Ruszałem ze sklepu, podjechałem nie całe 200 metrów i był wypadek. Prędkość coś koło czy ponad 30 km/h (miałem dopiero 2 bieg) to nie dużo dobrze że tyle.
Dziewczynka lat 12-14 nie wiem dokładnie jechała prawą stroną jezdni, przede mną jechał jeszcze kolega Yamahą dt 50 a za mną kolega na Kawasaki 125 enduro(świadkowie). Ten kolega z przodu normalnie wyprzedził tą dziewczynkę, a ja jadąc tak 25 metrów za nim też już się przymierzałem do wyprzedzania. No i normalnie już byłem na środku jezdni, a ona mi prosto pod koła wjechała no i tak do tego doszło. Hamowałem nawet ślad został na asfalcie ale już się nie dało ani ominąć ani nic dosłownie prosto pod koła jak na złość wjechała. Motor nie rower słychać że jedzie, ona ani się nie popatrzyła ani nie dała żadnego znaku, że skręca w lewo nic. Nie miała kasku ani oświetlonego roweru. Mandat dostali jej rodzice. Tam mojej winy nie ma. I chyba oni pokrywają koszty naprawy motoru.