Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Turystyka, Spotkania, Zloty => Wątek zaczęty przez: DZIUK w Października 02, 2022, 20:54:23
-
Jako że przyszła jesień a wyjazd tegoroczny do Petersburga z wiadomych przyczyn nie wypalił przyszedł czas na nowe plany. Wybieram się moją Jawą 350 na przejażdżkę motocyklową w sezonie 2023 po trasie- Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria- złote piaski. (Jeśli czas pozwoli to wypiję kawę w Stambule)
Termin to 1 do 9 lipca, choć trzeba wziąć pod uwagę ewentualne poślizgi. Najlepiej gdyby to były maszyny typu Jawa 350 lub tfu MZ 250 ponieważ z racji długich podjazdów słabsze maszyny odpadają. Japonia też do takiego składu nie pasuje i tylko by się z nami męczyła. Trasa powinna mieć nie więcej niż ok 3-4 tysiące km. Czas jaki przewiduję to max 9 dni. Jeśli chodzi o kasę to raczej będę się starał wyrobić w niskim budżecie i na głupoty jej nie wydawać, aczkolwiek noclegi jeśli się tylko da to pod dachem. Ogólnie jestem przeciwnikiem mocnego planowania wyjazdów i tego nie robię. Generalnie plan do zrealizowania to: Rumunia-wesoły cmentarz i wulkany błotne, Bułgaria- kompiel w cieplutkim morzu i jeśli czas oraz przejście graniczne pozwolą to kawa w Stambule -Turcja. Na powrocie w Rumunii Transfogarska w obie strony i powrót Transalpiną w kierunku polski. Grafik będzie bardzo napięty- dużo jazdy i mało odpoczynku (średnio ok 500km dziennie). W związku z napiętym grafikiem jazdy chętnych do kompaniiji proszę o poważne podejście do tematu. Jeśli z czasem będzie krucho to Turcja odpadnie. Motocykl oczywiście należy dobrze przygotować a jest dużo czasu na to. Mój telefon kontaktowy: 509 dwa trzy dwa 431.
-
Super plan. Jak chcesz to mogę Ci podrzucić Watsapem niedrogie miejsca noclegowe w Bułgarii i po drodze. W Rumunii wychodziło za ok 100 za dobę A w Bułgarii 700 za 6 nocy ze śniadaniami tylko że w Słonecznym Brzegu
-
Zapowiada się super przygoda :-).
Szacun za takie tempo - śledziłem Waszą relację z Rumunii kilka lat temu i jestem pod wrażeniem takich przelotów dziennych dzień w dzień na Jawie.
Sam byłem w tym roku na Transalpinie na współczesnym osiołku - Imperiale 400 - zrobiliśmy 1900 km (2 osoby) w 3.5 dnia i wymęczyło mnie to konkret (nie mówiąc o pasażerce, która od miesiąca się na motocykl nie popatrzyła ;-)).
-
Witam i podbijam podłuższej przerwie. Temat oczywiście aktualny. Zapraszam chętnych na dłuższą przejażdżkę...
-
Ostatni ap w górę!
Czas się kończy na zastanawianie...
Zapraszam chętnych do zapisywania się na wyprawę.
-
Jeszcze nie w domu ale korzystając z wolnej chwili wrzucam kilka fotek .
-
Jak dotąd emocji nie brakowało.
-
Super wyprawa, powodzenia w dalszej drodze.
-
Widzę że trochę się działo, powodzenia. Ale żeby jikova do tfu... ;)
-
Kilka fotek ode mnie.
-
I jeszce trochę
-
Nie wiem co napisać o naszych przygodach ponieważ nie mieliśmy ani jednego dnia bez problemów mechanicznych w którymś z motocykli. Generalnie to prawdę mówiąc wyprawa do Bułgarii polegała na ciągłych postojach, regulacjach, prób załatwienia części, itp. Większość zdjęć jest z napraw... Żaden z motocykli nie wrócił na kołach choć MZ jako jedyna była na koniec jeżdżąca :( Mirage wrócił na lawecie do domu a ja z żoną zostawiliśmy motocykle 10km od granicy Bułgarskiej i wróciliśmy samolotem do Polski. Zabrakło mi jednego dnia wolnego żeby wrócić na kołach do pracy. Z planu udało się zrobić wesoły cmentarz i transfogarską. Niedźwiedzi było podobno siedem choć w sumie nie liczyłem. Mirage dojechał samodzielnie do złotych piasków i wracając przez transalpinę dotarł do Węgier. Dalej laweta. W sumie na spokojnie patrząc to ten tydzień był największą przygodą mojego życia i od trzynastu lat nie spędziłem tyle czasu z moją żoną :) Bułgaria nie zaliczona jawą tylko autem więc muszę pojechać jeszcze raz...
-
I tak wielkie gratulacje za to ile udało się przejechać.
Jesteś w stanie zrobić podsumowanie usterek w Jawie i MZ?
Zawsze to jakaś lekcja na przyszłość jakie są słabe punkty w obu motocyklach.
-
Wyprawa zacna i gratuluje odwagi, że pojechaliście w tą gorączkę na południe Europy motocyklami z demoludów.
Jestem zdziwiony, że dało się ożenić gaźnik Jikov z Jawy 638 do MZ ETZ 250. :o
I można było normalnie tak jechać?
-
W MZ padł i tak słaby gaźnik. Przepustnica bardzo klepala ale trzymał wolne obroty i poza hałasem było ok. Po 500km zaczynał marudzić przy hamowaniu- gasł i strzelał w tłumik. Usterka ta nasilała się coraz bardzie. Wielokrotne rozbieranie i czyszczenie nie dało rezultatu. W końcu na granicy po 660km drogi całkiem odmówił posłuszeństwa. Zostawiliśmy MZ na stacji paliw i następne 200 km pojechaliśmy jawą. Rankiem okazało się że przepustnica sama skasowala sobie luzy i staneła na dębowo. Po wyrwaniu jej z korpusu poszedł w ruch papier ścierny i udało się ją znowu dopasować ale motocykl nadal nie jeździł. Mirage srwierdził że ma zapasowy gaźnik od jawy więc nic nam nie zostało jak spróbować... Po burzy muzgów i pocięciu dwóch gum gaźnik pasował idealnie. Nawet nieźle jeździł ale gaśnięcie i strzał w tłumik był dalej choć mniej dokuczliwy. Spalanie w MZ wynosiło ok 7litrów! Pewnie gdybyśmy mieli mniejsze dysze to etka nieźle by zasuwała na tym gaźniku. Po umęczeniu sześciuset km w tym transfogarskiej, wpadliśmy na obwodnice Bukaresztu w największe upały i korki. Pewnie było 40stopni odczówalnej temperatury... Dwa pasy w jedną stronę ogrodzone betonowymi zaporami i jazda równo z autami spowodowała szarpanie mojej maszyny. Zjazd na pobocze a później na stację paliw spawił iż trochę odetchnęliśmy.
-
"Jesteś w stanie zrobić podsumowanie usterek w Jawie i MZ?"
Co do trampa to, były dwie awarie.
1. Uszkodzony przekaźnik vape, pojawiało się zwarcie przewodu masowego odpowiadającego za gaszenie motocykla. Po odpięciu przewodu dalsza jazda przebiegała bezproblemowo za wyjątkiem gaszenia motocykla. Niestety trochę trwało (około 1000 km) zanim to zdiagnozowaliśmy. Najpierw usterka pojawiała się czasami, motocykl dławił się i przygasał. Na wysokich obrotach można było spokojnie jechać. Dopiero w momencie stałego braku iskry (w połowie zjazdu transalpiny) spotkani jawerzy z Czech pomogli zdiagnozować usterkę. Wcześniej między innymi podmieniałem gaźnik, wymieniłem świece, przewody zapłonowe, i zrobiłem obejście stacyjki.
2. Druga awaria to rozsypany wał. Na tłoku znalazłem kawałek metalu, gładzie cylindrów były nieruszone. Początkowo łudziłem się, że może coś z gaźnika wypadło. Złożyłem wszystko do kupy i przejechałem spokojnie jeszcze około 100 km. Ale niestety było coraz gorzej więc odpuściłem dalszą jazdę.
W sumie nakręciłem 2671 km.
-
Na trasfogarskiej Zaczęła kaprysić jawa Mirage ale tylko na chwilę. Na w/w stacji paliw dzięki Mirage i dobrym ludziom udało się załatwić stary ale orginalny gaźnik do MZ. Z dwóch złożyłem jeden i etka jechała jeszcze lepiei i mniej kaprysiła. Podmiana świecy nie pomogła. Po noclegu rankiem o 5 ruszyliśmy żeby wykorzystać chłód lecz po 100 km tracę kontrolki, sygnał i buuuu. Wiadomo że brak ładowania. Wszelkie próby uruchomienia jawy nie pomogły. Podpięty na krótko aku Mirage nie pomaga odpalić mojej maszyny.... Dziwne ale warunki polowe więc wszystko możlie. Znowu dostajemy super pomoc od rumunów i zostaję przewieziony na pace sprintera do mechanika motocyklowego. Wspólnie podjeliśmy decyzję że Mirage jedzie dalej do złotych piasków i w drodze powrotnej się połączymy. Mechanik spocił się i wymienił sprawny regulator napięcia ale okazało się jednak szczotki były uszkodzone. Ukruszył się przewód miedziany łączący szczotkę z obudową. . Po wymianie zdecydowaliśmy że znowu rano ruszamy lecz po ujechaniu 10km mój motocykl staje. Brak jest iskry więc podmieniam zapasowy moduł i świeżo zapkupioną cewkę zapłonową lecz pupa...
-
Pozostał tylko czujnik halla za tdrzydzieści złotych w układzie na który znowu mam czekać jeden dzień a mechanik przyjmnie mnie za dwa dni. Dwa dni na powrót i 1364 km to stanowczo zbyt dużo dla mojej żony a w poniedziałem muszę iść do pracy więc szybka decyzja i powrót samolotem do domu. Motocykle czekają na transport w Rumunii.
Apropo gażnika jawy w MZ podejrzewam że może dobrze jeździć tylko trzeba potestować rozmiary dysz. Padł i obrotomierz i prędkościomierz w etce. Telefon na obwodnicy tak się przegrzał że przeszedł w tryb uśpienia i skasowała się książka telefoniczna:)
Oczywiście Bułgaria jawą nie została zaliczona więc wrócę tam znowu.
-
"Pozostał tylko czujnik halla za tdrzydzieści złotych..."
tak z ciekawości jaki masz zapłon?
-
Golf
-
Czyli jednak temperatura w samochodowym rozdzielaczu jest niższa i tam się sprawdza, a pod deklem w Jawie w ekstremalnych warunkach już nie. Ja u siebie stosuję tylko czujniki indukcyjne (impulsatory) bo są nie do uszkodzenia (jedynie mechanicznie).
-
Mirageg3 ile miałeś zrobione km na tym wale? Zagładales do niego przed wyjazdem?
-
"Odp: Bułgaria 2023
« Odpowiedź #21 dnia: Dzisiaj o 16:06:53 »
Cytuj
Mirageg3 ile miałeś zrobione km na tym wale? Zagładales do niego przed wyjazdem?"
W momencie awawarii silnik miał przebieg 20400 km, silnik nie połowiony, cylindry nominalne, rok produkcji 1997. Liczyłem się z tym, że tak to się można skończyć choć bardziej obstawiałem ewentualną awarię łożysk sworzni tłoka.
-
Kurde niby jeszcze nie tak dużo ale już ze spokojną głową nie pojechałbym w taką trasę. Najgorsza awaria jaka może być w Jawie. Ze wszystkim coś przyczarujesz ale z wałem nic nie zrobisz..
-
Zakres temperatury pracy oba czujniki mają podobny, poniżej 90stopni. Z tego co pamiętam ktoś mierzył temperaturę pod deklem i chyba sporo przekroczyła 100 stopni
-
Czujnik indukcyjny to po prostu cewka nawinięta na metalowym rdzeniu. Maksymalna ciągła temperatura pracy drutu nawojowego to ok 200 st. C
-
Patrzyłem po danych producenta i max 85 stopni znalazłem.
-
Niežle. Powiem tak - gdzie kończy się plan to zaczyna się przygoda. Nigdy nie wiesz czy jak wyjedziesz Jawą to wrócisz ją a może samolotem. :o
Myślę że więcej czasu i powrót na kołach byłby możliwy.
Podziwiam że w taki upał jechaliście. Byłem tam miesiąc temu i było gorąco. A teraz to już całkiem skwar dla motocyklisty.
-
Gdyby stała sama jawa to przyleciałbym na miejsce samolotem i wrócił na kołach.
-
Gratuluję wyprawy! Fajna przygoda!
-
Gratuluję przygody. Choć plan spalił na panewce to za jakiś czas to właśnie ten "hardkor" będziecie najżywiej wspominać. Udana wyprawa byłaby nudna ;)
-
Podziwiam i szanuję!
-
No ja wróciłem wczoraj o 12 w nocy. Trochę pizdziało na Słowackich przełęczach ;-) Musiałem ubrać przeciwdeszczowce aby nie zamarznąć ;-)
Wyjechałem dzień przed Wami i szkoda ze sie nie udało spotkać gdzieś w Rumuni/Bułgarii.
Ja się "wlekę" z innymi predkościami więc podejzewam ze jazda razem by była koszmarem ;-) Przelotowa poza terenem zabudowanym to 65-69 km/h. Przelotowa na autostradach to 75-80 km/h. Maksymalna osiągnięta prędkość to 83km/h ;-)
Generalnie Cezet dojechało bezawaryjnie. W Albani "zagotowałem" hamulce na zjezdzie wąwozem Tamare. W Bułgarii padł prawy kierunek - wlaczajac kierunkowskaz palilo bezpiecznik i moto uziemiało kilka razy, ale godzina grzebania na stacji paliw i usterka naprawiona. W korkach na Węgrzech w Debreczynie juz myślałem ze przegrzałem silnik bo tracił juz moc.
Spaliłem 3,1 l oleju. Po drodze miałem 3 razy prewencyjne korekty zapłonu na kempingach, i raz naciagałem łańcuch ;-)
-
Jednak żeliwniak nie do zdarcia :) Gratuluję
-
Super że chociaż ty uratowałeś honor jawacz. My pierwszego dnia zrobiliśmy 730 a później codziennie coraz mniej.
Gdybym miał jeszcze dwa dni wolnego...
-
Naczelny fajnie Cię znowu widzieć na forum! Čezeta nadal w kolorze zielonego trabanta?
-
Ja liczyłem dziennie przebiegi na około 330km. No i na etapach płaskich spokojnie dobijałem do 400km a na etapach górskich w Albanii czy Bułgarii ledwo dobijałem do 200 km ;-) Ostatniego dnia na szczała zrobiłem 600km ale nigdy wiecej takich długich dystatsów ;-)
-
Transalpina:
-
Najważniejsze, że humory dopisały. Będzie co wspominać.
-
Oj będzie. Wyjazd był super. Choć Dziukowi się jeszcze nie skończył.
Nie wiem jakie Wy Robert odnieśliście wrażenie ale jak dla mnie Rumuni to chyba najbardziej życzliwy naród jaki poznałem.
Może oni tak motocyklistów lubią czy co. Ja w każdym razie jestem pełen podziwu dla nich.
-
Bardzo życzliwy. Tylko języka polskiego nie rozumieją. Po francusku chcieli rozmawiać.
-
Naród fajny ale ich styl jazdy mi nie odpowiada :-D Ilosc zagrozen na Rumunskich drogach jest porazająca. Ich gnanie na oślep, niebezpiecznie wyprzedzanie, przekraczanie predkosci, etc, jest masakryczne. Przez całą jazdę przez Rumunię, oczy dookoła głowy. Rok temu w Rumuni miałem "schizę" z jazdą bo na moich oczach zmasakrowały się dwa auta. Prawdziwy odgłos gietej blachy jest inny niz na filmach. Gosc nie wychamował (leciał 70 w terenie zabudowanym jak wszyscy) i wbił się w auto włączające się z posesji na drogę. No i te dzikie psy które ganiają za motocyklistami :-D
-
Duży szacun za wyprawę. Brawo :)
Dwa lata temu objechaliśmy Albanię oraz kawałek Grecji i Macedonii ale to na K1200 i łatwo nie było.
Na Jawę czy CZ to byśmy się chyba nawet nie spakowali :)
Naczelny w Albanii podobnie, gość mi wyjechał na czołówkę i jeszcze długimi migał żebym uważał. Taki klimat mają 8)
-
I Tu się nie zgodzę z Tobą kolego Naczelny. Jestem w Rumunii po raz nasty...i wiem, że jest imaczej niżeli w Polsce na drogach ale ich sposób poruszania sie na drogach jest specyficzny, wiem że jest inaczej, ale jak chcesz tak samo to only Poland. Pisałeś że byłeś w Albanii na Tamarë i jak wrażenia?
Poza górami? Byłeś w jakimś centrum miasta? Tu że masz pierwszeństwo na drodze z piwreszeństwem przejazdu nie znaczy że nie koniecznie .
W sensie że jak jedziesz do danego kraju chcesz czy nie- akceptujesz inne warunki drogowe.
Ps. Nogdu nie knedlem ale może dziwne ale zawsze jak byliśmy w Rumunii to spowolniały nas inne pojazdy ....
-
Tamare super :-) Moim zdaniem jadna z lepszych dróg krajobrazowych w Albanii :-)
Co do Rumunii :-)
To ja "tamowałem" ruch bo nie byłem w stanie nadazyć "za lokalesami". Po prostu przejazd zakrętu w terenie zabudowanym, z taką predkością, ze wiem ze nie dam rady bezpiecznie zahamować w przypadku zauwazenia niebezpieczeństwa, to dla mnie głupota. Od wielu lat jezdze do Rumuni. Rumunia się zmienia. U nast tez tak się jezdziło 60-70 w terenie zabudowanm. Z czasem to sie zmienia. Zresztą ja nie jestem motocyklistą, tylko turystom na motocyklu ;-)
-
Spoko. W tym roku forum się jakoś mocno "rozjeździło " i to bardzo dobrze.
Podziwiam was, że jeździcie na knedlach lub podobnych demolutach w tak dalekie trasy. Ja z różnych względów mam na takie wyprawy inny Moto.
Co do Tamare i SH20 pytałem teoretycznie.
I dla tych co byli w Rumunii. Albania jest lepsza. ;D
-
SH20 też jechaliśmy, fajnie bo tam stacji benzynowych nie ma i benzynę kupowilismy w sklepie spożywczym w butelkach po napojach ;D
Diesla można było kupić z beczki postawionej na pace starego Forda Transita