Jedna baba przyprowadziła mi do naprawy Fiata 126p Bis. Problem polega na tym że kaszlak jeździ i pali normalnie, ale czasami ni z gruchy ni z pietruchy gaśnie i dalej nie pojedzie. Dopiero jak postoi dłużej to odpali. Zmagania z tym sprzętem trwają już jakiś czas. Pakiet startowy mam już za sobą, czyli:
-ustawiłem zawory
-przejrzałem cały zapłon, wyczyściłem dokładnie przerywacz (nowy nie do dostania), podmieniałem cewkę, wyregulowałem wyprzedzenie i przerwę zgodnie z instrukcją, założyłem nowy kondensator
-wyczyściłem cały gaźnik i sprawdziłem poziom paliwa, zaworek iglicowy jest ok.
-wymieniłem świece i przewody WN
-sprawdziłem ładowanie
-wywaliłem tymczasowo moduł GL-100A i przerobiłem zapłon na tradycyjny
-ruszałem wszystkimi kablami, stacyjką i nic to nie zmienia
-sprawdzałem pompkę paliwa, daje książkowe 0,3 bara, a paliwo leci przelewem jak wściekłe.
Skończyły mi się już pomysły co z nim jest nie tak. Zrobiłem nim kilkadziesiąt kilometrów i nic się nie działo, a właścicielka jak gdzieś pojedzie to prawie zawsze jest ten problem.
Wygląda to tak że odpali na zimno, pojedzie kilkanaście km, zgasi, przychodzi za 15 minut, znowu odpali, ujedzie 200m i zdycha.
Silnik ma moc, tylko słychać dość głośny klekot spod pokrywy zaworów. Ale odkąd pamiętam zawsze tak chodził i nic się nie działo.