Witam wszystkich forumowiczów.
Moja przygoda z Czeską marką zaczęła się jeszcze w szkole podstawowej kiedy to dziadek sprawił Mi swoją JAWĘ 50 skuter. Jako młodzieniec rządny wrażeń Jawka dostała " po dupie". Jest ona zarejestrowana i opłacona ale leży rozebrana w kilku kartonach. Z racji tego, że mój dziadek używał jej jako podstawowego środka transportu posiada ona chyba już trzeci silnik. Z jego opowiadań wiem, że potrafił codziennie dojeżdżać do pracy po 100km.
Skończyła się szkoła podstawowa więc trzeba było wybrać szkołę średnią. Jako że w Jawce zawsze coś się potrafiło popsuć stwierdziłem, że można wybrać kierunek mechanik. Egazminy wstępne do szkoły poszły mi całkiem nieźle, więc Rodzice postanowili sprawić mi motor "pełną gębą". Wybór padł na JAWA/CZ 350. Ładna czarna z przodu owiewka, z tyłu kufer i oparcie dla pasażera. To było coś. Przesiadka z Jawy 50 na 350 skutkowała kilkoma wywrotkami ale nic groźnego się nie stało się motocyklowi ani mnie. Mankamentem jaki miała to przerywanie silnika. Jako że laik był ze mnie w sprawie regulacji zapłonu, a wymiany świec nic nie pomogły, więc tak jeździłem.
No i rodzice postanowili się przeprowadzić z miasta na wieś. Dla mnie była to dobra wiadomość gdyż na naszym osiedlu coraz częściej pojawiała sie Policja i trzeba było się kryć z jazdą.
W nowej miejscowości zaprzyjaźniłem z mechanikiem. Jako że chodziłem do samochodówki to trzeba było mieć jakieś praktyki. No i kiedyś opowiedziałem mu jaki mam problem z przerywaniem zapłonu. Stwierdził że może zerknąć co z nią jest nie tak. No i znalazł. Okazało się że instalacja od zapłonu jest pomieszana. MOJA JAWA OŻYŁA. Nie miałem pojęcia że ten motocykl posiada taką moc.
No i troszke sobie nią pojeździłem. Kiedy znajomego udało mi sie namówić na pomalowanie stwierdził żebym ją rozebrał i przygotował, a on ją pryśnie. wszystka było cacy. Przedni i tylny błotnik biały, boczki tak samo , za to na baku piękna ciemna zieleń - chyba kolor audi B4, do tego miedziany brokat. Po złożeniu motorek ślicznie się prezentował. jednak problem pojawił się przy próbie odpalenia. Motor umarł. Strzelił w gaźnik i sie zapalił. Na szceście koło garażu stał samochód i ugasiłem Ją gaśnica. To spowodowało że odstawiłem go do garażu na dobre 2 lata.
Po tym czasie internet był już bardziej dostępny i udało mi sie znaleźć schemat elektryki. Cześka żyje - jeździ świeci trąbi. Ale pojawił się problem. Przy przeprowadzce Mama zagubiła wszystkie jej papiery.Mimo że miałem już prawko to nie mogłem jej zarejestrować, a coraz częstsze wizyty Panów Policjantów w okolicy ochłodziło mój zapał do jazdy. Kolejna przeprowadzka rodziców- a z nimi motoru, umożliwiło mi przejażdżki polnymi dróżkami. Moja miłość do motocykli odżyła. Wiatr we włosach, zapach miksolu i ten charakterystyczny dżwięk silnika - trzeba namówić żonę na Jawę.
No i znalazłem. Czarna TSKA. trochę ostatnio stała, opłacona, zarejestrowna, oryginalny lakier....
No więc postanowione w sobotę dostanę busa od szefa. Jednak okazało się że w busie nie ma uchwytów do zamocowaniu pasów. Szybka kalkulacja - może wejdzie do Sharana. Brakuje 3 cm żeby przeszła przez klapę bagażnika. Jazda 100 km jesteśmy na miejscu. Motor wygląda jak na zdjęciach, próbujemy odpalić - aku zdechło. Chwila pod prostownik i już mogę się przejechać. Wrażenia z jazdy - bezcenne

. Spisana umowa motór już jest mój :] . Teraz jak go wsadzić do auta. Wystarczyło kierownicę opuścić. Około 21 jesteśmy w domu. TSKĘ wprowadziliśmy do garażu. Następnego dnia rano pokazuję ją żonie, a ona że jakaś taka mała w porównaniu do CZtki. teraz oba motóry stoją przykryte i czekają do wiosny. Może przez zimę uda mi sie uzbierać na niezbędne cżęści .
Zdjęcia jakie mam to tylko te od sprzedającego.