I tutaj mam właśnie ten punkt, że nie wiem z jakiej perspektywy na to patrzeć, bo ten model jest rzadki. Był produkowany tylko przez dwa lata i podejrzewam że wielu sztuk nie wypuścili bo dokopałem się informacji jakby podobno ten model miał problem przy "flatout", podobno coś było z korbowodami mimo tego, że są na igiełkach. Nie miałem problemów z silnikiem jeszcze, na pewno nie takie. Już pomijam fakt, że toto jeździło po torze już nie raz. Ogólnie na rynku zachodnim się nie przyjął dobrze, bo miał budę i wagę jak tamtejsze litry czy 750cc a miał 400 i dużo mniej kuni co ogólnie psuło trochę charakter jazdy(patrząc na tamtejsze spojrzenie).
Pozostaje jeszcze jeden problem. Cholera... jak znajdę tak wygodne moto dla siebie. Wszystko co przymierzałem w tym sezonie łącznie z Vifrą kompletnie mi nie podchodzi. Ta Suzuki po prostu pasuje mi idealnie pozycją i wygodą, nie musiałem nic modyfikować. Jak każdy wokół mnie stękał to ja w ogóle nie czułem zmęczenia. W jeździe mocowo trzeba się przyzwyczaić bo to jest jak samochód z litrowym silnikiem, który musisz kręcić żeby jechał, ale jedzie.
Wad ogólnie nie znalazłem, spełnia moje oczekiwania. Wiadomo że nie będzie się przecież prowadzić jak R6. Do ostrej zabawy na bardzo technicznym torze mam tylko jednego faworyta. Bandit 400, może i mały ale w porównaniu to tego ma kuni więcej, jest sporo lżejszy i lubi się skubany składać, kręcić też
Ma trochę problemów technicznych do wyprowadzenia o ile astromobila bym się pozbył od razu bo mi tego auta nie szkoda to o tyle trudniej rozstać się z motocyklem który jest twoim nierozłącznym kompanem/kompanką w sezonie. Tak samo jak większość mnie skłaniała do sprzedania CZ z mojego grona znajomych tak samo się z tym nie poddałem. Wspomnień nie zastąpi nic, po prostu ma wartość bezcenną nawet jakby cześka miała stać w garażu zakonserwowana i czekać.
Spotkałem też masę ciekawych ludzi i tu w Polsce/Wrocław i do tego też doliczę czechy, gdzie każdy jedynie się wyraził żeby trzymać na stanie. Jak zaparkowałem to w piekielnych dołach to nie mogłem niemcowni odgonić. Nie szukam aplauzu świata ja tylko mówię jak to jest jak gdzieś ten motocykl postawisz.
Do tego... Jego kompletność. Nie widziałem ostatnio sztuki takiego motocykla w europie, który by w ogóle się nadawał do porównania. Obecnie naliczyłem może 3-4 sztuki na sprzedaż ogólnie w europie(znajdzie się tego więcej np. pocięte i przerobione), tego prawie nie ma. Ogólnie za stan agonalny dasz tyle co ja dałem za jeżdżący i kompletny jak coś się znajdzie.
Ogólnie co znajdę gdzieś w europie bo myślę nad drugą sztuką na części to są w gorszym stanie i są droższe niż to co dałem za swoją. Wartości teraz nie ma, ale jeszcze nabierze. Model unikalny.
Podejrzewam, że większość bolów wynika z długiego stania w kanciapie/garażu, to można wyprowadzić i to nie musi być ogromny nakład. Silnik mocy jeszcze ma i wigoru też jest sporo, czasy przyspieszeń i Vmax był zgodne z tym co można znaleźć na japońskich broszurach o tym modelu.
Dochodzą do tego wydatki na inne pierdoły, ale hej safety maseures first. Życia w pieniądzach nie wycenisz, ja już wolę naprawić coś trzeba i wymienić niż jeździć ze świadomością, że mój własny sprzęt może mnie zabić.