Imperossberg.
Współczesność
Bar „U ROMANA” nie był zbyt okazały ani efektowny. Ot kawał budy z desek i płyt. Mimo swojego niezbyt luksusowego wyglądu miał swoich stałych klientów. Jakoś funkcjonował. Wielokrotnie na zapleczu w pobliżu pojemników na śmieci, to jest w miejscu najsłabiej oświetlonym następowała drobna działalność usługowa. Nie podlegała ona opodatkowaniu.
- Kanczajetsia wremia! Dziengi nada!
- Gdzie kurwo?! ja ci dam zara wremie, później dzięgi bedo!
- Nie nada daliej dziełać! dawaj Dziengi, bo Sasza w ruki waźmi arurze i ubiju ciebia kak sabaku
- Morda w kubeł dziwko! Jak się spuszczę to bedo Dzięgi, ssij i nie pierdol!
Stachu, jak co dzień, spędzał wieczór z kumplami „U ROMANA”. Tego wieczoru w barze nie spotkał zbyt wielu kumpli. Od dwudziestu lat jeździł Kamazem przewożąc trzodę chlewną. Od niedawna wszystko było wywożone do Litwy ruskich i jeszcze innych zza wschodniej granicy a co za tym idzie, lekka kontrabanda powodowała, iż zarabiał znacznie lepiej niż pół roku temu.
- Kierowniczko! – krzyknął przepitym chrapliwym głosem, ledwo siedzący Stachu – jeszcze jedno!
- Kierownice to ty masz w swoim kamazie! – krzyknęła zniecierpliwiona barmanka Zdzicha. Była starą panną lekko przygłuchą, czego prawdopodobną przyczyną oprócz wieku był delikatnie, bardzo delikatnie mówiąc mało atrakcyjny wygląd. Tylko ona wiedziała o tym, iż jest jeszcze dziewicą. To znaczy była nią, jeśli trzonek od miotły można nazwać jej pierwszym prawie prawdziwy chłopem.
- Elu, nie deeedenerwuj się. Nie każda kobieta musi się, popodobać chłopom. Ty nie jesteś brzydka tylko koszmarnie paskudna i taka męska! Przy tobie wszyscy czujemy się bezpiecznie.
Zdzicha, gdy to usłyszała (do tego, co słabo słyszała lubiła dodawać to, co sama wymyśliła) natychmiast zacisnęła zęby oraz pięści tak aż wargi przyjęły kolor skóry. Pochyliła się ostro do przodu, patrząc to na Stacha to na wiszącą nieopodal patelnie. Chwilę myślała o tym czy ma mu ostro pojechać a potem przypierdolić, czy też zmienić kolejność owych czynności. Z dziesięciu metrów mogła go nie trafić. Mocno wkurzona usłyszała silne uderzenie.
Drzwi knajpy otworzyły się z wielkim hukiem. Do środka wszedł mężczyzna kompletnie bez ubrań. Wszyscy łącznie z wkurzoną do wszelkich granic barmanką wybuchli gromkim śmiechem. Coraz więcej osób chociażby z uwagi na ich stan psychomotoryczny zaczęło spadać na podłogę wskazując palcem na nie ubranego przybysza. Wszyscy zaczęli wytykać go palcami, nie mogli wyrobić ze śmiechu. W końcu zdezorientowany postanowił wyjść w bliżej nieokreślonym celu. Najwidoczniej się zawstydził, tak pomyśleli pękający ze śmiechu klienci. To spowodowało obniżenie emocji na kilkadziesiąt sekund, do chwili, gdy do baru po raz kolejny wpadł ten sam mężczyzna. Tym razem miał na sobie damskie majtki, za nim z krzykiem wpadła jakaś stara raszpla.
- Kurwasyna! – krzyczała głośniej niż ćwierkacze JBL-a na 600 watowym wzmacniaczu - dawaj maju majtochu! ty skradł maju adzienie! mielitja!
Mężczyzna odwrócił się wziął krzesło i rozwalił je na głowie dziwki, po tym złapał ją za szmaty i wyjebał takiego kopa, że panienka wyleciała z baru. Szkoda tylko, że nie trafiła w drzwi, mało tego nie trafiła nawet w okno zresztą ścina nie była taka gruba. Do mężczyzny podbiegła barmanka z patelnią uderzając go w potylicę. Mężczyzna w ułamku setnej sekundy odwrócił głowę łapiąc ją za rękę, w której trzymała patelnię a następnie drugą ręką podniósł ją na wysokość kilkunastu centymetrów. W tym momencie oberwał po raz kolejny tym razem krzesłem, identycznym, z którego dostała prostytutka. Nie poruszyło go to w jakikolwiek sposób, puścił jedynie barmankę i złapał za gardło wandala (w jego oczach i ocenie), który po prostu zniszczył na nim krzesło. Jednym ruchem nadgarstka delikatnie skręcił mu kark.
Facet od krzesła upadł na ziemię a dokładniej wiadomo, że na podłogę. Obcy mężczyzna zaczął iść w kierunku trzech mężczyzn stojących przy stole bilardowym. Podszedł do jednego z nich mówiąc:
- Potrzebne mi są twoje buty, kurtka spodnie i motor, majtki już mam, więc nie będą mi potrzebne.
- Ale jaa jaaja nie mam motocykla a moje dzwony raczej by na ciebie nie weszły.
- A to przepraszam – powiedział i podszedł do drugiego mężczyzny ubranego w skórzane ciuchy.
- Dawaj mi ubrania buty i motor.
- Musisz się jego spytać – oznajmił mężczyzna wskazując na swojego kolegę – to jego Junak.
- Dawaj mi ubrania buty i motor – ponownie rozkazał dla faceta w skórze.
- Co kurwo nie słyszysz? już ci powiedział to nie jest jego motor a poza tym gościu nie powiedziałeś proszę.
- Proszę
- No teraz lepiej – facet wyją z gęby papierosa, po czym zbliżył go do skóry nieznajomego. Zawahał się, pomyślał o cenie Marlboro, wyją, więc z kieszeni drugą paczkę. Nieoficjalną. Marlboro palił tylko na pokaz. Na co dzień kopcił koziołki lub inne w podobnej cenie. Zapalił, więc jednego z tych tańszych i niemal od razu zgasił na czole nieznajomego. Ten szybkim ruchem złapał go za rękę, przekręcił a następnie rzucił nim w kierunku kuchni, przebijając ścianę. Wszedł za nim do środka gdzie zauważył jak gruba kucharka napieprza go wałkiem. Najwidoczniej lekko jej w czymś przeszkodził, może smażyła kotlety mielone. A może placki ziemnia..., k... przecież to nie jest w tej chwili najistotniejsze, ona go ostro napierdalała a ten nie mógł wstać. A może ryby smażyła? dobra trza się opanować. W każdym bądź razie kucharka na widok gołego chłopa lekko zgłupiała. Stanęła jak wryta. Rozdziawiła twarz i stanęła nieruchomo. Ubrany w skóry mężczyzna był niemal szczęśliwy, iż twardy drewniany przedmiot przestał odbijać się od jego głowy. W tej chwili był w stanie dla pseudo wybawcy zrobić wszystko, uklękną przed nim i w tym momencie przypomniał sobie, iż z więzienia wyszedł już dziesięć lat temu a kuchnia to nie zbiorowa łaźnia i już nie musi tego robić.
- Dobra już dobra, zabieraj – szybko oddał kluczyki
Mężczyzna wyszedł z knajpy. Ubrany w czarne skórzane buty, spodnie a na wszystkim dodatkowo w wojskową bechatkę, zabrał ją komuś, toć chyba nie kupił.
Podszedł do junaka, okazało się, że kluczyki nie pasują. Podszedł, więc do stojącej nieopodal, cezety. Zbadał ją wzrokiem przy użyciu, którego natychmiast ocenił wiek odlewów i wytłoczeń. Stwierdził, że opony, olej, świece, tarcze sprzęgłowe i kilka innych części są dużo młodsze. Nie były to w tej chwili najistotniejsze informacje, jednak przynajmniej wiedział, że jego falowo-molekularny system oceny wieku przedmiotów działał na poziomie zadowalającym. Do cezety kluczyki również nie pasowały, znalazł, więc na ziemi gwoździa, włożył go do stacyjki. W okolicy prędkościomierza pojawiły się dwie malutkie lampki, czerwona od ładowania i żółta będąca kontrolką biegu jałowego. Ale to nie wszystko. W okolicy manetki gazu, znajdował się mały przełącznik od zapłonu, służący do gaszenia uruchomionego silnika. Należało przemieścić go ze skrajnego połażenia na środkowe, ale dopiero po kilkukrotnym naciśnięciu na dźwignię rozruchową. W okolice komory spalania oraz do skrzynki korbowej dwusuwowego silnika, musiała dostać się określona ilość mieszanki paliwowo-powietrznej. Dopiero, gdy obydwa tłoki otaczało paliwo z powietrzem można było uruchomić silnik. Pojawienie się iskry oraz wprawienie w ruch tłoków powinno teoretycznie spowodować rozruch silnika. Właśnie, teoria swoją drogą a życie i tak potrafi płatać figle. O co chodzi? Gdybyśmy rzucili kanapkę z masłem to na sto procent spadłoby masłem w stronę podłogi. Ktoś mądry jednak kiedyś zauważył, iż gdyby posmarować kanapkę masłem z dwóch stron, to mieli byśmy perpetułmobile. Kanapka musiałaby się ciągle obracać. Darmowe źródło energii? Ale to znowu teoria. Wróćmy do naszej, cezetki. Mężczyzna nacisną na kopniak, ale motocykl nie zapalił, nacisną, więc po raz drugi trzeci czwarty i nic. Zszedł z motoru i zaczął go pchać. Wcisną sprzęgło włączył dwójkę (zgasła żółta lampka), po czym wskoczył tyłkiem na siedzenie. Wał korbowy silnika zaczął się obracać, więc pchał go coraz szybciej. Minęło kilka minut szalonej gonitwy, gdy usłyszał potężny strzał. Zatrzymał się, trzymając motor za kierownicę zaczął go oglądać, to z prawej to z lewej strony, to od strony tłumików i nic. Miał już brać się za kontynuowanie reanimacji, gdy usłyszał kolejny strzał tym razem poprzedzony przeładowaniem strzelby gładkolufowej. Za pierwszym razem myślał, że to strzał z tłumika. Mylił się i to dość znacząco. Okazało się, iż z knajpy wyszedł jakiś gruby koleś( chyba szef baru) najprawdopodobniej z mossbergiem w ręku. W każdym bądź razie na pewno była to pięciostrzałowa strzelba gładkolufowa. Dwie breneki
[1] powędrowały już w kierunku nieba. Gdzie wylądują trzy kolejne? O tym miał się przekonać za chwilę.
- Ej ty, chodź tutaj – krzyknął tłusty kolo ze spluwą w ręku – nie zabierzesz motoru temu facetowi!
- Dlaczego?
- Mówię ci, że tak tego nie zrobisz!
- Jak to nie zrobię! a co? ktoś mi zabroni?
- Bo baranie nie odkręciłeś kranika!
- Eee no dzięki, o tym drobiazgu nie pomyślałem
- I jeszcze jedno – powiedział facet ze spluwą
- Co takiego?
- Dzięki za wpierdolenie tym kolesiom, od dawna robili tu straszną borutę, a i zarobić prawie chuj dawali
- Drobiazg
- W dowód wdzięczności przyjmij tą oto...– mężczyzna odwrócił się i wyją z dziury po latającej prostytutce KBK AK MS 7,62 mm, –...pamiątkę z wojska oraz ładownicę, razem 120 pestek
- Eee no to żeś mnie koleś zaskoczył!
- Weź jeszcze Imperatora, – co za idiota, przecież to Mossberg, w końcu jestem narratorem i wiem wszystko.
- Ty narrator nie wpierdalaj się między wódkę a zakąskę – zaprotestował mężczyzna, który za chwilę miał otrzymać tak wspaniały prezent, w końcu kupić kałacha na wolumenie potrafił każdy, ale Mossberga? to graniczyło z cudem.
- Ty narrator weź się tak kurwa nie spinaj nad rodzajem giwery? Jeden chuj Mossberg czy Imperator!
-, Jeśli uważasz, - kontynuowałem ja, czyli narrator - że niema w nich różnicy między Mossbergiem a Imperatorem, to czekaj niech ci w trakcie czyszczenia części potasuje, wtedy się osrasz a nie złożysz. Pozwolę sobie zauważyć, iż w obydwu przypadkach długość...
- Weź kurwa! – Krzyknął zbulwersowany szef baru - skończ pierdolić!
- Dzięki stary za Imperossberga? Tak? Mogę tak na niego mówić?
- Mów jak chcesz tylko nie mów, że masz go ode mnie. A i …masz tu jeszcze okulary, żeby ci komary nie wlatywały do oczu.
- No dobra, dzięki
- I masz tu jeszcze Ericssona 11210
- Dobra, ale już daj mi spokój, bo muszę spełnić misję.
Mężczyzna podszedł do motoru i odkręcił kranik. Karabinek po przeładowaniu i ustawieniu na ogień pojedynczy założył na plecy, zaś Imperossberga( jak śmiał profanować nazwę niemal kultowej strzelby) wepchną za owiewkę, ją również przeładował i odbezpieczył. Po tych czynnościach zatopił na chwilę pływak lekko przelewając gaźnik i nacisną kilkakrotnie na kopniak. Gdy włączył zapłon i powtórzył kopnięcie, silnik zaskoczył.
- Ej! Misjonarzu! – Krzyknął grubas – uważaj na zakrętach, bo te, cezety to lubią przodem wyjeżdżać!
Mężczyzna bez słowa zwiększył obroty silnika i ruszył w kierunku ciemnej ulicy Olsztyna.
- Znaczy podsterowne są – cichutko powiedział barman do siebie, gdyż tamten był już za odległą mgiełką niebieskiego dymu.
- Janek! Masz natychmiast posprzątać ten burdel!
- Znowu się kurwa przyjebała! –Zdenerwowany Janek rzucił śrubokrętem, tak aż ukruszył z niego kawałek plastiku - kiego chuja chce ta głupia pizda!
Janek grzebał przy motorze kupionym niedawno od pewnego gościa, któremu miał zapłacić drugą ratę. Przy okazji wizyty w jego garażu zajebał mu czerwono-skórzaną, cynkowską kurtkę. Owszem, była dla niego o wiele za duża, ale wiedział, że klient na pewno się znajdzie i na drugą ratę za wiechę będzie. Nieudolna próba ustawienia wolnych obrotów maszyny ze Świdnika, oraz zawracanie dupy z byle pierdołą tak mu podniosło ciśnienie, że miał ochotę rzucić całym motorem w kurczaki sąsiada a potem przykryć to dużym fiatem stojącym obok. Niestety, a może i stety, siły tyle, co KS to on nie miał. Sławny KS, mieszkaniec jednego z mazurskich PGR-ów będący jednocześnie założycielem alternatywnego wiejskiego klubu RZEPAK I PIJAKY znany z rzadkiej umiejętności zamykania na raz dwóch bortów przyczepy Kirowca, co robił z niebywałą gracją i lekkością, ponadto potrafił zagadać na śmierć. Wróćmy do wojującego z gaźnikiem Janka. Stojący obok kolega wiedział, iż dla niego lepiej będzie, jeśli przez jakiś czas nie będzie się odzywał.
- Masz natychmiast przestać gazować! Zamykaj chlewek i bierz się do roboty bękarcie!
- Mam na to wyjebane! Ty stara kurwo!
- Będziesz miał wyjebane! Jak skurwysynu tydzień żreć nie dostaniesz? Bartek! Zrób coś z tym bękartem!
Bartek również miał na to delikatnie ujmując wyjebane. Wolna sobota, mecz w telewizji, zimny browar przy fotelu brak jakichkolwiek przyczyn by ten stan rzeczy zmieniać.
- No rusz się, ten gówniarz w ogóle mnie nie słucha!
- Janek! Masz słuchać swojej mamy! – Krzyknął mąż swojej brzydkiej żony – wstaw Wueskie do garażu i posprzątaj swój pokuj, natychmiast!
- Możesz mi zrobić kiełbasę! Stary drutorobie! – Krzyknął Janek dodając – Ja nie mam pokoju i to swojego! A ta szmata do podłogi nie jest moją matką.
Janek wskoczył na motor, kiwną głową do kolegi by ten zrobił to samo, po czym z pełnym gazem ruszyli w kierunku centrum.
- Czy to prawda kochanie, że nie jesteś jego matką?
- Ty kurwa udajesz durnia? Wyjebało ci uszczelkę między głową a tułowiem i cały olej ci popizdował wzdłuż tułowia?
- A to znaczy, że ja też nie jestem jego ojcem?
- Weź mnie nie wkurwiaj! Ależ ty jesteś tępy!
- To znaczy, że nie musimy go wychowywać?
- Jasne, że nie! źreć dziś na pewno nie dostanie!
Janek z kolegą jechali w stronę miejscowości Ryn. Słyszeli, że jest tam całkiem miła i romantyczna dyskoteka, chętnie wsadziliby dzisiaj komuś kosę a jeśli spotkają typa z Kętrzyna to może i do nocha coś wsadzą.
Mijała, 21:piędziesiąt, to jest dwudziesta pierwsza:50 dobra niech będzie tak 21:50 a teraz to już 51. Pędząca wułeska była, więc lekko spóźniona. Zwykle tak kończyły się eksperymenty ze skrótami. Tylko im przyszło do głowy by wyjechać z Olsztyna trasą na Bartoszyce, tam nawrót na Biskupiec. Niestety, działające w głowie THC kazało im w Biskupcu jechać prosto na Szczytno, zamiast skręcić w lewo na Giżycko. W końcu trafili i nie martwili się zbytnio lekkim spóźnieniem właśnie, dlatego, że było ono lekkie.
[size=0pt]
[1][/size] Breneka – patrz encyklopedia PWN