Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Nasz Garaż => Wątek zaczęty przez: Jawolotmen w Sierpnia 04, 2016, 02:38:42
-
Długo zwlekałem z założeniem tematu, co prawda jest o niej temat... Po przejściach z dwoma złomami po prostu szukałem czegoś co by po prostu najzwyczajniej jeździło po przyciśnięciu guzika. Nie mam czasu wyrabiać pełnego A chociaż już od dawna mogę przeskoczyć z A2, ale jest mi to czasowo nie na rękę więc byłem ograniczony do 48 koni i nadal jestem. Szukałem GS 500, ale zobaczyłem już tyle krzywych sztuk, że sobie odpuściłem miałem nic nie kupować i nagle z nieba spadł mi Laszlo i jego propozycja.
Wziąłem kolegę do astromobila, pojechaliśmy wieczorem jak skończyłem pracę. Objechaliśmy, ja pojechałem na niej, kolega samochodem. Byłem na zlocie chciałem wpychać(no przecież to nie knedel), ale Zysiu powiedział że ma normalnie wjechać i musi :D Generalnie ja na razie nastukałem tym 2 tyś km. Z czego miała zjarany stator, ale ten temat już dogłębnie przekopałem i co może pasować(nie ma do tego za bardzo części, po prostu nie ma). Znalazłem używkę w śmiesznej cenie ale trzeba było pozarabiać przewody do uzwojeń i przepleść starą uszczelkę na przewody od pokrywy. Zamiennie dałem też inny regulator(stary był sprawny ale nie mam ochoty wymieniać uzwojenia za uzwojeniem), bo moim zdaniem jako elektryka to japończycy dali ciała w tym modelu. Kto wybija stator z synchronizmu? Synchroniczną maszynę że tak powiem...
Ogólnie to na początku miałem sceptyczne podejście do tego ale jak się już trochę rozjeździłem to nigdy nie dojdę do innego zdania niż... "Boże, nie wiedziałem że rzędówka może tak dobrze brzmieć". Serwisówkę sobie wydrukowałem, każda zmiana rocznik i jej się trzymam tak więc jak nakulałem pierwszy tysiąc to od razu zabrałem się za czyszczenie napędu, sprawdzenie naciągu i ustawienia koła w wahaczu. W sumie czeka mnie kolejny serwis napędu. Myślę że ta sztuka jest idealnym przykładem że jak się stosuje pieczołowicie do magicznej książki i się pilnuje czynności eksploatacyjnych to taka sztuka pojeździ długo i bezawaryjnie.
W sumie na razie to tyle, ładowanie przywróciłem, uszczelkę ładną z gambitu dociąłem i nic się z pokrywy nie poci. Gdzieś jeszcze silnik się poci muszę to ustalić albo przed zmianą oleju w martwym sezonie doleję składnika UV i znajdę skąd to idzie. Przebieg ma słuszny po moich przejazdach w sumie nawet nie muszę tego komentować 82 tyś i dalej jeździ tak jak powinna. Nie będę podkradał stwierdzenia jak zegary świecą bo identycznie mi się to kojarzy.
-
Jeździłem na tym 8)
-
Przebieg 83 tyś:
Pojechałem do Czech, po prostu odwiedzić sobie Pepików i nabrałem smaku tego kraju zobaczyłem nieco tak więc mocno przyspieszam prace na CZ ale są też ku temu inne powody. Widziałem CZ 175 i kiwaczkę z Żamberku. Nawet udało mi się wychwycić pancerkę. Jazda po czechach jest zupełnie inna, jeździ się dużo grzeczniej i spokojniej mocno mi się to spodobało, ja lubię czasami podróżować mocno spacerowo. Na winklach do Ceskych Petrovic trochę powykręcałem GSX'a i w sumie powyginałem zawieszenia do końca jego możliwości mimo złej rozmiarówki opon. Przy ciśnieniach 1,85 i 2,0 bara z tyłu prowadzi się najbardziej stabilnie nawet przy tempie 150. Ładowanie nadal jest i tego nie sprawdzam ostatnio byłem w zagłębiu szrotu do GS 500, kolega potrzebował zegary, lampę i parę pierdół do swojego to za 50zł wyrwałem kolejne uzwojenie dosłownie w stanie idealnym niech sobie leży na zapas.
Awarie:
1. Zerwana linka gazu, niestety było wolne więc musiałem się migowo dogadywać i w Czechach połatałem to kawałkiem kostki elektrycznej i musiałem wywalić fabryczną regulację i zrobić sztukaterię, bo dosyć spory kawałek linki mi zjadło,
2. Nie wiem czemu kompletnie jakimś cudem "zespawała" mi się dźwignia zmiany biegów i nie mogłem operować skrzynią, miałem klucze z zwijku ze szmaty pod kanapą więc dźwignię rozebrałem do zera razem z przegubami kulistymi, wymyłem bajurą z serduszka kochanki, tutaj też mam nawet pamiątkę z czech, kupiłem bardzo fajny smar mogul, ma konsystencję rzadkiego miodu, pachnie jak hipol, prawie w ogóle nie wypłukuje go woda i do wszystkiego się lepi... no nie będę określał jak. Pucha 250g mnie kosztowała niecałe 8zł i kupiłem to w ciekawym sklepie co nazywał się "Elooooooooo, elooooo", tak się śmieję z tego :D
Z larssona kupiłem linkę do sprzęgła na zapas i gazu dwie, jedną na zmianę i drugą na zapas. Nową linkę przygotowałem do montażu, jakoś z moimi sposobami udało się ją wymienić bez demontażu całej baterii gaźników, miałem za sobą 40 min kombinowania. Kuferek fajna sprawa, bardzo wygodnie się jedzie bez plecaka.
Wjechałem jeszcze na "Ścieżkę w chmurach", wjazd kosztuje 350 koron czeskich, pierwszy raz w życiu widziałem też latający balon i na winklach miałem frajdę. Też sprzęt godny i z minimalizmem w plastiku jednak tęskni mi się mocno do CZ i mam nadzieję że każdy detal uda mi się zrobić do przyszłego sezonu. Przede wszystkim dziewiczą trasę zrobię oczywiście na Czechy, pewnie do Strakonic dojadę :)
Z własnych przemyśleń to dotarłem też do tego, że są ludzie bez jakiejkolwiek klasy, tylko cię skreślą bo jesteś jaki jesteś, nic nie powiedzą nawet mimo tego, że chciałbyś coś zmienić. Mnie już przestało to boleć. Przynajmniej wiem jedno sam o sobie, przestałem uciekać od problemów tylko zacząłem je rozwiązywać i nie chodzi tutaj o motocykl. Ja tej osobie źle nie życzę, ale pewnie kiedyś ją pokara za "przebieranie w ludziach". A zresztą co ja sobie będę zawracał głowę nie :) Trzeba iść dalej i nie oglądać się za siebie i czerpać satysfakcję z samego siebie, bo tkwienie w jednej pętli nic dobrego nie przynosi.
-
Myślę że przebieg Twojego sprzęta jeśli licznik nie był kręcony to 183 tys a nie 83,po prostu licznik się już raz przekręcił ale to żadna ujma broń boże.... japończyki im starsze tym lepsze a właściwie serwisowany i nie katowany spokojnie przelata ponad 200 tys, udanego użytkowania życzę
-
Na pewno czeka mnie regulacja mieszanki, bo zauważyłem że jest problem przy przejściu z obiegu wolnych obrotów i też za bardzo nie mogę ustawić wolnych obrotów zgodnie z manualem, bo silnik nawet ciepły po prostu przy 1150 obr/min gaśnie sobie sam. Podczas jazdy z częściowo otwartymi przepustnicami po jakimś czasie silnik po prostu dziwacznie zalewa, a przynajmniej takie mam wrażenie. Ciekawi mnie czy ktoś ruszał fabryczną nastawę gaźnika jeżeli chodzi o skład mieszanki na wolnych obrotach. Manual mówi pre-set, ale z przebiegiem regulację powinno się robić. Mam pewną magiczną rzecz, więc dokładnie w martwym sezonie będę mógł zobaczyć jak spala się mieszanka w każdym cylindrze, jak będzie trzeba to motocykl wystroję. Powinno jej wszystko wrócić do normy.
Generalnie z planów to zamierzam pospawać te plastikowe boczki bo pękają, regulacja silnika to na pewno, trzeba będzie zajrzeć pod zawory bo przebieg serwisowy się zbliża, sprawdzenie synchro. Na pewno wymiana opon na oryginalny rozmiar, muszę jeszcze rozwiązać łamigłówkę czemu przód jest minimalnie przesunięty w lewo mimo, że po motocyklu widać że żadnego strzała nie miał i nie działa przez to blokada kierownicy. Ogólnie "biznesplan" i pierdoły to już na martwy sezon gdzie będę sobie na spokojnie mógł dostać się do silnika i reszty.
Na razie można jeździć nie ma czegoś co uniemożliwia eksploatację, ani nie ma nic niepokojącego. Trzeba ją szczególnie jak jest zimna pilnować żeby nie zgasła niczym dwulatka.
-
Pamiętaj że gaźnika nie da się ustawić idealnie. Wystarczy zmiana temperatury, paliwa, wilgotności powietrza i już czuć bardzo delikatną zmianę w pracy silnika. Tak poprostu jest i trzeba się z tym pogodzić.
-
Muczos z całym szacunkiem - nie da się idealnie ustawić ikova. Z cywilizowanymi gaźnikami jest inaczej.
Zanim zaczniesz grzebać w gaźnikach, sprawdź plakiem czy nie ciągnie lewego powietrza np króćcami zaworowymi. Najpierw sprawdź luzy zaworowe i jeśli będzie trzeba ustaw. Po robocie zaworów koniecznie synchro. Robota zaworów bez synchronizacji gaźników to jak ubranie brudnych majtek po prysznicu.
Kocham ludzi, którzy po roczniku motocykla wiedzą już jaki ma przebieg. Jeśli nie kopci nie trzeba lać oliwy to może mieć tyle, co na blacie. Aha i zimą nie zapomnij o wymianie płynu hamulcowego - robota prosta a skutki cieszą.
Odnośnie przodu. Japończycy robili już wtedy takie motocykle, że nie da się ich źle złożyć - no chyba, że składa ktoś, kto nie umie się podpisać. Skoro coś nie działa jak powinno to musi być krzywe lub uszkodzone.
-
Lewizny nie ma, sprawdziłem to jak ściągałem zbiornik do wyjęcia linki gazu. Miałem wtedy lepszy dostęp. Ogólnie to ona miała robione synchro i zawory nie znam tylko dokładnego przebiegu kiedy więc pewnie z moim odliczaniem od zakupu wyjdzie trochę więcej w kilometrach niż serwisówka każe. Mam też wyciek oleju spod głowicy w okolicach kanałów olejowych, mam podejrzenie że nikt chyba nie sprawdzał dokręcenia głowicy, bo serwisówka każe to robić regularnie.
Jest parę smaczków, ale to na martwy sezon. Nie wiem z jakim luzem zawory był regulowane, ale jak było naprawdę ciepło to ona lubiła sobie solidnie strzelić z wydechu co mi raczej sugeruje, że pewnie zrobiło się jej na zaworach zbyt ciasno. Jak jest pogoda tak jak teraz czyli umiarkowana to problemu nie ma.
Jeżeli chodzi o wycieki to nie jest tragicznie, plam pod sobą nie zostawia tylko bardzo delikatnie się poci i wystarczy to wytrzeć szmatą. Silnik ma 33 lata i bóg wie jaką ma przeszłość ze Szwecji. Jak ze składnikiem UV przed zmianą oleju znajdę wyciek w miejscach gdzie będzie trzeba rozbierać całą górę to sobie to po prostu daruję chyba że zacznie się lać strugą. Nie ma co się rozczulać panowie co jej źle. Dostanie solidny przegląd w martwym sezonie i co trzeba będzie to zostanie zrobione, mam do niej manual 400 stron i myślę, że spokojnie wystarczy. Wszystko jest podane jak na tacy tylko muszę jeszcze trochę mniejsze klucze dynanometryczne dokupić, bo takich na 10Nm nie mam póki co. Podejrzewam, że 2 miejsca wycieku które widzę wynikają tylko i wyłącznie najprawdopodobniej z braku dociągnięcia głowicy to będzie punkt nr 1 po ściągnięciu pokrywy zaworowej.
Jeżeli chodzi o przód i jego przekrój z książki na rysunku technicznym to istnieje spora szansa, że ktoś źle go poskładał, różni się od bardziej współczesnych konstrukcji i jest sporo miejsc które muszą być specyficznie skręcone i w odpowiedniej kolejności. Jakoś lagi w knedlu też założyłem źle kiedyś i go ściągało na boki. Wszystko wyjdzie po rozbiórce przodu, która i tak ją czeka.
Mimo jakichś tam wad i tak jestem z tego motocykla naprawdę zadowolony. Przede wszystkim jej stan jak na 33 lata. Jest po prostu zachowana niemalże idealnie jak na tak spory wiek. Dodaje to sporo frajdy do jazdy dlatego nie zamierzam na razie jej picować. Podejrzewam, że albo zostanie na dłużej, bo szkoda mi ją będzie sprzedać komuś kto ją potnie albo dostanie dożywocie(wtedy pewnie zrobię ją na świecidełko i jeżdżącą "choinkę").
EDIT:
Zimna czy ciepła nie kopci, od czasu zmiany statora sprawdzałem poziom oleju co jazdę i na razie trzyma się na połowie skali okienka i nie spada.
-
W japońcach wraz z przebiegiem luzy zaworowe się zmniejszają. Zrobisz serwis i będziesz zadowolony
-
Muczos z całym szacunkiem - nie da się idealnie ustawić ikova. Z cywilizowanymi gaźnikami jest inaczej.
Po drobnych poprawkach i Jikova da się dobrze ustawić. Chodziło mi o delikatne różnice w jeździe. Najlepiej widać to latem kiedy są upały. I to nie tylko w motocyklach.
Miałem Tico w którym gaźnik był ciut bardziej skomplikowany niż Jikov. Często jeżdżę tą samą trasą i zauważyłem że są dni kiedy maszyna idzie jak zła i wystarczy dosłownie muskać gaz żeby jechać np. 120km/h.
A nieraz jest jakaś taka pogoda/ciśnienie/szlag wie co, że dusisz gaz ile wlezie i niby jedzie, ale jednak czegoś brakuje.
-
Miałeś tico - no cóż - wybaczymy ci kiedyś. W japońskich gaźnikach nie ma rożnego zachowania w zależności od fazy księżyca. Ja w swojej - dwudziestoletniej japonii - sprawdzam synchro co 25tyś km. - po regulacji zaworów. Na tą chwilę mam 73 tyś oryginalnego przebiegu i śruby regulacyjne składu mieszanki nie tykane od nowości. Pewnie nie uwierzycie, ale gaźniki czyszczę co 50 tyś kilometrów i wiele syfu w nich nie ma
-
W piątek się wyszalałem i to nie miara. Większość idzie pić i balować, a ja sobie pojechałem na tor :) Generalnie tak, przy mocnym złożeniu mam utratę stabilności, a jeżeli ją mam i da się to poskładać to składa się podnóżek i trą cycki od podstawy/kosy. Tak więc część rzeczy jest za nisko trochę i do zejścia na kolano raczej to to się nie nadaje, ale coś pośmigać owszem i posłuchać 16 zaworowej 400-ki jak najbardziej. O ile jeszcze w mocno technicznych partiach dawałem sobie radę z 600/1000cc to na prostej niestety, nawet jak się wykręcę do końca to jednak mocy brakuje. Mimo wszystko i tak miałem banana na twarzy od jednej do drugiej strony. Myślę, że stabilność się poprawi jak dołożę docelowy rozmiar opon i zmienię olej z przodu bo jest za rzadki.
Na razie ujęcie mam jedno i jakoś ekstra poskładane jeszcze nie jest, czekam aż torowe paparazzi obrobi resztę zdjęć i je wyda. Przy tym łuku to jakoś magicznie 60 nie mogłem przekroczyć po prostu z tymi oponami się nie da, powyżej tego już miałem problem z utrzymaniem toru jazdy.
Awarii brak, jedynie zbliża się interwał na sprawdzenie naciągu, korektę i mycie napędu.
-
Odnośnie napędu nie trzymaj się podanych interwałów tylko sam z własnej woli co jakiś czas kontroluj. Odnośnie braku stabilności i w zakrętach - sprawdź łożysko w główce ramy, łożyska wahacza i kół. Nawet jak założysz fabryczny rozmiar opon dot 2016 obawiam się, że na kolano nie zejdziesz, bo w tamtych czasach japońskie motocykle mały problemy ze zbyt małą sztywnością ramy, i tym tłumaczyłbym sobie brak stabilności.
I kup jakieś ciuchy, bo jak patrzę na dżinsiory i kurtkę powiewającą jak żagiel na wietrze, to już mnie strupy swędzą......
-
Luzy zaworowe robiłem przy 79000. O tym Ci mówiłem. Maszyna ma tyle nalotu co ma. Jakby miała 183 tysiące to już by ledwo żyła. Te silniki są trwałe,ale nie aż tak. Poza tym sprzęgło jest jeszcze oryginalne. Silnik wypluwa po 11,3-11,7 bara na zimno,bez oleju. Motocykl pochodzi ze Szwecji a tam sezon jest dość krótki. Co do gaźników to membrany są już sztywne. Sztywne i skurczone lekko. Są zdecydowanie do wymiany. Jak się silnik nagrzeje to one też miękną, zachowują się neutralnie, zmienia się ich charakterystyka i reakcja. O tym również mówiłem tego wieczora jak po nią przyjechaliście,ale Kolega Jawolotmen był podjarany jak szczyl na widok cycków,że pewnie połowę i tak zapomniał. Generalnie to stary gruchot za cenę starego gruchota, ale nie podda się tak szybko. Mówiłem też o oleju w lagach, mówiłem o wielu rzeczach, o tym,że podwozie w nim bez względu na rodzaj ogumienia poddaje się w walce z dość dużą masą tego małego motocykla. Ja ją kupiłem z myślą o pocięciu na kawałki i zbudowaniu czegoś innego,ale motocykl był kompletny i dość dobrze zachowany, więc ogarnąłem tylko podstawowe rzeczy by dało się tym jeździć,ale nie kryję,że olałem ten motocykl bo jako taki nie stanowił dla mnie "pupilka" . Fajnie,że ktoś się z nim jeszcze użera, niech jeździ sobie drugie tyle.
-
Przecież nie oczekuję od tego cudów. Kurtka coś mi się wydaję, że rzeczywiście jest mało dopasowana albo nie dociągnąłem pasków, a jeansy są specjalne ze wstawką z kevlaru i ochraniaczami więc nie są to zwykłe jeansy. Przede wszystkim od czasu kiedy kupiłem galanterię to dosyć sporo schudłem. Generalnie ciuchy planuję zmienić ale to już na przyszły sezon. Są rzeczy do których zajrzę i je wyprowadzę, przecież po torze już wiem na co ten motocykl stać i gdzie są granice jego zawieszenia. Co do membran to nie wiem na razie czym je zastąpić, teoretycznie w GN125 był taki sam gaźnik jak 4, które mam i od niego membrana by przypasowała, ale najpierw to rozbiorę i zobaczę z czym mam do czynienia.
Nie wiem czemu tylko spotkałem się z określeniem "użerać się". Z czym się tu użerać? Po prostu trzeba nieco poprawić.
Może za bardzo trzymam się serwisówki, ale na złe to jej nie wyjdzie na pewno. Lepiej zapobiegać niż leczyć.
-
Gaźniki są bebechowo takie jak w gienku, od elastyczności membran zależy właśnie spontaniczność reakcji na gaz. Nie ma takiej "turbodziury". W tym przypadku o ich wyeksploatowaniu świadczy zarówno nalot na liczniku, wiek maszyny jak i klimat, w jakim była użytkowana.
-
Panowie nie przesadzajcie, że po przebiegu 80 tyś membrany są do d... 80 tyś robi się w 5-6 lat. Membrany nie twardnieją od przebiegu, tylko że starości....
-
Też racja.. ten czynnik nie jest aż tak istotny. Tyle się robi w 5-6 lub- w moim przypadku- gdy robię po 3-4 tysiące w roku... trochę dłużej. Faktycznie, bardziej miało tu wpływ to,że maszyna dłuuugo stała przed przyjazdem do Polski.
-
To teraz mam zagmatwanie bo są dwa typy membran. Zamienne, gdzie trzeba wycinać plastikowe pierścienie i kleić te membrany do korpusu. Drugie to oryginał z gieńka x4, trzeba czekać i pasują w oryginalne pierścienie. Koszt obu taki sam czyli cztery to ~800zł. Ewentualnie mogę zaryzykować i ściągnąć z UK ~320zł cztery sztuki jednak nie ma zdjęcia i niczego więc nie mam pewności jaki kot mi przyjdzie. Kosztów nie liczę, bo opony 19 też tanie nie są. Gruchot to nie jest tylko wymaga trochę wkładu żeby przeżyło dalej i jeździło poprawnie. W samochód też musiałem wpakować kasę i teraz tylko wsiadam za kółko i jadę do przodu.
Ten model jest dosyć unikatowy, był dostępny przez 2 lata, dużo tego nie zrobili i kompletnych sztuk raczej dużo nie ma w Europie. W japonii jest tego trochę. Z tego co ja się dokopałem to lubi wypalać zawory i był problem z korbowodami, ale to chyba ktoś musiał cisnąć Vmax przez autobahn bez ustanku żeby to stopić.
-
Ja bym do tego nie dokladał, tylko pojeździł jakiś czas i pogonił dalej.
-
Ja tak samo. Nie widzę sensu wsadzania w ponad 30 letni motocykl 1/3 jego wartości w same membrany. Tym bardziej, że to tylko 400 i bardzo szybko pod nadgarstkiem będzie brakować...
Jak nie masz co zrobić z 8 setkami ( a życia sobie za nie nie ułożysz) to przyciśnij kamieniem - będziesz miał jak znalazł przy zmianie moto...
-
Mam za sobą dosyć sporawą wyprawę w Czechach. Zrobiłem jakieś 901km według licznika, awarii brak. Spalanie wychodzi książkowe 5-5,5L/100. Wpadłem sobie na Piekielne Doły i znalazłem większą siostrę Suzi z równie słusznym przebiegiem 79 tyś. Właścicielem okazał się barman, który sprzedał mi piwo, czeskie landrynki w płynie i papierosy. Ciekawy z niego człowiek był, zapomniałem tylko spytać skąd dorwał wentylowane tarcze, bo są identyczne w 400-ce, taki sam antyhopek, takie same zaciski. Przebieg 84 tyś leci dalej.
Jedynie w Pradze mnie ulewa złapała, ale kuferek się sprawdza i ciuchy na przebranie były suche, nawet sporo do niego wchodzi.
-
Powtarzam ci - 80 tysięcy przebiegu na japoński czterocylindrowy motocykl to żaden wyczyn, oczywiście męski chodzi o układ napędowy. Po takim przebiegu przegląd zawieszenia i hamulców - z dokładną kontrolą grubości tarcz i spokojnie da radę drugie tyle
-
Tarcze są jeszcze w limicie serwisowym to już sprawdzałem, klocki w zaciskach są nowe. Napęd mam do wymiany mimo dobrego rastra zębatek, bo z łańcucha zaczynają po kolei wypadać oringi które pewnie od stania sparciały i się teraz powoli rozlatują, pomijam już korozję ogniw. Mam porównanie z większą siostrą i nie wiem co w tym silniku tak specyficznie dzwoni, jeszcze do tego nie doszedłem. Na pewno nie sprzęgło rozrusznika, bo jego kontrolę zrobiłem razem z wymianą uzwojenia i tam jest to ok. Na wolnych obrotach ma dziwny klang jak dla mnie i w zakresie 3,5 tyś - 4 tyś obr na biegach 4-5. Jak dodaję gazu to silnik od razu robi się cichy, albo napinacz się poddaje albo kończy się łańcuch rozrządu nie znam jego długości, bo nie zaglądałem pod pokrywę. Dźwięk wydostaje się ewidentnie z niej i myślę że to nie jest normalne skoro siostra miała podobny przebieg i mruczała cichutko. Mam tylko limit serwisowy z książki. Część rzeczy będzie na pewno do sprawdzenia i zrobienia bo na przyszły sezon ta GSX się wybiera na podróż przez Szwecję. Ten silnik brzmi na tyle ciekawie, że zrobię sobie spacer po sztokholmskich tunelach.
Wiem, że ten przebieg jest niczym. Ja spotkałem się w wątku poprzednika ze stwierdzeniem "Mało jeździłem, nie wiem jak wypada awaryjność/niezawodność". Tak więc dlatego dokumentuję podróże i ewentualne drobne awarie. Pewnie by dookoła świata objechała i wróciła jak z podróży do Czech tego jestem pewien.
Czy mocy w nadgarstku brakuje? Zależy czego oczekujesz od moto, bo powiem Ci że podróżowanie sportem przyjemne nie jest i wiem jak bolą gnaty jak zejdziesz np. z GS500(ma pseudo sportową pozycję) po długiej podróży. Ta suzuki jest naprawdę wygodna, mogła by tylko mieć trochę dłuższy skok zawieszenia bo momentami jaja bolą od hopek w drodze. Moim zdaniem jedyna wada. Tutaj ładujesz kufer, sakwy na tył i jedziesz w wygodnej pozycji. Silnik ma mocy na tyle, że wyprzedzisz coś więcej nawet na autostradzie. Jak jest dobra droga to spokojnie tym można lecieć przelotową 140-150. Ja gonić nie lubię. Wolę popatrzeć i się turlać 90-120. Knedlem to jeździłem często zazwyczaj 85-90 i mi to starczało.
Na koniec jeszcze dodam " Słyszysz puki, słyszysz stuki. To z silnika jest SUZUKI" :D
-
Jeśli nie wiesz skąd dzwoni - stara metoda. Nie śmiej się tylko spróbuj, no chyba że masz stetoskop to się śmiej. Patyk w zęby, nie dotykając go językiem macasz nim silnik jak stetoskopem. Koniecznie zatkaj uszy palcami. Usłyszysz wszystko, choć ja obstawiam właśnie rozrząd z napinaczem. Osiem dych przebiegu to na łańcuch rozrządu spory przebieg
-
Na razie nic szczególnego się nie wydarzyło w sumie oprócz podsumowania napędu. Oringi łańcuch gubi i jest do zmiany to już wiem. Oprócz tego wyciąga się jak guma, nawet w cz tak szybko oryginał nie puszczał. Wg. serwisówki jest co 1000. Ja naciąg muszę w tym ustawiać co 500, bo się z widełek 20-30 robi 40-50. Dam jej napęd albo z RK albo DID zobaczymy co będzie dostępne.
Oprócz tego przeszła bardzo porządne spa. Jest teraz pokryta woskiem, efekt super. Krople nie zostają tylko spływają i nie będzie też gnić dalej. Jak na 33 lata korozję ma bardzo kosmetyczną bym powiedział. Jak mam ją porównać do CZ to CZ była już nieźle zgnita.
Rozmyślam jeszcze wydech 4-1 marving, bo czegoś mi w tym fabrycznym brakuje. W sumie na oryginał zrobione marvingi też brzmią ok. Doszedłem do jeszcze jednego wniosku, w życiu jeszcze nie jeździłem tak wygodnym motocyklem jak ta Suzuki. Większość po długiej podróży stęka z bólu, ja nie czuję nic. Na 25 września wywalam bagażnik - Distinguished Gentleman's Ride - czyli przejazd w dobrym garniturze. Z drugiej strony bardziej będę mógł się nacieszyć zadupkiem :)
(https://s19.postimg.org/y5daukp27/14324642_1653652081615118_9019223549252068932_o.jpg) (https://postimg.org/image/y5daukp27/)(https://s19.postimg.org/pylb2zyzj/14324274_1653652078281785_7899138567207308441_o.jpg) (https://postimg.org/image/pylb2zyzj/)
30.09.2016
No i jest bez bagażnika. Spodobał mi się ten zadupek :D Trzeba będzie dokupić lepsiejszego orzeszka niż ten "Uralowy".
-
Obecnie nie mam za bardzo czasu na pieszczenie się z własną maszyną i do pewnych prac przy "tym" brakuje mi drugiej pary rąk i jeszcze palety kosztownych narzędzi tak więc prace trwają, jest w cieplutkim warsztacie u znanej mi dobrze osoby. Uszczelek nie tykam, to jest stary olejak ma bardzo minimalne pocenie, zamiast wycieków obawiam się że jak to dotknę to się zemści jeszcze bardziej, będzie wywalać ile wlezie i zostanę z bardziej pustym portfelem. Dwa albo trzy zawory klepią i to srogo jednak jeszcze nie mam tutaj wiedzy co jest na rzeczy czy tak bardzo rozjechały się luzy czy jak? Odpalanie zimne, katorga pod koniec przebiegu serwisowego - kolejny wskaźnik na zawory bo pod koniec naprawdę odpalić ten motocykl to była mordęga zimny kręci kręci, łapie 1-2 gary i jakoś się rozgrzewał, na ciepłym silniku tylko pełny palnik pomagał żeby się rozruszał. Falują obroty, problem z membranami znany już wcześniej, szarpanie przy równomiernej jeździe i dławienie w sumie jest innym problemem i na to pytanie w sumie mi odpowiedział zawodnik gymkhany jak zobaczył i usłyszał kodową nazwę tych gaźników. Nawet jakbym je odbudował to i tak będzie to jeździć z dupy, bo japończycy skopali pływaki w tej serii gaźników. Mam już na to lekarstwo jak dowiem się więcej o piecu to gaźniki przejdą odbudowę i dostałem kolejne info ku mojej ucieszy, ponieważ są to gaźniki z gieńka to i znajdą się też trochę mniej drogie części do niego i odbudowa będzie tańsza niż zakładałem. Mówiąc w skrócie będzie zmieniony poziom w komorze, wszystkie dysze i silnik zostanie ponownie zestrojony. Przygotuję tą małą psychopatkę trochę bardziej do "flatouta" na torze.
Zawieszenie przednie i dolna półka nadają się do kosza - motocykl jest jednak "postrzałowcem" temu ściąga, wpada w shimę i się nie dziwię jak zobaczyłem z czego przód się składa w środku i na zewnątrz. To nie miało prawa działać.
Dostanie nowe zawieszenie, mam dawcę ale niestety nie wiem jak 10mm krótszy skok wpłynie na jazdę jeszcze. Niestety tylko ten model miał taki a nie inny skok i unikalne na swój sposób przez to przednie zawieszenie. Wyglądało tak samo jak inne budy Suzuki z tego okresu ale w środku już namieszali.
Napęd ma jakieś 20 lat jak nie więcej więc nie dziwię się czemu gubi oringi.
Podejrzewam, że wkład to będzie mniej więcej równowartość ile już poszło na zakup. Mi akurat jest szkoda bo nie jest to jak knedel że się to znajdzie w stodole. Podejrzewam, że typowy jasiu by zajeździł do zera albo pojeździł i sprzedał dalej w pizdu.
Jakby ktoś potrzebował namiary na zagłębie części do starych suzuki z lat 80 to mogę podać namiar, gość ma tam kopalnię ale niestety do F-ki jest deficyt na szczęście można pokombinować i robić naprawy hybrydowe bazując na częściach z innych modeli.
Przód sobie póki co czeka na montaż, przy przebiegu serwisowym spala jakieś 0,6L oleju więc nie ma tragedii no i w sumie nie robi się z tego parowóz więc jeszcze tak źle nie jest. Jakby knedel miał prawie 50 kunia to bym jeździł. Jednak i tak brakuje mi prostego motocykla, ale CZ jest nadal w pracach. Suzuki jest 83 a CZ z 87, przepaść między zachodem a komuną była naprawdę ogromna.
Wiem jeszcze z czego się mogę pośmiać. Jak odkręcam manetę i jadę powyżej 100 to mimo pełnego baku wskaźnik paliwa przechyla się na 0. Może to był economizer jak w trabancie tylko złą tarczę dali?
-
Podejrzewam, że typowy jasiu by zajeździł do zera albo pojeździł i sprzedał dalej w pizdu.
To jest dobra myśl. Podpisuję się pod tym obydwoma rękami. Moim zdaniem ładowanie pieniędzy i pracy w ten sprzęt jest bez sensu. Ale zrobisz jak zechcesz ;)
-
I tutaj mam właśnie ten punkt, że nie wiem z jakiej perspektywy na to patrzeć, bo ten model jest rzadki. Był produkowany tylko przez dwa lata i podejrzewam że wielu sztuk nie wypuścili bo dokopałem się informacji jakby podobno ten model miał problem przy "flatout", podobno coś było z korbowodami mimo tego, że są na igiełkach. Nie miałem problemów z silnikiem jeszcze, na pewno nie takie. Już pomijam fakt, że toto jeździło po torze już nie raz. Ogólnie na rynku zachodnim się nie przyjął dobrze, bo miał budę i wagę jak tamtejsze litry czy 750cc a miał 400 i dużo mniej kuni co ogólnie psuło trochę charakter jazdy(patrząc na tamtejsze spojrzenie).
Pozostaje jeszcze jeden problem. Cholera... jak znajdę tak wygodne moto dla siebie. Wszystko co przymierzałem w tym sezonie łącznie z Vifrą kompletnie mi nie podchodzi. Ta Suzuki po prostu pasuje mi idealnie pozycją i wygodą, nie musiałem nic modyfikować. Jak każdy wokół mnie stękał to ja w ogóle nie czułem zmęczenia. W jeździe mocowo trzeba się przyzwyczaić bo to jest jak samochód z litrowym silnikiem, który musisz kręcić żeby jechał, ale jedzie.
Wad ogólnie nie znalazłem, spełnia moje oczekiwania. Wiadomo że nie będzie się przecież prowadzić jak R6. Do ostrej zabawy na bardzo technicznym torze mam tylko jednego faworyta. Bandit 400, może i mały ale w porównaniu to tego ma kuni więcej, jest sporo lżejszy i lubi się skubany składać, kręcić też :D
Ma trochę problemów technicznych do wyprowadzenia o ile astromobila bym się pozbył od razu bo mi tego auta nie szkoda to o tyle trudniej rozstać się z motocyklem który jest twoim nierozłącznym kompanem/kompanką w sezonie. Tak samo jak większość mnie skłaniała do sprzedania CZ z mojego grona znajomych tak samo się z tym nie poddałem. Wspomnień nie zastąpi nic, po prostu ma wartość bezcenną nawet jakby cześka miała stać w garażu zakonserwowana i czekać.
Spotkałem też masę ciekawych ludzi i tu w Polsce/Wrocław i do tego też doliczę czechy, gdzie każdy jedynie się wyraził żeby trzymać na stanie. Jak zaparkowałem to w piekielnych dołach to nie mogłem niemcowni odgonić. Nie szukam aplauzu świata ja tylko mówię jak to jest jak gdzieś ten motocykl postawisz.
Do tego... Jego kompletność. Nie widziałem ostatnio sztuki takiego motocykla w europie, który by w ogóle się nadawał do porównania. Obecnie naliczyłem może 3-4 sztuki na sprzedaż ogólnie w europie(znajdzie się tego więcej np. pocięte i przerobione), tego prawie nie ma. Ogólnie za stan agonalny dasz tyle co ja dałem za jeżdżący i kompletny jak coś się znajdzie.
Ogólnie co znajdę gdzieś w europie bo myślę nad drugą sztuką na części to są w gorszym stanie i są droższe niż to co dałem za swoją. Wartości teraz nie ma, ale jeszcze nabierze. Model unikalny.
Podejrzewam, że większość bolów wynika z długiego stania w kanciapie/garażu, to można wyprowadzić i to nie musi być ogromny nakład. Silnik mocy jeszcze ma i wigoru też jest sporo, czasy przyspieszeń i Vmax był zgodne z tym co można znaleźć na japońskich broszurach o tym modelu.
Dochodzą do tego wydatki na inne pierdoły, ale hej safety maseures first. Życia w pieniądzach nie wycenisz, ja już wolę naprawić coś trzeba i wymienić niż jeździć ze świadomością, że mój własny sprzęt może mnie zabić.
-
Nie moje małpy, ale:
Skoro tego jest tak mało, to dla czego nie łyknął tego żaden kolekcjoner?
Moja odpowiedź - bo oni się znają i wiedzą, że nie koniecznie odpalający i jeżdżący pojazd nie jest szrotem.
Piszesz, że toto takie super kompletne - zmienisz gaźniki, przód i już nie będzie.
Pół litra oleju wzięła ale na jaki przebieg?.
Japonia jakby nie była zajechana i tak będzie miała moc i wigor.
Zastanów się nad inwestycjami. Kasy włożysz dużo, a motocykl wcale nie będzie lepszy. Fakt będzie jeździł ale już oryginałem nie będzie.
Piszesz, że nie mogłeś Niemców odpędzić. Jakbyś pojechał CZ byłoby to samo...
-
Dlaczego nie kupił kolekcjoner? Z jednego prostego powodu. Nie miał ku temu okazji. Od Szweda, który miał to moto bardzo długo, zakupił je mój znajomy za jakieś 3500 koron. Miało owiewkę, dwa halogeny, parciane torby i bagażnik. Kupa rdzy i pajęczyn. Opłacił i zarejestrował, motocykl był z grubsza już na chodzie. Miało posłużyć za bazę do budowy CR. Plany się zmieniły, kupił gsx1100, to wystawił za 2500. Utargowałem parę zł, wziąłem, trochę odgrzybiłem, aktywowałem zaciski, pompę, elektrykę. Wsadziłem raptem kilka stówek. Trochę zabawy. Miałem pociąć na CR, ale mnie też zniechęciła kompletność. Zdecydowanie wole ciąć softchoppery :P
Poza tym nie przykładałem do niej wielkiej wagi. Pierdnąłem ze trzy razy wkoło komina. Może ze 4. Przygodę z przodem, o której mówiłeś musiała mieć jeszcze w poprzednim milenium bo wszystko było tak ładnie zamaskowane 20 letnim syfem, że nie rzuciło się w oczy. Wiedziałem też,że docelowo cały przód założę od czegoś co nie ma lag o grubości kija od miotły. Bardziej interesowało mnie czy rama nie nosi znamion spotkania ze ścianą lub spawarką jakiegoś Bjorn'a. Generalnie muszę przyznać, że wartość motocykla nie spowodowała we mnie wielkich obaw co do jego kondycji bo w ostateczności wyrzuciłbym go do pojemnika na zużyte Suzuki GSX 400F. Większe kwoty zmuszony jestem odprowadzać w formie akcyzy za paliwo i papierochy w ciągu roku. To Suzuki kosztowało tyle co nic. Ale odpuściłem wszelkie modyfikacje i atrakcje, wystawiłem ogłoszenie na zasadzie "jak pójdzie to pójdzie, jak nie to niech stoi, będę na niej układał kartony z dupereelami" . Na drugi dzień zadzwonił Jawolotmen, ustawka, przyjechał, kupił i pojechał do domu. Po nim miłem dwa telefony z Czech i jeden z Danii. Nie było gadki ojej a jakie sa klocki czy ile ma paliwa tylko krótko- czy chce euro czy muszą być pln, nie dali mi nawet od razu odpowiedzieć,że już sprzedane (za około 600euro). Polska jest 30 lat za murzynami jeśli chodzi o rynek japońskich motocykli z lat 80. Z jednego prostego powodu- nasi ojcowie/dziadkowie/wujowie nie jeździli nimi za młodu, nie kupowali ich nowych w lokalnych GS-ach spod lady. Nie mamy na nich zdjęć jako pieluchowcy bez uzębienia w durnowatej czepce na głowie trzymani przez mamę z okrutną trwałą i klipsami. Jawolotmen nie słuchaj pierdolenia- jak pasuje Ci ten motocykl to ładuj w niego ile dusza zapragnie, lepsze to niż dziwki czy ćpanie. Koleś wsadził w kompa ostatnio graty za 1450zł, żeby mu lepiej gry śmigały. Graty te nie były wcale ze złota. Kilka jakichś płytek czy coś. za pół roku okażą się przestarzałe bo procesory w podgrzewaczach do niemowlęcych butelek sa już lepsze. Ale wydał, założył i ma. Dla mnie bez wartości, ale jemu daje radochę i chwała i cześć.
Kręć śruby, wymieniaj, kombinuj. Nauczysz się przy tym starym japończyku więcej niż tłukąc w kółko ten sam nudny czeski kotlet, czasem tylko w innej panierce. Panowie postawienie na koła zwykłego prostego knedla kosztuje wcale nie mało, co uważam za równie absurdalne i nieuzasadnione- ba, jak nie bardziej nawet. A jakoś nikt nie krytykuje i nie zniechęca tu nikogo do ładowania 3-5..6..8 tysięcy w knedla, który nawet gdyby go całego oblać lukrem pozostaje dość archaicznym pojazdem i jest ich nadal (porównując do tej bidnej Zuźki) całkiem sporo. A tak nawiasem- miałem swego czasu "bezwartościową kolekcjonersko" CB 400. Z kopniakiem. Twin. U nas Janusze dawali 2000 z łaską jakby mi szpik oddawano. Jeden telefon, rozmowa łamanym angielskim. Dostałem ofertę i prośbę o wycofanie aukcji. Przyjechał pan z Austrii, położył 1100 jurków i cieszył się,że mało dał. Dla niego to był tygodniowy zarobek a nie wyglądał mi na bogatego. Przyjechał schludną T4 pierwszej serii. Zwykły miły człowiek około 50tki. On zadowolony, że mało dał, a ja dostałem 2x tyle co potrzebowałem. 15 lat temu my wywoziliśmy od nich maszyny, które teraz oni od nas odkupują. Polskim rynkiem się nie sugerujcie. U nas za kupę złomu z czasów PRL tylko warto dawać kasę. Nawet jeśli okaże się to pługiem o napędzie konnym. Jawolotmen jak masz zapał to działaj, rób, klej, spawaj, łam, psuj- ale nie traktuj forum jako pamiętnika. Nie pisz o wszystkim. Nie ma takiej potrzeby. Bo z każdej pierdoły piszesz referaty jakby od tego miało zależeć czy się to w ogóle uda zrobić. Pzdr.
-
Jawsim prawdę mówi:P
Co do kompów do czasami jedna płytka kosztuje 1450 zł ;)
-
Jawsim prawdę mówi:P
Co do kompów do czasami jedna płytka kosztuje 1450 zł ;)
Za 1500 mozna kupic jako taka karte graficzna lub calkiem dobry procesor
-
No właśnie. I wiadomo z góry, że za kilka lat będzie to już przestarzałe. A zrobi sobie chłopak renowację gaźników i będzie spokój na wiele lat. Nie ma co burczeć.
-
Na knedla już wyrzuciłem więcej jak na to Suzuki a dalej jest w pudłach i nie jest skończony. Jest póki co w robotach i pewnie wejdzie parę modyfikacji w życie bo wyszło parę rzeczy ale czysto technicznych jak np. rolgaz. Jedyne co mi czasami odpada to ręka obrócona o dobre 120 stopni.
Strzał nie wiem do końca jaki był, czy ktoś skrzętnie naprawił to jeszcze częściami oem z tego okresu, nie wnikam. Ogranicznik jest do ogarnięcia, resztę szmelcu już mam więc temat przodu zamykam bo dostanie nowy. Jakby koniecznie coś nie wypaliło to mam namiar na producenta ślizgów i zrobię sobie proste w nowym chromie w śmiesznej cenie.
Bimber, nie ogarniam o co ci chodzi już z tą oryginalnością, gaźniki zawiecha i jeszcze parę innych rzeczy są elementami eksploatacyjnymi i mogą ulec wymianie. Zresztą gdzie ci znajdę membrany z lat 80 z tamtej daty do tego, tak samo dysze i bóg wie jeszcze co. To tak jakbyś chyba chciał złożyć nowego DeLoreana aka DMC-12.
Serwisowy przebieg wynosi 5000 do wymiany oleju i regulacji/inspekcji paru miejsc. O ile olej sobie możesz podarować to zaworów w tym modelu się nie pomija. Tak, pewnie w sezonie będę ściągał pokrywę 2-3 razy w roku i będę potrzebował dosyć hurtowej ilości gambitu na nowe uszczelki. Zresztą masz dosyć dokładny opis co się dzieje jak jeszcze ten przebieg nawet minimalnie przekroczysz. A głowicy tutaj zniszczyć nie chcesz, bo jest bardzo specyficzna. Ja zrobiłem licznikowo przebieg, inni jeździli jeszcze. Ja się odstawiłem do cieplutkiego garażu na regulacje i naprawy.
0,6L maksymalnie zakładają wytyczne dla nowych silników obecnie, gdzie tu masz 30-kę z przebiegiem prawie 90tyś. 0,6L/ponad 5tyś? GS500 mojego kolegi złopie litr na 1000.
Zanim z połowy poziomu zrobiło mi się minimum to zdążyłem przejechać Czechy wszerz i wzdłuż.
Dobra ja przestaję dyskutować, idę robić swoje później coś tam wrzucę co trzeba było zrobić czyli pewnie po styczniu.
-
Przerażają mnie ceny gratów do starszych japońców. U ojca w Virago rozleciała się membrana w gaźniku. Tzn. odczepiła się od przepustnicy. Myślę sobie że jak już jest to rozebrane to się wymieni się przy okazji na nowe. Patrzę na necie a tu za jedną sztukę ponad 200zł sobie cenią. Pytam się ZA CO?! Kawałek gumy olejoodpornej? Ile kosztuje wyprodukowanie takiej membrany? 10zł? Ktoś tu sobie chyba robi jaja z ludzi. Założyłem spowrotem stare membrany i zabezpieczłem żeby znów nie spadły z przepustnic.
Jawolotmen i Jawsim, da się gdzieś kupić taniej nowe części do dżapanesów niż na allegro? Jeśli znacie takie sklepy to byłbym wdzięczny za namiary. Koniec oftopu.
-
Niestety membrany są drogie.
-
Jak ci leży to Suzuki to rób go sobie. Pakuj i nawet dwie taczki pieniędzy.
Twoje moto,twoje życie i twoja kasa. Co komu do tego? Nic.
Masz cel to go osiągaj,choć czasami jest to mało uzasadnione "ekonomicznie". Po uj ludzie włażą na Mount Everest? Przecież raz tam wleźli,pomierzyli zobaczyli że nic niema ,pizga i tyle. Wiecie ile kosztuje taka wyprawa? Przecież można na tydzień w casynach i na dziwki przeznaczyć w Las Vegas.
Po co remontować Syrenę której nigdy nie naprawisz,ale i nie zepsujesz ,bo się już nie da. Przecież jakiś Mercedes jest "lepszy",a kasa taka sama. Nie. Mają taki cel,mają chęci i kasę to idą do przodu po osiągnięcie celu.
Więc rób swoje, i jak pisał Jawsim. Nie rób referatów ,bo zawsze ktoś ci zrobi bajzel w głowie.
Muczos czemu membranki są drogie?
Bo ich na kolanie i bele cego nie zrobisz. Z drugiej strony czym jest 200zł za powywijaną gumkę do 50zł x2 za membranę do pilarki-kosy wielkości monety 5zł?
-
Pod deklem od zaworów przeważnie są gumowe uszczelki i są absolutnie wielorazoeego użytku. Oleju też nie olewaj tylko wymieniaj. Bo potem będzie halo, że szlag silnik trafił. Stąd właśnie biorą się mity, że w tych typach coś z korbami było. G.. prawda.
Ani gaźniki ani przód nie są elementami eksploatacyjnymi. Może jeszcze będziesz wciskał, że rama też się może zużyć.
Jeśli chcesz nadal mieć oryginalnego klasyka to reanimuj oryginalne gaźniki i oryginalny przód. Jedyne co może wyeliminować takie gaźniki z remontu, to osie przepustnic, co w japonii się nie zdarza. Chcesz mieć klasyka pełną gębą? To go nie kundl, tylko rób w oryginale
-
J@wa ale np. membrana do chińskiego skuterka kosztuje ok. 10zł i też bez problemu wytrzymuje 10 lat.
-
Membrana do chińskiej pilarki kosztuje 5zł komplet. Też na rok dają rady.
Nie robimy bajzlu koledze w temacie.
-
Akurat z korbami nie jest to brednia bo miałem już bezpośrednie porównanie panewek z 81r i 83, tak wału korbowego(widziałem na oczy ze szrotu). Suzuki zrobiło spore poprawki na dole... Kanały olejowe w 83r też są sporo większe niż we wcześniejszych piecach. Tak więc to nie był mit dużo silników przed poprawkami stawało tam na dole.
@jawa tutaj jest właśnie punkt, że nawet ludzie nie z forum tylko z realnego życia wpieprzają się w mój bajzel, który jest mój i go mam bo tak lubię i tak chciałem.
@bimber, póki co wszystko robione od A-Z według książki serwisowej i po danym przebiegu smaruję co trzeba, na oleju jest pewnie przekroczone ok 1500/1600, ale ta norma jest podana dla olejów z lat 80 a na pewno miała teraz zalane coś dużo nowszego i na pewno dostanie motula. Olej sobie można podarować z tej książki ale zaworów nie. Jak będę chciał zrobić 10-15 tyś to na pewno z 2 razy w sezonie czeka mnie regulacja.
Na razie zatrzymam się na tym, że jak skończę to podam finalnie co trzeba było wyprowadzić na prostą. Jak ktoś bardzo będzie chciał to koszta też.
-
Nie olewaj oleju. Jak nie wiesz co i kiedy w motocykl było wlane, wymieniasz na dzień dobry.
-
Cały czas stoimy w punkcie gdzie napisałem x razy, że będzie zmieniony i zmieniany ale mniejsza z tym. Co 6 tyś jest zmiana.
Dobrałem się do głowicy. Zawory były rozjechane mocno na regulacji, rozrząd jest na dźwigienkach więc z natury luz ten się zwiększa. Mniej więcej +0,2 w stosunku do normy z książki gdzie jest max chyba 0,12 jak mnie nie myli pamięć, sporo. Łańcuch rozrządu też już mi dotarł, stary był już tak wyciągnięty, że miałem ostatni milimetr napinacza. Napinacz sprawdziłem i przesmarowałem "Moly" tak jak nakazuje książka. Gaźniki się moczą w myjce. Tymczasem myślę nad zamiennikiem uszczelki pod pokrywę zaworów bo zapasy larssona się kończą. Ta co przyszła jest zrobiona z kryngielitu, ma jakieś 2mm grubości.
Jak zmotam graty do gaźników to będzie można montować, odpalać i regulować.
-
Co do części to pogadałbym z Yabaman jakie tam są ceny i dostępność,zamówić pod koniec sezonu i można czekać 3 miesiące na paczkę która wychodzi dużo taniej,niż ta co jest w tydzień.
-
Wczoraj się przejechałem w końcu jakiś kawałek w sumie około 20 kilometrów i musiałem odstawić bo kranik mi robi wannę benzyny póki co. Skonsultowałem już sprawę z Jacek64, w weekend ten problem poprawię. Zestaw Atheny mi nie cieknie i jest ok tylko po prostu wywala gwintami, które są na przelot do zbiornika.
Co zostało zrobione:
-Przód został stary, złożony w możliwie najlepszym ustawieniu geometrii mimo krzywizny jednej lagi, lepiej nie będzie, zawias z GS 400 E nie pasuje. Nowy olej, lagi przepolerowanie, nowe uszczelniacze,
- Wymieniony łańcuch rozrządu,
- Ustawione zawory(nie szukam tutaj winnych, ale moi drodzy luzów zaworowych nie ustawia się na wyjechanym łańcuchu gdzie już nawet napinacz nie ma czego kasować i stąd notowałem kosmiczne różnice względem serwisówki),
- Gaźniki po odbudowie kompletnej, oprócz membran które wracają jak powinny nawet po schłodzeniu, nowe dysze, uszczelki orinigi itp. Wyczyszczone w myjce, tyle błota w gaźnikach to jeszcze w życiu nie widziałem...
- Regulacja mieszanki i synchronizacja na wakuometrach,
- Nowy napęd
- Nowe gumy Michellin w prawidłowym rozmiarze i nowe dętki, nie da się przerobić na bezdętkowca, bo wywala na rantach powietrze, nie ta felga, sorry,
- Zjechany gwint amortyzatora po lewej stronie na górze przegwintowałem na M9, jak to się zjedzie to wtedy wjedzie spawarka,
- Nowy filtr oleju i nowy olej
- Wyczyszczony filtr powietrza i nasączony olejem do filtrów zgodnie z książką,
- Kranik na razie przywrócony do sprawności(podcisnienie ON i RES działąją) ale w 50% bo cieknie na gwintach ze zbiornika i z tym się uporam w weekend jak napisałem wyżej,
Ogólnie? Różnica jest kosmiczna bo nie muszę się prosić żeby odpaliła jak jest ciepła, nie trzeba dodawać gazu, wystarczy nacisnąć guziczek i pali sama nawet ciepła. Przyspiesza jak powinna, ma równy chód jałowy 1000 obr/min, nie dusi się i już nie szarpie przy równomiernej jeździe. Różnica kosmos. Przede wszystkim przestała być "pierścieniobrzęczem WSK" jak wcześniej i już nie *(&*(&(* zawory. Słychać jedynie kosz sprzęgła ale to mogę tylko rozwiązać inną sztuką z motocykla o mniejszym przebiegu.
Jedynie w planach na lato mam ogarnięcie haka i pożyczenie przyczepki, pojadę autem po takie coś ale bez papiera, może być nawet zatarte, bo potrzebuję dużo innych części na zapas, których już nie ma. Tak, kupię taką drugą na graty.
Jakieś filmy jak toto chodzi po weekendzie albo w weekend, bo zbiornik czeka na poprawkę.
-
Lagę trzeba było dać do prostowania. Lepiej jeździć na prostowanej niż krzywej
-
Eee tam luz na zaworach ustawisz i bez łańcuszka,nawet na samej głowicy- no chyba, że się bawisz w zgrywanie znaków.
-
Ja śrubokręt wkładam przez otwór świecy i szukam GMP wtedy kiedy nie ma "mijanki" na zaworach. Najprostszy sposób i pewny kiedy oznaczenia na kołach są niejasne.
-
Muszos zdziwiłbyś się jakie z twoją metodą w niektórych modelach Hondy potrafią wychodzić jajca. W cbr 1100 gdybyś tak ustawiał a później zmierzył luz wg serwisówki żaden zawór nie byłby w tolerancji. Pierwsza zasada - serwisówka zanim tkniecie kluczami cokolwiek.
-
To ładnie nawymyślali. Do tej pory ta metoda się sprawdzała, bo znaki na magnecie były akurat w GMP ale jeszcze nie miałem okazji grzebać przy motocyklach z takimi udziwnieniami.
-
Nie będę tego tłumaczył 50 razy w kółko... Łańcuch się nie wyciąga tylko wycierają się rolki od środka i zwiększa się raster pomiędzy ogniwami przez to. I co z tego jak ustawisz na samej głowicy jak w efekcie przez luźny raster łańcucha całą regulację szlag trafia... Jak ktoś zacznie tu wypisywać teorie, że łańcuch się wyciąga to na zlot przywiozę 5 zużytych i jeden nowy, każdy będzie przybity na jednej wysokości i wynik będzie ten sam jeżeli chodzi o długość(ja już to sprawdziłem nie raz).
@Bimber, te lagi są już wyeksploatowane i prostowanie nie ma sensu, muszę znaleźć przód w dużo lepszym stanie niż to co zobaczyłem ostatnio na oczy. Stąd też idea kupna drugiej sztuki na graty.
-
Ale przecież łańcuch nie ma wpływu na regulację luzów zaworowych.
Trzeba tylko odpowiednio ustawić wałek rozrządu zgodnie ze znakami i tyle.
Robiłem tak jak Wojaczek mówi w Yamaszce YZ 250F, kiedy głowicę miałem na stole. Tam wkłada się płytki i trzeba wyciągać wałki rozrządu żeby je wymienić. Jak już ustawiłem sobie odpowiednie luzy to rozebrałem głowicę spowrotem, zamontowałem do silnika i zmierzyłem powtórnie. Wszystko się zgadzało.
No chyba że łożyskowanie wałka rozrządu jest ekstremalnie zużyte, to wtedy łańcuch może dociskać wałek mocniej lub słabiej do głowicy i będą jaja z ustawianiem, ale to już wyjątkowo dojechany silnik musi być.
Co to jest raster? Słabo się znam na nowoczesnych motocyklach.
-
Raster jest winny wszystkiemu....nie odpowiada tylko za trzęsienia ziemi,gradobicie i koklusz.Knedle przez to chodzą na jeden a krowy mleka nie dają :P
-
Jawolotmen pierdoły piszesz co do zużycia łańcuchów. Jeśli byłoby tak jak mówisz, to po co w motocyklach regulacja naciągu łańcucha?
Sam napisałeś, że miałeś tak wyciągnięty rozrząd, że napinacz nie dawał rady napiąć. Ja się pytam - dla czego nie dawał rady napiąć, skoro łańcuch się nie wyciąga? Rolki się wycierają, ale tak samo wycierają się sworznie łączące ogniwa od współpracy z ogniwami.
Jakoś kilka łańcuchów w życiu wymieniłem i zawsze stary był sporo dłuższy od nowego.
-
Przecież napisał że przez raster a wy dalej się klócicie; )
-
Nikt się nie kłóci. Napisał, jed AK, że łańcuch się nie wyciąga. Skoro nie, to dla czego robi się dłuższy?
-
Bo raster ;)
-
W magicznym świecie kolegi Jawolotmena zwanego też Gameboyem przepoteżny raster potrafi niszczyć całe galaktyki a co dopiero zniweczyc takie głupie ustawianie luzów zaworowych. Niech szmoc będzie z wami :P
-
Uważam że montowanie napinaczy łańcuchów w motocyklach to zmowa producentów łańcuchów i producentów motocykli i od dziś zmieniam łańcuch dopiero gdy ostatnia rolka spadnie z niego.
-
Guzik wszyscy wiecie. Raster to rodzaj siatkowego obrazu w grafice komp. Jak wiadomo zastosowany w motocyklowym łańcuchu diametralnie zmienia jego parametry. A napinacz to typ kulturysty lubiącego robić sobie selfie.
Muczos bo tak się robi. Niekiedy oddając głowicę od auta do szlifierni w komplecie z wałkiem dostaje się ją z poustawianymi luzami (choćby płytkowe, wymiana płytek jest wymagana przy obróbce gniazd) przecież łańcuch/pasek nie ma wpływu na odległość krzywki od szklanki/zaworu/dźwigienki. W OHV to inna sprawa. Tam się tak nie da. Wałek jest w bloku i dopiero po zmontowaniu całości i dokręceniu odpowiednim momentem możemy cokolwiek regulować. I chyba tą informację rodem z instrukcji PF 126p lub poloneza kolega zasłyszał.
-
Zejście z chłopaka, co wam złego zrobił?.
Zaraz zaraz - ja to powiedziałem???
-
Mi absolutnie nic- grunt, że się uczy i rozwiązuje kolejne problemy. Za to jest plus. Terminologia mnie tylko rozbawiła.
-
To jak mam wytłumaczyć to, że całościowo długość jest taka sama, okej raster nie pasuje. Dobrze, więc odstęp między ogniwami. Robi się szerszy razem ze zużyciem stąd magicznie ci się "wyciąga" bo nie układa się on na profilu zębów tak jak nowy. Dlaczego na zużytych zębach nowy łańcuch przeskakuje i w kombinacji na odwrót jest to samo? No właśnie, dystans między rolkami, który się zwiększa bo wycierają się od środka. Temat łańcucha na tym kończę, w takim wypadku przygotuję zużyte na któryś zlot i będziecie się bawić miarką.
Zbiornik zrobiłem na uszczelkach z gambitu, fibry technicznej i miedzi zmiękczonej wypalaniem - a tu... no właśnie, cytując mema ostatnio sławnego na internetach, ze zbiornika dalej się lało: "Hans bring flammenwerfer!". Nie mając już pomysłów dociąłem uszczelki z puszki po pepsi i tutaj mam mózg zniszczony tym - suche jak pieprz. Było głupie i brzydkie, ale działa więc już nie jest głupie.
Najlepsze jest to, że przez zaschnięty loctite też się lało.
Pojeździłem, więcej zrobiłem ponad 500 w weekend. O dziwo jedzie prosto i jej już nie znosi w zakresie 40-60, można puścić rączki i jedzie sama prosto. Zawieszenie po robocie nawet dobrze zgarnia nierówności, bo wcześniej na byle przeszkodzie dobijało do odbojników, jest dużo lepiej. Powyżej 140 dalej shima na kierownicy i przód sobie tańczy, ale raczej prosty przód tego nie rozwiąże, to po prostu ma zawieszenie i ramę jaką ma. Tak więc bezpieczny max do jazdy przed siebie to jakieś 120-130.
Nie wiem tylko skąd książka podaje zużycie 5L/100, a broszury z lat 80 podają jeszcze niżej. W trybie sport to ona ma apetyt na ponad 6-kę. Kolega sobie założył "szybszy" napęd do GS 500 a i tak dalej ten biedny dwugarowiec nie ma szans z tą rzędówką i zostaje w tyle. Po prostu idzie jak szalona tylko trzeba trochę powachlować skrzynią.
"Cycki" z opon już prawie zdarłem.
-
Ok, już rozumiem o co chodzi z tym rasterem. Ale to dalej nie ma żadnego wpływu na luzy zaworowe.
-
Ok, już rozumiem o co chodzi z tym rasterem. Ale to dalej nie ma żadnego wpływu na luzy zaworowe.
A przynajmniej nie w OHC/DOHC.
-
W takim razie nie wiem skąd takie kosmiczne rozjazdy luzów na zaworach. Może teoria jest zła, ja też jestem mylny i nie jestem perfekcyjny.
Póki co szukam jakąś odpowiedź na kosz sprzęgła jedyna poszlaka jest z serwisówki gdzie nakazuje w przypadku klepania wymienić kosz i wypełniacz. Nie mogę takiego kosza namierzyć więc pewnie ogarnę temat u tokarza i dorobię tuleję z fosforobrązu bo wygląda na to, że kosz ma tam spore luzy patrząc na rysunek i zdjęcia z serwisówki nie widzę tam nic innego co może klepać jeszcze oprócz sprzęgła rozrusznika. Tylko sprzęgło rozrusznika odpada, bo hałas się zmienia jak się wciska właśnie klamkę od sprzęgła.
Ale sprzęgła nie będę tykał w tym sezonie bo trzeba tarcze dojechać nie będę 2x ściągał pokrywy i rozbierał sprzęgła.
Plan jest chyba, że gdzieś jakimś cudem namierzę oryginał z lat 80 w kartoniku suzuki to wtedy takie się kupi, bo cena jest znośna. Tryb od pompy za koszem na wycięciach raczej tak nie powinien klepać, bo jest to trochę inaczej zrobione niż w niesławnym koszu od XJ600.
-
No to mamy po majówce. Rozjeździłem trochę "Sukę" co by opony poździerać w czechach bardziej. W poniedziałek 1-ego bardzo szybko przekonałem się, że 400 ma trochę problem z wiatrami co owocowało kosmicznym spalaniem 11/100 czyli w skrócie jechałem na bytom przez A4 po 130 kilometrach około już zaczęła się dusić i musiałem włączyć rezerwę i w sumie prawie też ją wyjechałem do zera. Nie mam pojęcia czy to pogoda czy po prostu pływaki się podwiesiły bo w sumie nie miała ciągu w ogóle, nie chciała nawet na 4 za bardzo jechać.
Z bytomia na Ostravę już było lepiej 5,3L/100. W pętli czeskiej/polskiej(z powrotem) już zszedłem do książkowych 4,5L/100. Generalnie tym ustrojstwem przy wiatrach lepiej jechać na 5, bo utrzymanie np. 120 przy tych wiatrach majówkowych wymagało więcej przepustnicy na 6 niż na 5. Końcowo wracaliśmy na Harrachov, genialne winkle po stronie czeskiej i jeszcze nam słońce nie szczędziło. Widoków w sumie też nie brakowało, Czechy po prostu są piękne.
Przed wyjazdem jeszcze sprawdziłem sprzęgło, nie ma luzów na tulei i wypełniaczu tak samo damper na zębatce kosza jest ok i nie jest wybity, koszem nie da się ruszać prawo lewo obrotowym ruchem więc to nie to. Sprawdziłem śrubokrętem lewą pokrywę, gdzie jest stator - ewidentnie napieprza stamtąd. Zauważyłem też, że ten hałas najbardziej się pojawia jak silnik się nagrzeje, kosz brzmi zupełnie inaczej jak klepie, jest bardziej wyraźne i nierównomierne. Panewka na wale na pewno nie, bo to też brzmi inaczej. Zrobiłem jeszcze jeden test - odciąłem paliwo z gaźników i kręciłem silnikiem na pstryczku. Raz nagle przyspiesza, raz zwalnia i kręci silnikiem tak więc Panie i Panowie mamy tutaj problem ze sprzęgłem rozrusznika, gdzie albo sprężyny od rolek się zbiły albo puszczają 2 z 3 rolek bądź rolki są wytarte na kwadrat, bo to akurat jest bolączka nie tylko tej małej katany. Dużo większe GS 1100E też mają identyczny problem.
Namierzyłem już zestaw naprawczy w niemczech, jakieś 50 euro i jeszcze muszę wysyłkę doliczyć. Nowe rolki, sprężyny i prowadnice. Tak więc w czerwcu wywalam magneto z wału i czas się tym zająć bo jak się rozsypie do końca to już nie będzie czego naprawiać. Plus hamulce, bo nie wiem ile lat mają przewody(od razu dam stalowy oplot), zamówię też gumki do zacisków i pompki, nie podoba mi się praca przedniego spowalniacza, zostawia sporo do życzenia.
Miałem jeszcze pasażera na gapę :D
-
Suzuki stoi i raczej długo postoi pod kołdrą, bo ja już kładę ręce tymczasowo.
Czemu to spala 12L/100? W odpowiedzi samemu sobie mogę tylko powiedzieć, że poziom paliwa jest ok po wkręceniu adapterów na węże w komory pływaków, pływak jest na wysokości z książki x4 i mam tutaj problem 3 cylindrów, które mają bardzo za bogato aż kopci na czarno. I kosmiczne spalanie, poezja. Mój samochód pali 5L/100 przy dobrym tylnym wietrze to powinno palić może 4.
No dobra, to cofnijmy się kropkami dalej kto co spieprzył, bo część prac zleciłem będąc szczerym to dwie. Zakucie łańcucha rozrządu i gaźniki które miały być ustawione. Ściągałem w niedzielę pokrywę zaworową i generalnie to regulacja konieczna mimo że przebiegu nie dojechałem, bo jakieś 6 zaworów jest prawie na sztywno mniej jak 0.05. Ale oznaczenia na wałkach się nie pokrywają, są przekoszone o jakieś może 10 stopni. Muszę jeszcze poczytać sobie książkę jaka ma być pozycja wału do ustawiania wałków bo tam mi nie pasują znaki. Generalnie to wstępne co zobaczyłem, te wałki są tak zrobione, że oznaczenia na osiach też mają się zgadzać i ten przekos mi nie pasuje, ale to sprawdzę może jutro.
Na gaźniki się nawet nie cofam, w sumie to mogę. Bóg wie jakie dysze to są, bo wszystko jest sztukowane, bo nie ma części. Najbardziej mnie zastanawia, który wsadził filtr od odkurzacza zamiast oryginalnego filtra, ta finezja bardzo mnie zaskoczyła. Wsadziłem zamówiony filtr MEIWY z japonii, spalanie spadło, ale 8/100 to dalej za dużo.
Co dalej? Zamówiłem paczkę z japonii z reprodukcyjnymi zestawami naprawczymi x4. Nie wiem kiedy przyjdzie, kiedyś. Ja podejrzewam wytarte rozpylacze i iglice, bo jakim inaczej cudem silnik tylko na 3 cylindrach ma za bogato przy tym samym poziomie paliwa i tylko na iglicy ma za bogato. Na analizatorze spalin widzę, że na wolnym obiegu, który reaguje na regulacje jest ok. Gaźniki i tak będę musiał wyjąć tak czy siak, a zapewne jak będę musiał wałki ustawiać to napinacz też muszę wywalić.
Będzie stać dopóki paczka z japonii nie przyjdzie, to jedyny ratunek, przeszukałem wszystko, anglia, holandia i parę innych sklepów, ale nie ma części do gaziorów. Gaźniki CV są fajne dopóki nie trzeba ich naprawiać...
-
Jawolotmen ty zawsze się z tym masz :P Nie możesz kupić kompletu pasujących gaźników od jakiejś starej 600 ? Jakichś keihinów lub mikuni ?
-
Prace Pana Michała można było zobaczyć w programie Samochód Marzeń na TVN Turbo.
http://reges.home.pl/autoinstalator/wordpress12/
A tu jeszcze jedna firma:
https://www.pierburg.org/
-
Jakby to miało normalne 4 gaźniki to tak, już dawno bym kupił. Tam jest gardziel 26mm i potrzebowałbym x4 najlepiej mikuni VM nie BS. Tylko z tak małą gardzielą mało co miało "baterię" czterech gaźników połączonych ze sobą. Każdy jest kierunkowy i w tym jest problem. Jak było coś to były to co najwyżej twiny i z twinów też nie zrobię czterech. No i przynajmniej VM'ki by reagowały na colortune nie musiałbym się męczyć :D
Tutaj nie ma czego już kopać. Jedyne co wiem to Suzuki sobie zmieniło konstrukcję gaźników z GN125 - BS26 bez wiedzy mikuni na ten temat więc nie ma za bardzo o nich informacji oprócz tego co w książce. Przepustnice z membranami to już mniejszy problem, bo znalazłem że z gieńka są w 100% plug n play a to można już tanio dosyć kupić. Jedyne czego mi brakuje to zawartości paczuszki z japonii i będę miał czym te gaźniki zrobić jeszcze raz, ale już bez sztukowania.
Mostasz zawsze możesz być jak ja :D Miej motocykle, żaden nie jeździ. Panie to jest wyczyn :D
A tak na poważnie to lista problemów tego motocykla robi się tylko krótsza tylko naprawy trwają, bo tyle zajmuje motanie części do unikatu.
@holger dzwoniłem do każdego gaźnikowca w tym kraju. Jak usłyszeli, że gaźnik jest podciśnieniowy to zrezygnowali i powiedzieli nie.
-
Nie odbierz tego źle,jednak i cezeta i suzuki są to motocykle które Cię przerosły,ciągłe pasmo niekończących się problemów. Sprzedaj to w cholerę i kup porządny,gotowy do jazdy motocykl.
-
Ja tam lubię czytać podobne ,,poematy" to takie pasjonujące ;)
Ma chłopak zwyczajnie talent, niech dalej grzebie przy swoich motorkach
i pisze jeszcze więcej.
Ktoś, kiedyś powinien zebrać te przemyślenia do kupy i oprawić w twarde okładki.
A motorków nie sprzedawać, kupić jeszcze kolejnego ,,gruza", będzie ciekawiej :P
-
Ja to raczej widzę krzyk rozpaczy w tych elaboratach,a jednocześnie nie wyciąganie wniosków i nie słuchanie sugestii forumowiczów.
-
To są właśnie stare pojazdy. CZka rozłożyła cię po kilku walkach. Teraz Suzuka robi to samo.
Do starych pojazdów niestety trzeba mieć chłodne podejście. Na spokojnie,z pomysłem ,nie wymyślać koła od nowa, i taczka pieniążków.
CZ da się ogarnąć bez większych cudów,pod warunkiem że robimy z niej CZ ,a nie chcemy dorównać obecnym pojazdom. Bez udziwnień.
Stara japonia-to samo. Zrozumieć jak co działa i nie próbować być mądrzejszym od konstruktora. Naprawdę da się ogarnąć taki gruz że nawet by się nie śniło. Tylko na spokojnie.
Moje wrażenia z czytania wypowiedzi są takie same jak Holgera. Krzyk rozpaczy.
Masz duszę motocyklisty? Super. Chcesz jeździć? Tylko nie masz czym. Zrób sobie"rachunek sumienia" i pogoń jedno i kup jakiś obecny sprzęt.Chyba że masz możliwości dokupić coś bez sprzedaży. Taki który nie będzie oczekiwał od ciebie wiele. Będziesz miał czym jeździć i na spokojnie staruszki podniesiesz z gruzu.
Sam mam staroci od czorta,starą japonię i wariata na co dzień,aby w ciężkich chwilach dać upust emocją.
P.S.
Podpowiem ci. Mikuni SB 26. Aprilia Leonardo. Części przez serwis Aprili. Uwaga na kurczący się portfel,ale Kraków też od razu nie powstał.
-
Coś czasami boli, ale wiesz co jak mówisz że CZ mnie rozłożyła, gdzie na strychu leżą już prawie wszystkie elementy, skończone. Co najwyżej brakuje tych kurczących portfel czyli chromy.
Raczej dam sobie w ogóle z motocyklami spokój póki co może coś poskładam może nie. Po ostatnich kilometrach gdzie jeszcze pojechałem do osoby z TEGO forum, która chciała mi sprzedać coś co miało być proste, a okazało się krzywe na miejscu? Nie powiem kto, ale po paru akcjach mam dosyć jakichkolwiek motocykli tylko wam jeszcze drzwi od auta otworzyć przy fitteringu i będzie git.
Nowy? To chyba mój pracodawca sporo za mało płaci.
W suzuce naprawić nie jest problem. Wiesz w czym jest problem? Znajdź mi do niej części, albo zamień się ze mną skórą i zobacz co musiałem zrobić żeby ściągnąć to co z części już wymieniłem bo to nie było 4motor/ruszczyk, gdzie wszystko jest na wysyłkę jak do knedla i ogólnie jest.
Chyba skończyłem pisanie na jakimkolwiek forum. Que sera, sera.
-
Czesci do motocykli japonskich są drogie a do starych japonskich bardzo drogie i trudno dostępne chyba zdawales sobie z tego sprawę czy nie
-
Nie,nie zdawał sobie sprawy.
Po wpisie po wyżej widać to wybitnie.
Jawolotmen
Ogarnij się.
Do jakiegokolwiek MOTOCTKLA części nie kosztują jak do TICO. Zwłaszcza do starej Japonii.
Co musiałeś zrobić ,aby pozyskać części. Co mnie to obchodzi?
Pozyskałeś? Chwała ci za to. Nie? Słabo się starałeś.
Jeśli sprawa obija się o portfel to:albo jak piszesz pracodawca kiepsko płaci,albo nie stać nas na ten egzemplarz i tyle. Wtedy kupujemy zwykły dupowóz i cieszymy się z wiatru w włosach.
-
Niestety uważam jak koledzy wyżej jeśli znasz tylko teorie to o czym mówić nie znam się oddaje do kogoś i nie wmawiaj że nie ma specjalisty bo trzeba dobrze poszukać . Części zawsze sa drogie nie ma że ktoś Ci coś da za darmo . W twoim przypadku to jedynym wyjściem jest chyba xj 600 tania dobra i obsluga nie skomplikowana
-
Niestety uważam jak koledzy wyżej jeśli znasz tylko teorie to o czym mówić nie znam się oddaje do kogoś i nie wmawiaj że nie ma specjalisty bo trzeba dobrze poszukać . Części zawsze sa drogie nie ma że ktoś Ci coś da za darmo . W twoim przypadku to jedynym wyjściem jest chyba xj 600 tania dobra i obsluga nie skomplikowana
Tak jak zrobiłem to ja :)
-
Zdecydowanie za dużo pierd..... Jawolot nos w książki, instrukcje, schematy, internety i mózguj. Nie płacz już. Coś Cie wkurzyło to to zostaw na kilka dni i wróć zrób. Mniej niech krowa muczy, a mlyka wincyj daje.
-
Ściągam dalej części, ale oczywiście zaczęła się jakaś fala hejtu i bóg wie czego bo powiedziałem, że tymczasowo składam broń. Czasami motocykli już mam po prostu dość. Garaż jest to mogą sobie tam stać i czekać jak mnie najdzie ochota.
Przyszła przesyłka z japonii ale i tak kolejny tydzień będzie stać, bo nadal NIE mam nowych rozpylaczy. Muszę je ściągnąć z Holandii. Mam wszystko oprócz rozpylacza to co jest w tym zestawie to nawet nie wiem co to jest, bo takiego elementu w tych gaźnikach nie ma. Reszta wygląda identycznie na pierwszy rzut oka razem z zaworami iglicowymi, ale porównywać 1:1 będę jak wyjmę tą cholerną "baterię" gaźników, rozłożę je i wsypię wszystko do myjki.
Dotarł dzisiaj też klucz do zaworów, bo na nastawny albo klucz do nypli 3mm nie idzie tego wyregulować, za mało miejsca. I czeka mnie jeszcze czyszczenie pokrywy zaworowej, konkretniej wszystkie bodaj 12 gwintów, tam się dzieje masakra i z tym co jest w środku nawet nie mam co wyciągać mojego kochanego Jonnesway'a 6-30 Nm.
Tyle. Jak dotrą rozpylacze to poskładam i wypalę parę zbiorników, wtedy dowiem się czegoś więcej.
-
Tyle. Jak dotrą rozpylacze to poskładam i wypalę parę zbiorników, wtedy dowiem się czegoś więcej.
A dasz radę poskładać i co ważniejsze odpalić ? :P
-
A przepraszam ale w czym problem? Obsługuję ten motocykl od roku czasu przynajmniej, uzwojenie też wymieniałem z lewej strony i nawet docinałem uszczelkę, bo nie dało się kupić. Nawet regulator z R1 przewijałem pod tą instalację, na mosfetach. I wiele innych rzeczy, no tak nie umiem złożyć.
Jak mają być dalej docinki to może zamknijmy lepiej wszystkie moje tematy, tak będzie najlepiej.
-
Więcej dystansu do siebie i świata.
To Pomaga w życiu. Zastosuj ,a uwierzysz.
-
Nie wczytuję się już kto tu pisał, że mam iść do kogoś "kumatego" bo gaźniki są po wizycie u takiego kogoś i to co znalazłem w środku? Zlecam roboty i naprawdę np poznań jak robiłem do cezetki super sprawa tylko Wrocław jakiś popsuty jest. Robiłem wał - centrowanie na żyletkę z serwisówką(czytać wał ledwo się mieścił w widełkach). Cylindry? - Krzywo ustawione w maszynie o czym mnie poinformował poznań, bo pytałem dlaczego się to zatarło po sporym przebiegu. Teraz dałem gaźniki i to samo, usługa po bandzie.
Wrzucam zdjęcie rozpylacza przed i po myciu moim wypędem do tego. Mam dostęp do odczynników chemicznych niedostępnych dla szarego człowieka z racji mojego profilu pracy. Zrobiłem też mikstury na nagar do żeliwa i amelinium, działają sprawdzałem na cygarach ale trzeba baaardzo długo to moczyć. 24h moczenia, bez używania abrasywnych metod, efekty zobaczcie sami. Identycznie będą myte korpusy, tą samą mieszanką której użyłem do rozpylacza...
To teraz wiedząc co jest w środku i znowu bawiąc się w doktora a może i nie... Rysunek techniczny pokazuje ładnie i jasno przekrój. Do środkowej części rozpylacza jest kanał powietrzny, początek jest razem z venturi. Cylindry 1, 3, 4 nie mają w ogóle emulsji leci niezmieszane paliwo do cylindra. Czemu? Kanał razem z rozpylaczem na całej długości z zewnątrz i w środku jest zapchany tlenkiem miedzi z mosiądzu. Coś co miał wyczyścić i zrobić porządnie "ktoś kumaty" bardziej ode mnie jak to określiliście. Mieszankę chemii mam, korpusy będę mył w weekend. Będą się błyszczeć jak psu jaja.
Rozpylacze jadą z Holandii. Na podstawie VIN i numeru silnika wypadło mi jakie rozpylacze mają być tylko bardziej moje zmartwienie wynika z tego, że SUZUKI zmieniło chyba trochę jego profil, bo wygląda trochę inaczej niż ten co wyjąłem, ale mam dosyć niski numer silnika jak na 83 rok więc mam podejrzenie że fabryka coś zmieniła pod koniec produkcji i stąd mogą być różnice, ale powinny być kompatybilne. Mam z obsługą dogadane, że jak coś będzie nie halo to dostanę zwrot za 3 bo 1 i tak muszę użyć i spróbować. 435zł poszło. Rozpylacze jadą oryginalne - NOS suzuki.
Zawory wyregulowałem 4 miały prawie sztywno, reszta trochę za mało. Wyczyściłem gwinty w głowicy i śruby, bo oczywiście "ktoś bardziej" kumaty tego nie zrobił, a powinien, bo miał zlecone. Potem śruby posmarowałem żeby klucz nie głupiał. Użyłem starej uszczelki, bo się nie porwała. Odtłuściłem tylko powierzchnie i uszczelkę, nie dawałem reinza jak będzie się lać to wymienię, ale na razie ograniczam inwestycje dopóki nie dowiem się co ze spalaniem. Po co mam wkładać hajs w coś co teoretycznie może jednak dalej stać i czekać na swoją kolej.
Jak dojdzie paczka to się dowiem czegoś więcej jak poskładam i wypalę 3-4 zbiorniki.
-
Profil nowych rozpylaczy jest troszkę inny, ale będą normalnie pasować bo przymierzałem jednak na razie je zostawiam na boku na półce zobaczymy co będzie na starych po wyczyszczeniu z tego syfu. Niestety tzw. "slider assy" w wersji japońskiej nie znalazłem, nikt już nie ma NOS Suzuki więc zamówiłem przepustnice z chin od GN125. Z przesyłką około 100PLN za cztery paczka z chin leciała 5 dni. Byłem naprawdę zdziwiony, że są poprawnie wyosiowane(otwór na iglice), otwory powietrzne też są wyosiowane ok i całkowity wymiar na mikrometrze jest niemal identyczny jak stare oryginalne. Nie wiem co się w chinach zmieniło, ale jestem zaskoczony. Membrana też ładnie osiadła na korpusie, póki co mięciutka ale zobaczymy co będzie po kontakcie z paliwem podczas pracy. Aha, no i o dziwo zdjęcie na ali było złe, bo kanał powietrzny jest tylko jeden jak w moich.
Tłoczki od ssania zostały stare, nie domykało się ssanie przez nadmiar tlenku miedzi, niestety te z japonii są innego typu i nie będą w tym gaźniku działać, szkoda. Iglice, przepustnice, membrany nowe, dysze nowe. Wszystko umyte. Wyregulowałem wstępnie przepustnice na stole względem siebie żeby po odpaleniu miało to szanse jakoś utrzymać obroty żeby ten szajs ustawić. Śruba składu 3 obroty, to już miałem sprawdzone i po takim wykręceniu ma ładny bieg jałowy.
Nie wkładałem baterii gaźników i jeszcze nie odpalałem bo u nas leje jak z cebra od wczoraj a samym gazowaniem to ja składu mieszanki na świecach nie sprawdzę, trzeba tym pojeździć.
Tymczasem idę prostować rozbitego GS 500, mam zlecenie.
-
Dzień kolejny - choroby wieku dziecięcego.
Najpierw miałem wannę benzyny łącznie z ubraniem, bo chyba podwiesiły się zawory i przez overflow poleciało naprawdę sporo paliwa, bo nie odcinałem i chciałem zobaczyć skąd tam to leci. Popukałem delikatnie chwytem od śrubokręta komory pływakowe i się uspokoiło, a już miałem znowu je rozbierać - sucho.
Drugie to bardziej mój błąd montażowy przez który podwiesiły się gaźniki 1 i 2 na przepustnicach motylkowych w skutek czego pod odpaleniu do razu silnik leciał do końca obrotomierza.
Po znalezieniu sposobu na to odpaliłem toto... No i chodzi. Śrubę składu musiałem wykręcić jeden obrót więcej żeby skompensować to, że japońska reprodukcja śruby składu mieszanki owszem jest naprawdę jakościowa, ale końcówka jest sporo dłuższa niż NOS stąd jeden obrót więcej czyli 4.
Bieg jałowy trzyma, ale chodzi jak narwany kucyk bo nie zrobiłem jeszcze synchronizacji i na tym kuleje jedynie. Nie znalazłem też w tabeli smarowania nic apropos baterii gaźników, ale wygląda na to, że muszę potraktować amortyzatory przepustnic, jest ich 3 naftą, czymś mocno penetrującym i smarującym. Jak mnie pamięć z gimnazjum nie myli to nafta ma również działanie smarujące po części i antykorozyjne również. Zacinają się, bo nie wszystkie przepustnice wracają za każdym razem albo nie zawsze są dobrze podnoszone co skutkuje dziwnym międzygazem, ale z tym sobie poradzę w sobotę, w tygodniu nie mam czasu.
Zrobiłem przejazd do końca ile silnik da, nie widzę czarnej chmury za sobą jak wcześniej i generalnie zrobiła się z tego po części rakieta, albo już przywykłem do mocy silnika, który był topiony paliwem, nie wiem... Reakcja na gaz jest sporo lepsza, nie ma opóźnienia w wkręcaniu od razu idzie. No i nie szarpie jak się jedzie równomiernie na biegu tak jak wcześniej nie dało się wykonać zakrętu do końca bo odpadał silnik.
Spod zaworów sucho, nic nie klepie bo luzy ustawione. Sprawdziłem czy po tych 34 latach przypadkiem zapłon się nie przestawił na lampie, ale znaki na lampie strobo się zgadzają więc nie ma czego dotykać.
Zostaje mi rozwiązać problem amortyzacji przepustnic i zrobić synchro i będzie jeździć. Wykręcę jeszcze świece to będę mieć potwierdzenie co i jak.
-
weź się chłopie zaloguj na forum suzuki , bo piszesz tu pierdoły jak byś chciał książkę w necie napisać , to forum jawy i cezety i tego się trzymajmy, można pomóc raz , ale nie caly czas zawracać gitarę >:(
-
weź się chłopie zaloguj na forum suzuki , bo piszesz tu pierdoły jak byś chciał książkę w necie napisać , to forum jawy i cezety i tego się trzymajmy, można pomóc raz , ale nie caly czas zawracać gitarę >:(
W końcu jakiś porządny post w tym temacie ;D
-
weź się chłopie zaloguj na forum suzuki , bo piszesz tu pierdoły jak byś chciał książkę w necie napisać , to forum jawy i cezety i tego się trzymajmy, można pomóc raz , ale nie caly czas zawracać gitarę >:(
W końcu jakiś porządny post w tym temacie ;D
Jak chce to niech pisze. Przecież nikt nie zmusza nikogo do czytania. Nie jestem fanem tego typu sprzętów ale czasem zastanawiam się nad zakupem jakiejś starej "japonii"
-
Dokładnie, robi cos sam,próbuje i to sie liczy,kto chce niech czyta kto chce niech komentuje a kogo to drażni nie musi wcale otwierac wątku
-
Tak tylko gwoli ścisłości- to nie jest forum jawy i cezety. To forum ludzi lubiących/mających jawy i cezety. Ja na przykład nie mam już dawno, wchodzę sobie by poczytać jak idą postępy u Jabamana z californią bo fajny to projekcik jest a i maszyna nietuzinkowa. A dział nazywa się nasz garaż. Wszystko się zgadza. Tu bardziej sposób pisania jest męczący. Nie wiadomo czy kolega się żali (na zły los i kiepski rynek części) czy chwali (wiedza i nazewnictwo- te plastry..klastry czy co to tam dotyczyło zużycia sworzni łańcuszka rozrządu). Mi natomiast łezka w oku się kręci bo przypomina się sytuacja sprzed... nieważne ilu lat-możliwe, że 15. Czas gdy kupiłem pierwszą japońską pierdziawkę- gpz 305 unitrack beltdrive- miałem z nią jeszcze gorsze przeboje niż tu kolega ma z suzuki- bo tamto ledwo przejeżdżało 10km. Tak czy siak wojnę wygrałem. Były ofiary, były pogiete zawory, była zabawa. A wtedy było jeszcze trudniej o części nie mówiąc już o informacjach na necie do rzadkiego modelu. Tak więc nie ma tego złego- co się człowiek sam nauczy tego nikt mu nie da. A i może kogoś innego przestrzeże przez pochopnym pakowaniem się w rzadkiego krótkoseryjnego japończyka sprzed 30 lat bez odpowiedniego zaplecza i determinacji. Szczególnie jeśli chodzi o Yamahę i Suzuki polecam ostrożność. Honda i Kawasaki mają lepsze archiwa i porządek w katalogach. Suzuki-serwis- po numerze ramy stwierdził, że nie ma takiego modelu...nie ma takiego modelu...nie ma takiego... ::)
-
Tak tylko gwoli ścisłości- to nie jest forum jawy i cezety. To forum ludzi lubiących/mających jawy i cezety. Ja na przykład nie mam już dawno, wchodzę sobie by poczytać jak idą postępy u Jabamana z californią bo fajny to projekcik jest a i maszyna nietuzinkowa. A dział nazywa się nasz garaż. Wszystko się zgadza. Tu bardziej sposób pisania jest męczący. Nie wiadomo czy kolega się żali (na zły los i kiepski rynek części) czy chwali (wiedza i nazewnictwo- te plastry..klastry czy co to tam dotyczyło zużycia sworzni łańcuszka rozrządu). Mi natomiast łezka w oku się kręci bo przypomina się sytuacja sprzed... nieważne ilu lat-możliwe, że 15. Czas gdy kupiłem pierwszą japońską pierdziawkę- gpz 305 unitrack beltdrive- miałem z nią jeszcze gorsze przeboje niż tu kolega ma z suzuki- bo tamto ledwo przejeżdżało 10km. Tak czy siak wojnę wygrałem. Były ofiary, były pogiete zawory, była zabawa. A wtedy było jeszcze trudniej o części nie mówiąc już o informacjach na necie do rzadkiego modelu. Tak więc nie ma tego złego- co się człowiek sam nauczy tego nikt mu nie da. A i może kogoś innego przestrzeże przez pochopnym pakowaniem się w rzadkiego krótkoseryjnego japończyka sprzed 30 lat bez odpowiedniego zaplecza i determinacji. Szczególnie jeśli chodzi o Yamahę i Suzuki polecam ostrożność. Honda i Kawasaki mają lepsze archiwa i porządek w katalogach. Suzuki-serwis- po numerze ramy stwierdził, że nie ma takiego modelu...nie ma takiego modelu...nie ma takiego... ::)
bardzo dobrze to opisałeś :)
-
Knedla może sobie zrobić każdy. Mi się przestało palić do konkretnego komunistycznego wynalazku, który posiadam. Części wszystkie niemal są, a niektóre detale do 472 są w czechach od ręki. Na projekty innych owszem patrzę, ale jak mam być szczery to odnowiony knedel nie robi w ogóle na mnie wrażenia. Bo wszystko jest, więc co to za odbudowa jak nie ma w ogóle wyzwania oprócz wyzwania dla portfela co najwyżej, czyli jak głęboki on będzie.
Zrobiłem generalkę silnika, poprawiłem elektrykę to i tak wiecznie coś z tym motocyklem było i niemal wiecznie pchałem go do domu albo wracałem nim w drakoński sposób, ot czeska technika. Po prostu wymarzony pojazd do jazdy, gdzie musiałem wozić ze sobą tonę narzędzi w sakwie żeby w ogóle jechać do przodu. Do Suzuki mam fajną torbę z podstawowymi kluczami w przedziałkach na rzepa i ładnie się mieści po kanapą. Tylko szkopuł jest jeden... Nie musiałem tego zestawu kluczy ani razu użyć i zawsze ten sprzęt wrócił do domu. Sam, na kołach. Czy go zalewało ze spalaniem 12L/100 czy to kopciło za sobą na czarno.
A patrząc na wypowiedzi finalnie to tak:
Szansa na życie to 400 trylionów do 1. Gorzej jak na loterii a i tak to życie masz. I tak codziennie się już borykam z czym borykam. Co mnie najbardziej irytuje? Ludzie, którzy pierdolą na lewo i prawo co jest źle i be. A może zamiast pierdolić na lewo i prawo nie lepiej zająć się życiem po prostu?
Ciekawe jak duże grono hejtu mam wokół siebie, bo nie jestem osobą która dobrze się nastawia do ludzi, którzy tu piszą co piszą. Tak więc mój negatywny stosunek do pracy z ludźmi nigdy się nie zmieni.
Tak, jestem Socjopatą. Zadowoleni?
-
jawolotmen a mi akurat to co piszesz pasowało i w niczym nie przeszkadzało a nawet czekałem na dalszy ciąg , powodzenia w projekcie
-
Zrobiłem generalkę silnika, poprawiłem elektrykę to i tak wiecznie coś z tym motocyklem było i niemal wiecznie pchałem go do domu albo wracałem nim w drakoński sposób, ot czeska technika. Po prostu wymarzony pojazd do jazdy, gdzie musiałem wozić ze sobą tonę narzędzi w sakwie żeby w ogóle jechać do przodu.
Jak cały czas coś się sypało to nie było zrobione dobrze.
Sam miałem jawę z silnikiem kupionym za 300zł i śmigałem na tym dwa czy trzy lata, po Polsce, na Słowacji i w Czechach i jakoś zawsze dojechała a dużo w podroży nie robiłem jej, nawet po tym jak zaliczyłem rów w Czechach to też dojechała. a moja jawa nie byłą wzorem do naśladowania.
Knedla może sobie zrobić każdy... Bo wszystko jest, więc co to za odbudowa jak nie ma w ogóle wyzwania...
Kup jawę 90 roadster ale nie na chodzie... podczas remontu zapragniesz wrócić do swojej masowej japonii ;)
-
ja nie do konca sie z Toba zgadzam w temacie knedli, jakbys wszystko zrobil jak nalezy to cieszyl bys sie jazda ;) ja jawe pchalem kilka razy ale po wymianie zaplonu na elektronik nigdy nie zdazylo sie zeby nie zapalila czy nie dojechala do punktu przeznaczenia ;) a czasem im wiecej sie dlubie, ulepsza i szuka w dziury w calym tym jest gorzej. japoni sie z tego pod zadnym wzgledem nie zrobi, wiadomo jakas drobnostka zawsze moze wypasc ale nie przesadzajmy ze knedle sa bee i trzeba ciagle z nimi grzebac i je pchac ;)
-
Jawoltmen !!!
Co ty gadasz knedle wymagają trochę troski ale jak się gowniane części pcha to i ma się gownianą jazdę. Podoba mi się że dubiesz w suzuki i je przywracasz do sprawności. Tylko czemu twoje posty mają formę żalu. Młody chłop jesteś a jak stary dziad piszesz. Pozdrawiam.
-
@Turbo
To samo co z moim egzemplarzem. Trudność ta sama i trzeba mocno sztukować, więc nie wiem co chcesz zrobić tym porównaniem. Nawet uszczelek się nie da kupić tylko trzeba dorabiać z gambitu, bo nie ma. Odbudowanie gaźników CV zajęło mi sporo czasu i sporo telefonów, nie miałem części od razu i cudem je znalazłem i jeszcze były, bo jadę na zapasach NOS co jest na świecie, więcej nie ma.
Z knedlami przesadziłem, ale zbyt dużo dobrych doświadczeń po swoim nie mam. Nadal puzle leżą, większość zrobiona, ale wstrzymałem projekt bo zmieniły się priorytety życiowe.
Piszę jak piszę. Nawet nie chcę wiedzieć co by powiedział psycholog na temat profilu mojego mózgu, chyba nie chcę wiedzieć. Nie jestem humanistą, matura z polskiego była gorsza niż z matematyki w moim przypadku. Nigdy nie widziałem tego wszystkiego w tekście jak humaniści.
Jak mnie najdzie ochota to ściągnę z "Suki" cygara, zobaczymy jak ryczy w profilu db killer.
-
Przy jawie 90 wygląda to tak, że już w latach 70' był problem z częściami
a teraz części zwyczajnie nigdzie nowych nie ma. Wszystko trzeba dorabiać na zamówienie lub samemu rzeźbić i co do silnika to nie ma "moto pokrewnych" a to nie jedyny "patent" w jawie 90.
-
Jawoltmen powiem szczerze irytują mnie twoje ciągłe porównania Suzuki do Jawy czy Cezary Tak jak byś chciał wszystkim udowodnić jaki Ty skarb posiadasz garazu, jaki to skok technologiczny między Czeską a Japonią i wiesz co , my to wszystko wiemy i nie ma co poruszac tego tematu.
Jednoczesnie wychodzi na to ze każdy kto inwestuje czeska motoryzację i z niej korzysta to..........! Każdy niech sam to zakończy jak chce.
Nie dawno fajny tekst słyszałem o tym forum, że nie czeskie motocykle są tu najważniejsze lecz ludzie co na nich jeżdżą zakarzeni ta samą knedlowską chorobą dlatego taka fajna atmosfera tu panuje.
I wiesz co trochę Ci współczuję z powodu twojej choroby ale cóż życie jest okrutne.
-
Nie dawno fajny tekst słyszałem o tym forum, że nie czeskie motocykle są tu najważniejsze lecz ludzie co na nich jeżdżą zakarzeni ta samą knedlowską chorobą dlatego taka fajna atmosfera tu panuje.
;)
-
Knedla może sobie zrobić każdy. ...Bo wszystko jest, więc co to za odbudowa jak nie ma w ogóle wyzwania oprócz wyzwania dla portfela co najwyżej, czyli jak głęboki on będzie.
Kolego Jawolotmen, odbudowa Twojej Suzuki to tez kwestia glebokosci portfela. O czesci mnie molestowales ale Ci odmowilem bo posrednictwem w handlu sie nie zajmuje. Ale to nie znaczy ze czesci nie ma. Jest tylko kwestia zapukania do odpowiednich drzwi i odpowiedniej zaplaty. A nawet jak czesci nie ma to mozna dorobic. Oczywiscie trzeba porozumiec sie w jezyku zrozumialym dla potencjalnego sprzedawcy a angielski naprawde nie jest tak powszechnie zrozumialy jakby sie moglo wydawac.
Za odpowiednia kwote mozna wyslac dowolny japonski motocykl do Japonii. Odrestauruja go i odesla w stanie idealnym.
Patrzac z mojej strony, dla Japonczykow remont Knedla to sprawa praktycznie nie do przeskoczenia. Niby czesci sa ale gdzies w dalekim kraju, oferowane w niezrozumialym jezyku i co bedzie jak sie zaplaci a nie dotra? Mechanikow i innych rzemieslnikow ktorzy chcieliby pomoc tez nie ma. Zupelnie jak w przypadku remontu starego japana w Polsce a nawet gorzej.
Dla mnie to nie problem bo po czesku rozumiem, czesci do knedli sprowadzam ze swojej dawnej "okolicy" a z grzebaniem przy motorach radze sobie sam.
-
No niestety przy starej Japonii liczy się grubość portfela :D No i znajomości. Potrzebowałem paru klamocików do swojej kawy kupiłem je w autoryzowanym serwisie hondy czego nigdy bym się nie spodziewał.
-
Za odpowiednia kwote mozna wyslac dowolny japonski motocykl do Japonii. Odrestauruja go i odesla w stanie idealnym
Tak, na pewno go zrobicie jak sami macie burdel w katalogach i według katalogów mój model nie istnieje u was. To apropos japonii, niby wszystko perfekcyjnie ale jednak.
Za odpowiednia kwote
Jeden z powodów dlaczego wolę, żeby ten świat się palił. Jakbym miał dostęp do odpowiednich rzeczy to ten świat już by nie istniał, bo bym go spalił.
dlatego taka fajna atmosfera tu panuje
Chyba odwrotnie. Jeszcze pamiętam czerwiec uprzedniego roku i inne lata też. Jak jeden motocykl na zlocie się spierdoli to cały zlot się zbierze i go naprawi. Jak ja potrzebowałem pomocy, to chuj... Nikogo chętnego nie ma tylko milion wymówek. Konkurencje na zlotach też zajebiste, że nie można ani razu wygrać. Rzeczywiście świetna atmosfera, kurwa porażka. Nic tylko się napierdolić co najwyżej.
-
Ty sobie żartujesz czy serio jebnięty jesteś?
-
Kolego, żal mi Ciebie.
Napisz ilu kolegów na forum suzuki Tobie pomogło? Na ilu zlotach suzuki wygrałeś w konkursach? Napisz no jeszcze w jakim roku produkowano suzuki w Czechosłowacji ?
To jest jest do ciężkiego wała forum knedli.
I na koniec napisze ci że jak byś dał się lubić to chłopaki napewno by Ci pomogli.
-
A co to za banialuki? Świat będzie palił? Może czarna grzywka i podcinanie żył do tego? Kolega się emocjonalnie na 12 roku życia zatrzymał.
-
Jawolotmen zmień dilera albo zapisz się tu:
http://www.wroclaw.pl/poradnie-psychologiczno-pedagogiczne-we-wroclawiu-adresy-telefony
Podobno wszystko tak perfekt ogarniasz wiec po co pomagać?
Sam mówiłeś że knedle nie mają przed tobą tajemnic i nudzą Ciebie.. wiec jak to w końcu jest?
-
Gorzkie żale :P I chyba zejście po narkotykach :)
-
powinien wpasc jakis moderator i temat zamknac/posprzatac...
moze chlopak ma jakis problem, nie ma sie co z niego nabijac ;)
-
moze chlopak ma jakis problem, nie ma sie co z niego nabijac ;)
To w takim razie pomylił fora.
-
Pewnie przez raster...
-
Pewnie przez raster...
Nie no wygrałeś, nie lubię Cię ale się z Tobą napije!
-
Pewnie przez raster...
Nie no wygrałeś, nie lubię Cię ale się z Tobą napije!
A ja Was obu nie lubię, bo jedziecie Jawami haha... A tak odnośnie tematu, to ksiądz Natanek nazywał to : imołszjonal grup ;)
Chłopie jak nie masz floty to nie baw się w zabawki dla dużych chłopców, a potem nie mów, że świat jest szary i zły. Nie każdy jest skazany na dobrobyt, bo jak by tak każdy miał co chce to co to by było z tym światem?
-
Nie każdy jest skazany na dobrobyt, bo jak by tak każdy miał co chce to co to by było z tym światem?
Pewnie by płonął
-
Kolego Jawolotmen, to co piszesz bardzo niepokoi :(.
Moze sprobujesz popracowac trochę np. jako wolontariusz w hospicjum? Dostrzezesz wtedy jak jesteś szczęśliwy, nawet pomimo trudnosci z odbudową Suzuki i rzekomym brakiem na Forum zrozumienia dla Ciebie. I z zupelnie innej perspektywy ocenisz Twoje "priorytety zyciowe".
To taka luzna sugestia, jesli Ci sie nie podoba to olej ją parabolicznie.
-
Kolego Jawolotmen, to co piszesz bardzo niepokoi :( .
Moze sprobujesz popracowac trochę np. jako wolontariusz w hospicjum? Dostrzezesz wtedy jak jesteś szczęśliwy, nawet pomimo trudnosci z odbudową Suzuki i rzekomym brakiem na Forum zrozumienia dla Ciebie. I z zupelnie innej perspektywy ocenisz Twoje "priorytety zyciowe".
To taka luzna sugestia, jesli Ci sie nie podoba to olej ją parabolicznie.
Masz Anielską Cierpliwość :o
-
:-X
-
Napisz ilu kolegów na forum suzuki Tobie pomogło?
Byłem na super zlocie super ludzi suzuki i jedyne co musiałem robić to regulować zawory, bo kretyni nie umieją się powstrzymać od kręcenia do końca motocyklem, który odcięcia nie ma i prawdopodobieństwo spotkania zaworów z tłokami jest spore.
A co to za banialuki? Świat będzie palił? Może czarna grzywka i podcinanie żył do tego? Kolega się emocjonalnie na 12 roku życia zatrzymał
Nie mam grzywy, owszem czarne włosy mam. Podcinanie żył mało jest dla mnie mało atrakcyjne, bo czas do wykrwawienia się jest trochę długi, wolałbym szybciej w takim wypadku. Preferowałbym cyjanek potasu, ale nie mam pozwolenia ani koncesji więc nie mogę kupić.
Chłopie jak nie masz floty to nie baw się w zabawki dla dużych chłopców, a potem nie mów, że świat jest szary i zły. Nie każdy jest skazany na dobrobyt, bo jak by tak każdy miał co chce to co to by było z tym światem?
Nie mówię już tylko o motocyklach. Odezwał się ten, co ma wszystko na czubku palca i mu podarowano i chuja musiał zrobić żeby to mieć. Bardzo fair, naprawdę. Takim ludziom co mają za farajer i bez wysiłku chyba w pierwszej kolejności powinienen życzyć raka i to szybkiego.
Moze sprobujesz popracowac trochę np. jako wolontariusz w hospicjum?
To już prędzej się zabiję, nie zostawiając listu pożegnalnego i po drodze wypierdolę wszystkie pojazdy do rzeki, żeby nikt ich nie dostał. Tylko trzeba będzie znaleźć szybki sposób. Widzę świat inaczej bo od samego jebanego początku na tym świecie każdy po mnie stąpa i mam już tego serdecznie dosyć. Może po prostu potrzebowałem jebane 5 minut atencji, ale jak zwykle wszyscy są tylko zajęci sami sobą, albo mają te swoje doborowe towarzystwo i dusze towarzystwa, gdzie tych swoich 5 minut nie mam. Potem patrzę na ludzi i widzę jak się cieszą, ale na mnie działa to kompletnie w drugą stronę, bo gdzie się nie pojawię to chuja mogę do tych rozmów wnieść tylko siedzieć gdzieś na boku.
Ja już sobie daruję, bo widzę wasz super poziom. Żyjcie sobie dalej i niech wam kiedyś atomówka pierdolnie, ja stąd spierdalam.
Amen.
-
Podcinanie żył mało jest dla mnie mało atrakcyjne, bo czas do wykrwawienia się jest trochę długi, wolałbym szybciej w takim wypadku. Preferowałbym cyjanek potasu, ale nie mam pozwolenia ani koncesji więc nie mogę kupić.
Takim ludziom co mają za farajer i bez wysiłku chyba w pierwszej kolejności powinienen życzyć raka i to szybkiego.
Albo prezstań jeździć tym suzuki albo załóż kask, bo chyba na głowę jebłeś i wszystkie klepki ci wypadły.
Może po prostu potrzebowałem jebane 5 minut atencji, ale jak zwykle wszyscy są tylko zajęci sami sobą, albo mają te swoje doborowe towarzystwo i dusze towarzystwa, gdzie tych swoich 5 minut nie mam.
Jeśli wydaje ci się że jesteś to masz racje WYDAJE CI SIĘ.
ps. i rada na koniec, napisz książke "Z dziennika psychola" czy coś.
ps.2 Nie wszyscy mają takie idealne życie jak ci się wydaje, czasami mniej patrz na siebie a może coś ujrzysz.
-
Ty sobie żartujesz czy serio jebnięty jesteś?
like
-
Atomowka? Dobrze, że mam OP-1 :D a tak na poważnie to się nazywa choroba dwubiegunowa
-
Postaraj się dorosnąć. Gdybyś wiedział z jakimi problemami w życiu tutaj się ludzie zmagają to byś się trzymał krótko.
-
Jedziecie po chłopaku, a zauważcie że on jednak jest dla nas litościwy
To już prędzej się zabiję, nie zostawiając listu pożegnalnego
-
Panowie, jaja sobie robicie a sprawa jest powazna. Gdyby takie zapowiedzi skonczenia ze soba zostaly wylapane przez policje to chyba patrol by zapukal do drzwi aby zapytac czy wszystko w porzadku.
Jawolotmen, o tym hospicjum napisalem bo chce Ci pomoc. To podobno dziala lepiej niz najdrozsze psychoterapie. Jestes mlody, zycie przed Toba a swiat nie jest tak ponury jak teraz to widzisz.
Moze zrobisz sobie przerwe od japana i przeprosisz sie z CZ? Zobacz ilu ludzi czytalo watek o niej. Doradzali, interesowali sie. To wiecej niz 5 minut atencji czy wygrana w jakiejs konkurencji na zlocie.
Wiedz, ze nie jestes sam. Trzymam kciuki ;D
-
Yabaman ma rację - starczy już tych "rad". A Ty Jawolotmen powinieneś z kimś pilnie porozmawiać na temat swojego widzenia świata. Nie mowie że to ma być psychiatra - po prostu pogadaj z kimś. Ja jak zaczynam uważać że mi się źle dzieje jadę do rodziny - dwoje staruszków, schorowani z ch....ą emeryturą, żyjący na końcu świata. Po takiej wizycie okazuje się że jestem zdrowy i bogaty