No to ten sam. Pewnie śmiał się, że wtopiłem bo moto to trup, a poza tym na Jawie się nie je¼dzi tylko ją naprawia.
Samo kupowanie było ciekawe. Trwało 2 dni. Umówiłem się ze sprzedającym na poniedziałek, 15:30 w Jaworznie, gdzie stała Jawa. Jestem w katosach na rondzie, jest 15:20 i dzwonie do kolesia, że jadę. Dzwoniłem już od 14:30 ale miał wyłączony telefon :-/ O 15:20 odebrał, mówię mu, że jestem w K-cach i będę za 20 min. , A on mi na to, że jest w domu w Siemianowicach bo....zapomniał, że sprzedaje Jawę <mur> . pojechałem po niego (kolo auta nie ma) i jadziem po motor. Na miejscu zonk, nie ma kluczy z piwnicy - matka zabrała, będzie za 10 - 15 min. W koñcu Jawa na aucie, jedziemy do Siemianowic bo tam mają być papiery. W Siemianowicach pilocik po szafkach - papierów nie ma, chyba są w Jaworznie <furious>. wziąłem moto i kluczyki, koleś kasy nie dostał. Miałem płacić jak dostanę papiery - na następny dzieñ obiecał przywie¼ć je do Piekar (umówiliśmy się na 18:00). Wtorek, godz 17:30 dzwonię do kolesia, bo coś się nie odzywa. A on mi, że papiery są, ale zapomniał numeru do mnie i że siedzi w w domu. Miałem już dość. Wsiadłem w auto i pojechałem do niego sfinalizować transakcję. Niech go więcej nie widzę.