Silnik już jest rozebrany w drobny mak. Gdyby nie to łożysko igiełkowe to śmiało mógłby jeździć dalej bo cały dół jest w doskonałym stanie. Tylko na stopach korbowodów są wyczuwalne luzy, więc chyba wał pojedzie do Poznania. Zachowały się nawet oznaczenia z pomarańczowej farby na korbowodach
Cylindry nominalne, ale trzeba zrobić szlif.
Skrzynia wręcz idealna, oba wodziki odlewane.
Wygląda na to że jestem pierwszą osobą która rozebrała ten silnik od nowości. Był złożony na taki śmieszny przezroczysty silikon. Pod cylindrami były bardzo cienkie uszczelki z brązowego papieru, nie jedna cała, tylko osobna dla prawego i lewego gara.
Ciekawi mnie dlaczego ten silnik nie ma numeru? Jest tylko nierówno nabity jakiś dziwny numer na prawym karterze na łączeniu z pokrywą alternatora. Klocek i oba kartery mają numer 1.
Znalazłem też wadę fabryczną, w czole wału nie ma kołeczka ustalającego położenie labiryntu wewnątrz czoła. Nie ma po nim wogóle śladu, otworu itp. Zapomnieli dorobić?
