Witam. Chciałbym Wam zaprezentowac moją Jawę z 1984 roku. Kupiłem ją jakoś dwa miesiące temu od drugiego właściciela u mnie w Sierczy, pierwszym był równierz człowiek mieszkający u mnie na wsi, więc jestem trzecim właścicielem, a motocykl nadal nie opuścił pierwotnej miejscowości

Jawę po ciężkich negocjacjach zakupiłem tylko dlatego że zaczęli się koło niej kręcić "wątpliwi kolekcjonerzy" i nie chciałem żeby trafiła w niepowołane ręce. Znałem motocykl od dawna ale nie kwapiłem się żeby go kupić, zwyczajnie bałem się 350ki bo się nasłuchałem gminnych legend jaki to nie jest szmelc. Ale kupiłem. I nie żałuję ani złotówki wydanej na motocykl jak i na części które do niego już kupiłem

Tydzień po zakupie pojechałem do Krakowa i przy licznikowych 120 urwał się lewy tłok. Jawa wróciła Oplem Combo do domu, gdzie w garażu zdjąłem lewy cylinder i moim oczom ukazały się omielone resztki tłoka. Nie wiem jak to się stało, podejrzewam łożysko igiełkowe, ponieważ brakowało kilku rolek, fart że nie zbiły się miedzy tłok a cylinder. W każdym razie, indiańskimi sposobami powyciągałem resztki tłoka i parę igiełek z komory wału. Założyłem nowe tłoki (zdjąłem też drugi cylinder, pomyślałem że lepiej od razu oba wymienić), nowe łożyska, już nie takie jak były pierwotnie czyli luzem rolki tylko w koszyczkach. Nowe sworznie, pierścienie, uszczelki wiadomo... Poskładałem i odpaliłem, po pierwszych parunastu metrach z komory wału nad tłok przeleciał malutki odłamek tłoka który najwyraźniej musiał się zakotwiczyć tak że moim cudownym sposobem go nie wyjąłem. Zdjąłem głowicę, wywaliłem parcha, poskładałem wszystko i jazda. Chodziło ok. Bogatsza mieszanka, z racji że nowe pierścionki i można było śmigać

Teraz trochę może o moich wojażach:
Po 4 godzinach od poskładania silnika, zapakowałem sakwy pożyczone z kumpla TS-ki, przywiązałem do siodełka torbę podróżną i śpiwór i wyruszyłem zatankowanym pod korek motocyklem do Łodzi

Od Częstochowy padało więc na Łódź Fabryczną dotarłem mokruteńki. Skontaktowałem się z kumplem, wytłumaczył mi dojazd na Nowosolną i pojechałem

Zamiast się położyć i przespać, zdjąłem głowice, bo coś dziwnie gwizdało. Okazało się że prawa się jakoś popuściła i miała przedmuch. Poskładałem, niestety na starych uszczelkach bo nie miałem nowych i o 18 siedliśmy już we 2 i wyruszyliśmy w kierunku Poznania, dokładnie do Skorzęcina koło Gniezna, na zlot klubu Opel-Youngtimer.pl. Trasa bez zarzutu, raz tylko umarł lewy cylinder ale poprawiłem fajkę i odżył z pełną werwą

Droga powrotna przebiegła zupełnie bez niespodzianek, aż do Olkusza, gdzie przy większych obrotach jakby coś zaczynało dławić i głośniej pracować, spadek mocy był wyraźny, stało się to przy wyprzedzaniu jakiegoś plastikowozu. Przyczyna była prozaiczna, popuściło się lewe kolanko, i przy wyższych obrotach spaliny odpychały je od cylindra i przez to automatycznie dyfuzor nie spełniał zadania, stąd brak mocy
Jedyne zdjęcie jakie na razie mam to Łódź Fabryczna (wysyłałem mmsy wszystkim którzy powiedzieli że w życiu nie dojadę). Ze Skorzęcina znad jeziora zdjęć jeszcze nie dostałem, a koleżanki zrobiły sobie sesję z Jawą, więc jak mi przyślą - wrzucę od razu


Tydzień później zadzwonił do mnie kolega, czy może nie pojechalibyśmy odwiedzić na spontanie jego dziewczyny do Zamościa. Myślę sobie, 300 w jedną stronę, co to dla Jaweczki

Zapakowałem sakwy i w drogę

W dwie osoby, mieliśmy równe 300 km, rezerwa nie działała, więc było teoretycznie 12 litrów paliwa. Po drodze pobłądziliśmy koło Sandomierza bo okazało się że prom nieczynny i takie tam... Benzynki zaczęło brakować jak już byliśmy w Zamościu i po spotkaniu z dziewczyną kolegi krążyliśmy w poszukiwaniu miejsca do spania. Więc spalanie wyszło poniżej 4 litrów, czy to dobry wynik jak na Jawę? Nie będę pisał jakie u mnie krążą legendy o spalaniu Jaw 350, do dziś jak ktoś sie mnie pyta o spalanie to robi to w sposób mniej więcej taki: "Ile pali? 8 czy dużo więcej?"

Miejsce do spania znaleźliśmy całkiem przypadkowo, pojechaliśmy coś zjeść do Maca i moim oczom ukazała się zjeżdżalnia dla dzieci, nie muszę mówic co było dalej <punk> Następnego dnia, czyli w niedziele, pokręciliśmy się trochę po Zamościu, rynek te sprawy, a po południu do domku, przez Szczebrzeszyn (z obowiązkowym zdjęciem przy Chrząszczu). Od Szczebrzeszyna (graniczy z Zamosciem) padało. Mniej lu więcej, zależnie od kaprysu mega chmury która była naszą nieodłączną towarzyszką. Do domu dojechałem w stanie gorszym niż tydzień wcześniej do Łodzi. Jedyne co miałem na sobie suche to spotnie na tyłku i tylna część bokserek




To na razie 2 moje wyprawy Jawą, obie uważam za dość dobre dokonania, tu na forum pewnie każdy tak śmiga na dziko Jawą, ale dla mnie to była nowość i totalny spontan, nie znałem motocykla, nie byłem go pewien, ledwo poskładałem i heja <frusty> Jak tylko nadarzy się jakaś okazja żeby gdzieś pojechać jeszcze to z pewnością siądę na moją wierną Czeszkę i zniknę w tumanach kurzu i niebieskiego dymu <yes> Póki co walczę, zaczęły się dziwne humory.
Nowy kondensator (miał tydzień) się popsuł, wymieniłem na jakąś Teslę znalezioną w czeluściach mojego garażu. Działa. Nowa platynka na lewy cylinder, styk się poluzował i gonił. Założyłem na szybko starego PALa który jeszcze nie wykazywał wielkiego zużycia. Działa. Gaźnik, nie wiem za bardzo jak to wyregulować, ale odkąd założyłem filtr paliwa (mam niezły syf w baku) jakby trochę go przymula, nie nadąża paliwo chyba spływać, albo wyczyszczę bak na dniach albo kupię kranik, bo nie spotkałem się jeszcze żeby gdzieś ktoś sprzedawał samo sitko do kranika, a tego mi brakuje... Jeśli ktoś dotrwał do tego momentu i nie umarł z nudów to chciałbym podziękować za wytrwałość ;]
DO ZOBACZENIA NA TRASIE ! ! ! <thumbup>