Bieszczady w lutym 2024 roku, czyli Jawą na zlot zimowy.
Zamarzył mi się wyjazd na zimowy zlot w Bieszczadach końcem lutego. Mój kolega był rok tam rok wcześniej na Junaku dziesiątce i kazał mi w ramach przygotowań uzbroić Jawę w zimowy zestaw. W efekcie kupiłem i założyłem szybę oraz owiewki na ręce od simsonka.

W dniu wyjazdu pogoda okazała się w miarę łaskawa, około 7 stopni na plusie. Wystartowałem po 6 w sobotę z Choczni (koło Wadowice). 300 do zrobienia - ogień na tłoki!
W 2007 roku jechałem pierwszy raz w Bieszczady, też na tej Jawie, zrobiłem 165 km do pierwszego postoju. To teraz dociągnąłem do 170, żeby nie być gorszym. Nawigacja? Prosta, DK 52, wojewódzka 955 i 965, DK 94 i 73. Potem na Żmigród, a tam to już jestem praktycznie w domu. Piękna pogoda, temperatury 4-8 stopni.
Odbiłem do centrum Jaślisk zerknąć, co słychać. Były tam kręcone filmy Boże Ciało, Twarz i Wino truskawkowe. Jest o tym informacja na słupku.


Ok. 11:30 osiągam cel.

Na miejscu, na Trampie około 20 motocykli solo i 10 zaprzęgów. Dużo błota, podnoszą właśnie leżącą w nim Yamahę T7. Spotkałem tam Jawera na Jawie 638.5 w zaprzęgu, z okolic Zamościa. Nie ma go na forum, namawiałem, żeby się tu pojawił. Jawa od nowości w rodzinie. Powiedział, że ma też 180-konne Suzuki GSX-R, ale to jawa zapewnia niepowtarzalne wrażenia. Rozbijam namiot i po wstępnych pogawędkach jadę kawałek do Dołżycy - czas ruszyć na szlak.
Motocykl zaparkowany, woda w Solince bardzo duża. Ruszam czarnym szlakiem na Falową i Czereninę (kierunek Jaworzec).

Niesamowite są takie zimowe - lecz bezśnieżne - Bieszczady. Tak wygląda zadowolony kierowca Jawy.

Na szlaku. Północ w śniegu. Szczyty Falowa i Czerenina osiągnięte. Cała trasa tylko dla mnie. I obudzonych już niedźwiedzi.

Z Czereniny schodzę poza szlakiem na południe, docierając do drogi stokowej. Ładnie widać pasmo Połoniny Wetlińskiej.

Nieczynny wypał. Retorty po obu stronach rogi. Wchodzę do chatki smolarzy, ciężkie warunki do mieszkania. Na półce mnóstwo baterii.


Wracam na zlot, jest WSK 125 po przeróbkach (podobno idzie GPS_owo ponad 100), zaprzęg na Transalpie z wciągarką, zaprzęgi ruskie i rusko-niemieckie.



Intruz 1400 z walcem, fajny pickup, ładna electra... są tez hayabusy I i II generacji - dla każdego coś miłego.


Kupuję koszulkę zlotową, idę zjeść obiad. Dalej z pamiątek dokupuję wino Bieszczady i piwa Siekierezada oczywiście w Siekierze. Jak będziecie kiedyś w środku, to przy stoliku przy wejściu do WC szukajcie moich śladów z 2013 roku.

Wracam na zlot. Poznaję miejscowych młodych bikerów - klimaciarzy. Jeżdżą w terenie, bawią się też w starsze sprzęty. Cenny kontakt. Dali się przejechać na WFM-ce - mój pierwszy raz. Dałem im pojeździć Jawą - zachwyceni.

Zapada zmrok, dojechała jeszcze ładna MZ ES 250 z koszem. Koncerty.

Wieczorem to, czego najbardziej się obawiam - noc w namiocie. Ubrałem się w co miałem, nad ranem budzi mnie trochę zimno, trochę deszcz. Na szczęście temperatura nie spadła poniżej zera. Około 6 wstaję pakuję mokre rzeczy i startuję do domu. 10 km w mżawce, potem już po suchym. Było super! Na zakończenie jeszcze fotka z Beskidu Niskiego - generalnie piękna trasa.

Podsumowanie.
- Na dystansie 600 kilometrów Jawa w tempie przelotowym ok. 90 km/h spaliła trochę poniżej 4/100.
- Dostałem dyplom za przyjazd na kołach.
- W czasie jazdy wstawałem na podnóżkach, wychylałem ręce poza owiewki, żeby poczuć zimowy pęd powietrza i zobaczyć, czy dałbym radę bez dodatkowych owiewek. Byłoby mi bardzo ciężko. Pomimo stroju, ubranej przeciwdeszczówki i zimowych rękawic pęd powietrza przy temperaturze ok 5 stopni przewiewał i wychładzał dość szybko. Jak to powiedział mój kumpel od Junaka - w zimie można się przejechać z 50 km, ale jak masz do zrobienia 300 to już trzeba poważnie podejść do tematu.
Generalnie super przygoda!