Dziś,a właściwie już wczoraj wybrałem się wraz z ekipa na małe szwędanie.
Trasa planowana na 150km. Z pełnym bakiem i sprawnym (jeszcze)moto ruszyłem.
Zanim wyjechaliśmy z Łodzi po lekkim przegonieniu Jawa zaczęła okrutnie kopcić z lewego gara. Z początku myślałem,że nareszcie przepala się maksymalnie zasyfiony wydech.
Gdy po kilku kilometrach zobaczyłem zalany olejem silnik juz wiedziałem,że to nie to
W międzyczasie padł prędkościomierz, przestał nabijać kilometry...
Z raz obranej drogi nie zawracam tak więc zająłem jako okrutnie kopcący ostatnie miejsce w kolumnie

Zaslona dymna gdy przegazowałem była gęsta
Z dużym prawdopodobieństwem padł simmering na wale od strony sprzęgła. Po drodze kupiłem olej do skrzyni który dolewałem po drodze. Ubywał w tempie ekspresowym
Kopcąć jak stary parowóz udalo mi się wrócić do domu. Sukces, ale nieco grzebania na mnie czeka. Skrzynia i sprzęgło ocalały
Jakiś cud,że cały czas pracowała równo na 2 garach. Może jest w tym zasługa zapłonu kolegi Groma. Sądze,ze dzięki temu,że dawał dobry impuls na cewki świece uniknęły śmierci przez zalanie olejem.
Urwaną linkę sprzegła wspomnę tylko dla zasady. Potrafie dobrze jeździć też tylko na pólautomacie wiec nawet mnie to nie zirytowalo za mocno
W tygodniu musze usunać usterki a Jawa za powrot do domu na wlasnym napędzie dostala buziaka w bak
CBX ktorym jechała moja przyjaciółka poza dolaniem oleju nie wymagał większych interwencji.