Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Opowieści warsztatowe => Wątek zaczęty przez: Michasm8 w Sierpnia 23, 2006, 17:59:35
-
Samej wycieczki nie będę opisywać (trza było jechać ze mną :) Ale chciałem się podzielić doświadczeniem. Otóż na pierwsze pole namiotowe ( odległość ok 140 km)Jawka szła świetnie( dwie osoby + komin bagażu). Przelotowa około 90 km/h. Co prawda na samym polu złapałem gumę <furious>, ale z pomocą Madzi zmieniłem dętkę, dziurawą zakleiłem łatką kupioną w " sklepie przemysłowym" :)w Ropie i po sprawie. Dopiero prawdziwa "jazda" zaczęła się, gdy na ostrych bieszczadzkich podjazdach chyba trochę za bardzo zagrzałem silnik, w wyniku czego.. przytopiłem plastiki ślizgające się po krzywce wału( zapłon). Ale o tym jeszcze nie wiedziałem. Co prawda prawy gar zaczął kichać trochę, ale jechał. Z bieszczad chcieliśmy jechać na Słowację na jakieś pole namiotowe, ale bałem się, żeby się gdzieś nie rozkraczyć do koñca. No więc z Soliny aż do pola namiotowego w Klimkówce( tego samego co na początku) jechałem na 1.5 gara, a Jawka upowrzechniała wsród obserwatorów stereotyp awaryjnej plus " panie, tego pan nigdy nie zrobisz tak do koñca. Zawsze się bedzie pier***lić, panie..." Dopiero połapałem się, że nie ma iskry, bo nie przerwy na stykach ( sic!! ). Wierzcie albo nie, ale tej przerwy nie było i to na obu stykach. Gdybym to sprawidzil jeszcze nad Soliną, mialbym kawalek wakacji " za granicą" :) w koñcu po korekcie przerwy na stykach szczelinomierzem kupionym w sklepie za Miejscami Piastowymi( z domu nie wziąłem, bo" eee, na pewno bedzie OK" Jawka szłą jak złoto.
Pozdrawiam i od razu szepczę - przy aparacie zapłonowym jest taka gąbeczka. Sprawdzcie, czy jest nasączona czymś tłustym... Jeden osioł nie sprawdził i zepsuł część wakacji pewnej Magdzie .. :-/ Poza tym bierzcie Jawki i w trasę. Aha, mieszałem syntetyk około 1:40 i dalej mi zasyfiało koñcówki wydechów. V max około 110 km/h
-
coż.... takie przygody w trasie to potem kupa wspomnieñ.... ja po zrobieniu długiej trasy miałem tylko problemy z plecami i d..... nudno się jechało po prostu..... ;] choć wcale nie chciałbym mieć żadnych przygód.
Jawa jak kobieta.... wymaga pieszczot :)
-
Nie ma to jak popodrożować na sprzęcie z przygodami <thumbup>
-
Bo to taka kwitesencja motocyklizmu - taki niuans ktory odroznia motocyklistow (ktorzy znaja i rozumieja swoj motocykl) od uzytkownika (ktory zna adres salonu i wie, ze trzeba pojechac na przeglad bo gwarancja tego wymaga)
Bo gdyby tak sobie czlowiek kupil motocykl "nowke" to tylko pakowanie moto i w droge i moze najwieksza przygoda byla by przebita opona albo zgieta laga na dziurawej drodze. A majac motocykl nie pierwszej mlodosci kiedys beda opowiesci typu :Synku kiedys mialem taki motocykl co mial ponad 20 lat i pojechalem z kolegami do ... i wiesz jakie przeboje z nim byly ?? - przynajmiej ja na to tak patrze
zreszta odsylam do felietonu Pana Lecha Potyñskiego pt. Satysfakcja
-
http://serwisy.gazeta.pl/motocykle/1,56427,3506423.html tak na marginesie do górnego postu, warto poczytac:)
-
a synek powie:
tato czy to ten sam motocykl którym teraz ja jeżdzę i ma on 40 lat :o
lubię stare motocykle ale nigdy jeszcze nie je¼dziłem żadną współczesną maszyną np .R1 <drool> albo z innej bajki harley'em <drool> a barch bym chciał
-
lubię stare motocykle ale nigdy jeszcze nie je¼dziłem żadną współczesną maszyną np .R1 <drool> albo z innej bajki harley'em <drool> a barch bym chciał
Powiem ci żeto marna sprawa.... Ja sobie poje¼dziłem na róznych sprzętach i zawsze potem był ból powrotu do Jawy..... :[
-
Nie wnikajac w polityke, jak tak dalej sie bedzie dzialo to do lask wroca zapomniane i wysmiewane "wueski" a i fakt zesynek bedzie jezdzil na "ojcowej"jawinie tez jest wysoce prawdopodobny
-
...to się już dzieje..... popatrzcie na Allegro ile zaczynają kosztować zadbane WSK-i z papierami.... to juz nie te czasy że się za flaszkę kupowało wiesię...
-
Cieszę się, że moje opowiadanie nie zostało odebrane w stylu - " Ej, widzieliście? Jaki głąb!! No co za jełop, nie sprawdzić styków" itd. I zgadzam się, że motocyklista powinien wiedzieć, co się w środku dzieje. I co to znaczy np. że w dwusuwie serce bije dwa razy szybciej itd. Ale martwi mnie coś zupełnie innego... po tym wypadzie, gdy zacząłem się oswajać ze świadomością sporadycznej naprawy moto w trasie, i gdy przestało mnie to przerażać a mojej Magdzie przeszkadzać, zakochałem się... w rusku z koszem. Mówcie co chcecie, wyzywajcie od zdrajców, ale te ponad 300 kg pod sobą napędzane niewiele mocniejszym silnikiem niż w Jawce... Chyba jestem jakiś poje**ny. Na razie trzyma mnie jednak cena. Kilka tysięcy za, co prawda gotowy, motocykl skutecznie hamuje zapędy..
-
Bo to taka kwitesencja motocyklizmu - taki niuans ktory odroznia motocyklistow (ktorzy znaja i rozumieja swoj motocykl) od uzytkownika (ktory zna adres salonu i wie, ze trzeba pojechac na przeglad bo gwarancja tego wymaga)
...tylko szkoda że takich prawdziwych motocyklistów jest coraz mniej :(
-
Michasm8 spoko spoko mam mozliwosc "dostania" za darmo m-72 z koszem w oryginalnym wojskowym malowaniu i z kanistrami itp od wuja ktory z motocyklami skonczyl (zdrowie juz nie to samo ) a w "dobrych czasch " za bezcen je z kolega przywozil z bialorusi (mieszka pod bialystokiem -wiec mieli blisko )
ale ...
numero uno sa problemy z zarejestrowaniem - jezeli nie ma jeszce polskich papierow az tego co wiem zarejestrowac cos ze wschodu na legalu sie nie da bo jakies tam normy i innedurne sprawy
numero duo to jezeli ktos mowi ze jawa pali duzo bo 7-8litrow to w porownaniu do ruskow to jest lyzeczka paliwa (w jeden ta emka z koszem ponad 60 litrow paliwa poszlo w kominek - fakt faktem szalenstwa na piaskowni troche wyssaly benzyny )
a tak calkiem na boku ciezko jest trafic dobry egzemplarz ( glownie dyfer)
ale coz kazdy ma swoj mroczny obiekt pozadania .........
-
Pawel
Oj niepotrzebnie to powiedziales. Tak sie zlozylo, ze wczoraj ktos w sklepie spozywczym, obok ktorego stawiam moto, pytal, czy jawka jest na sprzedaz. Wlascicielka nie wiedziala, co powiedziec, teraz juz wie, ze " wszystko jest na sprzedaz, trzeba znac tylko cene i walute". Do tej pory nie bralem tego pod uwage, ale gdyby istniala jakas mozliwosc przesiadki na ruska... Co do ceny za ta emke to pewnie bysmy sie porozumieli. Gorzej z urzedasami. Ja chcialbym go do ( chorej, niewygodnej i kosztownej ale jednak ) turystyki, a bez papierow... klops. Spytam u mnie w urzedzie miasta. Zreszta moze dokupiloby sie zlom z papierami... Oboczymy..:) dzieki za odzew