¯eby nie śmiecić na forum, wyżalę się w tym temacie

Otóż nie zdałem egzaminu. Z placu nawet nie wyjechałem, nawet nie ruszyłem z miejsca. Nie pokazałem sygnału d¼więkowego - nie trąbnąłem poprostu. Byłem zdania, że jak ktoś umie je¼dzić to zda egzamin. Albo się myliłem, albo ja nie umiem je¼dzić... To nic, że ponad 20kkm zrobiłem simsonem w naprawdę różnych warunkach, nic, że ćwiczyłem przez te ostatnie lata techniki prowadzenia, hamowania, panowania nad maszyną w uślizgach i takie tam pierdoły. W sumie to je¼dzić nie umiem tak szczerze mówiąc, ale żeby zdać egzamin wystarczy umieć jakoś ruszyć, jakoś zahamować, jakoś skręcić i tyle. To potrafię bardzo dobrze, bo każdy głąb potrafi je¼dzić "jakoś", ale je¼dzić dobrze to już jest sztuka. Po mojemu egzamin jest po to, żeby zweryfikować, czy kierujący posiada podstawowe umiejętności aby poruszać się po drogach publicznych. Rola egzaminatora jest bardzo poważna i nie może pozwolić aby dać prawo jazdy człowiekowi, który by stwarzał zagrożenie na drogach. Ale żeby nie dopuszczać do ruchu drogowego kogoś, komu nie daje się szansy wykazać, bo zapomniał trąbnąć? Tu na moje oko wychodzi buractwo i złodziejstwo ośrodka/egzaminatora. Ludzie co zdawali ze mną miotali się z tą gn-ką, na lekkim łuku zwalniali, bo się bali, że się przewrócą, 8-mkę robili na 2-ce, bo im jedynka za bardzo szarpie. Hamowanie awaryjne było u nich z 30km/h, a może nawet mniej i hamowali tylko tyłem, czyli hamowanie prawie zerowe - jakoś je¼dzili, pokazali sygnał d¼więkowy i mają prawko. Nic do ich nie mam, bo tyle wystarczy na początek. Wcale nie jest mi smutno, z powodu, że nie zdałem egzaminu. Ja wiem co ja potrafię i czego nie. 8-mkę robie trzymając kiere jedną ręką, obroty moga być ustawione, że na luzie silnik będzie gasł, a i tak płynnie przejadę 8-mkę bez szarpania i na luzie. Ona jest taka wielka, że można się w niej mieścić czymś znacznie większym od gn-ki. O slalomie i ruszeniu pod górkę nie mówię, bo szkoda słów. Rozumiem, żeby trudność jakaś była i pachołki były rozmieszczone co 1m, a tyle co jest to można samochodem objechać ten slalom. Po egzaminie (lol) spytał się mnie, czy chcę poje¼dzić po placu jak na egzaminie, bo mogę się przymierzyć do tego. Powiedziałem, że nie ma sensu, skoro już egzamin mam do tyłu. To był błąd, teraz żałuję. Powinienem specjalnie mu wydłużyć czas pracy i pokazać że oblał kolesia co rzeczywiście w miare dobrze panuje nad tą gn-ką. A bym mu dał wtedy, z piskiem bym ruszył, dał na koło, 8-mke bym przeleciał szlifując podnóżki, z jedną tak powolutku, że prawie w miejscu na sprzęgle, pod górkę z minimalnych obrotów, hamowanie awaryjne tak z 80-ciu km/h i blokiem obu kół, krótko mówiąc - nie cackałbym się, a co! I bym powiedział co myślę o tych durnych zasadach egzaminowania, ale tak kulturalnie, żeby mu się łyso zrobiło, o. Tyle, że nie wpadłem na to, bo ja za spokojny jestem i nieporywczy zupełnie to dopiero po czasie oprzytomniałem. Tylko szkoda trochę tych 140-tu zł :-/
Aha, to był ten sam egzaminator, co mnie próbował 2 miesiące temu chamsko, bardzo chamsko, kłamiąc w żywe oczy 2 razy w tym samym jednym miejscu oblać na egzaminie kat.B. Wtedy jak opowiadałem (bez bajerowania, bo nie lubie koloryzować) znajomym jak chciał to zrobić to wszyscy mówili, że jakiś szurnięty koleś i w ogóle nienormalny i nieludzki. Ja go wtedy przed wszystkimi broniłem, bo rozumiałem jego zachowanie myśląc, że chce mnie sprawdzić (bo przecież to taka odpowiedzialna praca) i sprawdzić jak reaguję pod silną presją, bo przecież na drogach różne sytuacje są. Myślałem, że chciał sprawdzić czy złamię przepis jak ktoś mnie podpuści, bo rzetelnie wykonywał swoją pracę i ma swoje metody poprostu. Szanowałem go wtedy mimo wszystko. Nie dałem się złamać i egzamin zdałem. Ale tutaj zwykłe zapomnięcie o sygnale d¼więkowym podczas prezentacji (a przecież umiem używać sygnału d¼więkowego) nijak nie ma się do bezpieczeñstwa w ruchu drogowym. Teraz wiem, że to zwykły burak i zwyczajnie chciał se kase trzepnąć w kilka minut bo mu się nie chce stać i marznąć <furious>