heee Mirek ubiegłeś mnie przed napisaniem czego kolwiek w tym poście
Oczywiście mój wywód bedzie troche przydługi...
Zaczne od tego, że niestety ale kultura techniczna nam w narodzie ginie. Nie to żebyśmy sie cofali do ery wozów żelażnych, lamp naftowych, czy zaprzęgów konnych, nawet powiedział bym/napisał przekornie, że idziemy do przodu. No bo w sumie to idziemy. Popatrzmy jakim "dobrem luksusowym" był 20 lat temu samochód. Kupić nowy mogli tylko i wyłącznie nieliczni a do tego za chore pieniadze- szcześliwcy mogli wygrac jakiegoś fiata w "konkursie narodowym" (heheheeee ... wygrać można było ale tylko przydział czy jak kto woli talon- za auto i tak trzeba było zapłacić) Reasumując: nieliczni mieli samochody, cała reszta albo samochodu nie miała albo była skazana na "drugi obieg" (samochodzy dużo droższe na giełdach niż "w salonie") albo pozostawało coś z wachlarzyka typu: "radosna twórczość własna", "zrób to sam" ewentualnie "odgrzewanie starych dañ". Naród poprostu nauczył sie myśleć (bo potrzeba ponoć matką wynalazku -chociaz ja śmiem twierdzić, że lenistwo i wygodnictwo jego ojcem) i kombinowac - to chyba jedna z naszych cech narodowych....
No i ludzie myśleli kombinowali i powstawały najróżniejsze konstrukcje rodem z Mad Maxa... Co innego, że w niektórych rejonach Polski ten trend przetrwał do tej pory (vide; Bieszczady)
Dobra czas moje rozważania przenieśc na grunta motocyklizmu ...
Prosze zwrócić uwage jak jeszcze nie tak dawno (powiedzmy te wspomniane 20 lat temu ) traktowano zwyczajna normalną polską WSK 125 - ja osobiście chyba tylko pługu przyniej nie widziałem kopaczki do ziemniaków i snopowiązałki ale fakty transportu np; świnki, opony do ciągnika, wora nawozu czy rodzinnego (tak od 5 do 7 osób) środka komunikacji widywałem jeszcze nie tak dawno bardzo często. A teraz prosze mi pokazać 1/3 tych "wuesek" dzisiaj ... Nie ma ich. Przesadziłem, są poprzetapiane na np; pręty zbrojeniowe. A dlaczego ? "a bo była stara" "a bo tłok sie zatarł" a bo to a bo tamto i dośc popularny motocykl zniknął niemalże z naszych dróg. Teraz druga strona medalu; oczywiście Wiesławe można sobie kupić, pomijam z wiadomych względów aledrogo i inne media gdzie totalną padaczke ogłaszą jako 110% oryginał, a teraz obrazek z moto weteran bazar (masto obojętne):" Ile Pan chcesz za tą wieśke ?? A z daleka jesteś ?? No troche będzie bo z Zamościa. A to 1000 i 100 spuszcze- na paliwo. A papier ma? Panie jaki papier toż to 82 rok. " Wow niby stara to troche jest ale taka sama wieśka jeszcze pare lat temu była pewnie do wzięcia za max 100zl i jeszcze flaszka do rozpicia-no cóz takie czasy nam przyszły...
Teraz motocykl to nie jest już koniecznośc teraz to raczej zabawka/maskotka. I na takiej zasadzie też ludzie "staja się" motocyklistami - mam motocykl to jestem motocyklista. W sumie to niby nic zdrożnego bo myśle, że wielu z Nas miało podobnie i podobnie zaczynało przgode z motocyklem. Tylko ja żeby czymś pojeżdzic to musiałem np nauczyć sie zapłon ustawić, naumiać sie regulować gażnik itp itd- mowa o motorowerze marki Romet. A teraz ?? "Mamo tato kupcie mi motocykl -prosze bo X ma i Y też rodzice kupią, a Z to juz kilka miał" Póżniej są jakies pertraktacje na temat "co za co i za ile" i szybciej lub póżniej chłopaczek dostaje motocykl - no moze nie do koñca motocykl bo ma tak z 12 lat ale skuter na bank. Rodzice jak to rodzice wiadomo nie kupia od razu Vespy Lambretty czy chociażby Zippo tylko skuter "aftermarket" za pi razy oko 1700zł (sam widziałem w tej cenie nowe skutery jak są tañsze to prosze mnie poprawiać) No i ma chłopaczek jeżdzidełko jednorazówke o tym jak ustawic zapłon to ktos mu kiedys mówił że to w starych motorach tak się robiło, o gażniku może zaponiec bo to i tak teraz wtryski montują o mieszaniu oleum do paliwa na stacjach to nawet nie słyszał i hejaaa Mam motocykl jestem motocyklista. I dupa. Kultura techniczan nam ginie bo ten mój przykładowy chłopczyk będzie wiedział jak "se bomboxa na sedesiku postawić, jak niebieskiego neona pod podłoge zapodać, ewentualnie jak wyryzać dziure pod spodem w kanapie żeby sobie głosnik założyc (jeszcze nie widziałem równo wyciętego otworu podgłosnik u żadnego)"co by szpanu na mieście zadawać". Póżniej pierdopędzik się rozpadnie bo nie będzie czego reanimować. Jak trafi na "dzianych" rodziców to jak latorośl podrośnie to kupimy mu jakiś motor żeby się gorszy nie czuł i znowu hejjaaa.
I tutaj już powinno byc widać skąd biorą sie "kołki" na motocyklach - przy motocyklu nigdzy albo raz na 100 lat cos zrobi; bo rąk sobie nie będzie brudził, bo serwis też żyć z kogoś musi, bo poprostu nie umie

Ale motocykl ma? Ma. No to jestem motocyklista przez duże M pawda? I znowu "dupa". Ani to pojęcia technicznego o tym na czym jeżdzi (jak cwañszy dresik to zobaczy chociaz na necie ile jego zdzierarka asfaltu ma koni) nie ma a kultury to już tym bardziej.
Jest jeszcze inna grupa motocyklistów tzw. "tych lepszych" w ich mniemaniu oczywiście. Dziwne że ponoć najczęściej to marka na "H" ( i wcale nie Honda) a przecież oni też pewnie od czegoś zaczynali...
... i prosze mnie nie uświadamiać, że czasy się zmieniły- czasy są zawsze dobre, tylko ludzie się zmieniają nie koniecznie na dobre...
p.s
Zawsze mówie że dobra "Wieśka nie jest zła" a napewno pierwszy podniose rekę dla kogoś na wiesławie (bo przynajmnie zna się człowiek na rzeczy) niż na skuterowca tfuuuu "spidfajtera"
(speed fighter- od nazwy skuteru peugeota)
p.s 2
Zawsze staram się pierwszy pozdrawiać innych motocyklistów - nie z poczucia bycia kimś gorszym ze względu na swój motocykl. Tylko przez grzecznośc - mam wykładowce Pana profesora Sowe. Człowiek w podeszłym wieku ponadto bardzo kulturalny i przy tym niezwykle mądry nawet w kwestii mowienia zwykłego "dzieñ dobry" .
"Otóż dzieñ dobry nie powinien mówić pierwszy: ani student, ani młodszy, ani podwładny... Pierwszy dzieñ dobry powinien mówić bardziej kulturalny..."
Prawda że mądre podejście do tak prozaicznej sprawy ??
I tego się w sumie staram trzymać ...