Marcos odezwij się do mnie na email - szukam części do komara 3 - może pohandlujemy

a, co tam, ja tez coś od siebie napiszę o tych początkach:
Gdzieś w podstawówce to się zaczęło... wujek miał bzyka, czyli poczciwego ogara którym śmigał sobie po mieście. ¯e rodzina zmotoryzowana z dziada pradziada, ale wszyscy prawie samochodziarze - więc początkowo nie patrzyłem na jednoślady, aż do momentu, gdy wujaszek zostawił u babci, gdzie spędzałem wakacje - numer "¦wiata Motocykli" (młodszych informuję, ze ¦M kiedyś to było naprawdę coś - klimat, a nie komercha). Tak... z nudów sięgnąłem po to ¦M i... przez bity miesiąc czytałem codziennie od deski do deski - na pamięć się kurcze nauczyłem - wywróciła ta gazeta mój światopogląd o 180 stopni.
I wtedy się zaczęło - marzenie o własnym motocyklu. Ale najpierw trzeba było spróbować swoich sił za kierownicą... po długich namowach, prośbach i gro¼bach w koñcu wujek zgodził się nauczyć mnie je¼dzić. Nie muszę chyba mówić jak mi się micha cieszyła. Niestety w rodzinie nikt nie chciał słyszeć o 2 kółkach dla mnie, do tego stopnia, że zataili przede mną fakt, że wujek sprzedawał ogara - a miałem wtedy odłożoną kasę... nic to, marzyłem dalej o własnym motocyklu.
Kasy brakowało, ale głowa pełna namacalnych prawie wizji - sprawiała, że "miłość" trwała i rozwijała się. Postanowiłem zawczasu zdecydować czym będę je¼dził. Po długich - wielomiesięcznych studiach różnych motocykli, opisów, zdjęć, zasłyszanych informacji zdecydowałem, ze będzie to Junak. Funduszy wciąż nie było, ale nie siedziałem na laurach: nabyłem wszelkie dostępne publikacje dotyczące Junaka i studiowałem je intensywnie. Te parę lat temu serwisówkę znałem na pamięć jak również wszystko, co ówcześnie udało się wydrzeć z internetu

Minęła szkoła średnia (przez cały czas ani na moment nie przestałem pragnąc własnego motocykla - jadąc w autobusie widziałem siebie jadącego obok, idąc ulicą sam siebie mijałem na motocyklu, a siedząc na przystanku podziwiałem wyimaginowany motocykl stojący tuż obok).
Skoñczyłem szkołę i w koñcu studiując zaocznie zacząłem pracować. Szybko okazało się, że zarobiona kasa nie starcza na odkładanie (trzeba było opłacić uczelnię i ponosić inne wydatki dnia codziennego). Paranoja - nie tak to miało wyglądać. Ale - miłość wymaga poświęceñ - zakrojony na szeroką skalę program oszczędności pozwolił mi na odłożenie kasy na kurs prawa jazdy. Doszedłem do wniosku, ze wpierw prawko - potem motocykl. Tak - MZ 150 - i szalona ósemka

Na egzamin poszedłem z 40 stopniami gorączki, padał deszcz. Wsiadłem na motocykl i ruszyłem na tę cholerną ósemkę - zawroty głowy, spowolnione reakcje, mroczki przed oczyma - siu i hamuję parę metrów dalej. Powtórka - ostatnia szansa. Zaraz zaraz... ósemka wymaga płynności, ja mam w głowie coś koło 6 w skali Beauforta, ale buja płynnie. Mroczki przed oczyma owszem są, ale ósemkę robiłem masę razy... tylko trzeba sobie przypomnieć... poprawka na śliską nawierzchnię i rozregulowaną przepustnicę. Egzaminator ponagla... ocena odległości, zamykam oczy i jazda: prawo, lewo, prawo, lewo - otwieram oczy: mieszczę się idealnie, migacze mrygają, ręce pokazują kierunek (co by mnie nie upieprzył za brak machania). Deszcz pada, prawo, lewo, prawo, lewo - pieprzyć liczenie okrążeñ - rytm jest, widzę tylko przednie koło i linie na asfalcie - reszta to rozmyta plama. Gdzieś z oddali słyszę niewyra¼ne: "Panie wystarczy!". Ruszanie pod górę - pomalowana olejną farbą drewniana rampa - chrzanić to - poszło. Staję gaszę silnik i siedzę. "Dobra zła¼ pan!" - słyszę - łatwo powiedzieć kiedy nic nie widzę, poty mnie oblewają i kręci się we łbie - ale trzeba twardym być - zlazłem - na szczęście egzaminator się odwrócił i nie widział jak o mały włos nie padłem trupem razem z motocyklem. Dobra jest - myślę - zostało miasto. Na szczęście "Pan Starszy" miał inne plany (śpieszyło mu sie) i olał wyjazd na miasto - zdałem za sam plac - byłem jedynym, który zdał tego dnia.
No to co? - kupujemy junaka? - trochę kasy odłożone - szukam... drogo kurcze drogo... ale, zaraz jakieś CZ... co to do diabła jest? - a no tak... a co tam - pójdę obejrzę - nie zaszkodzi.
CZ z silnikiem jawy TS... hmmm taki custom

... pomalowana pędzlem, ale urok ma jakiś... kasa akurat więc czemu nie

, ale czy odpali? Dwa dni pó¼niej przyjeżdżam wieczorem po odbiór... no ok odpaliła - co za d¼więk

Pali to biorę - umowa podpisana, kasa zmieniła właściciela - jedziemy! Jedynka, gaz, iskry z pod konsoli - denat. Odpalamy znowu - odpaliła no to jedynka... puf znów to samo. ¯e zapłon? - taaak? - dobra zróbmy bo się ściemnia. Jak "Majster" zrobił tak motocykl zamilkł. Kij - myślę - paliła to jakaś pierdoła - pcham. dobrze, ze kumpel był ze mną. Przepchaliśmy te kilka czy kilkanaście kilometrów - o północy w koñcu pod domem, ale skarb jest

Ten "Skarb" odpalił ponownie dopiero po dwóch latach, w tym czasie je¼dziłem na "pożyczkach" wszelakich, potem "Skarb" poszedł (po honorowej przejażdżce), była kolejna jawa "Czarnula", która po rocznym remoncie woziła mnie wspaniale jakiś czas, miałem pomysły na inne motocykle, ale w koñcu zawsze była to kolejna lub ta sama jawa

- ostatnia jawa miała na przykład być Uralem

, poprzednia XJ-otą itd.