Po pierwsze to rejestracja i testy. Koniecznie chcę załatwić sobie stelaże na sakwy boczne i zespawać oparcie pasażera dla plecaka.
A potem tylko jeździć. Jak się w tym sezonie spisze, to na zimę do malowania.
Może uda mi się nawet zahaczyć o zlot w kwietniu.
Ehh. Dzisiaj po walce z biurokracją w końcu dopiąłem wszystko na ostatni guzik zrobiłem swój dziewiczy rajd na Jawie.
Cały dzień elegancko paliła od kopa, nie brakowało jej mocy. Byłem po prostu mile zaskoczony z efektów pracy.
Potem przyjechałem do dziewczyny i pomyślałem, że po długiej przejażdżce mogę podregulować gaźnik. Tak też zrobiłem, trochę zubożyłem mieszankę, ale jeszcze wszystko było spoko.
Po kilku godzinach chcę zapalić a tu totalna dupa.
Jawa w ogóle nie zagada, czy to na popych, czy to na kopę. Przedmuchiwałem, zalewałem i w kółko i nic.
Elektryka w porządku, na innych świecach jest iskra, gaźnik wróciłem do poprzedniego ustawienia.
Jedyne czego nie jestem pewny, to świece, których nie wykręciłem (NGK B6HS) ale przecież one mają max. tydzień i w sumie przejechały ze 30 km ( z resztą obie miałyby paść na raz?).
Kolejna rzecz, to wrażenie, jakby kopało się lżej. Wydaje mi się, że wcześniej musiałem w to włożyć więcej siły.
Jawa po prostu nawet na moment nie zagada.
I to już pierwszego dnia jazdy.