Najgorsze w tym jest to,że przez japonie itp traci się znajomych lub przyjaciół. dawniej mój ziom miał TS'89 i co kilka dni był seans garażowy... a to ładowanko mu zwiało, a to kicha i prycha, a to cos szumi, a to po prostu wszystko działa ale coś by sie wypolerowało..... piwko, czasem grill. w garażu komfort, kilka jaw w puzzlach na regale-magazyn. radyjo gra,klucze po podłodze sie walały. przed zlotem zawsze przygotowania,regulacje,kapitalki,regulacje...pucowanie, sama droga to juz przygoda. moja jawa po przebudzeniu ok 3 lata temu nie przeszła niczego poważniejszego od regulacji zapłonu,w zasadzie jego kontroli,więc sama nuda.a tak to zawsze była moja teeska, kuzyn na swojej ts, kolega również, dwie MZ ETZ i sie jechało. a dzisiaj? kuzyn ma Diversa 600 to go juz nie widuje w moim garażu,teraz ma nowych kumpli z japoniami,przy których nic sie nie robi,bo sa warsztaty.kumple to samo, mz zniknęły,teraz jakieś cbrxzscrrrrr same. to i powodów do nasiadówek nie ma. a co to za sztuka mieć japana? śmierdzi masówką jak diabli. moja czeska myśl techniczna na każdym kroku wzbudza wieksze zainteresowanie niż te plastiki i pseudo cruisery. i jestem z tego cholernie dumny. wiem,że stać mnie na japonie, kawał grosza i serca jest jednak w jawie. jawa jest jak dobra kobieta. kaprysna,nieprzewidywalna, gdy jest zadbana to się za nią oglądają, ale w odpowiednich rękach potrafi sie odwdzięczyć wiernością. a japonia jest jak kurwa- wystarczy kasa i da Ci wszystko co chcesz a jak mało to tylko głebiej do portfela,zero starania i satysfakcja też marna. Panowie, nie ma się co przejmować. wasze zdrowie!!!