Witajcie,
Jestem nowy na forum i aktualnie przebywam poza granicami naszego pieknego kaju wiec przepraszam za brak polskich liter

.
Chcialem sie z Wami podzielic historia mojej Jawy 356.
W liceum czesto jezdzilismy na dzialke mojego przyjaciela, gdzie w garazu, w paru pudlach, spoczywaly czesci od motocykal owiniete w papier nasaczonym olejem. Za bardzo nie zwracalem uwagi na ten zlom, bo bardziej bylismy zainteresowani polka z nalwekami domowej roboty.
Przy kolejnej wizycie u przyjaciela, okazalo sie, ze to cale zelastwo nabiera ksztaltow motocykla, poniweaz starszy brat przyjaciela zainteresowal sie tym co w skrzyniach piszczy.
Ktoregos lata podczas kolejnej wizyty, ktorej celem byla inwentaryzacja butelek z nalewka z aronii, okazalo sie ze motocykl jest zlozony i co najwazniejsze jest na chodzie.
Bordowy, troche poobojany, a chromy juz dawno zmenily swoj kolor i teksture. Ale nie to bylo najwazniejsze. Tego lata pierwszy raz udalo mi sie dosiasc Jawe 356. To bylo niesamowite doznanie, mimo tego, ze gaznik przepuszczal i motor czesto gasl.
Od tamtego dnia zaczalem sie interesowac tym motocyklem.
Ojciec mojego przyjaciela kupil go w sklepie, po tym jak ukonczyl studia medyczne. Nowy motocykl. Prosto z fabryki. Niestety po roku, jako lekarz zostal powolany do wojska, wiec rozlozyl motocyk i wlozyl go do skrzyni, w ktorej przelezal 30 lat.
Poniewaz przyjaciel nie przejawial zainteresowania tym motocykem, sprezentowal mi go i tak stalem sie posiadaczem Kivacki, ktora musiala chwile dojzec w moim garazu za nim sie wzialem za jej remont, ale to to juz osobna historia, ktora opisze w osobnym watku. Motocykl jezdzi wszedzie ze mna. Aktualnie przebywamy w UK i mam nadzieje, ze w przyszlym roku znowu zaczniamy wspolne przygody, tym razem na angielskich drogach.
Pozdrawiam was i chetnie przeczytalbym historie waszych maszyn.
Wesolych Swiat.
Oley