Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Humor => Wątek zaczęty przez: Anarch w Maja 12, 2009, 23:48:14
-
A teraz z innej beczki...
Zastanawia was jak u was wygląda układ z rodziną, a szczególnie z waszymi kobitami - jak podchodzą do waszego motocyklizmu, jeżdzenia na moto i dłubania w garażu godzinami.
Wysłuchujecie jak to macie na siebie uważać ?
Panna wam marudzi że siedzicie w garażu dniami i nocami,
czy może pomaga wam szprychy czyścić i z chęcią na moto wskakuje ?
Temat zakładam z moich własnych rozterek i przemyśleñ, postanowiłem ściągnąć CeZete bo miałem dość odkładania...a bo nie ma kasy, a bo studia....nie chciałem skoñczyć jak wielu panów koło 40/50 których spotkałem "a też je¼dziłem, no stare czasy....teraz też myśle żeby kupić"(jasne) jednym słowem rodzina, praca sprawiły że motocykle poszły w odstawkę, bo żona się krzywo patrzyła i nie wypadało.
Co do rodzinki u mnie - przejąłem po bracie Rometa, którego mój tata z nim nie byli w stanie zrobić tylko rozwalili skrzynie, brat zajechał silnik piłując na jedynce, jak się za niego zabierałem usłyszałem "tego się nie da zrobić, one się cały czas pieprzą"...naprawiałem pod okiem doświadczonego mechanika (u niego na budowie musiałem w zamian odpracowywać) efekt - 3 lata i 4tyś bezproblemowej jazdy ( tylko jedna awaria z mojej winy ). Rodzinka raczej zrozumiała moją determinację.
CeZete kupiłem mając 16 lat - rozkręciłem ją i remontowałem żeby mnie nie kusiło by je¼dzić ( w rejonie gdzie mam garaż pełno policji a jak cholera bałem się dwuletniego odroczenia prawka), gdy miałem robić prawko przed 18tymi urodzinami znów problemy - damy ci na prawo jazdy a to tamto... powiedziałem że czekałem 2 lata nie jeżdząc i teraz będe je¼dził - z prawkiem czy bez to ich sprawa. I się uspokoiło :) Do teraz, bo warzywa na dwóch kółkach....
Z kobitą nie wiem jak będzie - jak ją poznałem to w sumie z góry miała powiedziane że jestem motocyklista, ale chwilowo bez motocykla pod dupą, CeZeta w Polsce czekała. Myśle że odkąd postanowiłem Cześke sprowadzić, zobaczyła jak mi na tym zależy i raczej ok. Jak była ze mną rok temu w Polsce to ją przewiozłem na Cześce, próbowałem uczyć je¼dzić na Romecie...ale bidula pare lat na rowerze nie je¼dziła i miała problem z dosięgnieciem ziemi nogami.
Mam nadzieje że nie zanudziłem was swoją historią, tak mnie wzieło przy Tyskim,
czekam na wasze historie :)
P.S.
Mielicie kiedyś sytuacje kiedy kobita spytała co wolicie ją czy motocykl :D ?
P.S.2
Jeśli mamy na forum mniejszości seksualne - to zamieñcie waszą kobitę na partnera, kozę czy co tam chcecie.
-
Miałem taką sytuację- dlatego nie mam teraz żadnej baby a trzy motocykle i motorynkę :>
Powiem tak- motocykl to część mnie. Zawsze były w moim otoczeniu,obydwóch dziadków,wujkowie, ojciec, nawet babcia miała Osę 175 ( którą sama sobie kupiła nóweczkę :> ) matula z ojcem na CZ 350 472.5 zje¼dzili kawał Polski. Dziadek na DKW RT 200 z babcią także i sąsiednie kraje. Przeważały jednak knedle. Dziadek po DKW miał peraka,353.03 i CZ 477 175 sport. Wujkowie różne warianty 634. Drugi dziadek 24 lata powoził się jawką kaczką. Jako dziecko jedynym sposobem bym sie przestał wydzierać ( pewnie miałem powód <lookaround> ) było posadzenie mnie na CZ ojca. jak mogłem pomigac światłami to bez grymaszenia zjadłem obiad. A jak mnie ojciec przewiózł to zjadłbym talerz ziemi nawet... Dzisiaj mam knedle trzy. Ojcu kupiłem w zeszłym roku Cz 472.5 i składa ja sobie w czasie wolnym. Motocykl w naszym domu jest jak członek rodziny. Wszak Jawa 250 stoi w salonie u rodziców ( mama ją uwielbia- bo to jej rocznik ;) ).
Tak więc motocykl to ja. Część mnie. Jeśli jakaś kobieta tego nie zaakceptuje to po znajomości. Bo to znaczy,że nie akceptuje mnie. A znam siebie- nie wytrzymam bez motocykla,napraw i po prostu ogólnej garażowej dłubaninki długo. Bez baby jestem już rok i dobrze się mam. Bez motocykla i jazdy na nim bym uschnął. Przez to przerwałem studia m.in. Stałem się nieznośny. Jak nałogowy palacz,który nie zabrał papierosów. Co do kobiet to moja jedyna prawdziwa miłość akurat też je polubiła, była zazdrosna co prawda o jawę,ale przynajmniej była na 100% pewna,że jak nie było jej ze mną to siedziałem w garażu przy TS.
A dziś?
Praca od rana do wieczora w warsztacie, potem relaks przy 634. Nie mam najzwyczajniej w świecie czasu na jakieś dziwne love. Do kobiet nie mam cierpliwości, a z resztą jak się zacznie psuć to nie mogę jej wrzucić do garażu i zając się za miesiąc jak nabiorę ochoty <lol> Poza tym- wkoło jest tyle zakochanych par- więc dla kontrastu mogę sobie być jednocylindrowcem :)
-
No chłopaki, zebrało się widzę na przemyślenia ;) Ja swojej historii nie opowiem, nie ma się czym w zasadzie chwalić ani nie mam nawet chęci... Jedno tylko powiem: Nie muszę słuchać żadnego trucia baby nad uchem i jest przez to za*****cie <cheers>
-
Wszak Jawa 250 stoi w salonie u rodziców ( mama ją uwielbia- bo to jej rocznik ;) ).
Musze to zobaczyć...I zrobić fotkę, mam nadzieje że szanowna pani mama nie będzie miała nic przeciwko ?
A w sumie to fakt - znaleść kobitę która by względnie nie marudziła ( wszystkie marudzą - jedne mniej drugie więcej ) jedna z przyczyn dla których byłem singlem przez ponad 3 lata jest to co Jawsim napisał. No ale nie zamieniałbym tego w jakieś bractwo, bo w koñcu zaczniecie po nocach miłość z wlewem od baku uprawiac hehe :) Poprostu trzeba znaleść odpowiednią babkę :)
Ja długo szukałem i znalazłem - to się pochwalę O!
(https://http://photos.nasza-klasa.pl/179267/54/other/std/26446884ff.jpeg)
Jak sprowadzę moto to będą fotki bardziej w klimacie.
-
U mnie w domciu zawsze w koło koła kierownicy wiele rzeczy się kręciło - odkąd tylko pamiętam. Ojciec "samochodziarz" mnie zaraził dość skutecznie motoryzacją w każdym wydaniu już w wieku przedszkolnym- w czasach LOK-ów, nie raz zamiast iśc do przedszkola prosiłem ojca żeby mnie zabrał ze sobą na "jazdy"(ociec min kiedyś szkolił we wojsku kierowców na potrzeby armii- pó¼niej miał tez cywilne kwity na instruktora i po armii wsiadał do malucha fiata 125 czy poldka i uczył cywili) I tak już i do mnie wśród znajomych przylgnęło określenie "samochodziarz"... A ja mając trochę wolnego grosza dorabiam kolejne kategorie i kolejne uprawnienia i jakośto się dalej kręci w koło koła...
A dawno dawno temu (tuż po fakcie wymyślenia koła) miałem taką sytuację że była alternatywa "albo ja albo motocykl- wybieraj Paweł".... I wybrałem -no przecież sami wiecie co bo już jakiś kawałek jestem na tym forum zarejestrowany. Z dzisiejszej perspektywy - bardzo dobre posunięcie wtedy zrobiłem.
W domu of kors zrozumienie nie ma dla mnie - no chyba, że po kilku piwach rozbiorę silnik z kosiarki, wymienię pierścienie, uszczelnienia i uruchomię o 22 żeby juto można było kosić trawę bez wizyt w serwisach...
Ojciec - mnie rozumie w 100% reszta domu czyli rodzicielka pewnie tek w 70% - no "bo lepiej ze w garażu siedzi i coś czasem użytecznego zrobi a nie wóde wali z kolegami".
A jak z płcią przeciwną ? W związku oficjalnym nie jestem. Raczej lu¼ny. No oczywiście na początku były teksty. "Samochód sobie kup a nie motocykle składasz w garażu. To niebezpieczne.... itp itd" Ale powoli powoli kropla drąży skałę :> efekt jest taki że droga od strachu przed motocyklem przerodziła się u pewnej osoby w małą fascynację <yes> I w efekcie osoba ta od przeszło roku śmiga po Opolu mopedkiem (no kurde -zdrowy jestem skutera bym nikomu nie doradził) I śmiga całkiem nie¼le... a w głowie jej już powoli rodzi się pomysł na coś większego :D
Trzeba wyjść z założenia żeby kogoś zarazić swoją pasją tak aby łączyć swoje zainteresowania (np ona lubi podróże i turystykę, on motocykle częścią wspólną może być turystyka na motocyklu) Albo chociażby prace manualno- warsztatowe, w wielu czynnościach pomóc może czy wiele rzeczy może wręcz wykonać kobieta.
Także uważam że podstawą jest zaszczepienie motocykla w duszy tej drugiej osoby. A w którą strunę uderzyć to tylko kwestia prób.
p.s
Przyszedł sezon motocyklowy i hajda na motocyklistów z debilnymi kampaniami warzywno owocowymi....
jak ktoś mi takie pierdoły usiłuje do głowy kłaść zawsze pytam: "A co z pijanymi za kółkiem?" Czy ktoś słyszał żeby pijany motocyklista zabił cztery osoby stojące na przystanku autobusowym? Dlaczego nie ma kampanii jakiejś inteligentnej do tych osób skierowanej ?Bo ja temat śledzę. Także z takimi idiotycznymi argumentami trzeba walczyć stanem faktycznym - i to radze Anarch właśnie Tobie. (mnie ojciec nigdy nie powiedział "jazda motocyklem jest BEEE"-bo wie o co biega, ale na ten przykład mamusia ciągle to mówi)
p.s2
...od tej osóbki niedawno dostałem pytanie: "Wiesz Paweł sporta sobie nie kupie bo nie chce takiego motocykla. A co sądzisz o hondzie vt600 w wersji z amortyzatorami nie schowanymi pod siedzeniem ?" <punk>
....przynajmniej moje strzępienie jęzora ze dwa lata temu nie poszło na marne co mnie cieszy że "coraztonaswięcej"...
...to po hiszpañsku :P
-
Bardzo ciekawy temat.
Powiem tak- gdy mieszkałam w Głogowie to od małej smarkuli czymś silnikowym się je¼dziło-a to motorynka brata,a to Simson Jawsima ( tylko ciii ;] ) i tak do tej pory. Była Jawa 350 Ts ale niestety za wysoka dla mnie- dyskomfort przy choćby postoju na światłach.Ale wiecie co? Coś wam powiem. Większość lasek nie zna się kompletnie na motocyklach, nawet nazwy żadnej nie znają. Mówią albo "ścigacz" albo motor ( już widzę jak nasz kolega na J się pieni- zawsze powtarzał,że motor= silnik a pojazd z motorem na dwóch kołach to motocykl/motorower ) . A jak ktoś się na czymś nie zna to raczej tego nie lubi i nie jest to jego pasją. Ogólnie to 80% moich koleżanek to nogi stołowe w kwestii mechaniki. Nudne jak flaki z olejem. Bo o niczym ciekawym nie pogadam z nimi. Faceci też nie lepsi- ile to się nasłuchałam na imprezach o tym jak "jechałem ścigaczem kawasaki sześćsetka 280 i już się szybciej nie dało" a jechał to on pewnie, ale na czym innym ;) podpytałam jakim kawasaki,na podpuchę rzuciłam CBR?- "tat tak kawasaki CBR" jakieś <lol> 60 procent facetów nie zna się kompletnie na motocyklach- a robią z siebie błaznów przy mnie bo szpanują wiedzą raczej bonesową.
Ja w domu nie miałam tak różowo- dziewczynce trudniej jest namówić wapno na motorower.
Swoją jawkę trzymałam u Jawsima w garażu. To,że teraz śmigam CeBulą to też zasługa tego okropnego marudy :>
Ma jakiś taki dar przekonywania i moja mama wyraziła zgodę na to bym zrobiła prawko na A.
Czytuje sobie to forum. Tu są ludzie którzy coś potrafią i kumają- na forum Hondy... polecają sobie nawzajem serwisy i mechaników.
jako,że Honda CB jest fajna,ale okropnie nudna planuję nabyć sobie 250 353 bo odkąd zobaczyłam kivackę marudy to się chyba zakochałam w niej <thumbup>
Aha- popieram- jak panna nie spełnia waszych oczekiwañ w związku z tak ważnymi kwestiami jakimi jest motocykl- pora na zmianę bo uwierzcie,że to stanowić będzie kość niezgody. A poza tym bab jest od zawalenia- nie cięzko znale¼ć odpowiednią.
Gorzej z facetami-tu nie ma za dużego wyboru. Chłopy są jak kible na dworcu. Albo zajęte albo osrane ;]
Bez obrazy-to taki żarcik.
-
Następna osoba z korzeniami moto :) TO ja się pochwalę że jak miałem 4 lata pierwszy raz na moto siedziałem - dziadek mnie na SHL-ce M11 posadził jak ją z szopy wyciągnął by czyśćić :)
Co do Warzyw - raczej nikt nie jest na takim poziomie by brać to poważnie, ale wiadomo dodatkowy element użyty przy ględzeniu które i każdy wie że nie wpłynie na moje decyzje, ale sumienie rodzinka ma czyste.
Dobry pomysł - musze moją w przyszłości zaprząść kobitę do jakichś lekkich prac przy moto, może polubi :) a jeśli nie, to mi mniej roboty zostanie.
Ewa24 - Zuch Kobita ! Widać że Głogowska krew :D
-
a ja postąpiłem moim zdaniem najrozsądniej i zgodnie z prawdą... kiedy cyknąłem się że między moją obecną narzeczoną a mną zaczyna dziać się coś poważnego, postawiłem sprawę jasno że nie ma najmniejszego wpływu na to co jest między mną a jednośladem, i za nic w świecie nigdy mnie od nich nie odciągnie, i jeśli jej to nie pasuje to lepiej żebyśmy już dalej nie brnęli ponieważ przyniesie to głównie problemy. O dziwo nie było najmniejszego grymasu w związku z tym wyznaniem. A wręcz przeciwnie po powrocie do domu biorę się za wske żeby miała na czym nauczyć się je¼dzić:P wysłuchiwanie o bezpieczeñstwie? o tak oczywiście i od rodziny i od kobiety. Spędzanie ogromu czasu z motocyklem również:P to samo jazdy bez prawa jazdy... ale po pewnym czasie kiedy jeszcze żyłem... doszli do wniosku że jako pełnoletnia osoba - o ile wczesniej nie wybiore sie wreszcie na egzamin - przyjmę ew. karę na klate jeśli aż tak mi na je¼dzie zależy...
-
U mnie podział jest prosty-dom+ogród to królestwo wspólne-z przewagą Małżonki i drugie niepodległe-garaż i podjazd. I tak jest dobrze. Konto wspólne i wydatki też planowane wspólnie.
Małżonka mojego hobby motocyklowego nie podziela-woli samochody ale nie boi sie jak gdzieś jadę-wie jak jeżdżę. Kilka razy zrobiliśmy sobie podróż na dwa pojazdy-ja Jawą, Ona-Punto i dzięki temu miala okazję zobaczyć jak to z boku wygląda (ja z kolei mogłem jechać bez bagaży).
Moja żona ma z kolei hobby którego ja nie podzielam-konie (ja nie mam zaufania do czegoś co nie ma kół, hamulców i kierownicy). Także u mnie w domu pełna demokracja.
Rodzice i Teściowie są oczywiście przeciw motocyklom w domu-ale nikt tu takowego marudzenia nie słucha.
-
Konie to super niezawodne maszyny- motocykl nawali to stanie i stoi- koñ jak "nawali" to jedzie dalej <lol> <lol>
Widzisz Hubertus fajnie,że Twoja ¯ona ma hobby na kopytach- przynajmniej jest sobie w stanie wyobrazić pasję. Bo niestety większość znanych mi kobiet żadnej pasji nie posiada- i to są właśnie te marudzące baby. Bo gdy my idziemy na Garage Jam wtedy one się nudzą- nie wykorzystają tego czasu na coś co je kręci- TV lub książki to nie pasja- to sposób na nudę bąd¼ nałóg. Nie muszą to być motocykle ani auta- nawet niech to jest malarstwo, rze¼biarstwo cokolwiek. Bo pasję życiową jest w stanie pojąć łatwiej ktoś, kto też ją posiada.
-
Ja mam to szczęście, że Ola częściowo podziela moją pasję. Nawet tydzieñ temu odpaliła sama CZ i je¼dziła sobie po osiedlu, po czym pojechaliśmy na 2 moto na 70 km trasę. Dawno już miała prawko robić, ale ciągle nie było czasu. Jeśli chodzi o dłubanie to też nie ma problemu, jak we¼mie laptopa do garażu to nawet ze mną posiedzi i parę godzin, a jak trzeba to coś pomoże ;). Wyjazdy jej się wkręciły. Nie wyobrażam sobie teraz trasy bez interkomu.
Inna sprawa, że ciągle nie było kasy na realizacje jej pasji - latania. Kiedyś zrobiła 3/4 kursu szybowcowego i kasy zabrakło na kontynuowanie. Także jak się kiedyś dorobimy to pewnie do dłubania prócz motocykla, będzie samolot i helikopter. KIT do samodzielnego złożenia. Samolot można kupić w cenie średniej klasy samochodu - 100 000 zł. Za helikopter niestety kilka razy tyle. Napewno będzie przy czym dłubać. :)
Narzekania na motocykl mam w formie "kupić musimy w koñcu te osłony na ręce!!! nie chcę żebyś miał pó¼niej powykręcane palce na starość!!!" ;)
Na koniach też zawsze lubiła je¼dzić. Tyle, że fajnie by było mieć kiedyś swoje parę hektarów i własnego konia. U nas w okolicy to stajnie są tragiczne. Syf taki, że mi się odechciało próbować jazdy konnej.
Co do rodziców to moja mama ma za miesiąc egzamin na A :D
-
Konie.......... <drool>
Mój świętej pamięci Pradziadek od strony ojca był ułanem :) I zawsze konie były w obejściu- i nie takie do ciągania furmanki czy pługa. Były takie na których "dziadek" je¼dził wierzchem i takie do prac w polu, ale wszystkie jednakowo były traktowane i żaden nigdy nie był zaniedbywany. A w domu (jeszcze jak Pradziadek żył) w niemalże honorowym miejscu stał kozioł z siodłem i całym oporządzeniem do jego naprawy. Myślę że to właśnie Pradziadek zaszczepił we mnie gdzieś zamiłowanie do nieskrępowanego sposoby przemieszczania się i gdybym tylko mógł to bym konia miał na 280%. Czasy niestety nie te, warunki też nieszczególnie sprzyjają więc pozostaje motocykl....
Ale konie w sercu też gdzieś są -pewnie wyżej nawet niż motocykle. Jak jadę w Bieszczady to nigdy, normalnie nigdy nie mogę się powstrzymać od wejścia gdzieś na łąkę gdzie stoją konie- czym trochę wzbudzam niepokój/zdziwienie wśród miejscowych "bo z miasta i konia się nie boi" a czasem nawet kawałek wierzchem "na oklep" się przejadę... :)
...bo nie ma to jak spiąć konia szynelami...
Natomiast dziadek z którym mieszkam po sąsiedzku podziela moją pasję i czasem jak coś robię w garażu to przyjdzie i opowie np; jak to z ciotecznym bratem wyciągali wojskowe BWM z jaru gdzie wycofujący się Niemcy nie mogąc przeprawić się przez Wieprz porzucali sprzęt, a to o problemach z łożyskami w dyfrze, a to o zgubieniu babci jak wjeżdżali pod górę na iżu albo dkw (niestety pamięć nie ta i do koñca nie wiem czy to był Iż 350 czy DKW NZ) A pó¼niej jak pamiętam dziadek miał Junaka (ponoć powinienem pamiętać WFM-kę- ale nie pamiętam)
Ojciec mnie woził tym wielkim ogromnym czarnym junakiem (i pamiętam że zawsze mnie do tego junkersa ciągnęło- chociaż zdjąć plandekę i chociaż spróbować na niego wejść) i tutaj pewnie zaraziłem się zainteresowaniem do motocykli....
A pó¼niej jak spalił się garaż płakałem żeby nie wywozić spalonego junaka na złom <crybaby>
Dzisiaj wiem że prawdopodobnie nic by się nie udało z niego uratować (bak się zapadł, szprychy wszystkie pękły, żeberka i głowica popłynęła od temperatury a i pewnie rama się powichrowała...)
A koñ i motocykl ma bardzo dużo cech wspólnych więc skoro koñ nie ugryzł ani nie kopnął Hubertus Twojej Małżonki to motocykl tym bardziej tego nie zrobi....
A koñ mimo że klamki czy pedału nie ma to posiada całkiem przyzwoite hamulce (proponuje obejrzeć jak hamują konie na zawodach w stylu west <lol> ....no prawie jak na ręcznym samochód) no i generalnie koñ ma instynkt samozachowawczy czego motocykl nie posiada- coś w stylu naturalnego" abs's, asr'u kontroli trakcji itp itd ;)
...a wiecie co mi się od już długieeeegooo czasu marzy ??
....drewniany dom pod lasem, cisza, spokój, koñ, motocykl i stara terenówka.....
-
Super temat :)
A więc moja pasja zaczęła się od Cz wujka ale nie będę o tym pisał. W domu oczywiście każdy mówi że motor to bardzo niebezpieczny pojazd i że nikt mi nie dołoży na motor. Więc powiedziałem że nie ma sprawy i od tamtej pory sam na motor jakoś zarabiam ;) Z wujkiem da sie porozmawiać o motorach ale z tatą nigdy. Juz nawet sie z nim nie konsultuje co zrobić przy motorze albo co do niego kupiłem :P Dobrze że mam innych wujków którzy jeżdżą na motocyklach i należą do grupy motocyklowej i z nimi zawsze rozmawiam o motorach :)
Dziewczyna? owszem mam ale ona jakoś jest neutralna bo nie jest Za i Przeciw motocyklem a co najważniejsze bardzo mi nie marudzi no chyba że za długo jestem w garażu i nie odzywam sie do niej bo jak sie zajmę naprawą to mogę i cały dzieñ siedzieć zapominając o bożym swiecie :>
Jak jej mówię o jakimś motocyklu to mnie wysłuchuje a potem sie pyta jak wyglada. Także nie mam ¼le z nią :D A i pojeżdzić ze mną też lubi na motorze :)
W przyszłości planuje kupić sobie jakąś Honde ale oczywiście Cz zostaje :)
-
u mnie zaczęło się 6 lat temu, na początku mama była przeciwko, ale z czasem się przyzwyczaiła .
dziewczyny nie mam, bo jak mówię że jeżdżę na moto to jak jakoś dziwnie patrzą a jak powie że to nie ścigacz to wtedy patrzą jeszcze dziwniej.
ale ja wychodzę z założenia "Można nie mieć dziewczyny, ale motor musi być."
Hahaha :) No tak jak nie ocieka kasą i żelem to już nie to...
Chociaż pamiętam jak kilka razy do liceum koleżankę z klasy podwiozłem ( sama mnie o to prosiła ) - miała chłopaka - to usłyszałem że daje "jej coś czego jej chłopak nie daje, takie poczucie wolności". Ryczałem ze śmiechu przez całą przerwę.
Także CeZeta jednak coś w sobie ma :) Dodam tylko że koleżanki zbytnio nie lubiłem.
-
Moja sytuacja była nieco inna
Moja była dziewczyna , miała kiedyś dawniej przede mną chłopaka który je¼dził na ścigaczach i brał udział w nielegalnych wyścigach . kiedyś miał wypadek i został całkowicie sparaliżowany , po krótkim czasie popełnił samobójstwo . Trzeba przyznać że Ania miała silną psychikę , bo wiążąc się ze mną wiedziała że też lobię motocykle > Nie było oczywiście żadnego marudzenia typu "masz nigdzie nie je¼dzić" albo "albo motocykl albo ja "Ona po prostu "bała" się motocykli ,
pozdrawiam
-
Ja to motocyklami zaraziłem się jak zobaczyłem ogłoszenie w szkole, że organizują kurs na kartę motorowerową. No to ja do domu i mówię tacie, że taki kurs i że fajnie i w ogóle. No i tata zaczął: "Ja to jak byłem w twoim wieku to miałem jawke 50, komara, wsk125 no i Jawe 350 a wujek Tadzio to miał Jawe 250". I go podpuszczałem żeby może jakiś motorower, tylko broñ boże Skuter. No i znalazłem Ogara200 z silnikiem Jawki 30km przed £odzią. Wsiadliśmy w auto i pojechaliśmy. Ogara kupiłem, wyremontowałem, je¼dziłem i zdałem na kartę. Jeszcze pamiętam jak podjechałem pod plac i same skutery, wszyscy tak sie spojrzeli dziwnie na mnie jak przyjechałem, a potem każdy: "Daj się karnąć". 90% z tych pajaców ruszyć nie potrafiła bo nie wiedziała o istnieniu sprzęgła. Potem zacząłem robić prawko na A. Ogara miałem dalej. Do rodziców mówie ja sobie sam zapłacę za prawko. Ale robie A i B. A tata z matką: "A nie będziesz robił, chcesz warzywem być, zabić się chcesz? Na B masz wziąść kasę od nas, ale na A ci nie damy". £aski bez, sam zapłacę. Byłem już blisko egzaminu zacząłem szukać motocykla. Kaska z wakacji była to szukałem, Kawasaki jakieś, albo Honda. Zawsze wolałem turystyki a nie ścigacze. No to znalazłem na śląsku Kawasaki LTD250 6 biegów za 3tys.¦wietny stan i w ogóle. Tata przyszedł do pokoju i mówi: "Poczekaj, zadzwonie do kumpla czy ma jeszcze tą moją Jawe co mu kiedyś sprzedałem". No i jawe kupiłem od niego. wyremontowalem i śmigam. Dziewczyna neutralna. Jeszcze nie wsiadła na motor, przyszła teściowa to cały czas nad uchem, żebym powoli je¼dził. Mama to cały czas nie jest za motorem, a jak powiedziałem tacie, że chyba sobie kupie drugi motor, coś mocniejszego (Jawa zostaje) to powiedział "Ja ci kupie, możesz pomarzyć".
-
Ciekawe. U mnie się zaczęło od motorynki pó¼niej przytargałem simsona w worku, ale był lament rodziców <scared> ale nie poddałem sie. kolejnym moto była jawa mojego brata ts ale się jeżdziło (dopuki jej nie zniszczyłem delikatnie mówiąc). Pó¼niej przez pare lat nic pustka na nic mnie nie było stać. Aż tu pewnego dnia oczywicie już pare lat po slubie kolega z pracy mówi że ma jawe do wywiezienia na szrot z papierami to mnie w tedy cos scisnęło w gardle i wiedziałem juz że ona jest moja. Małżonka jak to małżonka po wielu kłutniach cichych tygodniach nie chciała się zgodzić. Ale ja i tak ją przywiozłem na przyczepce po mimo sprzeciwów no i mam do dzisiaj <thumbup> No ale z jazdą jest ciężko nigdzie nie mogę dalej pojechać, jedynie jak jadę to tylko do pracy i spowrotem, dobrze ze mam w jedną stronę 18km to się troche ucieszę :) Wszystko można przetrzymać no ale jak mi się dziecko urodziło to niestety zamiast jawy jest wózek dosłownie nie mam czasu na jazdę. Ale dzidzia ma juz 19 miesięcy i już siedzi na baku i muwi jesce jesce ot mała motocyklistka. :P
-
Powiem Wam jedno-marzenia się spełniają i na pewno w czasie stosunkowo niedługim postaram się o konika-takiego prawdziwego o mocy 0,7kW czyli 1 Koñ Biologiczny <yes>
Tylko cicho, żeby się nie wydało...
Od 11-ego czerwca siedzimy z ¯onką w Bieszczadach i nie ma mowy, żeby konno nie poje¼dzić (a co :) ) Ale pojedziemy Punto, żeby mi Towarzyszki ¯ycia nie przewiało...
-
To mój pierwszy sezon z moją Jawą 350, nie mam swojej kobiety, ale całe życie przede mną :D nie narzekam z tego powodu, bo dużo dziewczyn proponuje mi żebym je przewiózł, a jak im mówię że mój motocykl nie jest pierwszej młodości, to jeszcze bardziej chcą się przejechać :) jak ostatnio jedną przewiozłem to przez 30 minut mi opowiadała jak jej się podobało, gdy dostaje nowe propozycje to odpowiadam z uśmiechem, że muszę ją na listę wpisać i, że musi troche poczekać bo lista długa :D a w domu to lajt, mama się trochę boi ale nic nie mówi, tata sam jest motocyklistą i mnie rozumie, szkoda że nie mam jak odrestaurować jego ukochanej SHL-ki :'(, to On zaszczepił tą miłość we mnie :) od kiedy pamiętam pomagałem mu przy naprawie samochodu, zamiast iść grać w piłkę z kolegami to ja z tatą do garażu i reperowaliśmy, to były czasy Skoda 105S potem Dacia 1300 a teraz Peugeot 306, ale z nim też dajemy rade, zaczęło się o tego, że z tatą złożyliśmy zupełnie rozkręconą Jawkę 20 i śmigałem na tym, kilku części brakowało, ale pokombinowałem i było okej, minęły cztery lata i zaczęła mnie coraz bardziej fascynować Jawa 350, która stała u babci w garażu przez ostatnie 15 lat, zebrałem pieniądze, kupiłem co do niej najpilniejsze i próbowałem odpalić, ale zapłon przestawiony, a że się nie za bardzo na tym znałem to trochę lipa, ostatniego dnia tych wakacji tato przyjechał po mnie do babci, a ja powiedziałem Jemu, że kombinowałem coś z Jawą i tak siedzieliśmy do pó¼nego wieczoru i razem pracowaliśmy na najlepszym ustawieniem zapłonu, jak Jawa po 15 latach odpaliła, miny mojego taty nie jestem w stanie opisać, cieszył się jak małe dziecko :) a ja pó¼niej przyprowadziłem Jawę do porządku i teraz Nią śmigam :D najgorzej to miałem z babcią u której stała Jawa, przejebane na całym froncie, totalna wojna, ale nie dałem się, papiery do motocykla miała właśnie babcia, moto na mamę, ale babcia stwierdziła, że mogę sobie krzywdę zrobić i mi papierów nie da <furious> mama nic nie mogła wskórać bo babcia nie dawała za swoje, ja nie myśląc długo gdy babci nie było w domu przeszukałem jej wszystkie szafki i nic nie znalazłem, więc zaczęło się kombinowanie, a Jawa już gotowa, pojechałem do urzędu powiedziałem, że dowód zaginął i zdobyłem zaświadczenie a dalej już samo poszło :D wygrałem wojnę :) Jawa nie jest super wyjebanym sprzętem ale za tą Ją kocham, Ten motocykl kieruje na siebie oczy przechodniów :D zawsze ktoś podejdzie zapyta co to za sprzęt, to jest bezcenne gdy się nabywa Jawę :) ostatnio pojechałem na Juwenalia Krakowskie, i jak już miałem wracać, jeden student mnie zaczepił z pytaniem czy ta Jawa jest moja, bo on kiedyś je¼dził na CZ, facet prawie na kolanach błagał mnie żebym odpalił moto :D po czym zebrała się większa grupka osób wokół mnie, a obok stało pełno fajnych japoni, ale to Jawa była w centrum uwagi, a ja wyjeżdżałem prawie jak bohater :D wszystko to co dostajesz z zakupem Jawy jest bezcenne :) sorry że się tak rozpisałem
-
...nie mam swojej kobiety...
ale za to cudzych na pęczki <punk>
-
To mój pierwszy sezon z moją Jawą 350, nie mam swojej kobiety, ale całe życie przede mną :D nie narzekam z tego powodu, bo dużo dziewczyn proponuje mi żebym je przewiózł, a jak im mówię że mój motocykl nie jest pierwszej młodości, to jeszcze bardziej chcą się przejechać :) jak ostatnio jedną przewiozłem to przez 30 minut mi opowiadała jak jej się podobało, gdy dostaje nowe propozycje to odpowiadam z uśmiechem, że muszę ją na listę wpisać i, że musi troche poczekać bo lista długa :D a w domu to lajt, mama się trochę boi ale nic nie mówi, tata sam jest motocyklistą i mnie rozumie, szkoda że nie mam jak odrestaurować jego ukochanej SHL-ki :'(, to On zaszczepił tą miłość we mnie :) od kiedy pamiętam pomagałem mu przy naprawie samochodu, zamiast iść grać w piłkę z kolegami to ja z tatą do garażu i reperowaliśmy, to były czasy Skoda 105S potem Dacia 1300 a teraz Peugeot 306, ale z nim też dajemy rade, zaczęło się o tego, że z tatą złożyliśmy zupełnie rozkręconą Jawkę 20 i śmigałem na tym, kilku części brakowało, ale pokombinowałem i było okej, minęły cztery lata i zaczęła mnie coraz bardziej fascynować Jawa 350, która stała u babci w garażu przez ostatnie 15 lat, zebrałem pieniądze, kupiłem co do niej najpilniejsze i próbowałem odpalić, ale zapłon przestawiony, a że się nie za bardzo na tym znałem to trochę lipa, ostatniego dnia tych wakacji tato przyjechał po mnie do babci, a ja powiedziałem Jemu, że kombinowałem coś z Jawą i tak siedzieliśmy do pó¼nego wieczoru i razem pracowaliśmy na najlepszym ustawieniem zapłonu, jak Jawa po 15 latach odpaliła, miny mojego taty nie jestem w stanie opisać, cieszył się jak małe dziecko :) a ja pó¼niej przyprowadziłem Jawę do porządku i teraz Nią śmigam :D najgorzej to miałem z babcią u której stała Jawa, przejebane na całym froncie, totalna wojna, ale nie dałem się, papiery do motocykla miała właśnie babcia, moto na mamę, ale babcia stwierdziła, że mogę sobie krzywdę zrobić i mi papierów nie da <furious> mama nic nie mogła wskórać bo babcia nie dawała za swoje, ja nie myśląc długo gdy babci nie było w domu przeszukałem jej wszystkie szafki i nic nie znalazłem, więc zaczęło się kombinowanie, a Jawa już gotowa, pojechałem do urzędu powiedziałem, że dowód zaginął i zdobyłem zaświadczenie a dalej już samo poszło :D wygrałem wojnę :) Jawa nie jest super wyjebanym sprzętem ale za tą Ją kocham, Ten motocykl kieruje na siebie oczy przechodniów :D zawsze ktoś podejdzie zapyta co to za sprzęt, to jest bezcenne gdy się nabywa Jawę :) ostatnio pojechałem na Juwenalia Krakowskie, i jak już miałem wracać, jeden student mnie zaczepił z pytaniem czy ta Jawa jest moja, bo on kiedyś je¼dził na CZ, facet prawie na kolanach błagał mnie żebym odpalił moto :D po czym zebrała się większa grupka osób wokół mnie, a obok stało pełno fajnych japoni, ale to Jawa była w centrum uwagi, a ja wyjeżdżałem prawie jak bohater :D wszystko to co dostajesz z zakupem Jawy jest bezcenne :) sorry że się tak rozpisałem
Pinkna Historia, normalnie się wzruszyłem ( muszę się browara napić ).
-
piękna ale prawdziwa :D
-
Zajebi*** temat. :> Wkoñcu można się pochwalić jak to było. <thumbup>
U mnie to mój kochany dziadek miał manie motocykli <yes>, mieszkalismy i mieszkamy na wsi, żyło im się średnio, ale motocykl zawsze kupił, pierwsza była wfm 1956 r,dziadek nią je¼dził do kosciaoła, została z niej cała rama koła itp, wszystko prócz silnika. Kilka lat pózninej żeby kupić motocykl trzeba było mieć TALON. Dziadek potrafił sprzedać kilka ton zboża by dostać ten świstek. Babcia psy na nim wieszała, że marnowanie kasy i wogóle. Wtedy pojawiła się WSK z 1965 roku, nówka funkiel nie śmigana, stała u mnie w garażu cała w oryginale, dziadek oddał ją kuzynowi a te z niej zrobił pseudo crosa <hammer> <furious> <frusty> co za kur*** debil! Kolejna maszyna SHL policyjna, to nawet ja pamiętam bo długo gościła w garażu, dziadek sprzedał ją po glebie. I był jeszcze KOMAR2 na pedała, stoi do dziś. Dziadek kochał motocykle, wtedy jedyny środek lokomocji, gdy ojciec był ciężko chory udał sie WSK do Częstochowy. Mój ojciec nie jest juz taki, wogóle noga z motoryzacji, gdy kupowałem rometa PEGAZA on tylko wyciągnął kase. Motocykle go nie interesowały. Dziwne ale motocyklami oprócz dziadka zaraziła mnie babcia, to ona zawsze namawiała na remont dziadkowej maszyny, to ona dała mi kase na JAWE 350 TS, i to ona dołożyła mi połowe do KAWY ZR 7, kocham ją za to. Mamuśka zawsze na mnie krzyczy, mówi że się zabije, że bez prawka( jeszcze nie zrobiłem :P). Jak miałem wypadek tydzieñ płakała.
A ja? ja kocham motocykle, wszystkim kolegom mówie że mam 2 laski, KAWASAKI ZR 7, i JAWE TS 350, zarówno oni jak i koleżanki mówią mi że ma cos nie tak z psychiką, że inny jestem. Oni nie rozumieją co to motocykl, nie wiedzą jaką wolność to daje.
Miałem dziewczne, zostawiła mnie, a dlaczego? Bo jak powiedziała jakaś głupia jawa jest dla ciebie ważniejsza, tego nie wytrzymałem <furious> Powiedziałem jej że jestem jaki jestem, a jak się jej coś nie podoba to może się wpisac do księgi życzeñ i zażaleñ. Obróciła się na pięcie i poszła. 2 lata jestem sam z moimi maszynkami i jest mi bosko.
-
u mnie sprawa z rodziną ma się jak najlepiej jeśli chodzi o motocykl. ojciec za kawalerki jeszcz powoził się Komarkiem. Jeszcze na pedała. potem silnik mu padł to kupił nowy rometowski. Mama też pó¼niej zakupiła sobie sama Rometa. A chwilę pó¼niej ojciec przesiadł się na WSK 175 (kupił w GS'ie). Prawka na samochód nie miał u mnie w domu wcześniej nikt. Ojciec miał tylko kat. A i T. W koñcu i mnie zaczął komarek interesować. Więc ojciec wyremontował mi Kadeta. Kapitalka silnika, malowanie. Komarek jak nowy. I zaczęło się wożenie. Z tym żę to wtedy było takie szczeniackie tłuczenie po polnych drogach. Oczywiście kartę motorowerową zrobiłem. Pó¼niej przyszedł czas na prawko. Najpierw było gadanie, że nie mają pieniedzy itd. Ale mimo to postanowiłem pójść na kurs z ciekawości. Wszak na spotkanie organizacyjne nie musiałem nic płacić. No i wtedy się kasa znalazła. Rodzice stwierdzili sami, żebym zrobił nie tylko kat. B ale także i A. Bo samochodu w domu nie ma, ale WSK jest to będę mógł jeżdzić. :)
Pó¼niej jednak był u mnie długi przestój z moto. Ojciec WSK je¼dził do pracy, Mama komarkiem, a mój kadecik padł. Potem ojciec zgubił papiery na WSK i nie chciało mu się wyrabiać nowych.
Do czasu aż koleżanka (!!) moturzystka namówiła mnie do wyjechania na zlot motocyklowy. Samochodem wtedy pojechałem (dorobiłem się w miedzyczasie poloneza :) ). Tam odezwało się ponownie zamiłowanie do motocykli.
Jakaż była uciecha ojca, że postanowiłem WSK przywrócic do życia :D i udało mi sie to.
Jakiś czas pó¼niej auto padło. a w chwilę pó¼niej WSK zaliczyła poważną awarię. Potrzebowałem pojazdu do pracy. Rzecz oczywista. Motocykl :D. Ojciec dał mi info o CZ 175. Którą zakupiłem.
I znów jazda nie tylko do pracy ale i na zloty czy wycieczki. No ale potrzebowałem czasem się jakos z bagażem zabrać i zaczałęm się zastanawiać co tu zrobić. Wtedy Mama zaproponowała mi, że uszyj mi sakwy do moto :).
Długo mi Czesia służyła. Aż kupiłem Jawę jak się okazało, do remontu. Ojciec mnie co chwila ponaglał, żebym szybciej Jawę skoñczył robić, bo mu obiecałem że Czesię dostanie. Nie mógł się doczekać kiedy mu się Czesia dostanie. Widać tęskno było mu do moto.
Aż w koñcu trafiła mi się okazyjnie wymarzona Japonia.FJ 1200. Stała w komisie, w którym mój kolega pracuje. I bida. Gotówki brak, a na raty nie wezmę bo na czarno robię. I zrodził się pomysł, żeby na ojca wziąć. Oczywiście żadnego sprzeciwu nie było, bo wiedział, że w koñcu się na Czesię doczeka :D.
I tak teraz w rodzinie Czesia nadal została, a ja śmigam na FJ. Gadania co do tego, że się zabiję czy coś... raczej nie ma. Ojciec mi tylko gadał, żebym uważał na siebie (po tym jak sam się karnął na FJ :P) bo to mocne jest. Od Mamy ani słowa złego nie usłyszałem. Jakieś drobne naprawy przy japonii to ojciec mi pomaga. Mama dba z kolei o wyposażenie moje i moto (np. ubiór czy sprzęt do mycia :) ).
Co do drugiej połówki. Hmmm. poznaliśmy się właśnie na moim pierwszym zlocie motocyklowym. I potem sie jakoś potoczyło. Też lubi jazde na moto. Na Czesi pokonaliśmy razem sporo kilometrów. Aczkolwiek ostatnio coraz częściej zdarzają się nieprzyjemne pytania. Już jak byłem pochłonięty remontem Jawy i trochę się w garażu zasiedziałem, to dało mi sie usłyszeć że moto ważniejsze od niej. A teraz jak zakupiłem Japonię, usłyszalem już pytanie "co jest ważniejsze. Moto czy ja?". I aż korciło mnie powiedzieć że Moto :). kto wie czy nie nastąpi taka odpowied¼, jak jeszcze raz tak zapyta :). No ale myśle, że to był wpływ tylko tych kobiecych dni :) bo tak to sama się rozgląda za jakimś kombinezonem na moto dla siebie.
Wiem jedno. Motocykl mi napewno nie każe wybierać. a jak zostane przez moją połówkę postawiony juz przed wyborem ona czy moto... wybór chyba jest jasny :)
-
Wiecie z tą troską jest trochę słusznie. Matka zawsze boi się o dziecko; o córkę żeby jej nikt nie zrobił krzywdy a o syna żeby sam sobie nie zrobił kuku. U mnie temat szczególnie z damską częścią rodziny jest o tyle ciężki, że była w rodzinie historia gdzie dwóch chrześniaków (chyba tak to się pisze) moje mamuśki na jednym motocyklu pojechało wprost przed oblicze stwórcy...
Więc strach jest w jakimś stopniu zawsze uzasadniony.
Lukass <lol>
Hubertus- kiedyś pozamykamy winkle bieszczadzkich serpentyn .....na koniach ;)
-
Zajebi*** temat. :> Wkoñcu można się pochwalić jak to było. <thumbup>
To jak będzie jakiś zlocik licze na jakieś piwko Tyskie ;D
Widzę że w odpowiednią nutkę się wstrzeliłem z tematem, bo to raczej typowe dylematy dla każdego kto jest 'zboczony' na punkcie moto :) Fakt zazdroszczę trochę ludzią z taką historią w rodzinie, fakt że ojciec mi coś tam przy remoncie pomógł ( ogólnie na mechanice się zna, tylko nie jest zbyt delikatny ) ale z reguły mnie przekonuje że to rzęch i złom ( wcześniej było to samo o romecie ) i wróce na lawecie jak gdzieś pojadę, oraz że kasę w złom ładuje.
Jak wspominałem mój dziadek miał SHL M11 i 2 Romety :) Także miał smykałkę, niestety przeniósł się na niebieskie autostrady gdy miałem 10 lat. Babcia mi kiedyś opowiedziała jak to dziadek chciał opchnąć szefowi cukrowni SHL-kę a sobie kupić Junaka, ale babcia się postawiła i że dzieci potrzebują telewizora :F no i dziadek musiał się poddać ( diabelna popkultura).
Pare lat temu gdy miałem jeden z moich wiecznych problemów z elektryką w CeZecie i marudziłem coś babci ( ponad 80 lat ) ona mi na to "Powiem ci coś, co zawsze dziadkowi mówiłam masz łeb i ch...a to kombinuj", wogóle babcie mam udaną.
Co do Shlki - zabrał ją mój kuzyn jak dziadek jeszcze żył, byłem brzdąc ale pamiętał jak przyjechał białym busem...Shlka była śliczna, dziadek o nią dbał ale bał się już na niej je¼dzić przez kłopoty ze zdrowiem. Kuzyn nie dość że nie miał prawka A, SHLkę rozebrał ( było to pewnie z 14 lat temu ? ) i od tego czasu leży u niego w garażu z silnikiem w kartonie...zawsze zasłanai się że cylinder dał do szlifu a kolesiowi się zmarło i przepadł...cylinder za 120zł się kupi ale to szczegół. Jak miałem z 16 lat chciałem kupić od niego to SHL i przez rok czy dwa ją odrestaurować, na początku się zgodził, ale pó¼niej pewnie pod czyimś wpływem już nie było mowy. Jak już miałem 18 czy 19 lat przy okazji zagadałem do niego by mi ją pokazał ( cudo ! ) i zaproponowałem że jakby chciał to mu pomogę w wakacje ( za darmo ) naprawić SHLkę i mogę pomóc w załątwianiu części...oczywiście Motocykl do dziś stoi w tym garażu.... Kiedyś ją jeszcze wyrwę stamtąd.
-
O co chodzi z tym "warzywem" <blink>?
-
Hubertus- kiedyś pozamykamy winkle bieszczadzkich serpentyn .....na koniach
Nie ma sprawy-ja co najmniej dwa razy w roku jestem w Biesach i Czadach, więc okazja będzie i pośmigać i pogadać w Siekerezadzie <cheers>
Widzę że na historie się zebrało. Tak jak u większości z Was-olej z benzyną we krwi ujawnia się w drugim pokoleniu ;)
Mój dziadek był zapalonym SHL-kowcem, pó¼niej Jawerem; niestety; jak ja zacząłem dorastać dziadek motocyklami przestał je¼dzić.
Pó¼niej-jak to w życiu-prawko (wtedy od 17 roku życia)-oczywiście rodzice się nie zgodzili wtedy na A kategorię-też parę osób w rodzinie pojechało na WSK-ach wprost na niebieskie autostrady, więc gadanie że to niebezpieczne i wogóle (swoją drogą teraz wyje¼dzają Golfami II i III i Astrami-więc to tylko znak czasów). Tak więc je¼dziło padaką MZ-która musiała garażować u kolegi-bo u mnie skoñczyłoby się awanturą (i koñczyło się tak). Z czterokołowych był wówczas Wartburg 353-oczywiście w dwutakcie-ten cudny zapach spalin już będzie mnie prześladował do koñca życia... <yes> Jednak w domu nie miano zrozumienia dla "staroci" -liczyło się tylko "nowe". Na szczęście pó¼niej matura i czas na studia-pochodzę z okolic Wa-wy, więc wybór padł na Toruñ-logiczne, bo do domu daleko i wogóle... Przez czas studiów motoryzacja musiała zejść na plan dalszy, po studiach problemy z pracą, emigracja do USA, powrót-ale już w okolice Bydgoszczy (moja ¯ona stąd pochodzi) i praca.
Pracowałem sobie jako przedstawiciel medyczny, je¼dziłem Toyotką po kraju-w pewnym momencie Teść zagadał że w Brodnicy jest działka budowlana do sprzedania-czy jakbym tam jechał to bym zerknął.
-jasna sprawa.
Pojechałem, według mapy zacząłem się kołować, kurna gdzie to (okazało się że mapy się mylą-w rzeczywistości zjazd jest w lewo a na mapach w prawo), muszę kogoś zapytać... Przy szosie szedł sobie jakiś starszy człowiek-pada pytanie-trafienie 100%!!! To On sprzedaje!!!
Pojechaliśmy oglądać działkę-działka jak działka, trochę ziemi, tu i ówdzie roślinki.
Dziadek patrzy to na mnie, to na Toyote i wreszcie pyta-a motorami to pan je¼dzisz? Chciałem odpowiedzieć, zgodnie z prawdą, że już nie ale coś kazało mi się ugry¼ć w jęzor...
-A ma Pan coś ciekawego?
-Pozwoli pan za mną-na to Dziadek z tajemniczą miną. Idziemy do stodoły-pod sianem o toną kurzu stoi sobie Jawa 634...
I tak to się zaczęło...
Po raz drugi!
-
Heh ... wczoraj byl 13 a ja go przezylem dosc nerwowo . Przyjechalem jawa do pracy z kumpelą Simoną co ma CBR 125 (czterosów , +- 20KM) bo ona sie uczy ze mna jezdzic od ok miesiaca , przyjechalismy na tor dla modeli samochodow zdalnie sterowanych , otworzylem i zaczolem sie bawic swoim autkiem , spalinowym . Po godzinie , przy 3-4 zbiorniku jazdy na pelnym gazie na prostej autko stracilo sterowanie ... no i na pelnym gazie przyk****ło w krawężnik =[ Cały przód do roboty , pogieta plyta dolna ... chyba ze 200zl za czesci bedzie . Ale podjolem decyzje ze nie bede go naprawial , tylko kupie takiego nowego , nowszy model (typ) ma wiekszy silnik (a mój sie juz konczy) i pare usprawnien , a czesci tunningowe przemontuje ze starego i on bedzie jako dawca czesci .
To bylo mniej stresujace niez telefon ktory dostalem pozniej ...
Simona pojechala ok poludnia do domu ... a ok 15:00 dostalem od niej telefon - "jestem w szpitalu , mialam wypadek" ... Mi sie serce ztrzymalo na 2 sekundy , dobrze ze potem z powrotem podjelo prace . Na szczescie okazalo sie ze sie nic nie stalo powaznego , koles oplem tigra wyskoczyl jej z lewej strony na skrzyzowaniu i nie z jej winy stuknela go w prawe drzwi i wyladawala mu na masce . Ją odwiozla karetka , jego - policja . motorek na parkingu policyjnym . Ja przez 3h wychodzilem z siebie ... potem jak Simona sie uspokoiła zadzwonila do mnie i powiedziala co sie tam podzialo to ja sie uspokoilem troche . Jest troszke poobijana posiniaczona , ale cala i zdrowa . Motórek w zasadzie ma kilka przednich owiewek polamanych ale nie bardzo , jest prosty i sprawny .
Po tym bardzo sie zastanawialem czy nie wziasc i zapchac mojej Jawy z pracy do domu ... tak na wszelki wypadek . Ale pojechalem i dojechalem szczesliwie ... nie lubie trzynastych , w zasadzie nie mialem wplywu na to co sie dzialo ... ale nie bylo miło =|
-
Kurcze blade,jak tak sobie czytam jakimi to durnymi argumentami się podpierają rodzice,a zwłaszcza matki to chyba mojej matuli jutro kupie kwiaty. Ale ona kwiatów nie lubi. To kupie jej wkrętarkę bo ojca nie może się kobiecina doprosić ( a przykręcenie półki do ściany przychodzi jej równie łatwo jak wykonanie mistrzowskiej zupy pieczarkowej ) Moja matka od zawsze lubiła motocykle. Nic dziwnego. Natura raczej chłopczycy plus 3 starszych zmotoryzowanych braci swoje robi. Pierwszy jednoślad mit der motor dostałem od niej- romet pony. Kolor brązowy metalik,biegi zmieniane stopą- ful luxus. Hehe,do dziś pamiętam jak mnie wysłała po ziemniaki do piwniczki a tam stała moja rynia. Nowa. Z wrażenia pod drodze porozsypywałem ziemniaki takim ruchem jednostajnie przyspieszonym wbiegałem po schodach. Była zarejestrowana na mnie- nie macie pojęcia jaka to duma mieć dowód rejestracyjny na siebie. Najpierw trochę na bakier z prawem śmigałem na karcie rowerowej. W wieku lat 13 nabyłem sobie Simsonka S51. Motorynkę sprzedałem kuzynkowi młodszemu-ma ją do dziś. Karta motorowerowa i jazda. Nie było nigdy biadolenia,tylko szczere "uważaj". Uważałem. Ale nie wiele to pomogło. Jedyny wypadek w jakim w życiu uczestniczyłem miał miejsce w wakacje gdy jechałem simolem po części do MZ ETZ której to szczęśliwym posiadaczem stałem się w wieku lat 15. Miałem na budziku może 45 km/h. Nagle pisk. Niebo,ziemia,niebo ziemia, trawa i dwa kamienie - słupki stanowiące granice pól uprawnych. kask utknął między nimi a moja głowa w nim. Tyle pamiętam. Potem obudziłem się w szpitalu. Jakiś koles grzał dobre 160 i miał mnie wyprzedzić- z przeciwka wyrósł KAMA3 - z dwojga złego wolał sypnąc w simka. Wyhamował do 130 i z tą prędkością pocałował tylna lampę simka. Tyle wiem z relacji naocznych świadków i ustaleñ policji. Pamiętam tylko,że simek gdy leżałem w rowie jeszcze chodził- na maksymalnych obrotach. W szpitalu spędziłem dwa tygodnie- brak około 18 cm2 skóry na plecach utrudniał sen. Gdy wyszedłem i zobaczyłem bzyka to az mnie zemdliło- banan. Kiera pogięta,koło przednie pod silnikiem- tylnego nie było wcale- tylko kawałek bębna w wahaczu,który zaparł się o podstawę siodła. W tym jedynym przypadku miałem chwilowego stracha przed ponownym zajęciem miejsca na motocyklu. Ale w międzyczasie ojciec zrobił moja ETZ ( pompka hamulca i klocki ), odpaliłem, wsiadłem. I nie zsiadam z motocykla na dłużej niż trwa niepogoda do dziś. Szczęście,że głowa trafiła między dwa kamienie - inaczej nie wkurzałbym tu na forum nikogo ;) mimo,iż o mały włos matula miała by teraz tylko dwoje dzieci nigdy nie mówiła,że motor jest niebezpieczny- nawet ciągle powtarza,że chwała Bogu,że nie jechałem rowerem-lub co gorsza nie szedłem poboczem pieszo-rower lub korpus ciała nie przejąłby tyle energii uderzenia co -bąd¼ co bąd¼- solidniejszy simsonek. A ojciec do dziś twierdzi,że mogłem jechać MZ- wtedy to nawet by mnie nie doszedł ten ścigant w fordzie ;]. Ale reguły nie ma. Cieszę się,że jest jak jest. Jazda na motocyklu jest dla mnie czymś tak samo oczywistym,jak fakt,iż po niedzieli jest poniedziałek. Po MZ była CZ 350,i kolejne maszyny, nawet jak nie miałem prawka to latałem po drogach niepublicznych- w Krzepielowie gdzie mieszkałem jest super szutrówka przez las- jakies 12 km <thumbup> Teraz jeżdżę na "legalu" ...Tylko zawsze przeszywa mnie zimny dreszcz,gdy usłyszę pisk opon za plecami- nie ważne czy to przy ruszaniu jakiegoś auta czy z winy złej geometrii jego zawieszenia. Co mi zostało? Kask z dwoma wydartymi wlotami powietrza po bokach i dwie spore blizny na plecach. I jeszcze jedno-najważniejsze- miłość do jednośladów.
-
Ja mam tak, że moja przyszła żona lubi ze mną je¼dzić, widzę że coraz bardziej, ale nie przepada zbytnio za gadaniem w kółko na tematy motocyklowe...
Chociaż ostatnio w żartach zapytała co bym zrobił, jakbym mi kazała wybrać... Powiedziałem że wybrałbym ją, ale i tak bym się gdzieś z motocyklem chował po kątach... ;)
Jeśli chodzi o sytuację w domu, to nigdy nie miałem sprzymierzeñców... Jedyne co dobre, to to że Ojciec nigdy nie miał nic przeciwko, mój zapał i miłość do motocykli nigdy nie przeszkadzały...
Często słyszałem od dziadków czy mamy "na malucha byś odłożył a nie pchasz pieniądze w ten złom..."
Ale ja dalej robiłem swoje, kupowałem części, silniki itd. itp.
Najpierw był komar z kwadratowym silnikiem i zmianą biegów w rączce, pó¼niej kumpla ETZ 250, no i w momencie gdy zacząłem składać na nowo Ceśkę, znalazłem TS i tak to się kręci... Zaraziłem tym swoich dwóch braci, z czego jeden już ma "A" a drugi właśnie robi...
W domu oczywiście nikt nic nie wiedział, że ja robię "A" pó¼niej Bartek no i teraz Sylwek, oprócz ojca oczywiście...
Nigdy nie zapomnę tego jak na egzaminie, wracałem już do WORD-u i wjeżdżając na plac zobaczyłem uśmiechniętego Tatę bijącego mi z daleka brawa, bo wiedział, że jak ja wrócę na plac na moto, a nie w "punciaku" to zdałem... To było bardzo miłe uczucie...
-
No to moja historia jest trochę dziwna ale co tam.. Gdy miałem lat 15 kupiłem za odłożone WSK 125 z krzywa rama , po 2 dniach naprawy doszedłem do wniosku ze chce mi się pic i pojechałem 3 dnia w rów bo skręcić nie chciała w efekcie 2 miechy w gipsie gdy wyszedłem ze szpitala po WSK zostały tylko kola , reszta zajął się starszy brat. Pó¼niej miałem 2 ogary które sprzedałem by kupić coś lepszego i przed 18-nastka wyczaiłem ts-ke po która pojechałem z bratem ciągnikiem z dwukołówką . Wjeżdżając w bramę podwórka mama się uśmiechała. Pó¼niej powiedziała ze w koñcu mam porządny motocykl tata na to ze kolejny złom <unsure>. Je¼dziłem 2 lata pó¼niej niestety teściu trafił Suzuki na drzewo niestety go już z nami nie ma :(( równy Chłop był ) wtedy trochę się namieszało ale jakoś to przeżyłem dalej jeżdżę 2 kolkami moja dziewczyna je¼dzi ze mną jako pasażer teraz stwierdziła ze chce je¼dzić na skuterze ( strach minął ) . Ogólnie każdy się o mnie boi ale mówi jedz i nie mecz silnika. hehe tyle już tego "ciarastwa " mam ze mnie ganiają jak coś robię <punk>
-
Moja historia zaczęła się w wieku 13 lat :). Wtedy to dosiadłem pierwszy raz JAWE. Nigdy wcześniej nie je¼dziłem na żadnym motorze. Pewnego dnia przychodzę ze szkoły a tu patrze w garażu tata robi z jawą ( jego młodość motor kupiony nowy w salonie ) no i mówi mi że jak skoñczy jedziemy się uczyć je¼dzić. Najpierw je¼dziłem z tatą a potem mi powiedział że on schodzi i mam je¼dzić sam. Jako że ja duży chłop jestem nie całe 190 cm :D, to ile ja wtedy mogłem mieć w wieku 13 lat z 165 cm :D coś kolo tego :) ale dostawałem do ziemi no i tak się zaczęła moja przygoda z Jawą :) jest to mój pierwszy motor który dostałem od ojca :) teraz staram się zrobić na styl jak nasz kolega holger :). A co do narzekania tata nie miał nic przeciwko temu abym je¼dził mama tez nic jedynie co to powtarzali mi abym je¼dził z rozwagą i ostrożnie. Co do dziewczyny miałem ale zerwała ze mną z powodu że więcej czasu poświęcam motocyklowi niż jej. No ale czego się nie robi dla motocykla. Motocykle to moje życie nie wyobrażam sobie teraz życia bez nich.
-
To u mnie wszzystko zaczęło się od dziadka. Jako dwudziestokilkulatek posiadał Victorię z 1936r. Pó¼niej pod koniec lat '50 kupił AVO Sport które znajomy od niego kupił i zgniło w jakiejś szopie. Pó¼niej były już tylko komarki.
Na komarku zacząłem już je¼dzić mając 11lat bo wtedy dostawałem już do hamulca. Niestety komarek wylądował na lokalnym skupie złomu. Pó¼niej przyszedł czas na mój pierwszy nabytek którym był ...(ehh ten sentyment do Komarów) Komar sztywniak z bodajże 64r. Pó¼niej przewinął się Ogar 200 z czeskim silnikiem. Jako że mam ogromny sentymen do motocykli wszystkie moje nabytki mają u mnie dożywocie :P . I wkoñcu mając 17 lat zacząłem się zastanawiać nad czymś większym ale nie było kasy, szkoła itp. Na początku miałem klasyczny dylemat Jawa Vs MZ. MZta wydawała mi się za słaba a Jawa za ciężka(mimo że mam prawie 2m wzrostu i 120kg żywej wagi :] ) Mając nareszcie marne 900zł natrafiłem na CZte w niezłym stanie i stała nie daleko. Telefon do znajomego, przyczepa , i CZta jest moja ;] Starsi raczej nie komentują mojej miłości do motocykli i ilości pieniędzy jakie w nie wkładam chyba że akurat leci coś w TV związanego z wypadkiem motocyklowym to stara lubi mnie nazwać "dawcą" co mnie cholernie wkur..a <furious>
-
piękny temat akurat na długi deszczowy wakacyjny wieczór.
więc opowiem o sobie:
motocyklami zarażony przez ojca. Na komunie wszyscy dostawali rowery, komputery, jednak Marcin dostał Simsona sr50 <yes>
Simson eksploatowany do dziś całe 10 lat ma się dobrze... Jednak mój dziadek w 88 kupł nową jawe TS (czyli jeszcze przed moim urodzeniem) od kąt tylko pamiętam fascynacja i zapewnienia ukoñczysz 18 pokażesz prawo jazdy kat A i motor jest twój. tak też się stało z czego jestem strasznie zadowolony bo chyba nie każdy z was zna historię swej maszyny od momentu wyjechania ze sklepu?
dziewczyny jako takiej nie mam teraz jednak nigdy mnie płeć przeciwna o moto nie piętnowała... co mnie boli to to ze tata teraz za wszelkie skarby chce mi wybić moto z głowy kup samochód przecież masz B. Nacierpiałem sie tylko przez jedną osóbkę piękna dziewczyna jednak mnie nie chce... bała sie motorów teraz sie zaczyna nimi fascynować dzięki mnie... i jak na złość teraz tego żałuje bo jeszcze bardziej mi na niej zależy...
a co do rodziny to najlepszy jest dziadek 40 lat na motocyklach posiada prawo jazdy tylko na motocykl... pozwólcie ze zacytuje jego słowa:
- "motocykli to idioci, dawcy, nie mają wyobra¼ni zabijają siebie i przy okazji innych"
-dziadek czyli przez 40 lat byłeś idiotą
- (w tle śmiech babci)
śmigam z kuzynkiem który ma fazera 600... od dłuższego czasu chodzi mi po gowie myśl o wypadzie na Słowację... piękna rzecz ;)
-
czytając Twój post Kr@ck doszedłem do jednego wniosku... Jestem jak Twój dziadek.. :> Też mam tylko PJ kat.A. <punk> Ale o zrobieniu B też myślę, szczególnie w takie dni jak ten <mur>
-
A ja sie za długo nie będe rozpisywał :
Więc tak nie chciało mi sie bawić w żadne romety komarki itp. tylko czekałem do 16 lat i do zrobienia prawojazdy na motocykl na moją pierwszą wsk 125 oczywiście nową ktorą kupiła mi mama troche póżniej gdzieś z 5 lat przesiadłem sie na wsk 175 też była nowa nakręciłem nią troche km bo do pracy co dziennie 60km potem kupiłem sobie Cezetke w 80r. i też była nowa i została do dziś i a potem było prawojazdy na samochód i moje pierwsze auto jakim był maluch i jeszcze pare innych samochodów .