysfakcji dokonania czegoś trudniejszego, bo przecież jadąc sam nie zabiorę tyle części, nie mogę liczyć na czyjąś pomoc. Jestem zdany sam na siebie. W tym momencie człowiek „normalny” zada sobie pytanie: „Po co utrudniać sobie życie?!”.
Ale na tym wlasnie polega pasja (utrudnianie sobie zycia).Nawet zbieranie znaczkow. Tylko kazdy robi to na swoj sposob. Ja wole przygotowac sie jak najlepiej, a sprawdzac się na innym gruncie. Na terenach troche bardziej oddalonych od zachodniej cywilizacji. Przy okazji interesuje sie survivalem.
Jakiś czas temu kilka razy robiłem długie trasy na południe Europy i jedynymi częściami zapasowymi jakie woziłem ze sobą byłe przerywacze zapłonu,kondensator, maszynki wentyli i spinka łañcucha. I co myślicie że były potrzebne?
No pewnie. Ale moge sie zalozyc, ze jakbys tego nie wzial, to na pewno bylo by to potrzebne ;]
Ja na wyprawie mialem skrzetnie przygotowana liste narzedzi i czesci, wszystko ladnie popakowane... mialem praktycznie wszystko (kto byl na pierwszym zlocie ten wie, ze robilem za przenosny warsztat ;] ), a co mi sie zepsulo przez caly wyjazd... linka od obrotomierza i predkosciomierza, ktorej oczywiscie nie wzialem, bo po co

to jak z parasolem

Zreszta zobaczcie tu, jakie pierdoly sie popsuly, nic szczegolnego procz tej cholernej detki na poczatku
http://www.nakolach.pl/index.php?link=podsumowanie_2007&mnpr=00