Na samym początku chciałbym prosić moderatora o nieusuwanie tego tematu- co prawda dotyczy w moim przypadku sprzedaży samochodu, ale może ktoś chce opowiedzieć jakąś śmieszną historię tudzież anegdotę związaną z tym wątkiem.
A więc do rzeczy...
Jestem na etapie zakupu mojego motoryzacyjno-samochodowego marzenia, dysponując więc ograniczonymi funduszami wystawiłem na sprzedaż dotychczasowy wehikuł, Fiata CC700.
Ok, pierwszy dzień pobytu autka na allegro - dzwoni telefon:
-Witom, wiela chcysz Pan za ta czinketa?
-witam, tyle ile jest napisane w ogłoszeniu,
-to pierońsko dużo, moja sumsiodka rok tymu za czista pińćdziesiont puściła taki coś, niy da rady taniiij? Moij babie udało siy za dzisiontym razym zdoć prawko i coś ij chca kupić,
-niestety znam dobrze wartość swojego samochodu, za dużo w niego zainwestowałem pieniędzy żeby teraz oddać za darmo. Ale mój kolega chce sprzedać TICO o połowę taniej od mojego CC. Tylko trzeba progi zrobić przed zimą (małe wykwity) oraz lekko coś stuka mu w zawieszeniu,
cisza...... i wreszcie:
-ale jo szukom czygoś przi czym nic niy cza robić,
- hmmm
-to niy do rady puścić tanij? Kobel. Pasi?
-Możemy umówić się na oględziny, ale za proponowaną przez Pana cenę nie sprzedam...
-Dobra, szukom dali, narozie.
Drugi dzień, jeden telefon ale też mało konkretny, podobny do tego wyżej- z tym że już bez gwary i bardziej na poziomie. W sumie nic z niego nie wynikło, ale cóż czekam dalej.
Trzeci dzień, czwarty dzień- o, dzwoni jakiś nieznany telefon więc szybka diagnoza- to kupiec.
Rozmowa telefoniczna przebiegła bezproblemowo. Umówiłem się na oględziny, w końcu przychodzi ich pora. Wychodzę przed dom, witam się (dosyć długo mi to zajmuje bo przyjechali całą familią, ale to opowieść na inny temat).
Głównymi rozmówcami byli:
1) gościu w wieku około 50lat grubawy i z wąsem podobnym do takiego jaki miał Śp. Krzysztof Putra,
2) koleś koło 30-stki- z jednej strony z wyglądu przypominający statystycznego Polskiego szwagra, a z drugiej znawcę do spraw wszelakich (nawet tych pozaziemskich).
Okazało się że nie bez przyczyny gościu nr 1 skojarzony był przeze mnie ze Ś.P. Krzysztofem Putrą- już na początku oględzin w stylu PIS-owców wykrył spisek.
Szybka diagnoza: samochód po dachowaniu, bo jest zaciek po malowaniu w okolicy dachu- do tego nie leżące idealnie w linii uszczelki z drzwi.
Prawdziwą przyczyną uszkodzenia uszczelki jest założony bagażnik dachowy na rower (oprócz motocykli lubię czasem "pobuszować" na bicyklu).
Zaciek? Nie wiedziałem o nim wcześniej, szczerze mówiąc w ogłoszeniu napisałem BEZWYPADKOWY, a nie: ORYGINALNY LAKIER. Czinkieta była pewnie częściowo malowana przez poprzedniego właściciela ale z racji tego że robił częsciową naprawę blacharską pomalował to i owo. Reasumując: od momentu kiedy wchodziłem w posiadanie tego samochodu do teraz nie wpadłem na pomysł żeby badać grubość lakieru wszak to 20-letnie cudo z FSM.
Chciałbym zaznaczyć że samochód był i jest wizualnie w super stanie.... Jeżeli chodzi o szeroko pojętą mechanikę sprawa wygląda jeszcze lepiej, na przeglądzie diagnosta nie miał żadnych zastrzeżeń wręcz przeciwnie, powiedział że lubi jak ktoś na badanie przyjeżdża świeżo ponaprawianym autem (robiłem przed wizytą na stacji hamulce: tarcze, klocki oraz cały tył łącznie z bębnami).
Dobra, wróćmy do oględzin, a właściwie.... to długo już nie trwały. Panowie chcieli zbić sporo z ceny, byli wręcz obrażeni gdy usłyszeli nie.
Pojechali.
Teraz czekam na następny... telefon