Znajomy który mieszka pod Białymstokiem, lubi sobie poszaleć w terenie. Miał kiedyś do tego cezete chyba 513 czy jakąś podobną, teraz nie wiem bo zmieniłem prace i kontakt się urwał.
Kiedyś lecąc dość szybko polną drogą trafił na taką niespodziankę w postaci pastucha przywiązanego przez drogę. Skończyło się w szpitalu, miał dużego farta że nie przecieło tętnicy szyjnej, założyli mu sporo szwów. Została mu po tym pamiątka w postaci blizny na szyi, taki uśmiech praktycznie od ucha do ucha.
Opowiedział mi o tym jak spytałem go co to za blizna, bo wyglądało to jakby ktoś mu chciał łeb uciąć tępym nożem.