Cześć, jestem Kudłaty z Polski B (czyt. podkarpackie). Posiadam CZ 350 472.6 z 1986r., która praktycznie od dnia zakupu jest w remoncie

Na forum jestem od jakiegoś już czasu, jednak do tej pory byłem raczej obserwatorem i poszukiwaczem odpowiedzi na problemy jakie mi się już zdążyły przytrafić.Postanowiłem się przywitać, bo jednak każda JAWA jest wyjątkowa i nie zawsze rozwiązanie, które komuś pomogło, rozwiąże i mój problem.
Może trochę o CZ. Czemu czechosłowacka maszyna, a nie jakaś szlifierka? Po pierwsze, na ten motor musiałem trochę zapracować(jeszcze w średniej szkole), po drugie zawsze podobały mi się JAWY i CZtki, bo zgodzicie się chyba, że piękniejszych motocykli nie ma (zwłaszcza JAWY z lat 60tych)... no może Harley-Davidson za 100tys.$, ale powiem jedno, jeśli ktoś zaproponowałby mi dziś układ - panie, ja Ci daję Harleya, a ty oddajesz CZ, to jednak nie poszedłbym na to, no może, ale zaraz bym go sprzedał i kupił inną JAWĘ, albo 5 od razu z koszami. Powód? Chyba ten co zwykle - kupisz nowy motor, czy tam używaną ale niezawodną Hondę, lejesz wahę i jedziesz, raz na sezon zmienisz olej i tyle, jeździsz CZtą, to i ludzie przyjaźniej jakoś patrzą (czasem zdarza się, że napotkani choćby pod sklepem mówią " jak tam się sprawuje? Jak byłem młodszy to też miałem CZtkę" itp.), a i adrenalina od razu skacze, bo wszystko może się w każdej chwili zepsuć, choć nie powiem, moja ile razy wyjechała, tyle razy mnie przywiozła, człowiek siedzi weekendami, dłubie (bo to w końcu CZta, trzeba o Nią dbać bo się pogniewa), czasem coś nie wychodzi, rzuci do Niej kilka przekleństw, trzaśnie wrotami, a na drugi dzień znowu siedzi i znowu dłubie... takie już zboczenie chyba

Kupiłem ją od pierwszego właściciela, w miarę zadbaną i w miarę sprawną jak to się mówi. Instalacja elektryczna poszła na pierwszy ogień. W sumie mogłem uzupełnić tylko braki i by jeździła, ale dziadek, który też zresztą jeździł na JAWIE 353 powtarzał - chcesz mieć JAWĘ? Najpierw pomyśl, żeby Ci prądu nie zabrakło. Wziąłem sobie to do serca więc i jakoś tak poszło, potem przyszedł czas na "wyskakującą 4kę" , ale jak to zwykle bywa - wszystko jest dobre i piękne dopóki nie rozpołowisz pieca. Skrzynka biegów swoją drogą ale i wał lata świetności miał już trochę za sobą - oddałem w ręce jednego z użytkowników na forum (nie wiem czy mogę robić tu reklamę, ale chyba wszyscy wiedzą do kogo), jak do tej pory nie narzekam odpukać w niemalowane (jak to przy CZ). Przy okazji wymiana łożysk, łańcuszka... i tak praktycznie "czwórka" przyczyniła się do remontu całego silnika. Nie wiem czy ten typ tak ma, czy tylko moja jest uczulona na podróbki... Na szczęście dzięki dobremu koledze udało się doprowadzić szczęśliwie do końca. Potem przyszedł czas na przegląd i przy przygotowaniach do jazdy okazało się, że oryginalny klakson padł, na szybko zastąpiony, ale stary leży gdzieś i czeka na naprawę, wymiana simeringów w przednim zawieszeniu, nowe gumy i takie tam drobiazgi. O czym marzę, to doprowadzić Ją w miarę możliwości do stanu jaki prezentują JAWY kolegów na forum, potrzebny jej nowy lakier, nowy wydech - bo ten niestety zachlapany kwasem z akku, no i oczywiście naklejki

Czy uda się to zrobić do najbliższego sezonu, to zależy od szczęścia na polibudzie...
Pozdrawiam!