Witam po wielu miesiącach. Jawa w mijającym sezonie przejechała 7500 km, a teraz zapadła w sen zimowy. Nie pisałem o przykrym zdarzeniu jakie mnie spotkało we wrześniu roku ubiegłego, a mianowicie wracając do domu nagle przy prędkości około 60km/h coś przyblokowało tylne koło i ledwie wyprowadziłem motor unikając upadku. Po sprowadzeniu motoru i dokładnych oględzinach okazało się, że puściło zabezpieczenie ślimaka obrotomierza, który zablokował kosz sprzęgłowy a następnie ułamał wałek skrzyni wraz z koszem. Silnik do połowienia. Mimo iż chodził ładnie luzy raczej go dyskwalifikowały do powtórnego złożenia z nowym wałkiem. Silnik z czarnej jawy, którą zakupiłem, a był na chodzie, okazał się po zdjęciu cylindrów jeszcze większą porażką.
I tu niespodzianka, w międzyczasie trafiła mi się czerwona jawa z kwitami za 520 zł, którą kupiłem z myślą o dawcy części. Kupiona w ciemno z instalacją po zwarciu i ogólnie mało ciekawym wyglądzie (foto). Silnik cały zabrudzony nasuwał myśl, że będzie jak reszta motoru. Po dokładnym wyczyszczeniu i obejrzeniu silnika stwierdziłem, że nie był jeszcze połowiony, minimalne luzy na korbach, trochę wyciągnięty łańcuszek i lekko wyrobione tłoki. Dostał nowy łańcuszek i tłoki wraz z pierścieniami i wylądował w ramie mojej jawci. W marcu pierwsze kilometry. Działał rewelacyjnie, zawiózł mnie na zlot do Smolarni k/Czarnkowa, gdzie miałem okazję spotkać się z kilkoma z was. Po przejechaniu 1200km i spalaniu 4,8l/100km zacząłem się bawić z regulacją gaźnika i doprowadziłem do bardzo zadowalających wyników ekonomicznych w dojazdach do pracy 3,9-4,0l/100km. W sezonie zdarzały się małe awarie jak uszkodzenie szczotkotrzymacza, padnięta świeca, pęknięta linka sprzęgła, ale to nie miało wpływu na całokształt frajdy poruszania się kultowym motorem.