Rąbnę OffTopa. Może mnie Tatko nie odstrzeli.
To zdjęcie Twojego dziadka Elkinio, i ta opowieść o trasach przemierzanych przez twego dziadka skłoniła mnie do pewnych przemyśleń.
Popatrzcie. Cieplice-Warszawa. Dzisiejszymi drogami to 470 km i jakieś 5,5 godziny jazdy. Jazdy z prędkością nie raz "dużą".
W dzisiejszych czasach bierzemy np. TS i lecimy. Około 6-6,5 godziny i jesteśmy. Trasa na zasadzie albo my gonimy i coś wyprzedzimy,albo nas wyprzedzają (nieraz prawie spychając z drogi bo przecież wleczemy się tylko stówką). Walka z tirami itp.
Druga strona medalu. Jak się powie jakiemuś "motocykliście" że jedziesz tą trasę Jawą , to najpierw się popluje ze śmiechu,potem popuka w czoło. Koniec końcem i tak nie uwierzy że Jawa dojechała i wróciła bez awarii , w jednym kawałku. Bo przecież do takiej trasy to musi być moto max 5 lat stare i 200KM pod dupą (bo mniej to nie jedzie). Tylko przepalony bezpiecznik już jest ścianą nie do przeskoczenia. Serwis,ratunku ,bo się zepsuło.
A teraz Pan Bender powiedzmy w 1950 roku, siada na DKW (model nie ustalony-jeszcze) i wyrusza w tą samą trasę. Nie jedzie po autostradach,eskach. Jedzie przez mieścinki,wioski. Motocykl z mocą + - 15KM. Drogi nie rzadko z bruku. Motocykl na zawieszeniu raczej symbolicznym i można było? Motocykl jak odmówił posłuszeństwa to trzeba było marynarkę odwiesić na gałęzi jabłonki rosnącej przy drodze i naprawić. A jak nie naprawić to zrobić tak by się dojechało do najbliższego miejsca z pomocą (czytaj kowala w najbliższej wiosce).
Sam smak motocyklizmu.
Nasuwa się pytanie. Do kąt tak k.... gonimy?
Nie chodzi o to byśmy wszyscy zostawili nowoczesną technikę i siedli na zabytki. Przed nowinkami nie uciekniemy. Tylko jaki sobie sami wyszykowaliśmy wyścig szczurów. Szybciej,szybciej ,a gdzie piękno tych kilku lat naszego życia?