Tak, pokaże wam to co chowam przed całym światem. Dziadkowy motórr.
WSK trafiła do mnie w złej kondycji. Fotek nie mam bo przepadły mi dane przez nierozsądne rodzeństwo, w każdym razie bez silnika i kół. Taki porzucony szrot. Po wielu przejściach, i zabawach

nadszedł czas na remont a że jestem tani remont jest nisko budżetowy.
Szparunki kosztowały mnie jakieś 2 zł, i jak na tą kwotę tragedii chyba niema.
Nie jestem wymagający pod względem ogólnego wyglądu i schludności motocykla, zresztą to chyba widać.
Demoluda jeszcze nie ukończyłem. Dziś się uparłem że sie przejade i dopiąłem swego. Co prawda spartoliłem ustawienie goleni i wsio trzeba poprawić bo jedzie bokiem.
Jak widać brakuje mi do kompletu kilka elementów np, przedniego koła bo teraz jest po prostu coś wyjęte ze szrotu i byle sie kręciło.
Instalacja elektryczna robiona zawsze przeze mnie, tak z głowy. Pomijam sygnał dźwiękowy którego nie mam, za to stop działa bez aku.
Jeszcze się troche nadenerwuje przy niej, choć dziś już mi dała popalić... Najgorsze jest to że niema od 40 lat żadnych dokumentów na ten egzęplarz. Wydaje mi sie że nie bawili sie w wyrejestrowanie a po prostu rzucili WSK na strych a papiery w piec kaflowy, i tyle. Nie ona pierwsza takiego zabiegu kasacji papierów doznała.
Zdjęcia już na kołach takie a nie inne, bo baterie zdechły i juz nie mam ochoty latać.
Kanapa dobita wiem ale na razie tylko taką mam.