Wolna Strefa Jawa - CZ

  • Kwietnia 19, 2026, 21:43:44
  • Witamy, Gość
Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Autor Wątek: PRL  (Przeczytany 5115 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Brein

  • Gość
PRL
« dnia: Kwietnia 13, 2008, 12:31:22 »

za forum MazdaSpeed  :>

PRL-u Czar <cheers>

MO i SB – dwie służby dzięki, którym czuliśmy się bezpieczniej. Przynajmniej niektórzy z nas

Butelka wódki Baltic – oficjalnie dostępna w sprzedaży dopiero od 13.

Buty RELAKS – wzorowane na obuwiu Neila Armstronga, polska wersja moonwalk – w tym naprawdę trzeba było umieć chodzić. Wśród młodzieży szczyt obciachu, znane mi są przypadki, kiedy osoba usiłująca się pozbyć relaksów (poprzez utopienie ich w stawie), sama o mało się nie utopiła.

Czekolada (etykieta zastępcza) – czekolada niestety też była zastępcza. I w dodatku na kartki.

Historyjki obrazkowe z gumy Donald – przykład działañ dywersyjnych wrogich imperialistycznych mocarstw. Oficjalny środek płatniczy w podstawówce.

Film dla drugiej zmiany - poranna emisja wieczornego filmu. Potem następowała przerwa w emisji aż do 15.30 w programie 1 i do 16.00 w programie 2. Innych programów oczywiście nie było.

20 starych złotych – ‘leży w trawie i nie dycha – dwie dychy’. Tak śmieszne jak wartość nabywcza tego banknotu.

Gra ‘wilk i zając’ – radziecka odpowied¼ na ‘Super Mario Bros’. Swego czasu do nabycia na wszystkich dobrych bazarach.

Klej guma arabska – gumowy posiadał jedynie korek, który trzeba było przebić nożyczkami, aby otworzyć klej. Z oczywistych względów nie dawało się już tego kleju zamknąć, dopóki klej na korku nie zasechł na twardą, śmierdzącą skorupę. Wtedy nie można go było z kolei otworzyć. W przeciwieñstwie do kleju roślinnego w tubce, guma arabska była niejadalna.

Herbata jubileuszowa – dostępna była także herbata popularna, madras (rarytas!) oraz wyjątkowo ohydna herbata Ooloong. Polacy zastanawiali się: ‘a kaj się taki ulung?’

Proszek IXI – prawdziwy i oryginalny ‘zwykły proszek’. Podobno wyżerał dziury w rękach, ale to pogłoska. Gdyby była to prawda, całe pokolenia polskich kobiet miałyby ręce jak Freddie Krúger (tylko bez tych gustownych nożyków na palcach oczywiście), bo przecież gumowych rękawic Villedy też wtedy nie było.

Kartka na mięso, wędlinę i masło – kartki na czekoladę przysługiwały tylko rodzinom z dziećmi, kartki na mydło (Mefisto – z diabłem na opakowaniu!) tylko robotnikom, a majtki tylko kobietom pracującym na drabinach (wg. Kabaretu Olgi Lipiñskiej)

Czyste kasety i radiomagnetofon Unitra – ówczesny I-POD

Listy przebojów – dwie porządne: Lista przebojów Programu III oraz Lista Przebojów Rozgłośni Harcerskiej. Ponieważ w Polsce nie było możliwości swobodnego nabywania płyt, zwłaszcza zagranicznych, polskie listy przebojów ustalano zliczając ilość głosów oddanych (na kartkach pocztowych!) na dany utwór.

Koziołek Matołek – o ko¼le frajerze, który dobrowolnie chciał dać się podkuć. I to w Pacanowie. Do woja też chyba poszedł dobrowolnie, matoł. Innymi słowy była to tak zwana bajka z podtekstem – co z tego, że przez Kornela Makuszyñskiego prawdopodobnie niezamierzonym.

Czyn społeczny – przymusowa lekcja altruizmu. W ramach czynu grabiono trawniki, sadzono drzewka. Nadzwyczaj lubianą przez młodzież szkolną formą czynu społecznego były wykopki.

Porucznik Borewicz – polski James Bond

TPPR – czyli Towarzystwo Przyja¼ni Polsko Radzieckiej. Polscy pionierzy. Do TPPR należało się zapisać, jeśli się miało problemy z językiem rosyjskim albo talent deklamatorski (zwalniano z lekcji, jeśli się miało wystąpić na akademii ku czci).

Niewidzialna Ręka – akcja prowadzona przez Teleranek; w świetle mojej najlepszej wiedzy wzorowana na umoralniającej książeczce dla dzieci Timur i jewo kamanda, gdzie niesłusznie oskarżany o żulerkę Timur (z kumplami) pomagał wdowom po bohatersko poległych czerwonoarmistach. Anonimowo oczywiście.

Pies Pankracy – zawsze w piątki. Zygmunt Kęstowicz i jego irytujący pies zrobiony z wycieraczki.

Papierosy – Popularne i Sporty dla twardzieli, dla dam były Carmeny oraz mentolowe Mewy. Czasem papierosy sprzedawano na wagę. No i oczywiście były bez filtra.

Pomarañcze kubañskie – tzw. 'jaja Fidela’, pojawiały się na ogół przed świętami. Charakteryzowały się bardzo grubą skórą i nadzwyczaj cierpkim smakiem. Wbrew temu co nazwa sugeruje, nie były pomarañczowe.

Pasta Nivea – do zębów i nie tylko. ¦wietnie czyściła srebro oraz tenisówki. Do tych ostatnich świetnie też nadawała się kreda. Nie przypadkiem zresztą - kreda wydawała się podstawowym składnikiem tej pasty, która się nie pieniła, nie zawierała fluoru i była obrzydliwa w smaku. Cóż z tego skoro polecała ją większość dentystów?

Piłka nożna – w tamtych złotych czasach zdarzało nam się wygrywać, a kiedy transmitowano mundial, pustoszały ulice, podobnie jak przy `Powrocie do Edenu` cz.1 i `Niewolnicy Izaurze. ‘Entliczek , pentliczek, co zrobi Piechniczek nie wie nikt...’ śpiewał £azuka w 1982. Ech, to były czasy...

Polo Cocta – polska Coca-Cola. Prawie.

8 marca – ¯eñskij prazdnik, czyli Międzynarodowy Dzieñ Kobiet. W dniu tym kobiety otrzymywały kwiatki, a nawet czasem bony towarowe z zakładu pracy.

Polskie reklamy – dziś już kultowy PRUSAKOLEP oraz Sosy Billy w każdej chwili. ‘Słuchajcie dziewczyny, dziewczyny słuchajcie, dużo karotyny co dzieñ spożywajcie’ to jedna z wczesnych reklam transmitowanych przez Program III PR. Chyba chodziło o sok z marchwi w tej powyższej.

Katana – nad wyraz kultowe okrycie wierzchnie, często z odpinanymi na zamek błyskawiczny rękawami.

Fryzura ‘na poziomkę’ – chyba każda kobieta/dziewczyna, która miała ciut dłuższe włosy przynajmniej raz padła ofiarą tej nadzwyczaj popularnej fryzury – u dołu długo z koñcówkami zawiniętymi pod spód, u góry włosy przystrzyżone krócej i nawinięte na szczotki tworzyły ‘szypułkę’. Zdeformowana wersja fryzury Crystal z Dynastii. Fryzjerski koszmar.

Proszek Cypisek – pierwszy (i jedyny) wybór przy praniu pieluch z tetry.

Akcja zbierania makulatury – zbierało się zawzięcie, bo za określoną ilość makulatury można było dostać parę rolek papieru toaletowego – towaru wielce podówczas deficytowego. Aby zachęcić społeczeñstwo do zbierania, w telewizji w przerwach w programie spowodowanych usterkami (a zdarzało się to często) wyświetlano plansze informujące o tym, że 1 tona makulatury = dwa drzewa.

Serek topiony Edamski – a także Tylżycki, Mazurski, Jeziorañski i kilka innych. Wszystkie smakowały tak samo i miały podobne naklejki.

Aparat fotograficzny Smiena – cyfrówka wysiada.

Mleko – w szklanych butelkach z wciskanym kapslem, chude ze srebrnym, pełnotłuste z żółtym. Dzieciaki w szkole zmuszane były do picia mleka na dużej przerwie. Mleko nalewano chochlą z kadzi do kubków bez uszka; nauczyciele pilnowali, czy wszystko zostało wypite, a chłopaki rzucali w dziewczyny kożuchami z mleka.

Juniorki – obowiązkowe wyposażenie ucznia w wielu szkołach. Juniorki albo kapcie na zmianę nosiło się do szkoły w specjalnie do tego przeznaczonym worku. Juniorki uważane były za obuwie ortopedyczne i faktycznie – póki były w użyciu ortopedom nie groziło bezrobocie. Ani chirurgom.

Suszarka Farel – potężna maszyna; praktycznie nie do zdarcia. Równie skutecznie co włosy, suszyła skarpetki – na popiół.

Marmurki – charakterystyczne dżinsy dekatyzowane made in Turkey.

Tabliczki umoralniające – te piękne tabliczki dedykuję wszystkim tym, którzy śmieją się z Anglików i ich wszystkozabraniających i przed wszystkim ostrzegających napisów. Chociaż, trzeba przyznać, że nasze brzmiały o wiele bardziej poetycko. Na przykład tak lirycznie: ‘Sąsiedzie ucz swoje dziatki dbać o czystość naszej klatki’ prawda, że ładne?

Saturator – uliczna wersja domowego syfonu. Z saturatora sprzedawano wodę sodową; w wersji z sokiem lub bez, potocznie nazywaną ‘gru¼liczanką’. Nazwa ta pochodziła od tego, że w czasach przed wprowadzeniem jednorazowych plastikowych kubków, na wyposażeniu saturatora była jedna szklanka (czasem na łañcuszku), którą po użyciu opłukiwano pod trzema krzyżującymi się strumyczkami wody.

Tarcze szkolne – przysługiwały dwie; jedna na rękaw fartuszka szkolnego (nylonowego paskudstwa w kolorze granatowym z odpinanym białym kołnierzykiem), druga na rękaw kurtki. Przy wejściu do szkoły stali dyżurni (pyskate chłopaki ze starszych klas) i sprawdzali, czy delikwent ma kapcie, fartuszek, tarczę i czy tarcza nie jest przypadkiem przypięta na agrafkę. W przypadku braku jednego z powyższych klient zasuwał z powrotem do domu i miał nieusprawiedliwioną nieobecność na pierwszej lekcji. Ordnung musst sein!

Pochody pierwszomajowe – najpierw się stało, stało, stało, słuchając beznadziejnie długich przemówieñ; potem się szło, szło, szło wymachując czerwoną chorągiewką albo niosąc literę z jakiegoś słusznego ideologicznie hasła, a potem w domu oglądało się pochody z innych miast w telewizji. Operatorów w tamtych czasach specjalnie uczono, jak filmować pochody, aby wydawało się, że idą w nim niezmierzone rzesze oraz jak filmować demonstracje, aby sprawiały wrażenie grupy podpitych chuliganów wszczynających burdę z milicją. Od jaśniejszej strony zaznaczyć należy, że pochodom pierwszomajowym towarzyszyły kiermasze, na których dzieci kupowały lody, watę cukrową i balony, a dorośli mieli okazję zdobyć trudno dostępne książki.

Bluza z ‘bajerami’ – z siateczką. I tasiemkami. I zamkiem błyskawicznym. I kimonowymi rękawami. I koniecznie z naszytą kieszenią zapinaną na kółko od karnisza. Dostępna jedynie od prywaciarza, czyli z butiku

Temperówka na żyletkę – żyletkę można było bardzo łatwo wyjąć i wycinać nią piękne rzeczy na ławkach. Na przykład że S (Sebastian) + A (Anka) = WNM (Wielka Nieskoñczona Miłość), albo co innego. Do bardziej skomplikowanych wzorów (pacyf, anarchii i nazw zespołów) jeszcze lepiej nadawał się cyrkiel.

Pewex – namiastka Zachodu, gdzie za twardą zachodnią walutę można było zakupić namiastkę kapitalistycznego zepsucia; na przykład batonik Mars i pokroić go w plasterki przed zjedzeniem. A jak już ktoś miał dżinsy z Peweksu, to był kompletny szpan.

Samochód Warszawa – o nadzwyczaj silnej konstrukcji. Jedyny znany mi samochód, który był w stanie przeżyć czołowe zderzenie ze Starem. Z elegancką wydłużoną maską – dostępny również w wersji kombi.

Zapałki Sianów – W Szpilkach ukazał się swego czasu rysunek przedstawiający zdesperowanego podpalacza otoczonego zapałkami-niewypałami, z podpisem ‘Podpalaczu – zapałki Sianów undaremnią twoje niecne zamiary!’ Zapałki te miały problem z pełnieniem swojej podstawowej funkcji, przyozdobione były natomiast w piękne, umoralniające etykiety.

Szynka – produkt żywnościowy dostępny tylko dla nielicznych i to tylko przed świętami, po odstaniu zwyczajowych 6-10 godzin w kolejce. Szynka plasowała się w tej samej grupie wysoko pożądanych towarów co papier toaletowy, cytrusy oraz podpaski.

Składamy serdeczne podziękowania panu Pawłowi Rudzkiemu, kustoszowi Muzeum PRL, za udostępnienie materiałów wykorzystanych w tym materiale.

Artykuł zaczerpnięto z zasobów onet.pl


































Zapisane

bakczysaraj

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #1 dnia: Kwietnia 13, 2008, 23:29:10 »

 <cheers> Dla Ciebie za to:)
Zapisane

Wódz

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #2 dnia: Kwietnia 14, 2008, 01:27:07 »

Nie wiele, ale jednak coś z tych rzeczy pamiętam. ;)
Za to mam 20 cm od klawiatury dokładnie takie samo pudełko z "Herbaty Jubileuszowej" <lol>
Fajny tekst,
Pozdrawiam
Zapisane

natal007

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #3 dnia: Kwietnia 14, 2008, 09:28:34 »

Aż się łezka w oku kręci...
Mam pudełko po takich kredkach a w nim ... PRL-owską kasę 
Gdyby to była równowartość dzisiejszych złotówek to mógłbym sobie kupić od strzała Jawę 650  :D
Brein  <cheers>
Zapisane

SZAJBUS_SzeF

  • młody nie głupi
  • Jawer Weteran
  • *****
  • Offline Offline
  • Wiadomości: 552
  • Jawy, Cezety i Cafe Racery - To lubię! :)
Odp: PRL
« Odpowiedź #4 dnia: Kwietnia 14, 2008, 19:49:27 »

Mam taki magnetofon z unitry :) Ponoć tata za bratem zbierał na nie 2 lata. :) Warto dodać że kiedyś na komunię jeden chrzestny kupował rower a drugi zegarek :)
Zapisane

zed

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #5 dnia: Kwietnia 14, 2008, 20:28:07 »

Większość z tych rzeczy miałem kiedyś w rękach. Najbardziej wpieniające były kartki na benzynę. Z pieniążków uzbieranych z okazji komunii kupiono mi motorynkę. Całe szczęście, że dziadek był listonoszem i można było kupić więcej paliwka  :>  Motoryna kosztowała 47 tyś. ówczesnych zł. Romet 2 bieg - 60 tyś. Natomiast funkiel nówka, śliczna wiśniowa CZ 350 <drool> kosztowała 180 tyś. zł. Moja mamuśka pracowała w GS-ie, a jej biuro sąsiadowało ze sklepem motoryzacyjnym, więc często odwiedzałem ten "salon". Motocykle schodziły, jak ciepłe bułeczki. Rzadko kiedy cezeta, czy jawa stała dłużej niż tydzieñ. Największy napał był na Romety Charty. Te motorowery były już sprzedane, zanim trafiły do sklepu.
Zapisane

Batman

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #6 dnia: Kwietnia 14, 2008, 22:13:33 »

Pamiętam zeszyty, miałem takei kredki, magnetofony też pamiętam ;]
Całkiem niedawno piłem orążadę z taką nalepką - tę z mandarynką :> tylko nie było "społem" nie wiem czy ktoś w ramach cięcia kosztów zastosował stare etykiety czy coś na wzór robili.
Pistolet "prcyzja"? Precyzyjnie się rozpadał...
Zapisane

Piszczałka

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #7 dnia: Kwietnia 14, 2008, 22:47:17 »

U mnie duch PRLu nie znikł tak całkiem: śmigam Poldkiem z 82, mam WFM marzenie niejednego kawalera za czasów komuny, w garażu stoi C328 które przybyło w 68r na nasze mienie z kółka. Jako prawie złom ale jakoś tata doprowadził do ładu je - no szał 1 traktor na wsi, C330 za dolary kupionego po żenku przez dwie rodziny tzw. wiano mamy :) , oraz C360 przywieziona nówka z poznania przez handlarzy co mieli dojście do ursusa w rozliczeniu wzięli dużego fiata z 74r.
A 2 lata temu miałem okazie pić wódki: krakus, żytnia(ta prawdziwa nie żadna mazowiecka itp.) wyborowa, z początku lat 80 – panowie, jakie one dobre były <lol>

Ile można się uśmiać jak się posłucha rodziców jak to wszystko załatwiali ile w łapę ktoś chciał, i jakie problemy były, ja się śmieje a rodzice miło jednak te czasy wspominają.
Zapisane

Borowaty

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #8 dnia: Kwietnia 14, 2008, 23:03:07 »

a do wrześni się je¼dziło po polskie HIFI tonslia
dzikie czasy
sam z ojcem stałem jako smarkacz po tv Helios w "kolejce" LOL
w piątki rzucali chyba 3 sztuki -- masakra :D
fotki w wątku są mi dobrze znane :P
Zapisane

bakczysaraj

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #9 dnia: Kwietnia 14, 2008, 23:14:42 »

Tonsil to przodująca marka po dziś dzieñ........
Zapisane

Jawsim

  • Gość
Odp: PRL
« Odpowiedź #10 dnia: Kwietnia 15, 2008, 11:15:26 »

o tak- w moim pokoju oprócz grundiga r1000 z 1981 roku jest jeszcze stara dobra tosca 303 plus polskie kolumny unitra z głośnikami tonsil 20W- grają lepiej niż badziewne soniaki w wieży mojej siory. jak słucham solówki w wykonaniu jednego takiego mojego ulubionego gitarzysty to słychac jak mu drobne w kieszeni dzwonią i jak bransoleta zegarka ćwierka- dziś już nie ma takich sprzętów.

Bracie Brein a o co chodziło z tym polskim grundigiem? bo to marka zdaje się niemiecka była?
« Ostatnia zmiana: Kwietnia 15, 2008, 12:08:07 wysłana przez Jawsim »
Zapisane