Cześć, to zaczynamy jazdę z Cezetką.
Pacjent: CZ350 6V, 1986 lub 84. Zajrzę do papierów później. Wiśniowa od nowości.
Plan: odpalić
Silnik nie był rozpołowiony (tym razem) i z tego co rozumiem wystarczy poskładać boki. Większość rzeczy znalazłem, niestety są braki.
Zaginiony w akcji jest koszyk sprzęgła i półksiężyc, pewnie coś jeszcze.
Nadal plan: garaż
Razem ze składaniem motocykla porządkuję garaż.

Stan opłakany, ale progres widać z dnia na dzień i z każdym wyniesionym śmieciem wyłania się całkiem porządny warsztat.
Ciągle plan:
W pełni sprawny motocykl, który jeździ, skręca, hamuje i wygląda. Kolejność działań będzie od tyłka strony, bo specjalizuję się w estetyce raczej. Spodziewajcie się, że jednego dnia będę próbował przekręcić wał, a drugiego wygraweruję manetki.

ADHD ogólnie.
Historia:
Nową Cezetkę kupił mój ojciec. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa jak trzymałem się łapkami czerwonego baku, błyszczały chromy i tak sobie jeździliśmy - ja na baku, ojciec prowadzi, a siostra z tyłu. Jedno z moich najfajniejszych i najwcześniejszych wspomnień.
Niedługo potem motor został rozłożony z powodów jakichśtam.
Zaczęliśmy myśleć o składaniu jej do kupy, podziałaliśmy trochę i bardzo nieśpiesznie sobie ją kompletowaliśmy. Powoli zaczęła nabierać kształtu, wyszły też problemy. A to coś się zgubiło, a to coś zepsute. Jedną z takich rzeczy była prądnica. Kupiłem więc zapłon CDI i nową wiązkę. Wiązkę wziąłem od 12V, na logikę, bo zapłon będzie 12V, co nie. Chyba to pokićkałem trochę, ale zobaczymy.
Zapłon i wiązka zdobyte, więc umówiliśmy się z ojcem, że przyjeżdżam w sobotę i kombinujemy.
No i tutaj ten smutny moment historii, bo ojciec w piątek odszedł z tego świata.
Minęło parę lat zanim zabrałem się za nią ponownie i zależy mi na tym, żeby ożyła. Łatwo nie będzie, ale zdolny chłopak jestem i co mogę, to zrobię sam. Akurat dysponuję czasem, więc lecimy z tematem.
Post jest długi, to napiszę jeszcze coś o sobie.
Jestem grafikiem z zawodu. Mechanik ze mnie żaden, ale mechanizmy przemawiają do mnie mocno i lubię w nich grzebać. Rozłożyłem w proszek Aprilię RS50. Cholerna mina z niej, więc dostaje łatkę 'może kiedyś'. Może to rozkładanie jest rodzinne, kurde.
Pracowałem jakiś czas w awiacji, projektowałem funkcjonalne kokpity do samolotów małych i dużych do użytku w instrukcjach i szkoleniach dla pilotów. Schematy elektryczne, układu paliwowego. Modele 3D itp. Wyremontowałem kilka rowerów. Chcę do tego moto wplątać trochę stylu awiacji i trochę kolarstwa. Fajnie będzie, mówię wam.
A teraz progres:
Przekręciłem kierownicę do góry nogami, dzięki temu jest niewygodnie.