Napisałem ci wyżej dlaczego. Stare to są dobre wino i skrzypce ,a stary japoniec to często mina na dwóch kołach. Nie rozbierzesz tego i nie naprawisz od tak jak jawy.
Ludzie wtapiają się zazwyczaj na swoje własne życzenie. Swoją GPz kupiłem za niewielkie pieniądze w stanie "uszkodzony-nie na chodzie". Rozrusznik kręcił, iskra była. Sprzedający nie wiedział dlaczego nie pali i nie interesowało go to, bo miał w garażu dwa inne motongi. W domu okazało się że problemem były... zasyfione gaźniki i zbiornik. Po wyczyszczeniu moto śmigało aż miło. Przelatałem tak dwa sezony nie dokładając do interesu ani złotówki (pomijając wymianę oleju i filtry), dopiero teraz oddałem motocykl do serwisu na pierwszy poważniejszy przegląd - komputer wywala mi jakiś błąd związany z elektryką; niby ładowanie jest i wszystko działa a jednak denerwuje mnie to. Przy okazji niech no go tam przetestują i posprawdzają - w pracy szykuje się dłuższe wolne, trzeba się gdzieś przewietrzyć...
Ale wiesz jak to jest, ciężko się czasem opanowwać. I taka prawda że czasami ma się chęć przycisnąć i jechać ile silnik wytrzyma. Taka jest prawda i każdy tak ma
Nie każdy; ja niby wiem ile powinna pójść moja GPz i nigdy nie miałem ochoty tego sprawdzać. Najszybciej leciałem nią 170 km/h po niemieckiej autostradzie i tyle wiedzy mi wystarczy. Kiedyś Fritz Busch, pisał, że sportowymi autami (i motocyklami jak widać także) powinno się jeździć nie na podstawie prawa jazdy, tylko pozwolenia na broń. I jeszcze, że one są jak litrowa whisky: By nie polec z kretesem, musisz mieć albo nadludzkie zdolności, albo nadludzką powściągliwość