Tytuł clickbaktowy, ale do rzeczy

TS350
Odpalam bez problemu. Jadę 15km i motor gaśnie. Można kopać do porzygu, pchać, a nawet z ponad 4000obr motor nie zalapie. Pod świecami sucho. Szybki pit-stop, max 40sek, temperatura silnika nie zdąży spaść wiecej niż 2°. Podlewam paliwo pod świecę, jedno kopnięcie i znowuż 15km książkowej pracy aż do powtórki z rozrywki.
Iskra bycza (sovek z cewką Seicento), komprecha nad tłokiem nówka sztuka. Jedyna interpretacja zjawiska to brak kompresji pod tłokiem w wyniku nieszczelności powstających pod wpływem temperatury. Ale do tej tezy nie pasuje natychmiastowe podlanie paliwa do cylindra, odpalenie na dotyk i jazda przez kolejne naście kilometrów w całym zakresie obrotów. Paliwo czyste, dysze nie przytkane, lewego powietrza nie bierze. Gaźnik na razie oryginalny, z dorabianą silikonową gumą króćca. Pływak się nie zacina, poziom paliwa prawidłowy. Silnik połowilem dość skrupulatnie i wg mnie czoło wału i jego szczelność są ok.
Silnik niby prosty jak fiut, a tu zagwozdka. Miał ktoś podobne czary?