Cześć,
ze względu na to, że każdy z nas robi zdjęcia cudzym motocyklom i nasze motocykle są przez ludzi fotografowane, pomyślałem, że ten temat Was zainteresuje.
Temat pojawił się na facebookowej grupie, gdzie jeden z motocyklistów podzielił się swoją historią:
zrzut ekranu:

Pomijając już zupełnie insynuacje i kłamstwa o braku Oc, warto rozważyć samą kwestię publikowania zdjęć.
Co się tyczy samego wizerunku osoby to jasnym jest, że robiąc zdjęcia na imprezach nie da się zapytać wszystkich o pozwolenie, ale należy liczyć się z tym, że ktoś później może poprosić o zasłonięcie swojej twarzy - ma do tego prawo (i miał długo przed RODO - wiem, bo zajmowałem się tym zawodowo).
Kwestia tablic rejestracyjnych jest dyskusyjna, bo z jednej strony sąd w 2018 uznał, że nie są danymi osobowymi, a z drugiej strony w 2019 zwrócono uwagę na to, że za pomocą rejestracji można ustalić dane osoby fizycznej, a więc właściciela pojazdu... Wyobraźmy sobie teraz, że chciałbym ukraść ten motocykl ze zdjęcia, bo BSA zawsze mi się podobały. Przy odrobinie chęci (znajomy z dostępem do odpowiedniej bazy) mogę łatwo ustalić adres jego właściciela i sprawdzić, czy pokrywa się z miejscem przetrzymywania pojazdu... Dalszy ciąg możecie dopisać sobie sami.
Bez względu na to, czy w tym (i innych) przypadku właściciel pojazdu nie chce publikować zdjęć tablicy ze względu na obawy jak wyżej, czy z zupełnie innych względów, uważam, że w oparciu o najzwyklejszą, ludzką przyzwoitość należy jego wolę uszanować.
Przyznam, że sam unikam upubliczniania swoich tablic rejestracyjnych, choć zawsze mam wszystko w stu procentach ok. Czemu nie chcę ich pokazywać? Nie wiem, po prostu tak czuję się bardziej komfortowo. To pewnie wpływa na to, że w powyższym przypadku trzymam stronę właściciela BSA i tak jak i on jestem zbulwersowany postawą "veterana".
Pamiętajmy więc, aby wykazywać wobec siebie więcej zrozumienia i przyzwoitości.
P.s. zrzut ekranu opublikowany za zgodą jego autora (P. Malickiego).