Wolna Strefa Jawa - CZ

  • Sierpnia 05, 2026, 01:15:24
  • Witamy, Gość
Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Autor Wątek: Albania 2026  (Przeczytany 3330 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #50 dnia: Maja 20, 2026, 21:14:46 »

Złomowisko
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #51 dnia: Maja 20, 2026, 21:18:20 »

Saloniki
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

cesik2006

  • Młodszy Jawer
  • **
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 76
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #52 dnia: Maja 20, 2026, 21:37:52 »

Witam dzień bez awarii to dzień stracony:) Wytrwałości i szerokości następnego dnia:)
Zapisane

patryk sagan

  • Starszy Jawer
  • ****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 432
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #53 dnia: Maja 21, 2026, 06:51:49 »

Wasze widoki jakieś ładniejsze niż moje z kabiny ciężarówki. Jakoś do tej pory nie zachwyciła mnie ta trasa do Salonik, ale po Waszych zdjęciach bed musiał inaczej patrzeć na Świat.
Zapisane
Nieważne czym jeździsz, ważne jest to co masz w głowie.

Maliniak

  • Murarz, piekarz, akrobata, z zamiłowania mechanik.
  • Administrator
  • *****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 3608
  • Panie... a kto to poskłada...
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #54 dnia: Maja 21, 2026, 15:25:00 »

Jak to wszystko się dobrze czyta i jeszcze lepiej ogląda :)
Zapisane
Motocykle wciągają jak woźny flaszkę :)

gustaw

  • Jawa 354/03 + velorex 561
  • Global Moderator
  • *****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 2273
    • moja stronka
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #55 dnia: Maja 22, 2026, 21:34:13 »

Wjechali do Albanii i koniec relacji  :D :D
Zapisane
Jawa 354/03 + velorex 561, jawa 354/06 , komar 2, Cz 350 6v

beduin929

  • Jawer
  • ***
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 120
  • CZ 350 (472.4) 1979r & MZ ETZ 251 1990r
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #56 dnia: Maja 22, 2026, 22:41:33 »

Do Alebanii  :P.  Też czekam na dalszą relację z wyjazdu.
Zapisane

Jacek64

  • Jawer Weteran
  • *****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 786
  • Jawa TS 350 CZ 175/487.0 Jawa 50 typ 23 Mustang
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #57 dnia: Maja 22, 2026, 22:43:07 »

Podejrzana sprawa a zarazem niepokojąca  :( .
Zapisane

muczacz

  • Jawer Weteran
  • *****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 1540
  • gazu gazu na wirazu
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #58 dnia: Maja 22, 2026, 23:01:45 »

e tam wódka tania to się chłopaki odstresowali  ;D
Zapisane
Jawa TS 350 638-1 z wozem
traktorek Sam z silnikiem cz 175 rok budowy nieznany
cz 175 typ 450 rok budowy 1961 kolor wiśniowy stan zabytkowy CZ 75 B Omega

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #59 dnia: Maja 23, 2026, 06:00:44 »

Sprawa jest banalna - tablet złapał poprawki i po ostatnich nie chciał się ładować, a po ich wycofaniu robi to bardzo wolno. I po całej nocy pod ładowarką ma tylko 60%. Czyli za mało na przygotowanie i publikacje relacji.  :(
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #60 dnia: Maja 23, 2026, 06:04:46 »

21 maja, czwartek.

Z nocnej wycieczki po Salonikach wróciliśmy w zasadzie dziś. Wiatr ustał i miasto … pachniało, tak, to miasto pachniało kwiatami. To niesamowite. Swoją drogą, to chyba każde miasto, gdy jest ciepło i nie pada jest piękne nocą. Pokazuje swoje drugie oblicze, to ciekawsze, bardziej intrygujące.

Pobudka jednakże o zwykłej porze. Zwykłej jak na urlop, czyli o 6:00. Plan zakładał, że wyjedziemy z Salonik przed korkami. Udało się wyruszyć o 7:00. I to była … nie wiem, jaka decyzja, bo śródmieście było puste. Więcej życia było tam w nocy niż rano. Dopiero na wylotówce zauważyliśmy nieco więcej życia.

Wyjechaliśmy w kierunku Smoczej Jaskini w miejscowości Kastoria. Aby zaoszczędzić nieco czasu, wybraliśmy autostradę. Koszty dla motocykla są tak niskie, że szkoda szukać dróg alternatywnych. Dojechaliśmy na miejsce i zaczęliśmy rozglądać się po okolicy. Zajęci rozmową usłyszeliśmy w pewnym momencie "Panowie są z Polski?". Pytanie padło od przeuroczej pani, która ze swoim mężem, Grekiem, była w tej okolicy na spacerze. Jakże nam się doskonale rozmawiało przy kawie, zupełnie jak starym znajomym. I aż wstyd się przyznać, ale nie zapytałem o jej imię. No wstyd, no nie tak mnie rodzice wychowali.

Jaskinia. Cudo natury, czegoś takiego nie widziałem, zresztą żadne słowa tego co zobaczyliśmy nie oddadzą. Zdjęcia to tylko marny substytut.
Ciekawie zrobiło się gdy przejeżdżaliśmy przez Kastorię w drodze powrotnej. Centrum, auta zaparkowane wszędzie, przejścia dla pieszych, skrzyżowania, słowem wszędzie. I po górę, tak konkretnie pod górę. I w tym wszystkim Krzysiek, który próbował ruszyć pod górę. Jak żabka. Nie wiem tylko dlaczego nie podobało mu się. No nie wiem.

A jeszcze ciekawiej zaczęło się późnej. Mapa poprowadziła nas bocznym drogami. Bardzo bocznymi, tak bardzo, że raz na kwadrans trafił  się jakiś turysta równie zabłąkany jak my. Tam, na ponad 1250m zjedliśmy obiadek. A później było pod górę. I tak dojechaliśmy w ciągu jednego dnia z poziomu morza na 1500 metrów powyżej. Jedynka, dwójka, jedynka dwójka i tak całymi kilometrami. A później w dół, bez przerwy, bez przerwy od spadku i bez przerwy od zakrętów. No jak zjechaliśmy, to coś nasze motocykle nie specjalnie pachniały. A szczególnie ich hamulce.

Dojechaliśmy do granicy. Pusto. Grecy wyrejestrowali nas ze strefy Schengen. Przejechaliśmy most i zameldowaliśmy się w Albanii. Kontrola graniczna przebiegła sprawnie - skanowanie dowodów osobistych, wpisanie motocykli do rejestru i w drogę. Cel: ciepłe źródła jakieś 60km dalej. Droga rzecz jasna przez góry. Widoki obłędne, droga wąska, zakręt w zakręcie. W zasadzie bez odcinków prostych. Kilkanaście kilometrów. Na szczęście bez dużych przewyższeń, choć nieustannie w górę i w dół. To dobra wiadomość, ale spróbujcie to zrobić w ciasnych, ślepych zakrętach Panelką z przeładowanym ogonem. Taki zestaw żyje własnym  życiem, a droga wąska i barierek brak. Ciepło, coraz cieplej, choć i Grecja pożegnała nas kroplami deszczy a Albania przywitała drobnym deszczem.

Dojechaliśmy do ostatniej atrakcji. Ciepłe źródła okazały się nie takie ciepła jak się spodziewaliśmy. A do tego, to miejsce się bardzo mocno komercjalizuje. W budowie jest potężny parking dla kamperów, zapewne pojawi się opłata za wejście. To nie będzie to dzikie miejsce o którym jeszcze można jeszcze przeczytać w internetach.

Wykąpaliśmy się pomimo to, zwiedziliśmy kanion i postanowiliśmy zanocować na kempingu obok.

Trasa: 366
Awarie: o dziwo brak.
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #61 dnia: Maja 23, 2026, 06:15:04 »

22 maja, piątek.

Pobudka standardowo przed 7:00. Szybkie śniadanie, oczywiście dwu daniowe - kawa i konserwa. Sprawnie zapakwaliśmy się i w drogę. Przed nami kolejny ambitny dzień, bo jakże inaczej. O poranku tylko malutki serwis lusterek u mnie, bo się namiętnie odkręcają i oczywiście omówienie dnia.

Dziś mamy do zwiedzenia miasteczko Gjirokastra, będące na liście UNESCO, Sarandę, jakiś wielki bunkier i Vlorę. Ambitnie, no bo jak inaczej?

Gdy ruszamy, to jest jeszcze chłodno, choć słońce już całkiem ładnie świeci.

Droga wiedzie w górę i w dół, i tak cały czas. Jazda tak niestabilnymi motocyklami jest dużym wyzwaniem - uprzedzę nieco rozwój wypadków i powiem, że podczas wieczornej rozmowy doszliśmy do wniosku, że Transalpina jest dla amatorów.  o może jest najwyżej położoną drogą w Rumunia, ale uwierzcie mi, jak szukacie adrenaliny, to polecam drogi Albanii. Asfalt równy, ale to zakręt wciska się w zakręt.

Dojechaliśmy do Gjirokastra i tam zaczęły się schody. Znaczy schody w motocyklowym ujęciu., Podjazdy i zjazdy tak ostre, że ledwo na jedynce dało się podjechać. A to jeszcze nie było najgorsze. W pewnym momencie nawigacja pokierowała nas na starówkę. Starówkę w ujęciu miasta na górzystym wybrzeżu. Musieliśmy zjechać w dół po kamieniach, a samo skrzyżowanie miało taki profil, że zastanawiałem się, czy Krzysiek nie wywali się na bok, ba czy nie zacznie po prostu spadać. Zjazd, to było przypomnienie sobie wszystkich świętych. Każdego wyznania.

Za to samo miasto całkiem ładne. Gdzieś Krzysiek wyczaił bunkier w skale i poszliśmy go zdobyć. Zdobycie to całkiem dobre słowo, bo droga była po górę, ledwo widoczna, zaś sam bunkier był wydrążony w skale. W Albanii widać minioną epokę na każdym kroku. Czasem bardzo zaskakującym.

Po tych mniej oczywistych atrakcjach zwiedziliśmy tutejszy zamek. Całkiem spory, oczywiście na górce. I teraz spróbujcie zwiedzać miasto, miasto na wzgórzu, w 27C, w stroju motocyklowym. Wyzwanie, a jakże. Daliśmy radę, bo nikt nam nie powiedział, że to nie ma sensu. Nikt.

I schłodzeni kawą z lodem wyruszyliśmy dalej. Ku Sarandzie. Droga, a jakże przez góry. Nasze maszyny zniosły top całkiem dzielnie,  choć my odczuliśmy trudy wachlowania biegami. Zjechaliśmy kilometr w dół, nad samo morze. I tu kolejny problem - gdzie zaparkować. Nie ma miejsca, a sezon jeszcze się na zaczął.

Stanęliśmy więc nad wybrzeżem przy knajpie. A że to już pora obiadowa była, to coś weszło na ruszt. Niestety nic lokalne, a międzynarodowa pizza. Oczywiście, aby posiłek z=smakował lepiej, to trzeba było go uczcić drobną naprawą. Tym razem była to sprężyna dźwigni startera w Velo. Mała rzecz, a jakże potrzebna.

I znowu w drogę, ku ostatnim atrakcjom, czyli wielkiemu bunkrowi na drodze do Vlora.

I kolejny raz Albania przebiła Rumunię. I nie chodzi tu o bądźmy szczerzy idiotyczne ograniczenia prędkości do 30 km/h, ba, nawet do 20km/h w szczerym polu, a o kuriozalne 5 km/h, gdzie nawet pieszy musi zwolnić by nie dostać mandatu.

No dobra, ograniczenia ograniczeniami, ale droga tak nas zmogła, że w pewnym, momencie zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie wrócić i wybrać innej. Alternatywy jednak nie było. Pozostało tylko jechać dalej. I to było w pewnym monecie niemożliwe, bo przy lokalnej budowie ciężarówki z kamieniami ciągnęły w górę tak wolno, że nawet na jedynce nie byliśmy w stanie jechać za nimi. I dlatego też padnięci, wkurzeni i po prosu zmęczeni odpuściliśmy sobie ten bunkier. Pojechaliśmy dołem, 6 kilometrowym tunelem wprost do Vlory.

Tuż przed nią zatrzymaliśmy się na mały serwis, bo od ciągłego wachlowania biegami u Krzyśka padła sprężyna od sprzęgła. Mały, szybki serwis z Wiesiem, a ja z Robertem skoczyliśmy na zakupy do pobliskiego sklepiku. I tu zaskoczenie, nie dość, że dało się zapłacić kartą, co jest cholernie trudne w Albanii, to jeszcze przywitało nas … polskie disco-polo. Szok. Wieś w zasadzie zabita dechami i ludzie słuchają naszej muzy.

Vlora poza dużym ruchem przywitała nas cudowną aleją palmową wzdłuż wybrzeża. Co prawda zdjęć nie mamy, ale możecie wybrać się tam sami, to tylko tydzień jazdy knedlem. Słowem całkiem blisko.

Nie zwiedzaliśmy Vlory, bo byliśmy zmęczeni i chciało nam się po prosu odpocząć. Pojechaliśmy dalej na zaplanowany nocleg. Tym razem to kemping, całkiem fajny z obsługą mówiącą nawet komunikatywnie (jak na potrzeby tego typu biznesu) po polsku. Zamiast namiotów daliśmy się namówić na domki. Zawsze to wygodniej.

Żadnego zdziwienia po naszej stronie nie było, czego nie można powiedzieć o obsłudze i gościach, gdy zobaczyli czym przyjechaliśmy. My zaś zdziwiliśmy się dwu krotnie. Raz, bo w domku obok nocuje francuska, Mileni, która przyjechała rowerem z Włoch, a dwa, bo kawałek dalej są Niemcy, którzy przyjechali W116 ambulansem przerobionym na karawan.

Taki kemping to zbiór ludzi z całej Europy, z Polski również, i nie mam tu na myśli tylko nas. My sobie rozmawialiśmy, a Wiesio, jak to Wiesio, nic nikomu nie mówiąc rozkręcił gaźnik, bo mu się przycina. Na szczęcie zorientowałem się w porę i uchwyciłem go podczas tej niecnej, ukrytej naprawy.

Trasa: 253km
Awarie:
Daniel - lusterka
Krzysiek - sprężyna startera ręcznego i sprężyna sprzęgła.
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #62 dnia: Maja 23, 2026, 11:17:14 »

Hot news.

pierwsza awaria calkowicie unieruchamiajaca motocykl. Więcej szczegółów niebawem.
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #63 dnia: Maja 23, 2026, 19:10:23 »

I oto dalsza część tej mrożącej krew w żyłach informacji. Robert, no bo kto inny, złapał kapcia 100 metrów od początku autostrady. Padła mu połowa kół, a dokładniej, ta tylna część, i tylko na dole.

Chłopaki dzielnie wymieniali w pocie czoła dętkę, a tymczasem Zarząd Klubu kilkanaście kilometrów dalej ...
« Ostatnia zmiana: Maja 23, 2026, 19:12:06 wysłana przez xaff »
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #64 dnia: Maja 23, 2026, 20:20:23 »

23 maja, sobota.

Pobudka o 5:30. No może nie koniecznie z własnej woli, ale cóż, życie bywa brutalne, a informacja gdzie jest kawa, jest najważniejsza każdego poranka. Tego też.

Spało się całkiem dobrze, pod dachem, zmęczeni górami i wieczornymi rozmowami. Kemping jeszcze spał, gdy my już szykowaliśmy się do wyjazdu. Kilka minut po 7:00 wyruszyliśmy.

Naszym celem było Durres. Tam chcieliśmy zwiedzić miasto i odpocząć przed Tiraną. Po drodze naszła nas chęć zatankować. Nie ma problemu z benzyną jako taką, stacji jest bardzo dużo, problemem jest zapłata - płatność kartami nie jest popularna, a nawet jak mają terminal płatniczy, to nie chcą przyjmować takich płatności.

Jest gorąco, odwodnienie to kwestia czasu. A że są już arbuzy, to łączymy przyjemne z pożytecznym. Posilenia, a w zasadzie nawodnieni i zatankowani wyruszyliśmy w kierunku Durres. I w drodze zastała nas ta mrożąca krew w żyłach wiadomość.

Złapaliśmy w sumie półtorej godziny nieplanowanego postoju. Z drugiej strony, mieliśmy sporo czasu na sprawdzenie co ciekawego jest w Durres. Jak policzyliśmy, to wyszło nam, że zobaczyć można, ale chyba lepiej będzie pojechać do Tirany. Tak uczyniliśmy.

Wjechaliśmy do stolicy, widać, że to miasto i jego przedmieścia to jeden wielki plac budowy. Znaleźliśmy nocleg, szybka kąpiel i zamawiamy taksówkę. Tu nie ma ani Bolta, ani Ubera. Zainstalowałem albańską aplikację. Jestem z siebie dumny, dałem rad e przedrzeć się przez menu aż do punku, gdzie dało się ustawić język na polski. I zadziałało, zamówiliśmy sobie taksówkę pod samą piramidę.

Dojechaliśmy tam, wdrapaliśmy się na górę, zrobiliśmy zdjęcia i zgłodnieliśmy. Szybka decyzja - coś albańskiego na obiad. Knajpka była u podnóża. Wybraliśmy "tave kosi", czyli zapiekankę z jagnięciny, zapiekaną w gęstym kremowym sosie z kwaśnego mleka z jajkami. Było całkiem dobre. Nieco dziwne, ale smaczne.

Najedzeni popatrzyliśmy na mapę i … w zasadzie to nie ma czego obejrzeć. Rozczarowanie. Tak, Tirana nas rozczarowała. Nas, bo nie jesteśmy zainteresowani życiem towarzyskim miasta, nas interesuj a zabytki, takie jak my.

Tirana to dziwne miasto, to krzyżówka starej warszawskiej Pragi, śląskich familoków i zapuszczonego PGRu. Nowe miesza się z siermiężnym komunizmem. I bunkry. Nawet w centrum jest ich kilka, w tym przeciwatomowy jeden albo i więcej. Ba, przy ulicy przy której nocujemy na dystansie 200 metrów znaleźliśmy ich osiem.

Po rozczarowującym zwiedzaniu Tirany zamówiliśmy taksówkę na powrót. Okazało się, że kierowca zawiózł nas o jedna przecznicę za blisko. W linii prostej za 300 metrów, a drogą … ponad 2 kilometry. Ale miało to swój urok, zobaczyliśmy tę słynną albańską biedę i wczesno kapitalistyczny luksus przez płot. Mieszanka zaprawdę u nas już niespotykana. I śmiecie, wszędzie w ogromnej ilości. A do dziś miałem wrażenie, że Albania jest czysta, tak, wszechobecne są te duże kosze na śmieci, stojące nawet przy drodze, ale śmieci nie było. No dobrze, w tych małych miejscowościach, nad wybrzeżem też. Stolica mnie rozczarowała. I nie tylko mnie. Czy chciałbym jeszcze raz zobaczyć Tiranę? No niestety nie, to nie mój klimat.

Trasa: 171km
Awarie:
Robert - kapeć w tylnym kole.





« Ostatnia zmiana: Maja 23, 2026, 20:39:51 wysłana przez xaff »
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

cesik2006

  • Młodszy Jawer
  • **
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 76
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #65 dnia: Maja 23, 2026, 21:22:35 »

Dzień bez awarii to dzień stracony:) Powodzenia:)
Zapisane

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #66 dnia: Maja 24, 2026, 21:59:32 »

24 maja, niedziela.

Pobudka 5:30. A nie, łaskawcy dali mi pospać aż do 5:50. Zebraliśmy się sprawnie, wyprowadziliśmy dwa motocykle poza podwórko. Gdy kończyliśmy pakować się, zszedł gospodarz i uruchomił swojego mesia ML. Takiej fontanny z wydechu to jeszcze nie widziałem. A po przegazowaniu była poprawka. Okazało się, że jego syn, tak na oko 3 lata dzień wcześniej, nie pierwszy raz, zafundował autu lewatywę. Tego nie da rady odzobaczyć.

Bez żalu opuściliśmy Tiranę i autostradą obraliśmy kierunek na Szkodrę. Nigdy jak dotąd jazda prostą płaską autostradą nie sprawiła mi tyle radości. Po drodze było stanowisko archeologiczne, ledwo kilometr w bok. Postanowiliśmy zobaczyć to miejsce. Tu też wchodzi komercjalizacja. Tyle, że Albańczycy jeszcze muszą nauczyć się w turystykę. Parking na około 80 aut, jest 8:20, tylko my jesteśmy na parkingu, a parkingowy zwraca nam uwagę, byśmy podjechali do samego krawężnika i stanęli gęściej, bo zajmujemy za dużo miejsca. A jak już się ustawiliśmy, to okazało się, że wejścia jeszcze nie ma, bo ta atrakcja czynna od 9:00. I tyle było ze zwiedzania.

Pojechaliśmy dalej, do Kruda. Tam, a jakże, pod górkę. Wjechaliśmy tak daleko jak daliśmy radę, a później klasyczna wycieczka motocyklistów - w kompletnym stroju, no ok, poza kaskami. Obóz kondycyjny (Aniu, zgodnie z zamówieniem). Ruiny zamku były ciekawe, widoki przednie. Warto było wdrapać się tak wysoko.

I dalej w drogę, ku Szkodrze. Po drodze, przy odpoczynku doszliśmy do wniosku, że jest na tyle wcześnie, że może warto odpuścić sobie kolejny zamek i wycieczkę w Góry Przeklęte (bo jakoś gór mamy chwilowo dość) i pojechać do Czarnogóry. Pomysł został przyjęty przez aklamację i udaliśmy się na przejście graniczne. Niby osiem minut oczekiwania, a wyszło ponad pół godziny. I tam zaczepiło nas dwóch chłopaków, jak się okazało z Polski. Podróżowali autostopem przez Bałkany. Szacunek za pomysł, odwagę i realizację.

Potoczyliśmy się przez Bar, Satomore do Budva. Widoki przepiękne. Tego nie da się opisać, zdjęcia też nie oddadzą. Postanowiliśmy zatrzymać się gdzieś na kemping. I to jest problem. Hoteli, apartamentów w bród, a kempingów niestety brak. Pierwszy znaleziony pokonał nas podjazdem z głównej drogi. Znaleźliśmy kolejny, a dokładniej glamping kilka kilometrów dalej. W międzyczasie nieco już zmęczeni zatrzymaliśmy się na poboczu na kawę i małe co-nieco.

Stawiam motocykl na stopce centralnej, a on się nieco buja na boki - spadł seger i sworzeń nieco się wysunął. Naprawa siekierą. Tak, Jawę da radę naprawić również siekierą.

Krótka, szybka naprawa i w drogę. Po kilku kilometrach zjechaliśmy w stronę noclegu i znów, w gorę i w dół a drogi tak wąskie, że nie da rady wyminąć się osobówka z motocyklem, że o Velorexie nie wspomnę. A wypadało by, bo raz Krzysiek się zatrzymał, a kierowca z naprzeciwka tak blisko przejechał, że złożył mu lusterko.
W innym miejscu na skrzyżowaniu ledwo udało i się zatrzymać tuż za Krzyśkiem, tak była szybka akcja, gdy okazało się że nie damy radę minąć się. A Robert równie gwałtownie hamował by nie uderzyć we mnie. Tylko nie wiem dlaczego Wiesiek tego nie nagrał.

Jakoś minęliśmy się, ruszyliśmy a chłopaków nie. Zatrzymałem się, czekam, czekam i nic. Zawracam, raptem ze 300 metrów i co mi się ukazuje zza zakrętu? Chłopaki w ferworze walki. Z linką sprzęgła. No oczywiście, że u Roberta. Raczej nie powinniście być zdziwieni.

I dojechaliśmy niemal na kemping. Pozostał ostatni podjazd. Oczywiście stromo pod górę. Mapa pokazuje jeszcze 100 metrów. Ruszam pierwszy, po 20m droga się rozwidla, mapa pokazuje w prawo, jeszcze ostrzej pod górę, a na lewo jest jakiś parking. Chwila zawahania, obroty spadają, zatrzymuję się. A w zasadzie zaczynam staczać się w dół. Nie jestem w stanie nacisnąć tylnego hamulca, bo obie nogi już na ziemi, a przedni w tym wypadku niewiele daje. Składa mi się przyczepa i dopiero tak zablokowany jestem w stanie przestać się staczać. A w tym czasie słyszę ryk silnika, to Krzysiek, nie widząc mnie za zakrętem zaczyna atakować podjazd. No zdziwił się bardzo widząc origami z Jawy i PAVika. Okazało się, że ten parking to do kempingu, a mapy nieco przekłamują jego położenie.

Przywitał nas bardzo fajny gospodarz. Szybko dogadaliśmy się i dostaliśmy na ukojenie nerwów lokalną księżycówkę oraz podzielił się z nami swoją kolacją. To była wieprzowina w warzywami w formie zupy. Całkiem smaczne.

Później rozpakowanie i wycieczka nad zatokę. Brzeg skalisty a woda przezierna na ponad 2 metry, nieco jeżowców, ale i tak z kapciach weszliśmy wymoczyć się nieco.  Kąpiel była i odprężająca, a jednak i męcząca. Później jeszcze spacer na piwo do wioski po drugiej stronie poprzedzony konsumpcją owoców morwy czarnej. Były wi eksze niż u nas i bardzo słodkie, pomimo, że znakomita ich większość nie była jeszcze dojrzała.

Trasa: 256km
Awarie:
Daniel - wysunięty sworzeń centralki
Krzysiek - cykliczne gubione ładowanie
Robert - zerwana linka sprzęgła

« Ostatnia zmiana: Maja 24, 2026, 22:06:12 wysłana przez xaff »
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

janosikmz19822

  • Starszy Jawer
  • ****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 252
  • motórów kilka
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #67 dnia: Maja 25, 2026, 16:34:43 »

Muszę do kompa siąść i przeczytać całość na komórce słabo oglądanie idzie a materiał bardzo fajny  :).
Zapisane
    Status GG

elkinio

  • President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Administrator
  • *****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 3103
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #68 dnia: Maja 25, 2026, 18:42:07 »

Z tym ładowaniem to Xaff demonizuje bo to wtyczka nie kontaktuje  :)
Zapisane
Jawa 559 z Velorex 560, Jawa 634 i kilka innych

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #69 dnia: Maja 25, 2026, 19:29:42 »

Ja? A kto zatrzymał się przed światłami, rozłożył ręce i dalej pchał Velo? A komu kierunkowskazy pracują w trybie BMW, czyli wcale?


Fakt, pogmerasz w kabelkach i działa. Na trochę.
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #70 dnia: Maja 25, 2026, 19:32:53 »


26 maja, poniedziałek.

Pobudka o normalnej, urlopowej porze, czyli o 6:00. Wieczorem zasypialiśmy przy odgłosach lokalnego ptactwa. Tylko jakoś tak dziwnie znajomo ćwierkało w tonacji hau-hau. Nie wiem, nie znam się. Zasnąłem. To chyba kwestia zmęczenia. Rano sprawne pakowanie, standardowe omówienie dnia i już po godzinie z małym okładem w drogę. Tym razem postanowiliśmy pojechać wprost do Dubrownika.

Jest koniec maja, ponoć nie ma tu jeszcze wielu turystów. Ja sobie nie wyobrażam jak tu jest w sezonie. Gwarno, tłoczno i gorąco. I nie ma możliwości wybrania dwóch z trzech. Komplet był dostępny już dziś.

Ponieważ przyjechaliśmy motocyklami, to znaleźliśmy miejsce raz, że bezpłatne, a dwa, pod samymi murami starówki. Porzuciliśmy stroje motocyklowe i jak rasowi turyści poszliśmy na zamek w koszulkach i krótkich spodenkach. To był doskonały wybór.

Polecam, pomimo kosztów, wycieczkę po murach Dubrownika. Widoki na całe miasto przepiękne, a jeszcze ładniejsze na morze. Można stać i patrzeć. I ewentualnie przejść kawałek i pod innym kątem oglądać jeszcze raz to samo. I jeszcze raz, i jeszcze raz. Warto jednak delikatnie ostrzec, że to atrakcja raczej nie dla ludzi z lękiem wysokości.

Po Dubrowniku postanowiliśmy pojechać dalej, w kierunku Ston. I tu kolejne mury do wdrapania. Tym razem odpuściliśmy, bo pocenie się w ponad 30C na otwartej przestrzeni to raczej nie jest dobry pomysł. Czasem nawet nam trafiają się przebłyski zdrowego rozsądku. Trudno, nikt nie jest doskonały w szaleństwie.

Pokręciliśmy się po 3 tutejszych ulicach i podjęliśmy decyzję - nocujemy w okolicy. Tu praktycznie nie ma kempingów, dlatego też wynajęliśmy pokój i wczesnym popołudniem zakończyliśmy jazdę.

Oczywiście dzień się jeszcze nie skończył i po wycieczce na obiad, w planach kolejna, na pomoczenie się w wodzie.


Trasa: 174km
Awarie: hmm, brak.
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

cesik2006

  • Młodszy Jawer
  • **
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 76
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #71 dnia: Maja 25, 2026, 20:38:01 »

Dzień bez awarii to dzień stracony:)
Zapisane

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #72 dnia: Maja 26, 2026, 19:52:12 »


26 maja, wtorek.

Pobudka, jak to w wakacje, o 5:00. Śniadanie, pakowanie i w drogę. Cel: Split. Oczywiście nie tak od razu, najpierw Makarska. Oczywiście z braku atrakcji dla nas pominięta w z wielką gracją. Dalej Omiś, Tu zatrzymaliśmy się na trochę.

Tam spędziliśmy trochę czasu. W zasadzie z dwóch powodów - po pierwsze, bo to fajne miasto, a po drugie, że nocleg w pobliskim Split mieliśmy dopiero od 14:00. Połaziliśmy po starówce, oczywiście porobiliśmy nieco zdjęć. Dalej mając jeszcze nieco czasu podjechaliśmy do Salona (Solin) na ruiny amfiteatru.

Ta wycieczka po ruinach kompleksu miejskiego z 5 wieku była fascynująca. Co prawda w stroju motocyklowym w prawie 30C nie było to łatwe, ale w sumie przyjemne, dla oczu i wyobraźni.

I tym sposobem pozostało nam około 20km do Split. Jazda w korku w pełnym stroju, w korku z potem zalewającym oczy to jest niezły wyczyn. I do tego udało nam się nie pogubić w gęstym ruchu. A jeszcze większy wyczynem było znalezienie miejsca do zaparkowania. Przed sezonem, aż nie chcę myśleć co tu jest w sezonie.

Wbiliśmy na kwaterę, prysznic w zimnej wodzie, lekkie ciuchy i w miasto. Split to kawał historii, miasto pełne zaułków, historycznych budowli i jednak sporej dawki współczesności. Widać, że nastawione na turystykę. Pochodziliśmy prawie dwie godziny i zmęczeni wróciliśmy na wieczorną sjestę. W planach wycieczka jak upał nieco odpuści.

Swoją drogą, to jesteśmy już tak zmęczeni przebytymi kilometrami, upałem i atrakcjami, że coraz większym wyzwaniem jest przejechanie po względnie płaskiej drodzy i tych niespełna 200 km. Chyba czas wracać do domu. Znaczy Robert od Arad w Rumunii już wraca. Pora byśmy dołączyli do niego.


Trasa: 188km
Awarie: brak, bo ileż można.

Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

xaff

  • vice President JAWA-ČEZET KLUB POLSKA
  • Klubowicz
  • *
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 226
  • Stwierdzone empirycznie - mam jeżdzącą Panelkę :-)
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #73 dnia: Maja 27, 2026, 20:26:43 »


27 maja, środa.

Chorwacja też. Tak, Chorwacja również zafundowała nam deszcz a nawet burzę. Co prawda zdążyliśmy zjechać na nocleg, lecz nie udało nam się zabrać rzeczy z motocykli bez zmoczenia.

Cofnijmy się jednak o kilkanaście godzin. Jest 5:00, Split, wstajemy. Szybkie śniadania, jak zwykle zresztą, pakowanie i o 6:00 wyjazd. Miasto jeszcze śpi. Musimy przejechać  przez centrum - udaje się to bez najmniejszego problemu. Pierwsze korki, i to w przeciwną stronę, są na przedmieściach. Jest końcówka maja, a już rano nie było czym oddychać. Gdy opuszczaliśmy Split, temperatura sięgnęła 25C. O 6:00 rano!. A później było tylko cieplej. Około 14:00 prognozy podawały 33C (odczuwalna 38C). Dobrze, że nas tam już nie było.

Naszym celem jest tylko jedna atrakcja- opuszczona baza lotnicza w Zeljava. Wybieramy boczne drogi - autostrady nie są dla nas. Po pierwsze nie urwiemy czasu, a po drugie, nie ma już takich podjazdów, by autostrada je łagodziła.

Toczymy się swoim tempem, czasem zjeżdżając na bok, by przepuścić tych, co w swoim mniemaniu "wloką się", a w naszym po prostu jadą za nami. Czasem to też po prostu przerwa, bywa, że na kawę.

Odbijamy z głównej trasy w prawo na Zeljavę. Wita nas tablica z nazwą miejscowości. Nie wypada, bo to jednak znak drogowy, pozostawiamy klubową wlepkę.
Dwa, czy trzy kilometry dalej, oczom naszym okazał się słynny wlepkowy DC-3 (Douglas C-47 Dakota). To obowiązkowy punkt każdego szanującego się motocyklisty, który jest w tej okolicy. Zrobiliśmy kilka zdjęć, pozostawiliśmy i nasz ślad na tej żywej legendzie. Drugą częścią, równie atrakcyjną jest zwiedzanie, a jakże, motocyklem hangarów. To wydrążone w skale miejsca postojowe dla jugosłowiańskich odrzutowców. Przeszedłem się kilkaset metrów wewnątrz góry i ich końca nie było widać. Wszystkie pomieszczenie bardzo wysokie, tak na oko ponad 10 metrów. Po wyjściu weryfikacja tego co zobaczyłem z internetem. Nic dziwnego, że końca nie było widać - to ponad 3500m wykutych w skale hangarów. Wysokość również dobrze oszacowałem - 8 do 12 metrów.
Na koniec małe zerknięcie na dwa pasy startowe - jeden już zarasta trawą, a drugi wygląda całkiem porządnie. Nie wjechaliśmy na nie, postanowiliśmy pojechać dalej.

Jesteśmy już zmęczeni, odczuwamy przebyte kilometry i bądźmy szczerzy włączył się już tryb "do domu".

Plan mamy ogólny, bardzo. A tym samym podlega ciągłym zmianom. I tymże sposobem na koniec dnia wylądowaliśmy w Zagrzebiu, choć mieliśmy go ominąć.

Trasa: 383km
Awarie: brak
« Ostatnia zmiana: Maja 27, 2026, 20:28:39 wysłana przez xaff »
Zapisane
Ciąg Jawoskiego: 360, 638, ...

andree

  • MoTóRzysta z PRLu
  • Jawer Weteran
  • *****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 1759
  • Cezetron, Jawa 42 FJ
Odp: Albania 2026
« Odpowiedź #74 dnia: Maja 28, 2026, 17:17:36 »

Tylko pogratulować panowie, nie lada wyczyn  8)
Zapisane
Czasem trzeba długo iść, aby dojść do siebie..  ;)
Motocykl jest jak media markt - nie dla idiotów
 


Podobne Tematy

  Temat / Zaczęty przez Odpowiedzi Ostatnia wiadomość
0 Odpowiedzi
941 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Maja 01, 2022, 22:03:04
wysłana przez Człowiek ZJAWA
2 Odpowiedzi
408 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Lutego 19, 2026, 15:34:18
wysłana przez Artur
1 Odpowiedzi
434 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Marca 08, 2026, 15:34:24
wysłana przez łysy79
0 Odpowiedzi
702 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Kwietnia 06, 2026, 16:37:36
wysłana przez Artur
0 Odpowiedzi
269 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Kwietnia 28, 2026, 22:28:51
wysłana przez Blenders