Ostatnio pracuję dorywczo u handlarzy motocykli, jako elektryk do "spsutych" motorów.
Dostałem zlecenie na naprawę, przegląd instalacji elektrycznej i uruchomienie sprzęta, Jest to jakiś skuter BMW 200ccm, z dachem, pasami, wycieracvzkami, ABS itp.
Pierwszy etap, była to wymiana spalonych przewodów z instalacji elektrycznej. Po połataniu jej (kilka kabli ktoś wcześniej ucioł), wymianie niektórych przewodów na nowe, zawołałem 70zł (5h roboty)
dzisiaj był drugi etap, siedziałem 6 godzin, aż znalazłem, że sterowanie przekażnika, który steruje przekażnikiem załączającym rozrusznik jest podłączone nie tam gdzie trzeba (mówię Wam, to naprawde nie takie proste to znale¼ć).
Jutro musze przerobic światła, aby zapalały sie po odpaleniu silnika, i naprawić kierunkowskazy.
No i jutro muszę krzyknąć ile za to chce (za ten drugi etap). Po moich naprawach cena motora wzrosła znacznie (z 7000 do okolo 13000)
Czy jak im krzykne 300zł za te dwa dni roboty to nie bedzie za dużo?