Raz mnie rozbroioło jak jechałem jawą wieczorem, za mna siedział Batman. jedziemy, przed nami kiblostihl a przed nim skrzyzowanie. koleś właczył prawy kierunek, zwolnił, jedziemy za nim. wyłączył kierunkowskaz i zatrzymał się na środku skrzyzowania (dosłownie) rozglądajac sie na wszystkie strony. po kilku sekundach stania za nim właczyłem jedynke i z rykiem przelecielismy obok niego na jednym kole. 100m dalej zsiedliśmy z motoru, bo dojechaliśmy pod dom batmana, a dzieciak na skuterze schował sie ze skuterem gdzieś pomiedzy domami. potem jak stalismy przy bramie koło jawy i gadaliśmy, wysunął sie gdzieś z bocznej uliczki, stał i sie rozglądał. nie wiem, może sie bał? wyjechać na ulice? moze doznał jakiegoś szoku?
druga akcja to była jak jechałem samochodem, a przede mną jechało dwóch dzieciaków na odkurzaczu. ten co kierował ledwo dosiegał nogami do półek, drugi siedział okrakiem i trzymał nogi w powietrzu bo nie dosięgał nogami do podnóżek. oba bez kasku. i wężykiem przede mną jadą. jechałem tak wkurwiony przez kilometr, bo jak by sie wywalili to bym miał przez to jakieś problemy.
trzecia, to taka, ze jedzie dwoje ludzi w nocy na skuterze na wąskiej aswaltorej drodze, a skuterek na długich. pizga po oczach, ze z samochodu nie moge nic zobaczyć.... no to 100m przed nim mrugnąłem mu długimi, nie zmienił na krótkie (jeśli ten skuter wogóle miał krótkie), a 50 metrów przed nim włączyłem mu długie i miałem go w dupie.
pomine opowieści i odkurzaczowcach, którzy potuningowali swoje pojazdy neonami od spodu. i o takich, którzy uważaja sie za prawdziwych motocyklistów mając 17lat i skuteraz noname za 3000 z salonu.
i jak tu sie dziwić, ze wstepuje we mnie agresja jak widze skuter?
pozdrawiam.