Wolna Strefa Jawa - CZ

Inne => Turystyka, Spotkania, Zloty => Wątek zaczęty przez: xaff w Maja 09, 2026, 00:18:59

Tytuł: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 09, 2026, 00:18:59
7 ... 6 ... 5... 4 ... 3 ... 2 ... 1 ... Wyruszamy!
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Maliniak w Maja 09, 2026, 05:54:00
Na plakacie brakuje jedenj informacji...
8 jaj wielkich w chuj!
(Chyba że ktoś nie ma jakiegoś to niech Xaff skoryguje)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 09, 2026, 09:47:38
Usłyszałem swego czasu komentarz, który mnie nieco wówczas zirytował, to jednak po czasie zgadzam się z nim. My nie mamy głównie wielkich jaj, my po prostu mamy znaczące ubytki pod czaszką.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: sancho w Maja 09, 2026, 10:11:00
Nie wiem czego brak jest bardziej odczuwalny ;)ale powodzenia i udanej wyprawy
P.S.W miarę możliwości wrzućcie jakąś relację żeby nas zabolały..
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: elkinio w Maja 09, 2026, 13:45:17
Nieskromnie powiem że trzeba mieć i jaja i ubytki pod deklem  :)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: DziadekJacek w Maja 09, 2026, 14:28:30
Skromnie, skromnie.
Przygotowania w ciszy.
Są tacy co wyjazd 5km na badanie techniczne obwieszczają całemu światu.
Podziwiam, zazdroszczę i trzymam kciuki.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Makaron w Maja 09, 2026, 14:40:29
Ja sie nie zgodzę, mądre chłopaki. Kiedy jeździć będą, jak nogi nie podniosą żeby na motocykl wsiąść? Jak lekarz powie ze już nie wolno? Szerokiej drogi.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: sebaxll w Maja 09, 2026, 16:37:58
Extra. Piękna trasa i niesamowite przeżycie. My wyruszamy 30 maja, troche inaczej ale też docelowo Albania. To może  na kawkę w Sarandzie sie złapiemy.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 09, 2026, 19:50:38
No to się miniemy. wrzucaj relację na forum. warto wskazać młodzieży co jest ważne i co jest możliwe.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 10, 2026, 18:27:52
Tak tylko przypomnieniem poprzednich naszych wypraw:

Krzysiek i jego Velorex 16/350 z 1960r.:
2025: Norwegia - Nordkapp
2024: Estonia - Saaremaa
2022: Finlandia (Jawa 634 z PAV41)

Robert i jego Cezet 472.5 z 1984r.:
2025: Norwegia - Nordkapp
2023: Rumunia - Transalpina, Transbucegi i Morze Czarne
2022: Finlandia

Wiesiek i jego Jawa 638.1 z 1990r.:
2025: Norwegia - Nordkapp
2024: Estonia - Saaremaa
2023: Rumunia - Transalpina, Transbucegi i Morze Czarne
2022: Finlandia

no i moja Jawa 360 z 1972r. z ogonem, czyli PAV40 z 1966r.:
2025: Norwegia - Nordkapp
2024: Estonia - Saaremaa
2023: Rumunia - Transalpina, Transbucegi i Morze Czarne
2022: Finlandia

Wszędzie rzecz jasna na kołach, od samego domu. Oczywiście z przygodami, o których czasem opowiadamy na zlotach. No i to na co czekacie, tak, jak dam radę, to będzie relacja na forum i być może również na FB.

Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Bison w Maja 10, 2026, 18:34:29
Powodzenia na trasie, dupy macie twarde oby maszyny technicznie nie zawiodły  ;D
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: SztandeR w Maja 10, 2026, 18:43:02
Trzymam kciuki! Jak wyremontuje Jawę to też wyruszę na jakąś dalsza przejażdżkę. W tym roku niestety tylko szybki wypad w Alpy na japoni
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: janosikmz19822 w Maja 10, 2026, 23:09:58
Wytrwałość pomyślności !!!  :)
Wyrazy uznania  wariataty ;D !
Ja tyram ogarniam ciągle coś rodzina jest nie dał bym rady w obecnej sytuacji  :P .
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Jerry w Maja 11, 2026, 07:19:25
Powodzenia i szerokości  :)
Dbajcie o odpowiedni zapas paliwa, kilka lat temu po wjechaniu do Albanii musieliśmy się ratować benzyną kupowaną w butelkach po napojach w sklepie spożywczym. Diesla można było kupić z beczki stojącej na pace starego Forda Transita.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 13, 2026, 23:10:23
Odliczamy, poprawiamy, naprawiamy i modyfikujemy. A zatem standardowe rzeczy, jakie należy wykonać przed podróżą dookoła komina.

Znam ostateczną odpowiedź o sens życia, wszechświat i całą resztę. 42.

A pytanie wcześniej? No właśnie, jaka jest odpowiedź na pytanie o to co zabrać, co zostawić, jak będziemy żyć, gdzie spać, co jeść? Wiem, trudne się wylosowało ....
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 14, 2026, 23:15:40
Egzystencjonalne wybory zakończone. Osiołki objuczone, jeźdźcy podekscytowani, gotowość do drogi zgłoszona ...
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Artur w Maja 15, 2026, 07:46:58
Kciuki narodu zaciśnięte  :)
Udanej, bezawaryjnej wyprawy życzę!
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Mariano Italiano w Maja 15, 2026, 08:25:47
Szerokiej drogi, kawał świata przed Wami
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: mirageg3 w Maja 15, 2026, 08:30:29
Szerokiej drogi Panowie i bezpiecznego powrotu do domu życzę.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: DziadekJacek w Maja 15, 2026, 09:01:58
Powodzenia.
Czekamy na relację.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: janosikmz19822 w Maja 15, 2026, 15:04:27
Udanej wycieczki  :)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 15, 2026, 22:24:43
15 maja, piątek.

Zaczynamy. Pobudka o 5:00. Szybkie śniadanie, kontrola domu i w drogę. Warszawa jeszcze nie jest zakorkowana. Ruch jest już spory, lecz płynny.

Jedziemy S7, tak w okolicach 80km/h. Prędkość wystarczająca aby nie stanowić zagrożenia dla innych, a co najważniejsze, również dla nas. I po prawie dwu godzinach dojechaliśmy do granic Warszawy. Fakt, było i tankowanie, była też kawa. Po minięciu ostatniej dzielnicy, czyli Warszawa-Radom, nieco zwolniliśmy, tak do 70 km/h.
I dalsze toczenie niespiesznie aż do Chęcin. Tam zrobiliśmy sobie prawie godzinną przerwę na zwiedzanie skweru, żurek i opanowanie gaźnika. On jakimś dziwnym trafem ciut się rozkręcił i śmierdziało benzyną.

Dalsza droga bardzo bocznymi drogami. Kilkukrotnie zjeżdżaliśmy z drogi 73, by po kilku kilometrach na nią powrócić. Tylko sprzęgło u Krzyśka jakoś dziwnie pracowało …

Jedziemy w miejsca, gdzie jest sucho i ciepło, a Zimna Zośka, nie dość, że zimna, to mokra. Zafundowała nam burzę z piorunami i tym samym zwiedzanie okolicznych wiat przystankowych. Maj a swój urok, szczególnie te niezniszczone.

Dojechaliśmy na pierwszy nocleg. Krzysiek postanowił sprawdzić o co chodzi ze sprzęgłem. Dlaczego raz nie może dokręcić regulacji, a raz mu wpada do końca gwintu? Po odkręceniu wysprzęglika wszystko stało się jasne. Pręt popychacza złamał się równo z uszczelką. A uszczelka aluminiowa. Dramat.

I drugi - żadnych wieści od Wieśka i Roberta. Dziwne. Niepokojące.

Wracając do Velorexa. Trudny wybór: laweta, wyciąganie silnika albo … próba wyciągnięcia uszczelki, aluminiowej uszczelki, z silnikiem zamontowanym w Velo. Tylko jak? I tu wróciła nam wiara w ludzi. Gospodarz udostępnił swój garaż, narzędzia które posiadał, a tych, których nie miał … pożyczył od sąsiadów. Coraz trudniej o takich ludzi. Młodych ludzi.

I tak po 4 godzinach, jednym wiertle, uwalonym dresie i spodniach, Krzysiek wydłubał tę uszczelkę. Tymczasem u Roberta i Wieśka … a nie, jeszcze nie pora na newsy...

Uszczelka wydłubana, oczyszczone gniazdo z opiłków, odtłuszczone, pora wklejać nową uszczelkę. Tak też zrobiliśmy. Stan na koniec dnia: uszczelka wklejona, tornado w moim PAViku. I plan na jutro - dokończyć montaż wysprzęglika, jazdy próbne i …

… i wracamy do chłopaków, którzy utknęli w Kielcach. Po co? A bo zachciało im się dłubać w skrzyni biegów w Cezecie. Przemieliło Robertowi 16. Bywa, a skoro miało tak być, to lepiej  ze dało się to ogarnąć w Polsce. Z jakim efektem, jeszcze nie wiemy, bo chłopaki składają silnik, ja piszę a Krzyśkowi odpuszczają nerwy. Wiecie dlaczego.

Co przyniesie jutro? Nie wiem, poza tym, że pierwotny plan właśnie pojechał na urlop.

Dystans: 430km
Awarie:
Krzysiek - pręt popychacza sprzęgła
Robert - zębatka 16


Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 15, 2026, 22:26:45
Pacanów, wcześniej Chęciny.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 15, 2026, 22:28:38
Upojne popołudnie i wieczór
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Jacek_L w Maja 15, 2026, 22:41:10
Jako, że w Kielcach CZ Roberta zajął się najlepszy mechanik od czeskich maszyn, to mam nadzieję, że do końca wyprawy będzie już spokój.
Trzymam kciuki za udany wyjazd i żadnych więcej poważnych awarii u uczestników.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Rozztocz w Maja 16, 2026, 05:48:20
Niezłe początki. 3mam kciuki za kolejne dni wyprawy.
Z ciekawości jaki popychacz Krzysiek zastosował?
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Karolek w Maja 16, 2026, 09:49:12
Jak to mawiają, złe dobrego początki. Powodzenia.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Maliniak w Maja 16, 2026, 12:12:49
Niezłe początki. 3mam kciuki za kolejne dni wyprawy.
Z ciekawości jaki popychacz Krzysiek zastosował?
Połamany  ;)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Devox360 w Maja 16, 2026, 15:10:55
Przydała by się jakaś video relacja z tego wyjazdu, to był by kawał prawdziwego kina akcji, od euforii po zniesmaczenie  ;D
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Devox360 w Maja 16, 2026, 15:13:33
Niezłe początki. 3mam kciuki za kolejne dni wyprawy.
Z ciekawości jaki popychacz Krzysiek zastosował?
Połamany  ;)
Myślę że jesteśmy blisko, moim zdaniem pospawany  :P
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 16, 2026, 21:39:45
16 maja, sobota

Piątek zakończyliśmy rozmową z Wiesiem. Składali jeszcze silnik. Ponieważ nie było wiadomo jak dużo czasu będą jeszcze potrzebować, a pogoda jak pamiętacie była delikatnie rzecz ujmując "dyskusyjna", to uzgodniliśmy telefon rano, aby dogadać jak będziemy łapać się po drodze.

Poszliśmy spać, nawet wcześnie, bo na rano zaplanowana była pobudka, a w sumie, to byliśmy już zmęczeni naprawą Velorexa. I pobudką była rano. O 02:50! Chłopaki właśnie dojechali i próbują znaleźć nocleg. Szok. Jechali po nocy i w deszczu. To się nazywa upór.

Szybka krótka rozmowa i spać. Plan właśnie powrócił na pierwotne tory.

Rano było więcej czasu na rozmowę. Jacek, dzięki za pomoc, bo jak nie Ty, to laweta. Robert powiedział, że przed Kielcami padła mu skrzynia biegów i pozostał tylko 3 lub 4 bieg. Udało mu się dojechać do Kielc, co więcej, przejechać przez miasto w korku. Trochę ucierpiała duma, nieco więcej sprzęgło, wygrał upór. Po rozpołowieniu silnika wszystko było jasne. Wiesio wedle wytycznych pojechał do sklepu po części, na szczęście było wszystko dostępne i już około 23:00 motocykl był złożony. Robert miał tylko zrobił kilka kilometrów aby sprawdzić jak działa,  zrobił ponad … 200.

Druga pobudka wedle upodobania, od 6:00 do 8:00. Dokończenie prac na Velorexem - ty Krzysiek sam dał radę. Jazda próbna bez problemów. No prawie, bo pozostawił po sobie bardzo nieekologiczny ślad. Ciekła benzyna z gaźnika. Dlaczego? Krzyśkowi nie chciało si e szukać odpowiedzi na tak nurtujące pytanie i po prostu wymienił gaźnik na drugi, ten stary.

I ruszyliśmy. Oczywiście w deszczu. Jeszcze przed granicą zatankowaliśmy pod korek i wjechaliśmy do Słowacji. Po drodze, a raczej po bardzo lokalnych drogach nic specjalnego się nie działo. Oczywiście padało, padało i padało.
Tuż przed granicą z Węgrami, a dokładniej tuż przed słynnym Sátoraljaújhely na stacji benzynowej spotkaliśmy bardzo gadatliwego Słowaka na BMW. Nawet nie wiemy kiedy minęło pół godziny.
Wjechaliśmy do Węgier. i w zasadzie, jak wjechaliśmy, tak po kilku godzinach wyjechaliśmy. Mieliśmy zatrzymać się w Tokaju, ale pogoda jakoś nie zachęcała. Zatrzymaliśmy się za to na małe zakupy w sklepie i rzecz jasna na arbuza. Dobry, soczysty, słodki i bardzo świeży. A pół godziny później dobiliśmy się lokalnym langoszem.
I tak minęły nam Węgry.

Do Rumunii wjechaliśmy dużym przejściem granicznym. Już bez kontroli granicznej. Tuż za granicą tankowanie, a kilka kilometrów dalej nocleg na dziko. Jesteśmy więc w całkiem fajnym miejscu nad rzeką, z widokiem na parę łabędzi i stary most wiszący.
Kolacja przy winku, rozmowy i spać.

Dystans: 330km
Awarie:
Krzysiek - wymiana gaźnika
Daniel - uszkodzony telefon


Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Rozztocz w Maja 17, 2026, 09:55:29
Czekam niecierpliwie na kolejne relacje. Dajecie czadu!
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 17, 2026, 21:44:12
17 maja, niedziela

A miało być tak: po  powrocie z Nordkapp żadnej wycieczki na północ. Ma być ciepło przede wszystkim no i bez deszczu. A co mamy? Trzeci dzień pada, jest zimno i wieje. Może lepiej było pojechać jeszcze raz na północ?
Nie wiemy. Jesteśmy na południu i jak Słowacja i Węgry ugościły nas deszcze, tak Rumunia nie chce pozostać dłużna. Też pada, wieje i jest zimno. No dobrze, może nie tak jak wczoraj, ale wciąż jadę w termice zimowej plus sweterek z merynosa. To nie jest look południowy. No nie jest jak by na to nie patrzył. Powoli zaczynamy pachnieć samcami. Na przemian ciepło, bo słońce na godzinę wychodzi i deszcz, bo po tej godzinie ma już dość. A my zaczynamy przypominać kiszone śledzie. Aaaa miało nie być północy - pomóżcie więc z jakimś stosownym porównaniem.

Dziś dzień przez Rumunię. Mieliśmy zaplanowane ponad 460km i dwie atrakcje. Pierwszą było muzeum parowozów w parku w Resita, drugim zaś ruiny fortecy w Laduslau. I jak pamiętacie poprzedni wpis, była szansa na realizację tego. Jednakże los jest przewrotny i miał na nas zupełnie inny plan. Otóż w okolicach Arad, Robert gdzieś po drodze zgubił 4 bieg. To gdzieś tak po 100km od noclegu. Decyzja mogła być tylko jedna - Robert postanowił wrócić do domu. Natychmiast. Przed Albanię, no bo którędy indziej?

I dotrzymujemy mu towarzystwa, tak niespiesznie, 60-65 km/h. Ma to swoje plusy. Mamy dużo czasu na rozglądanie się po okolicy. A ta jest bardzo ładna. Mamy czas na wąchanie okolicy. Tak, na wąchanie i to wcale nie cudownego zapachy palonego oleju z benzyną a kwitnących akacji. Ok, wiem kto to będzie czytał, więc poprawię się - Robinia pseudoacacja. Zadowoleni? Wiem, że tak, ja też. Tak, czy inaczej, pachniało nią cudownie.

Powolność naszej marszruty oraz to, że Rumunia nie jest naszym celem sprawiła, że nieco zmodyfikowaliśmy nasz plan. Postanowiliśmy zobaczyć tylko muzeum parowozów w parku w Resita. Robi wrażenie. Raz same parowozy, a dwa fakt, że to stoją po prostu na skwerze. I jest ich całkiem sporo.

I dalej po przeliczeniu mapy wybraliśmy się najkrótszą drogą na zaplanowany nocleg. Najkrótsza okazała się nieco pod prąd. Ale to mały szczegół - zobaczyliśmy to, co mieliśmy zobaczyć jutro. Żadna strata, warto.

A jak dojechaliśmy nad strumy opodal Dunaju, to Robert dołożył coś jeszcze. A w zasadzi, to odjął - ładowanie. Właśnie mu padło. Zbadamy rzecz rano, jak przestanie (oby) padać.

Trasa: 450km
Awarie:
Robert - 4 bieg, ładowanie
Daniel - problemy z załączeniem 1
Krzysiek - brak kontaktu gdzieś na łączówkach i wyładowania akumulatora
Wiesio - przerywanie zapłonu
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Rozztocz w Maja 17, 2026, 22:17:09
Grubo, grubo Panowie.  :o
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Jacek_L w Maja 17, 2026, 22:22:21
Kurde... Trzymajcie się tam i naprawiajcie!
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 18, 2026, 21:53:07
18 maja, poniedziałek

Pobudka o 7:00 i poranne mycie zębów. Znaczy może niekoniecznie zębów, ale poranny serwis motocyklowy na rozgrzewkę, to i owszem.
Robert poszukiwała prądu, Krzysiek walczył ze śrubą kontrolną stanu oleju a ja po prostu dolałem setkę do skrzyni. Jedynie Wiesio nie bardzo miał co ze sobą zrobić.

Wyruszyliśmy około 9:00, by po kilku minutach zobaczyć to, co widzieliśmy wczoraj, czyli skalnego Decebala. Ten ryt na skale robi wrażenie, ma około 43m wysokości i prawie 32m szerokości. Dalej mapa wiodła nas do Monastyru Maglavit. Rzecz jasna z przerwą na kawę, tankowanie oraz … opcją drutowania. Tak się jakoś dziwnie składa, ale mojej Panelki nie odpali się gwoździem. A po co? A bo po tych deszczach , jak stacyjka wyschła, to stanęła dęba. I kluczyk dało się tylko włożyć i wyjąć. Zapomnij o przekręceniu. Na moje szczęście, była to ciut większa stacja benzynowa i da lo się upić cudowny lek na to, co powinno się ruszać, a się nie rusza. Czyli WD-40. Kilka minut później, z oporem, ale dało się przekręcić kluczyk. Jestem uratowany.

Dojechaliśmy do monastyru. Robi wrażenie. Ogromne. Zdjęcia tego nie oddają i powiem szczerze, nasz barok do bieda wersja przy tym, co zobaczyliśmy.

I to była prawie ostatnia atrakcja Rumunii. Zostały nam wspomnienia szybkiego przelotu a my po sobie zostawiliśmy (a dokładnie to Robert) ładownie i czwarty bieg.

Dojechaliśmy do mostu nad Dunajem. Pierwszy, jako prowadzący Krzysiek. Niby Rumunia i Bułgaria są w strefie Schengen, a on wyciąga dokumenty i coś tłumaczy. Okazała się, że wyjaśniał jak bardzo Velorex jest motocyklem i jak bardzo nie musi tym samym płacić za przejazd mostem.

Pierwszy raz w naszej wyprawowej historii wjechaliśmy do Bułgarii. I po kilku kilometrach dojechaliśmy do fortu w Widyń. Jakoś nie zrobił na nas dużego wrażenia. Ot po prostu zachowane mury warowne naddunajskiej fortecy.

I dalej pojechaliśmy do zamku Belogradchik. A tu dla odmiany robi wrażenie, szczególnie podjazd, gdzie tylko siłą rozpędu dało się na jedynce podjechać. I od razu przerażenie, jak zjechać? No dobrze, to za trochę. Wcześniej próba ustawienia na pochyłościach motocykli tak, by się nie przewróciły. A uwierzcie, załadowane knedle nie tak łatwo utrzymać w pionie.

W każdym bądź razie, zwiedzaliśmy te ruiny razem z brytyjską wycieczką emerytów. Podziwiam ich, niektórzy z nich ledwo chodzą po płaskim, a popatrzcie na zdjęcia. Bez dalszego komentarza.

Ostatnią atrakcją był dojazd na nocleg. Zmieniliśmy nieco plan i zanocowaliśmy nieco niżej. Raz, że było już późno, a dwa, że profil wysokościowy Krzysia nie zachęcał.

Wiem na co czekacie. Było, a jakże. W Bułgarii drogi krajowe są raczej dyskusyjnej jakości i w Velorexie Krzyśka zerwało si e słoneczko mocujące kolanko do cylindra Reszta na zdjęciach.

A tak ciekaw jestem - kiedy ostatnio widzieliście świetliki? Od wielu, wielu tak ich nie widziałem u nas.

Trasa: 342km
Awarie:
Daniel - zardzewiała stacyjka
Krzysztof - zerwany gwint nakrętki kolanko-cylinder, zgubione ładowanie




Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 18, 2026, 21:56:33
Bułgaria,
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 18, 2026, 21:59:42
To na co czekacie  :P
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Ez57 w Maja 18, 2026, 22:43:36
Xaff z telefonu robisz te opisy podróży i wstawiasz zdjęcia? Jeśli tak to całkiem zgrabnie Ci to idzie.  8)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Maliniak w Maja 19, 2026, 09:39:24
To na co czekacie  :P


Zazdroszczę widoków!
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 19, 2026, 10:12:46
Mam tablet z klawiatura. Francuskojęzyczną, i czasem nie trafiam w klawisze, ale nie chce mis za każdym razem poprawiać.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: cesik2006 w Maja 19, 2026, 10:32:10
Dzień bez awarii to dzień stracony:)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: beduin929 w Maja 19, 2026, 10:50:50
A CZ 350  dalej bez 4 biegu jedzie ? Szacunek dla was
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Adam112 w Maja 19, 2026, 13:21:01
Ja bym zamontował do cezety większą zębatkę zdawczą. 19z albo nawet 20z.
Biegi by się wydłużyły wtedy
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 19, 2026, 19:15:40
19 maja, wtorek

Noc była zimna, za to poranek, gdy słońce wyszło zza skał, był całkiem przyjemny. Nie padało, zrobiło się całkiem ciepło, pozostał tylko wiatr.

Niespiesznie zbieraliśmy się do wyjazdu i ostatecznie wyjechaliśmy około godziny 9:00. A jak ze z drobnymi problemami - silnik u Wiesia przez kilka pierwszych minut pracował tylko na prawym cylindrze. Po namyśle zaskoczył jednak na oba.

Zmodyfikowaliśmy nieco plan i trasę tak, by zobaczyć Orle Gniazdo. To nie to, co w Alpach, ale domek na skale. Nie podchodziliśmy, bo to kilka godzin marszu, co w butach motocyklowych szczególnie wygodne nie jest. Oglądaliśmy go z dołu, wrażenie jednak i tak zrobił. Dalsza część planu też uległa zmianie - zrezygnowaliśmy z i jednego z monastyrów na rzecz Monastyru Rylskiego. Przed wjechaniem na autostradę postanowiliśmy zatankować i tam Krzysiek wykonał drobny serwis - zmienił świece zapłonowe. O dziwo, nie było to łatwe, bo miał problemy w utrafieniem w gwint - wentylator nie ułatwia sprawy. Chwilę po ruszeniu o mało nie wjechałem w Krzyśka. Drogi w Bułgarii są delikatnie rzecz ujmując mocno dyskusyjnej jakości. I tak właśnie było - przed nim objawiła plejada dziur zespolonych. Jak depnął w hamulec, to go postawiło bokiem, a ja ledwo go zdołałem ominąć.

Po dojechaniu do autostrady toczyliśmy się nią powoli. I poza nudą i znużeniem nic specjalnego się nie działo. Wesoło zaczęło się po zjechaniu z niej w kierunku Monastyru Rylskiego. Tak, Bułgaria dołączyła do tego grona i również uraczyła nas deszczem.

Mokrzy dojechaliśmy pod monastyr. Tam obsługa parkingu chciała nas postawić poza miejscami parkingowymi, gdzieś po wolnych kawałkach miejsc, ale skasować za bilety, to już normalnie. Nie godzimy się na takie rzeczy i zaparkowaliśmy nieco niżej, za darmo. I poszło o kasę, poszło o zasady.

Sam monastyr warto zobaczyć. Takiego przepychu to chyba nigdzie indziej uświadczysz. Sami oceńcie po zdjęciach.

Miejsce na nocleg mieliśmy zaplanowane pod namiotem, 20km dalej, pogoda, a w zasadzie ciągły deszcz skłonił nas do wynajęcia pokoju w pobliskim hotelu. Tam zjedliśmy kolację, uraczyliśmy się bułgarskim piwem i pod prysznic. Pierwszy od kilku dni. Poezja.

Rozmawialiśmy przy kolacji dlaczego jeszcze nam się chce. Dlaczego tak wiekowi ludzie nocują pod namiotem, dlaczego jeszcze jeżdżą motocyklami, skoro trzem z nich lekarze już zabronili. I wyszło nam, że to hobby, to pasja, którą odkładaliśmy zbyt długo. I zamiast siedzieć w biurze, w cieple, przy gorącej kawie, robiąc to, co firmy od nas oczekują, to jedziemy starymi motocyklami, które wymagają nieustannej obsługi, które czasem się psują, niedomagają, ale działają. I nocujemy pod namiotami gdzieś daleko od domu. Tak, już jesteśmy zmęczeni, brudni i bądźmy szczerzy, nieco śmierdzący, ale szczęśliwi jak dzieci.
Tak więc jak macie swoje pasje, hobby, a wiem,  ze macie, to nie odkładajcie na później, realizujcie się. I pamiętajcie, to czas tylko dla Was, to przerwa od pracy i czatów firmowych. Zgadzacie się za mną, Pani J. i Panie D.?

Trasa: 248
Awarie:
Wiesio - poranny problem z pracą silnika na jeden cylinder
Krzysiek - przerywana praca silnika i wymiana świec
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 19, 2026, 19:19:34
Monastyr Rylski
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Rozztocz w Maja 19, 2026, 20:26:40
Ależ się fajnie czyta te Twoje relacje Xaff.
Często na jednym tchu :)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: elkinio w Maja 19, 2026, 21:11:14
Mi tam lekarz nie zabronił ...... Nawet nie pytałem i nie mam zamiaru pytać  :)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 19, 2026, 21:25:59
Twoje szczęście. No a swoją drogą, to przypominam, że relacja po raz pierwszy jest też na FB klubowym. Tam jest więcej, dużo więcej zdjęć.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 20, 2026, 21:11:10
 20 maja, środa.

Pobudka o 6:00, a nawet kilka minut wcześniej. Za oknem mgliście, ale chyba nie pada, a ten szum, to pobliski potok. Postanawiamy zjeść po kabanosie i wyruszyć wcześniej, by jak najwięcej czasu poświęcić na zwiedzanie Salonik.

Wiem, wiem, opisy przyrody nie są dla Was najciekawsze. To jakby czytać "Nad Niemnem" Orzeszkowej. Swoją drogą, to jest tam całkiem ładnie. Czekacie zapewne na jakieś krwiste opowieści. No skoro nalegacie, to proszę - zrobiłem serwis lusterek. Bo zaczęły się luzować i drgały już tak, że mało co było widać. Za mało emocji? No to proszę, więcej - Krzysiek zajrzał do wysprzęglika. I zbladł, jakby po czterech dniach w deszczu nie był dość blady.

To co zobaczył, a w zasadzie czego nie zobaczył zmroziło go do kości. Okazało się, że zza uszczelki popychacza sprzęgła nic nie wystaje. Ułamał się pręt, dokładnie tak jak poprzedni. Jakie siły muszą tam działać?
Tym razem nie mieliśmy do dyspozycji ani wiertarki ani wierteł. Na szczęście w zapasach moich części był kolejny uszczelniacz oraz … wysprzęglik. Tak, dokładnie tak jak w zeszłym roku, tak i tym razem zabrałem go ze sobą.
Tylko jak wyjąć fragment popychacza, który pozostał w silniku. Z pomocą przyszła śruba spustowa od skrzyni w wersji magnetycznej (tak, też zabrałem) oraz zwinne palce Wiesia. Nie wiem jak on to zrobił, ale zdołał wydobyć ten fragment. Mając "czyste pole operacyjne" Krzysiek przystąpił do adaptacji nowego wysprzęglika. Nowy on był, ale próba dogięcia łapek skończyła się pęknięciem elementu. Na szczęście tylko pękł a nie złamał. Tak, czy inaczej, został zamontowany.

I tak już po 2 godzinach ruszyliśmy w drogę. Może to i dobrze, bo po drodze mieliśmy odwiedzić lokalne złomowisko. Tak, to jest lokalna atrakcja. Robi wrażenie, szczególnie BMW Isetta z towarzyszem Stalinem w środku. Jak nam przekazał pracownik, nie tak dawno Czesi zabrali stamtąd dwa Velorexy i Jawę albo dwie. Nam udało się znaleźć Kiwaczkę 350, Baberttę oraz TS. I to było najciekawsze znalezisko bo … miał jeszcze wysprzęglik. Co prawda zardzewiały, ale kompletny. Po trudnych negocjacjach, a wcześniejszym równie nie łatwym demontażu był w naszych rękach. To chyba pierwszy raz, gdy części zdobywamy na złomowisku. Znak czasów.

Dalsza droga to autostrada aż do Salonik. Odpuściliśmy atrakcje w Grecji po to aby więcej czasu mieć na zwiedzanie miasta. I to był bardzo dobry plan. Dotarliśmy około 16:00, szybki prysznic i w drogę. Jedno piwo, gyros z tzatzikami, kolejne. I szwędanie się po mieście.

W Salonikach historia jest na każdym kroku, ba nawet sięga głęboko we współczesną zabudowę miasta. Możecie do zobaczyć na zdjęciach. No robi wrażenie - co krok, to jakieś ruiny. Warto było przejść się po mieście. W sumie, to zrobiliśmy ponad 6 kilometrów. Na nogach. Z góry i pod górę, po schodach również w jedną i drugą stronę. Ii tak było warto.

I padamy zmęczeni, siły mamy tylko na planowanie następnego dnia. Zapowiada si e ciekawie, a co najważniejsze, jutro zdobywamy Albanię.

Trasa: 228 km
Awarie:
Daniel - poluzowane lusterka
Krzysiek - złamany pręt popychacza, wymieniony wysprzęglik.
Wiesiek - problem z gaźnikiem
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 20, 2026, 21:14:46
Złomowisko
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 20, 2026, 21:18:20
Saloniki
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: cesik2006 w Maja 20, 2026, 21:37:52
Witam dzień bez awarii to dzień stracony:) Wytrwałości i szerokości następnego dnia:)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: patryk sagan w Maja 21, 2026, 06:51:49
Wasze widoki jakieś ładniejsze niż moje z kabiny ciężarówki. Jakoś do tej pory nie zachwyciła mnie ta trasa do Salonik, ale po Waszych zdjęciach bed musiał inaczej patrzeć na Świat.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Maliniak w Maja 21, 2026, 15:25:00
Jak to wszystko się dobrze czyta i jeszcze lepiej ogląda :)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: gustaw w Maja 22, 2026, 21:34:13
Wjechali do Albanii i koniec relacji  :D :D
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: beduin929 w Maja 22, 2026, 22:41:33
Do Alebanii  :P.  Też czekam na dalszą relację z wyjazdu.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Jacek64 w Maja 22, 2026, 22:43:07
Podejrzana sprawa a zarazem niepokojąca  :( .
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: muczacz w Maja 22, 2026, 23:01:45
e tam wódka tania to się chłopaki odstresowali  ;D
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 23, 2026, 06:00:44
Sprawa jest banalna - tablet złapał poprawki i po ostatnich nie chciał się ładować, a po ich wycofaniu robi to bardzo wolno. I po całej nocy pod ładowarką ma tylko 60%. Czyli za mało na przygotowanie i publikacje relacji.  :(
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 23, 2026, 06:04:46
21 maja, czwartek.

Z nocnej wycieczki po Salonikach wróciliśmy w zasadzie dziś. Wiatr ustał i miasto … pachniało, tak, to miasto pachniało kwiatami. To niesamowite. Swoją drogą, to chyba każde miasto, gdy jest ciepło i nie pada jest piękne nocą. Pokazuje swoje drugie oblicze, to ciekawsze, bardziej intrygujące.

Pobudka jednakże o zwykłej porze. Zwykłej jak na urlop, czyli o 6:00. Plan zakładał, że wyjedziemy z Salonik przed korkami. Udało się wyruszyć o 7:00. I to była … nie wiem, jaka decyzja, bo śródmieście było puste. Więcej życia było tam w nocy niż rano. Dopiero na wylotówce zauważyliśmy nieco więcej życia.

Wyjechaliśmy w kierunku Smoczej Jaskini w miejscowości Kastoria. Aby zaoszczędzić nieco czasu, wybraliśmy autostradę. Koszty dla motocykla są tak niskie, że szkoda szukać dróg alternatywnych. Dojechaliśmy na miejsce i zaczęliśmy rozglądać się po okolicy. Zajęci rozmową usłyszeliśmy w pewnym momencie "Panowie są z Polski?". Pytanie padło od przeuroczej pani, która ze swoim mężem, Grekiem, była w tej okolicy na spacerze. Jakże nam się doskonale rozmawiało przy kawie, zupełnie jak starym znajomym. I aż wstyd się przyznać, ale nie zapytałem o jej imię. No wstyd, no nie tak mnie rodzice wychowali.

Jaskinia. Cudo natury, czegoś takiego nie widziałem, zresztą żadne słowa tego co zobaczyliśmy nie oddadzą. Zdjęcia to tylko marny substytut.
Ciekawie zrobiło się gdy przejeżdżaliśmy przez Kastorię w drodze powrotnej. Centrum, auta zaparkowane wszędzie, przejścia dla pieszych, skrzyżowania, słowem wszędzie. I po górę, tak konkretnie pod górę. I w tym wszystkim Krzysiek, który próbował ruszyć pod górę. Jak żabka. Nie wiem tylko dlaczego nie podobało mu się. No nie wiem.

A jeszcze ciekawiej zaczęło się późnej. Mapa poprowadziła nas bocznym drogami. Bardzo bocznymi, tak bardzo, że raz na kwadrans trafił  się jakiś turysta równie zabłąkany jak my. Tam, na ponad 1250m zjedliśmy obiadek. A później było pod górę. I tak dojechaliśmy w ciągu jednego dnia z poziomu morza na 1500 metrów powyżej. Jedynka, dwójka, jedynka dwójka i tak całymi kilometrami. A później w dół, bez przerwy, bez przerwy od spadku i bez przerwy od zakrętów. No jak zjechaliśmy, to coś nasze motocykle nie specjalnie pachniały. A szczególnie ich hamulce.

Dojechaliśmy do granicy. Pusto. Grecy wyrejestrowali nas ze strefy Schengen. Przejechaliśmy most i zameldowaliśmy się w Albanii. Kontrola graniczna przebiegła sprawnie - skanowanie dowodów osobistych, wpisanie motocykli do rejestru i w drogę. Cel: ciepłe źródła jakieś 60km dalej. Droga rzecz jasna przez góry. Widoki obłędne, droga wąska, zakręt w zakręcie. W zasadzie bez odcinków prostych. Kilkanaście kilometrów. Na szczęście bez dużych przewyższeń, choć nieustannie w górę i w dół. To dobra wiadomość, ale spróbujcie to zrobić w ciasnych, ślepych zakrętach Panelką z przeładowanym ogonem. Taki zestaw żyje własnym  życiem, a droga wąska i barierek brak. Ciepło, coraz cieplej, choć i Grecja pożegnała nas kroplami deszczy a Albania przywitała drobnym deszczem.

Dojechaliśmy do ostatniej atrakcji. Ciepłe źródła okazały się nie takie ciepła jak się spodziewaliśmy. A do tego, to miejsce się bardzo mocno komercjalizuje. W budowie jest potężny parking dla kamperów, zapewne pojawi się opłata za wejście. To nie będzie to dzikie miejsce o którym jeszcze można jeszcze przeczytać w internetach.

Wykąpaliśmy się pomimo to, zwiedziliśmy kanion i postanowiliśmy zanocować na kempingu obok.

Trasa: 366
Awarie: o dziwo brak.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 23, 2026, 06:15:04
22 maja, piątek.

Pobudka standardowo przed 7:00. Szybkie śniadanie, oczywiście dwu daniowe - kawa i konserwa. Sprawnie zapakwaliśmy się i w drogę. Przed nami kolejny ambitny dzień, bo jakże inaczej. O poranku tylko malutki serwis lusterek u mnie, bo się namiętnie odkręcają i oczywiście omówienie dnia.

Dziś mamy do zwiedzenia miasteczko Gjirokastra, będące na liście UNESCO, Sarandę, jakiś wielki bunkier i Vlorę. Ambitnie, no bo jak inaczej?

Gdy ruszamy, to jest jeszcze chłodno, choć słońce już całkiem ładnie świeci.

Droga wiedzie w górę i w dół, i tak cały czas. Jazda tak niestabilnymi motocyklami jest dużym wyzwaniem - uprzedzę nieco rozwój wypadków i powiem, że podczas wieczornej rozmowy doszliśmy do wniosku, że Transalpina jest dla amatorów.  o może jest najwyżej położoną drogą w Rumunia, ale uwierzcie mi, jak szukacie adrenaliny, to polecam drogi Albanii. Asfalt równy, ale to zakręt wciska się w zakręt.

Dojechaliśmy do Gjirokastra i tam zaczęły się schody. Znaczy schody w motocyklowym ujęciu., Podjazdy i zjazdy tak ostre, że ledwo na jedynce dało się podjechać. A to jeszcze nie było najgorsze. W pewnym momencie nawigacja pokierowała nas na starówkę. Starówkę w ujęciu miasta na górzystym wybrzeżu. Musieliśmy zjechać w dół po kamieniach, a samo skrzyżowanie miało taki profil, że zastanawiałem się, czy Krzysiek nie wywali się na bok, ba czy nie zacznie po prostu spadać. Zjazd, to było przypomnienie sobie wszystkich świętych. Każdego wyznania.

Za to samo miasto całkiem ładne. Gdzieś Krzysiek wyczaił bunkier w skale i poszliśmy go zdobyć. Zdobycie to całkiem dobre słowo, bo droga była po górę, ledwo widoczna, zaś sam bunkier był wydrążony w skale. W Albanii widać minioną epokę na każdym kroku. Czasem bardzo zaskakującym.

Po tych mniej oczywistych atrakcjach zwiedziliśmy tutejszy zamek. Całkiem spory, oczywiście na górce. I teraz spróbujcie zwiedzać miasto, miasto na wzgórzu, w 27C, w stroju motocyklowym. Wyzwanie, a jakże. Daliśmy radę, bo nikt nam nie powiedział, że to nie ma sensu. Nikt.

I schłodzeni kawą z lodem wyruszyliśmy dalej. Ku Sarandzie. Droga, a jakże przez góry. Nasze maszyny zniosły top całkiem dzielnie,  choć my odczuliśmy trudy wachlowania biegami. Zjechaliśmy kilometr w dół, nad samo morze. I tu kolejny problem - gdzie zaparkować. Nie ma miejsca, a sezon jeszcze się na zaczął.

Stanęliśmy więc nad wybrzeżem przy knajpie. A że to już pora obiadowa była, to coś weszło na ruszt. Niestety nic lokalne, a międzynarodowa pizza. Oczywiście, aby posiłek z=smakował lepiej, to trzeba było go uczcić drobną naprawą. Tym razem była to sprężyna dźwigni startera w Velo. Mała rzecz, a jakże potrzebna.

I znowu w drogę, ku ostatnim atrakcjom, czyli wielkiemu bunkrowi na drodze do Vlora.

I kolejny raz Albania przebiła Rumunię. I nie chodzi tu o bądźmy szczerzy idiotyczne ograniczenia prędkości do 30 km/h, ba, nawet do 20km/h w szczerym polu, a o kuriozalne 5 km/h, gdzie nawet pieszy musi zwolnić by nie dostać mandatu.

No dobra, ograniczenia ograniczeniami, ale droga tak nas zmogła, że w pewnym, momencie zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie wrócić i wybrać innej. Alternatywy jednak nie było. Pozostało tylko jechać dalej. I to było w pewnym monecie niemożliwe, bo przy lokalnej budowie ciężarówki z kamieniami ciągnęły w górę tak wolno, że nawet na jedynce nie byliśmy w stanie jechać za nimi. I dlatego też padnięci, wkurzeni i po prosu zmęczeni odpuściliśmy sobie ten bunkier. Pojechaliśmy dołem, 6 kilometrowym tunelem wprost do Vlory.

Tuż przed nią zatrzymaliśmy się na mały serwis, bo od ciągłego wachlowania biegami u Krzyśka padła sprężyna od sprzęgła. Mały, szybki serwis z Wiesiem, a ja z Robertem skoczyliśmy na zakupy do pobliskiego sklepiku. I tu zaskoczenie, nie dość, że dało się zapłacić kartą, co jest cholernie trudne w Albanii, to jeszcze przywitało nas … polskie disco-polo. Szok. Wieś w zasadzie zabita dechami i ludzie słuchają naszej muzy.

Vlora poza dużym ruchem przywitała nas cudowną aleją palmową wzdłuż wybrzeża. Co prawda zdjęć nie mamy, ale możecie wybrać się tam sami, to tylko tydzień jazdy knedlem. Słowem całkiem blisko.

Nie zwiedzaliśmy Vlory, bo byliśmy zmęczeni i chciało nam się po prosu odpocząć. Pojechaliśmy dalej na zaplanowany nocleg. Tym razem to kemping, całkiem fajny z obsługą mówiącą nawet komunikatywnie (jak na potrzeby tego typu biznesu) po polsku. Zamiast namiotów daliśmy się namówić na domki. Zawsze to wygodniej.

Żadnego zdziwienia po naszej stronie nie było, czego nie można powiedzieć o obsłudze i gościach, gdy zobaczyli czym przyjechaliśmy. My zaś zdziwiliśmy się dwu krotnie. Raz, bo w domku obok nocuje francuska, Mileni, która przyjechała rowerem z Włoch, a dwa, bo kawałek dalej są Niemcy, którzy przyjechali W116 ambulansem przerobionym na karawan.

Taki kemping to zbiór ludzi z całej Europy, z Polski również, i nie mam tu na myśli tylko nas. My sobie rozmawialiśmy, a Wiesio, jak to Wiesio, nic nikomu nie mówiąc rozkręcił gaźnik, bo mu się przycina. Na szczęcie zorientowałem się w porę i uchwyciłem go podczas tej niecnej, ukrytej naprawy.

Trasa: 253km
Awarie:
Daniel - lusterka
Krzysiek - sprężyna startera ręcznego i sprężyna sprzęgła.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 23, 2026, 11:17:14
Hot news.

pierwsza awaria calkowicie unieruchamiajaca motocykl. Więcej szczegółów niebawem.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 23, 2026, 19:10:23
I oto dalsza część tej mrożącej krew w żyłach informacji. Robert, no bo kto inny, złapał kapcia 100 metrów od początku autostrady. Padła mu połowa kół, a dokładniej, ta tylna część, i tylko na dole.

Chłopaki dzielnie wymieniali w pocie czoła dętkę, a tymczasem Zarząd Klubu kilkanaście kilometrów dalej ...
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 23, 2026, 20:20:23
23 maja, sobota.

Pobudka o 5:30. No może nie koniecznie z własnej woli, ale cóż, życie bywa brutalne, a informacja gdzie jest kawa, jest najważniejsza każdego poranka. Tego też.

Spało się całkiem dobrze, pod dachem, zmęczeni górami i wieczornymi rozmowami. Kemping jeszcze spał, gdy my już szykowaliśmy się do wyjazdu. Kilka minut po 7:00 wyruszyliśmy.

Naszym celem było Durres. Tam chcieliśmy zwiedzić miasto i odpocząć przed Tiraną. Po drodze naszła nas chęć zatankować. Nie ma problemu z benzyną jako taką, stacji jest bardzo dużo, problemem jest zapłata - płatność kartami nie jest popularna, a nawet jak mają terminal płatniczy, to nie chcą przyjmować takich płatności.

Jest gorąco, odwodnienie to kwestia czasu. A że są już arbuzy, to łączymy przyjemne z pożytecznym. Posilenia, a w zasadzie nawodnieni i zatankowani wyruszyliśmy w kierunku Durres. I w drodze zastała nas ta mrożąca krew w żyłach wiadomość.

Złapaliśmy w sumie półtorej godziny nieplanowanego postoju. Z drugiej strony, mieliśmy sporo czasu na sprawdzenie co ciekawego jest w Durres. Jak policzyliśmy, to wyszło nam, że zobaczyć można, ale chyba lepiej będzie pojechać do Tirany. Tak uczyniliśmy.

Wjechaliśmy do stolicy, widać, że to miasto i jego przedmieścia to jeden wielki plac budowy. Znaleźliśmy nocleg, szybka kąpiel i zamawiamy taksówkę. Tu nie ma ani Bolta, ani Ubera. Zainstalowałem albańską aplikację. Jestem z siebie dumny, dałem rad e przedrzeć się przez menu aż do punku, gdzie dało się ustawić język na polski. I zadziałało, zamówiliśmy sobie taksówkę pod samą piramidę.

Dojechaliśmy tam, wdrapaliśmy się na górę, zrobiliśmy zdjęcia i zgłodnieliśmy. Szybka decyzja - coś albańskiego na obiad. Knajpka była u podnóża. Wybraliśmy "tave kosi", czyli zapiekankę z jagnięciny, zapiekaną w gęstym kremowym sosie z kwaśnego mleka z jajkami. Było całkiem dobre. Nieco dziwne, ale smaczne.

Najedzeni popatrzyliśmy na mapę i … w zasadzie to nie ma czego obejrzeć. Rozczarowanie. Tak, Tirana nas rozczarowała. Nas, bo nie jesteśmy zainteresowani życiem towarzyskim miasta, nas interesuj a zabytki, takie jak my.

Tirana to dziwne miasto, to krzyżówka starej warszawskiej Pragi, śląskich familoków i zapuszczonego PGRu. Nowe miesza się z siermiężnym komunizmem. I bunkry. Nawet w centrum jest ich kilka, w tym przeciwatomowy jeden albo i więcej. Ba, przy ulicy przy której nocujemy na dystansie 200 metrów znaleźliśmy ich osiem.

Po rozczarowującym zwiedzaniu Tirany zamówiliśmy taksówkę na powrót. Okazało się, że kierowca zawiózł nas o jedna przecznicę za blisko. W linii prostej za 300 metrów, a drogą … ponad 2 kilometry. Ale miało to swój urok, zobaczyliśmy tę słynną albańską biedę i wczesno kapitalistyczny luksus przez płot. Mieszanka zaprawdę u nas już niespotykana. I śmiecie, wszędzie w ogromnej ilości. A do dziś miałem wrażenie, że Albania jest czysta, tak, wszechobecne są te duże kosze na śmieci, stojące nawet przy drodze, ale śmieci nie było. No dobrze, w tych małych miejscowościach, nad wybrzeżem też. Stolica mnie rozczarowała. I nie tylko mnie. Czy chciałbym jeszcze raz zobaczyć Tiranę? No niestety nie, to nie mój klimat.

Trasa: 171km
Awarie:
Robert - kapeć w tylnym kole.





Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: cesik2006 w Maja 23, 2026, 21:22:35
Dzień bez awarii to dzień stracony:) Powodzenia:)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 24, 2026, 21:59:32
24 maja, niedziela.

Pobudka 5:30. A nie, łaskawcy dali mi pospać aż do 5:50. Zebraliśmy się sprawnie, wyprowadziliśmy dwa motocykle poza podwórko. Gdy kończyliśmy pakować się, zszedł gospodarz i uruchomił swojego mesia ML. Takiej fontanny z wydechu to jeszcze nie widziałem. A po przegazowaniu była poprawka. Okazało się, że jego syn, tak na oko 3 lata dzień wcześniej, nie pierwszy raz, zafundował autu lewatywę. Tego nie da rady odzobaczyć.

Bez żalu opuściliśmy Tiranę i autostradą obraliśmy kierunek na Szkodrę. Nigdy jak dotąd jazda prostą płaską autostradą nie sprawiła mi tyle radości. Po drodze było stanowisko archeologiczne, ledwo kilometr w bok. Postanowiliśmy zobaczyć to miejsce. Tu też wchodzi komercjalizacja. Tyle, że Albańczycy jeszcze muszą nauczyć się w turystykę. Parking na około 80 aut, jest 8:20, tylko my jesteśmy na parkingu, a parkingowy zwraca nam uwagę, byśmy podjechali do samego krawężnika i stanęli gęściej, bo zajmujemy za dużo miejsca. A jak już się ustawiliśmy, to okazało się, że wejścia jeszcze nie ma, bo ta atrakcja czynna od 9:00. I tyle było ze zwiedzania.

Pojechaliśmy dalej, do Kruda. Tam, a jakże, pod górkę. Wjechaliśmy tak daleko jak daliśmy radę, a później klasyczna wycieczka motocyklistów - w kompletnym stroju, no ok, poza kaskami. Obóz kondycyjny (Aniu, zgodnie z zamówieniem). Ruiny zamku były ciekawe, widoki przednie. Warto było wdrapać się tak wysoko.

I dalej w drogę, ku Szkodrze. Po drodze, przy odpoczynku doszliśmy do wniosku, że jest na tyle wcześnie, że może warto odpuścić sobie kolejny zamek i wycieczkę w Góry Przeklęte (bo jakoś gór mamy chwilowo dość) i pojechać do Czarnogóry. Pomysł został przyjęty przez aklamację i udaliśmy się na przejście graniczne. Niby osiem minut oczekiwania, a wyszło ponad pół godziny. I tam zaczepiło nas dwóch chłopaków, jak się okazało z Polski. Podróżowali autostopem przez Bałkany. Szacunek za pomysł, odwagę i realizację.

Potoczyliśmy się przez Bar, Satomore do Budva. Widoki przepiękne. Tego nie da się opisać, zdjęcia też nie oddadzą. Postanowiliśmy zatrzymać się gdzieś na kemping. I to jest problem. Hoteli, apartamentów w bród, a kempingów niestety brak. Pierwszy znaleziony pokonał nas podjazdem z głównej drogi. Znaleźliśmy kolejny, a dokładniej glamping kilka kilometrów dalej. W międzyczasie nieco już zmęczeni zatrzymaliśmy się na poboczu na kawę i małe co-nieco.

Stawiam motocykl na stopce centralnej, a on się nieco buja na boki - spadł seger i sworzeń nieco się wysunął. Naprawa siekierą. Tak, Jawę da radę naprawić również siekierą.

Krótka, szybka naprawa i w drogę. Po kilku kilometrach zjechaliśmy w stronę noclegu i znów, w gorę i w dół a drogi tak wąskie, że nie da rady wyminąć się osobówka z motocyklem, że o Velorexie nie wspomnę. A wypadało by, bo raz Krzysiek się zatrzymał, a kierowca z naprzeciwka tak blisko przejechał, że złożył mu lusterko.
W innym miejscu na skrzyżowaniu ledwo udało i się zatrzymać tuż za Krzyśkiem, tak była szybka akcja, gdy okazało się że nie damy radę minąć się. A Robert równie gwałtownie hamował by nie uderzyć we mnie. Tylko nie wiem dlaczego Wiesiek tego nie nagrał.

Jakoś minęliśmy się, ruszyliśmy a chłopaków nie. Zatrzymałem się, czekam, czekam i nic. Zawracam, raptem ze 300 metrów i co mi się ukazuje zza zakrętu? Chłopaki w ferworze walki. Z linką sprzęgła. No oczywiście, że u Roberta. Raczej nie powinniście być zdziwieni.

I dojechaliśmy niemal na kemping. Pozostał ostatni podjazd. Oczywiście stromo pod górę. Mapa pokazuje jeszcze 100 metrów. Ruszam pierwszy, po 20m droga się rozwidla, mapa pokazuje w prawo, jeszcze ostrzej pod górę, a na lewo jest jakiś parking. Chwila zawahania, obroty spadają, zatrzymuję się. A w zasadzie zaczynam staczać się w dół. Nie jestem w stanie nacisnąć tylnego hamulca, bo obie nogi już na ziemi, a przedni w tym wypadku niewiele daje. Składa mi się przyczepa i dopiero tak zablokowany jestem w stanie przestać się staczać. A w tym czasie słyszę ryk silnika, to Krzysiek, nie widząc mnie za zakrętem zaczyna atakować podjazd. No zdziwił się bardzo widząc origami z Jawy i PAVika. Okazało się, że ten parking to do kempingu, a mapy nieco przekłamują jego położenie.

Przywitał nas bardzo fajny gospodarz. Szybko dogadaliśmy się i dostaliśmy na ukojenie nerwów lokalną księżycówkę oraz podzielił się z nami swoją kolacją. To była wieprzowina w warzywami w formie zupy. Całkiem smaczne.

Później rozpakowanie i wycieczka nad zatokę. Brzeg skalisty a woda przezierna na ponad 2 metry, nieco jeżowców, ale i tak z kapciach weszliśmy wymoczyć się nieco.  Kąpiel była i odprężająca, a jednak i męcząca. Później jeszcze spacer na piwo do wioski po drugiej stronie poprzedzony konsumpcją owoców morwy czarnej. Były wi eksze niż u nas i bardzo słodkie, pomimo, że znakomita ich większość nie była jeszcze dojrzała.

Trasa: 256km
Awarie:
Daniel - wysunięty sworzeń centralki
Krzysiek - cykliczne gubione ładowanie
Robert - zerwana linka sprzęgła

Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: janosikmz19822 w Maja 25, 2026, 16:34:43
Muszę do kompa siąść i przeczytać całość na komórce słabo oglądanie idzie a materiał bardzo fajny  :).
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: elkinio w Maja 25, 2026, 18:42:07
Z tym ładowaniem to Xaff demonizuje bo to wtyczka nie kontaktuje  :)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 25, 2026, 19:29:42
Ja? A kto zatrzymał się przed światłami, rozłożył ręce i dalej pchał Velo? A komu kierunkowskazy pracują w trybie BMW, czyli wcale?


Fakt, pogmerasz w kabelkach i działa. Na trochę.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 25, 2026, 19:32:53

26 maja, poniedziałek.

Pobudka o normalnej, urlopowej porze, czyli o 6:00. Wieczorem zasypialiśmy przy odgłosach lokalnego ptactwa. Tylko jakoś tak dziwnie znajomo ćwierkało w tonacji hau-hau. Nie wiem, nie znam się. Zasnąłem. To chyba kwestia zmęczenia. Rano sprawne pakowanie, standardowe omówienie dnia i już po godzinie z małym okładem w drogę. Tym razem postanowiliśmy pojechać wprost do Dubrownika.

Jest koniec maja, ponoć nie ma tu jeszcze wielu turystów. Ja sobie nie wyobrażam jak tu jest w sezonie. Gwarno, tłoczno i gorąco. I nie ma możliwości wybrania dwóch z trzech. Komplet był dostępny już dziś.

Ponieważ przyjechaliśmy motocyklami, to znaleźliśmy miejsce raz, że bezpłatne, a dwa, pod samymi murami starówki. Porzuciliśmy stroje motocyklowe i jak rasowi turyści poszliśmy na zamek w koszulkach i krótkich spodenkach. To był doskonały wybór.

Polecam, pomimo kosztów, wycieczkę po murach Dubrownika. Widoki na całe miasto przepiękne, a jeszcze ładniejsze na morze. Można stać i patrzeć. I ewentualnie przejść kawałek i pod innym kątem oglądać jeszcze raz to samo. I jeszcze raz, i jeszcze raz. Warto jednak delikatnie ostrzec, że to atrakcja raczej nie dla ludzi z lękiem wysokości.

Po Dubrowniku postanowiliśmy pojechać dalej, w kierunku Ston. I tu kolejne mury do wdrapania. Tym razem odpuściliśmy, bo pocenie się w ponad 30C na otwartej przestrzeni to raczej nie jest dobry pomysł. Czasem nawet nam trafiają się przebłyski zdrowego rozsądku. Trudno, nikt nie jest doskonały w szaleństwie.

Pokręciliśmy się po 3 tutejszych ulicach i podjęliśmy decyzję - nocujemy w okolicy. Tu praktycznie nie ma kempingów, dlatego też wynajęliśmy pokój i wczesnym popołudniem zakończyliśmy jazdę.

Oczywiście dzień się jeszcze nie skończył i po wycieczce na obiad, w planach kolejna, na pomoczenie się w wodzie.


Trasa: 174km
Awarie: hmm, brak.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: cesik2006 w Maja 25, 2026, 20:38:01
Dzień bez awarii to dzień stracony:)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 26, 2026, 19:52:12

26 maja, wtorek.

Pobudka, jak to w wakacje, o 5:00. Śniadanie, pakowanie i w drogę. Cel: Split. Oczywiście nie tak od razu, najpierw Makarska. Oczywiście z braku atrakcji dla nas pominięta w z wielką gracją. Dalej Omiś, Tu zatrzymaliśmy się na trochę.

Tam spędziliśmy trochę czasu. W zasadzie z dwóch powodów - po pierwsze, bo to fajne miasto, a po drugie, że nocleg w pobliskim Split mieliśmy dopiero od 14:00. Połaziliśmy po starówce, oczywiście porobiliśmy nieco zdjęć. Dalej mając jeszcze nieco czasu podjechaliśmy do Salona (Solin) na ruiny amfiteatru.

Ta wycieczka po ruinach kompleksu miejskiego z 5 wieku była fascynująca. Co prawda w stroju motocyklowym w prawie 30C nie było to łatwe, ale w sumie przyjemne, dla oczu i wyobraźni.

I tym sposobem pozostało nam około 20km do Split. Jazda w korku w pełnym stroju, w korku z potem zalewającym oczy to jest niezły wyczyn. I do tego udało nam się nie pogubić w gęstym ruchu. A jeszcze większy wyczynem było znalezienie miejsca do zaparkowania. Przed sezonem, aż nie chcę myśleć co tu jest w sezonie.

Wbiliśmy na kwaterę, prysznic w zimnej wodzie, lekkie ciuchy i w miasto. Split to kawał historii, miasto pełne zaułków, historycznych budowli i jednak sporej dawki współczesności. Widać, że nastawione na turystykę. Pochodziliśmy prawie dwie godziny i zmęczeni wróciliśmy na wieczorną sjestę. W planach wycieczka jak upał nieco odpuści.

Swoją drogą, to jesteśmy już tak zmęczeni przebytymi kilometrami, upałem i atrakcjami, że coraz większym wyzwaniem jest przejechanie po względnie płaskiej drodzy i tych niespełna 200 km. Chyba czas wracać do domu. Znaczy Robert od Arad w Rumunii już wraca. Pora byśmy dołączyli do niego.


Trasa: 188km
Awarie: brak, bo ileż można.

Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 27, 2026, 20:26:43

27 maja, środa.

Chorwacja też. Tak, Chorwacja również zafundowała nam deszcz a nawet burzę. Co prawda zdążyliśmy zjechać na nocleg, lecz nie udało nam się zabrać rzeczy z motocykli bez zmoczenia.

Cofnijmy się jednak o kilkanaście godzin. Jest 5:00, Split, wstajemy. Szybkie śniadania, jak zwykle zresztą, pakowanie i o 6:00 wyjazd. Miasto jeszcze śpi. Musimy przejechać  przez centrum - udaje się to bez najmniejszego problemu. Pierwsze korki, i to w przeciwną stronę, są na przedmieściach. Jest końcówka maja, a już rano nie było czym oddychać. Gdy opuszczaliśmy Split, temperatura sięgnęła 25C. O 6:00 rano!. A później było tylko cieplej. Około 14:00 prognozy podawały 33C (odczuwalna 38C). Dobrze, że nas tam już nie było.

Naszym celem jest tylko jedna atrakcja- opuszczona baza lotnicza w Zeljava. Wybieramy boczne drogi - autostrady nie są dla nas. Po pierwsze nie urwiemy czasu, a po drugie, nie ma już takich podjazdów, by autostrada je łagodziła.

Toczymy się swoim tempem, czasem zjeżdżając na bok, by przepuścić tych, co w swoim mniemaniu "wloką się", a w naszym po prostu jadą za nami. Czasem to też po prostu przerwa, bywa, że na kawę.

Odbijamy z głównej trasy w prawo na Zeljavę. Wita nas tablica z nazwą miejscowości. Nie wypada, bo to jednak znak drogowy, pozostawiamy klubową wlepkę.
Dwa, czy trzy kilometry dalej, oczom naszym okazał się słynny wlepkowy DC-3 (Douglas C-47 Dakota). To obowiązkowy punkt każdego szanującego się motocyklisty, który jest w tej okolicy. Zrobiliśmy kilka zdjęć, pozostawiliśmy i nasz ślad na tej żywej legendzie. Drugą częścią, równie atrakcyjną jest zwiedzanie, a jakże, motocyklem hangarów. To wydrążone w skale miejsca postojowe dla jugosłowiańskich odrzutowców. Przeszedłem się kilkaset metrów wewnątrz góry i ich końca nie było widać. Wszystkie pomieszczenie bardzo wysokie, tak na oko ponad 10 metrów. Po wyjściu weryfikacja tego co zobaczyłem z internetem. Nic dziwnego, że końca nie było widać - to ponad 3500m wykutych w skale hangarów. Wysokość również dobrze oszacowałem - 8 do 12 metrów.
Na koniec małe zerknięcie na dwa pasy startowe - jeden już zarasta trawą, a drugi wygląda całkiem porządnie. Nie wjechaliśmy na nie, postanowiliśmy pojechać dalej.

Jesteśmy już zmęczeni, odczuwamy przebyte kilometry i bądźmy szczerzy włączył się już tryb "do domu".

Plan mamy ogólny, bardzo. A tym samym podlega ciągłym zmianom. I tymże sposobem na koniec dnia wylądowaliśmy w Zagrzebiu, choć mieliśmy go ominąć.

Trasa: 383km
Awarie: brak
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: andree w Maja 28, 2026, 17:17:36
Tylko pogratulować panowie, nie lada wyczyn  8)
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 28, 2026, 23:16:11

28 maja, czwartek.

Toczymy się wytyczonym rytmem. Pobudka o 5:00, wyjazd o 6:00. Tym, razem do pokonania był Zagrzeb, a zatem miasto stołeczne. Spodziewaliśmy się stołecznych korków, te były jak dotychczas, czyli na przedmieściach.

I to mogłaby być najkrótsza notka, no bo o czym pisać? Jedziemy, jedziemy, jedziemy. I byłaby nudna. A jednak …

Pierwszy był Krzysiek. U naszych braci od szabelki urwał mocowanie filtra powietrza. W zasadzie to dałoby się pojechać i bez filtra, na skarpetce, no ale od czego są trytytki? Pierwsza wersja prowizorki już na etapie prototypowania ujawniła błędy konstrukcyjne. Druga wersja, "ekologiczna", czyli z zastosowaniem patyków poległa na zabezpieczeniu p.poż. Kolejna wersja utrzymała się technologicznie i praktycznie. I to ona zwyciężyła w tym szybkim konkursie prowizorek.

Dalej, nieco z innej bajki - w Austrii, tuż przed granicą ze Słowacją, spotkaliśmy starszego Włocha, który rowerem podróżował z Wenecji do Krakowa. Zatrzymał się obok nas, bo … przebił dętkę. Drugi raz tego dnia. Pogadaliśmy z nim na migi, bo my z włoskiego to nic, a on z każdego innego języka podobnie. Poczęstowaliśmy go kawą i pożyczyliśmy sobie szerokiej drogi.

Ponieważ jedynym stałym elementem naszych planów podróży jest ich zmienność, wylądowaliśmy w pewnym momencie około 90km od Jiri. Wstępnie rozmawialiśmy o kolejnym dniu i kawie, a wyszło jak wyszło. Szkoda. Może następnym razem szczęście nam dopisze.

Ale ni dziś - dętka u Roberta złapała włoski katar - zrobiła pffff. Całe szczęście, że w przyczepie miałem zapasową i nie trzeba było jej kleić, a jedynie wymienić. Klejenie jednak było. Opony. No kto rozsądny klei oponę w zestawie dętkowym? Z braku rozsądnych ludzi w tej wycieczce, myśmy to zrobili.

I na sam koniec nieco się pochwalimy. Chyba nikt z czytających nie był knedlem w 6 krajach w ciągu jednego dnia? A my tak: Chorwacja, Słowenia, Węgry, Austria, Słowacja, Czechy. I gdyby Robert zechciał używać 4 biegu, to byśmy jeszcze Polskę dołożyli. I ciekawostka druga - kto był krócej niż my w jednym z tych miejsc? W Słowenii byliśmy niecały kwadrans, przejazdem, ale byliśmy.

Trasa:570km
Awarie:
Krzysiek - urwane mocowanie filtra powietrza
Robert - przebita dętka

Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Maja 31, 2026, 23:05:37

29 maja, piątek.


Kończymy naszą podróż. Dziś ostatni etap - kawałek wspólnej podróży a potem tak jak zjechaliśmy się, tak i rozjedziemy. Robert z Wiesiem zaatakują bardziej na lewo, ja z Krzyśkiem bardziej na prawo.


Tradycji jednakże stać się musi zadość - wstajemy o 5:00. I szok. Wczoraj o tej porze było ponad 23C, a teraz równiutkie 20C mniej. Słowem zimno. Jaki początek, taki koniec. Na szczęście nie pada i to jest duży plus. Zakładamy na siebie cieplejsze rzeczy, zmiana rękawiczek i w drogę. Ja mam najmniej, bo lekko ponad 430km. Nieco dalej ma Krzysiek. Robertowi wylosowało się najtrudniejsze, ma o ponad 100km więcej. Ruszamy. Jest zimno, słońce czasem świeci prosto w oczy. Ale dziś to jakby wcale nie przeszkadzało. Wybraliśmy autostradę, tak będzie szybciej i wygodniej, tym bardziej że w planach nie ma do zwiedzania już nic, aczkolwiek ...


Benzyny mamy na tyle, by z zapasem dojechać do Polski. I tak robimy. Tankujemy na stacji już w Polsce. Cena za litr wciąż bardzo miła. W okolicach Piotrkowa Trybunalskiego rozstajemy się, chłopaki pojechali dalej A1, my skręciliśmy na S8.


Po kilkudziesięciu kilometrach krótka przerwa na dotankowanie Velorexa. I tu właśnie, na stacji w Czerniewicach dopadło nas "aczkolwiek" - wielokrotnie przejeżdżałem obok tej stacji i za każdym razem, jak ominąłem już wjazd, to uświadamiałem siebie, że chciałem obejrzeć stojące tam w gablotach pojazdy z czasów PRL. A jest co oglądać, bo i Mikrusa i Syrenki, Polonezy, Fiaty, Trabanty z Wartburgami, a nawet Wołgi stoją. Słowem uczta dla oczu.


Po chwili postoju (i kawie) ruszyłem z Krzyśkiem w dalszą drogę. Udało nam się wjechać do Warszawy przed piątkowym szczytem, co nie oznacza, że nie staliśmy w korku. Na szczęście Warszawa nie pokazała jeszcze co potrafi.


Kolejno  meldowaliśmy się w domach. Już bez dodatkowych przygód. W odróżnieniu od zeszłego roku, gdy było zimno i mokro na dalekiej północy, w tym roku było zimno i mokro na południu. No dobra, nad Adriatykiem przejściowo, co tylko potwierdza to spostrzeżenie.


Trasa: 430-540km
Łącznie: 4820-5060
Awarie: nic spektakularnego - atakowanie wiertarką skrzyni biegów, połowienie silnika czy używanie siekiery do naprawy elementów zawieszenia nie robią już na nas większego wrażenia. Jazda ponad 4000km bez 4 biegu, bez ładowania, urywanie się fragmentów osprzętu, cykliczna wymiana dętek. Nuuuda. To są knedle, i tak pojadą dalej, dowiozą nas do celu. Jakieś wątpliwości?

Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Artur w Czerwca 01, 2026, 07:43:42
Gratulacje! Wspaniała przygoda!
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: waldip w Czerwca 01, 2026, 07:59:19
Szacun Panowie macie cojones.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Jacek64 w Czerwca 01, 2026, 08:14:04
 ;D  Szacunek Panowie , najważniejsze że wróciliście z Tarczą a nie na Tarczy  ;D  .
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: elkinio w Czerwca 01, 2026, 09:23:40
Miało nie być górek ... no i w sumie nie było bo były GÓRY  :P  jazda po płaskiej autostradzie nagle zrobiła się fajną atrakcją  :D .  Inny świat, inni ludzie, inna mentalność, niesamowite widoki, niesamowita przyroda, zabytki i .......... niesamowita przygoda. Po tych górach w Albanii, Grecji i Czarnogórze to niech się schowają Transalpina i Transfogarska.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Pawand w Czerwca 02, 2026, 09:28:54
Gratulacje dla wszystkich. Piękna przygoda
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: sancho w Czerwca 03, 2026, 05:51:59
Gratulacje chłopaki, piękna wyprawa.Xaff wielkie dzięki za relację.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: xaff w Czerwca 03, 2026, 21:28:44
Dzięki dla wszystkich za uznanie mego pożal się talentu literackiego. A nie kryję, czasem było ciężko - chłopaki już balowali z Morfeuszem, a ja jeszcze szwędałem po meandrach prozy
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Czmielu w Czerwca 03, 2026, 22:15:13
Gratulacje chłopaki, macie "wielkie jaja"
Niech to będzie przykład dla wszystkich, że jeśli się tylko chce to można.
Tytuł: Odp: Albania 2026
Wiadomość wysłana przez: Jacek_L w Czerwca 03, 2026, 22:26:08
Gratulacje dla wszystkich uczestników i dzięki za wspaniałą relację!