Naprawdę nie da się jechać taką R6 poniżej 2 tys. Gaz masz odkręcony prawie do połowy,ogromne siły działają na sworzeń tłokowy i samą korbę,a silnik nie ma siły jechać. No i łatwo zbliżyć się do granicy,gdzie zaczyna szarpać łańcuchem:/
R6,którą ja jechałem dobrze się czuła w zakresie 5 i więcej obr/min.
Gładki dźwięk,silnik gładko pracuje i ma już trochę zapasu mocy. Poza tym - jak pisałem projekt o silniku R6 w serwisówce Haynesa ciśnienie smarowania od 4 tys obr.min już nie rosło. Gwałtownie idzię w górę przy 1700 obr/min,więc nawet jak pojedziesz te 2000 obr to i tak kwestia smarowania jest zapewniona
Co do ciśnienia smarowania - na luzie silnik przecież nie jest niczym(może poza alternatorem:P) obciążony. "Lekko" się kręci. Nie ma prawie żadnych przeciążeń. Więc i smarowanie nie musi być takie zarąbiste. Podczas ruszania dodajesz gazu,silnik już ma z 2-3 tys i smarowania ma już na odpowiednim poziomie. Musiałbyś jechać na naprawdę niskich obrotach(o ile wcześniej od szarpania łańcuch nie pęknie lub koło nie zablokuje:P),aby zatrzeć taki silnik(przynajmniej R6 w latach 2004,nie wiem jak z innymi:)) A jadąc takim sprzętem naprawdę trzeba mieć jaja,żeby nie odkręcać:P
A co do korby YZ - po prostu dziwi mnie to,że pakują korbę od wyczynowego silnika,która jest warta prawie tyle,co 2 motorki lub 3 silniki WSKi do takiego "rzęcha"(mowa o dokładności wykonania silnika). To tak,jakby do Jawy wsadzić wał od jakieś Yamahy,gdzie sam wał kosztuje prawie 2 tys. zł. Można,ale po co?(pytanie nie dotyczy maniaków:P)?
Z WSKi mozna łatwo przerobić na silnik kręcący się do 10 tys. Dodaje się aku na zapłon elektroniczny,wywala się całkowicie prądnicę oraz wirnik(czy koło magnesowe),specjalny tłok i gotowe. W teroi. Nigdy takiego czegoś z silnikiem WSKI nie robiłem:)