Zdałem prawko 21 sierpnia 2008.
Był letni deszczowy dzieñ. Raz padało raz nie. Przyjechałem do ośrodka i odrazu wszedłem do sali komputerowej. Pokazałem dowód i siadłem na miejscu numer 5. Zrobiłem najpierw test na kat A a następnie na kat B. Ku mojemu zdziwieniu 0 błędów <thumbup>. Po wyjściu z sali czekałem około 10 minut i zostałem wywołany na stanowisko motocyklowe. Wychodzę, patrzę a tu Yamaha YBR 125 wersja z szerokimi laczkami. Podszedłem, pokazałem dowód, i Pan egzaminator powiedział:
- Czy zna pan przebieg egzaminu?
- Tak.
- To proszę zaczynać...
zatkało mnie. Zestresowałem sie i patrzałem na niego przez chwilę jak na durnia. W koñcu się otrząsnąłem i zacząłem nadawać. Najpierw płyny: silnikowy i hamulcowy. Potem stacyjka i sygnał d¼więkowy, pozycja przód, tył, i oświetlenie tablicy. Kierunkowskazy, lewy i prawy. Potem uruchomiłem motor, żeby sprawdzić mijania. Sprawdziłem mijania i drogowe, lampy stop hamulca zasadniczego i pomocniczego. Zgasiłem padaczkę i przeprowadziłem motor przez 5m. Usiadłem i sprawdziłem naciąg łañcucha. Kazał mi odpalić i podjechać na wzniesienie. Tu bym prawie oblał bo chciałem odpalić i jechać bez kasku

Ale przypomniałem sobie że czegoś mi na głowie brakuje. Podjechałem na wzniesienie, ruszyłem bez problemu. Potem 5 ósemek i kazał mi robić slalom. Pojechałem sobie na około a on do mnie:
- Co Pan wyprawia do jasnej cholery?! Slalom miał Pan robić.
- Przepraszam, chciałem ustawić się na początek.
Zestresowałem się. Zrobiłem slalom, kazał mi podjechać na drugi koniec, rozpędzić się do 50km/h i zahamować na wysokości pachołka. Potem kazał mi zrobić hamowanie awaryjne, coś mu się nie podobało to musiałem powtórzyć. Następnie wyjechałem do miasta. Tutaj bez problemów, wróciłem i egzamin zakoñczony wynikiem pozytywnym

Zdawałem w Słupsku.