25 - 27 Kwietnia pojechałem Ogarem wraz z kolegą @CleVer który jechał na jawce mustang na zlot veroleksa do Kleszczowa czyli trasa jakieś ~200km w jedną stronę.
Wyruszyliśmy koło godziny 10:00 w lekki deszcz, po 5km już byliśmy cali mokrzy
Założyliśmy worki foliowe na skarpetki i ruszyliśmy dalej w drogę.
Za kolejne może 5km Jawka zgasła xD, udało ją się uruchomić, potem po paru kilometrach to samo xD
Co jakiś czas jawka gasła, obstawiałem że woda jej leci do fajki i to był problem, co jakiś czas trzeba było tam wytrzeć więc przystanków było sporo. Jak by problemów z jawką było mało to jeszcze nasze interkomy działały tak że nie dało się dogadać przez nie, może i zasięg oraz jakość ich była słaba ale zajebiście gniotły uszy w kasku
Po jakichś ~4h przestało padać, jawka zaczęła jechać dobrze za to ogar rzucił palecie. Jak już odpalił to nie wkręcał się na obroty i jechaliśmy tak przez ok. 10km po polach, łąkach, lasach w końcu straciłem cierpliwość i zacząłem poszukiwać problemu.
Rozkręciłem gaźnik, wszystko było ok, podmiana świecy nic nie dawała, poza tym iskra była, ogr odpalał ale nie wkręcał się na obroty uj wie czemu... W końcu znalazłem! odpiął się kabel od zapłonu i jedynie lekko stykał się

gdy to podłączyłem... ogar szedł jak zły! mocy miał tyle że jprdl!
W 4h zrobiliśmy może z 50km w deszcz, gdy przestało padać i wszystkie usterki ogarneliśmy pozostałe 150km zrobiliśmy w resztę dnia.
Podczas sobotniej parady maszyny nie sprawiały problemu.
Powrót ze zlotu też był bez problemu, było ciepło i sucho, nawet interkom zaczął działać