Wolna Strefa Jawa - CZ

Inne => Turystyka, Spotkania, Zloty => Wątek zaczęty przez: sibert w Sierpnia 02, 2026, 22:09:16

Tytuł: Stretko 2026 czyli Jawą po górach.
Wiadomość wysłana przez: sibert w Sierpnia 02, 2026, 22:09:16
Dziennik pokładowy.
Pobudka o 6:30. Śniadanie, ostatnie zerknięcie na sprzęt i 8:20 start. Niespełna pół godziny później Blacky wjechała na swoje stare drogi czyli do Czech. Od wyjazdu jest dość rześko, żeby nie powiedzieć zimno. Kawałek za granicą mijam dwie Čezety, Wsk-e i dwa ogary, które prawdopodobnie wracały ze złombolu. Kilkanaście kilometrów dalej zaczyna kropić. Nic wielkiego i chwilę później udaje się uciec spod chmury. Trasa przez Czechy idzie sprawnie i przyjemnie. Koło południa szybkie tankowanie, hot-dog i ogień dalej. O 14:45 przeprowadzony szturm na terytorium wroga. Poszło sprawnie, bez strat własnych. Zastanawiam się tylko czy wjazd tam z naklejką od Maliny jest bezpieczny .Koło 15tej szybkie tankowanie i na przód. Paliwo drogie. O 16tej pauza i trzeba zapchać kichy więc wjeżdża grochówka z pyszną domową bułeczką. W międzyczasie udaje się ogarnąć nocleg więc nie ma co tracić czasu tylko trzeba napierać. Dzień kończę w Wasserburg am Inn z dystansem 539,1km. W nagrodę kolacja i zimne piwko
 
Tytuł: Odp: Stretko 2026 czyli Jawą po górach.
Wiadomość wysłana przez: Maliniak w Sierpnia 03, 2026, 08:41:40
Zastanawiam się tylko czy wjazd tam z naklejką od Maliny jest bezpieczny


Robisz to na własną odpowiedzialność ;)
Tytuł: Odp: Stretko 2026 czyli Jawą po górach.
Wiadomość wysłana przez: sibert w Sierpnia 03, 2026, 23:04:12
Dziennik pokładowy.
Dzień drugi. Pobudka i o 7:30 śniadanie. Jak się później okazało dobrze, że było solidne. 8:40 silnik w ruch i ognia. Trasa przebiegała spokojnie, malowniczymi drogami Bawarii. Ciekawostka taka, że praktycznie do końca podróży przez kraj wroga śmierdziało gnojem . Chyba mają jakiś problem.  Kiedy minąłem jezioro Alpensee Blacky stwierdziła, że mogę używać tylko ⅓ gazu. Myślę sobie, sprawdzę o co chodzi. Zatrzymałem się ale okazało się, że wszystko git. Gaz pracował znowu w pełnym zakresie. Pojawiła się więc usterka, która ustąpiła samoczynnie więc można uznać, że jej nie było.  I niech ktoś powie, że te motocykle nie mają duszy. 13:40 wjechałem do ojczyzny jednego malarza. Kraj nie powiem, ładny ale jeżdżenie tam to męczarnia. Dalej wjazd do Szwajcarii. Na granicy pani Policjantka forehandem pokazała mi, że mam nie tamować ruchu. Ciekawostka, w Szwajcarii zakrętki nie muszą być przymocowane do butelek. Oni chyba nie wiedzą co to ekologia. Przejazd przez Lucernę męczący. Duży ruch, korki. Z tego wszystkiego raz przeleciałem na czerwonym . Ale miasto ładne. Dalej widoki coraz lepsze. Co chwilę jakieś jezioro ze szmaragdową wodą. Brakuje tylko mojego prywatnego japończyka żeby zdjęcia robił. Dzień kończę na kempingu w Gadmen. 20:20 szybkie rozstawienie wigwamu i idę coś zjeść. Pierwszy raz od śniadania. Dzisiejszy dystans to 492,4 km. Stwierdzam płaskodupie i kładę się spać przy akompaniamencie krowich dzwonków.
Tytuł: Odp: Stretko 2026 czyli Jawą po górach.
Wiadomość wysłana przez: sibert w Sierpnia 04, 2026, 23:47:54
Dziennik pokładowy.
Dzień trzeci. Pobudka po 7mej. Śniadanie i pakowanie namiotu trochę zajęło więc start o 9:20. Dopiero rano zobaczyłem w jak ładnym miejscu był kamping. Szybkie tankowanie i w drogę. Przełęcze czekają . Mijam zaporę na jeziorze  Räterichsbodensee i na pierwszy rzut idzie Grimselpass. Przełęcz jest na wysokości 2165 m n.p.m. Widoki super a to dopiero początek. Kilka fotek, wlepa klubowa na znak i dalej ognia. Blacky daje radę elegancko. Co prawda to nie Aston Martin DB5 a i ze mnie żaden Sean Connery ale wjeżdżamy na Furkapass, gdzie kręcone były niektóre sceny z filmu Goldfinger. Po drodze zatrzymuję się przy hotelu Belvedere. Fotka, wlepa i jadę na samą przełęcz, która jest na wysokości 2436 m n.p.m. Pogoda dopisuje więc widoki LUX. Zjazd w dół na pełnym ogniu. Cały czas trzymam się za Porshe GT 3 i Shelby Cobra. No dobra, przed nimi jechał autobus .  Ale wyprzedzony więc wstydu nie ma. Na dole malownicze miasteczko Realp ale temperatura piekło. Nie wiadomo czy lepiej z otwartym czy zamkniętym kaskiem jechać . Potem kilka kilometrów dość nudnej drogi przez mniejsze i większe miejscowości. Upał daje się we znaki. Na szczęście zaczyna się wjazd na kolejną przełęcz. Albula jest na 2315 m n.p.m. Tam temperatura jest luksusowa więc na zjeździe zatrzymuję się na mały piknik przy akompaniamencie świstaków . Posilony ruszam dalej ale po kilku kilometrach łapie mnie deszcz. W sumie to nawet nie było wiadomo z czego pada bo świeciło słońce . Tak czy inaczej zaraz przestało więc git. Kawałek dalej wjeżdżam na ostatnią dzisiaj przełęcz, Pass dal Fuorn 2149 m n.p.m. Tam krótka pogawędka z Polakiem, który napierał z synem na rowerze. Dałem mu wlepe a drugą na znak i w drogę. 20 minut później opuszczam Szwajcarię i wjeżdżam do Italii. Dzień kończę Silandro. Finalnie, można powiedzieć, że w końcu coś pojeżdżone, choć nie za dużo . Dystans 345,8 km.