Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Turystyka, Spotkania, Zloty => Wątek zaczęty przez: DZIUK w Października 12, 2020, 09:44:10
-
Wybieram się moją Jawą 350 na trasy: Transalpinę i Transfogaraską w 2021 roku.
Termin to 26 czerwca do 4 lipca, choć trzeba wziąć pod uwagę ewentualne poślizgi. Trasa zimą i wiosną jest zamknięta do bodajże 10 czerwca z powodu zalegającego śniegu. Najlepiej gdyby to były maszyny typu Jawa 350 lub tfu MZ 250 ponieważ z racji długich podjazdów słabsze maszyny odpadają. Japonia też do takiego składu nie pasuje i tylko by się z nami męczyła. Trasa powinna mieć nie więcej niż ok 3-3,5 tysiąca km- czyli tyle co jeździło się na dwa dalsze zloty w Polsce. Czas jaki przewiduję to ok 9 dni. Trzy dni jazdy w jedną stronę (ja mam 1000 km), trzy dni na miejscu i trzy dni na powrót. Jeśli chodzi o kasę to raczej będę się starał wyrobić w niskim budżecie i na głupoty jej nie wydawać, aczkolwiek noclegi jeśli się tylko da to pod dachem. Ogólnie jestem przeciwnikiem mocnego planowania wyjazdów i z tego co czytałem da się tak pojechać (nie ma problemu z noclegami na już). Jak nie dam rady obu tras zrobić to też będzie dobrze. Motocykl oczywiście należy dobrze przygotować! Proszę nie pitolić że się nie da tam Jawą pojechać. Jedyny poważny problem jaki może wystąpić to korona-wirus i zamknięte granice lub kwarantanna. Wtedy oczywiście temat nieaktualny. Mam nadzieję że przez te ponad sześć miesięcy wszystko się chociaż przyciszy (a szczepienia ruszyły) i jest dużo czasu na przygotowanie motocykla. Jeśli ktoś z forumowiczów już tam był to fajnie by było jakieś porady otrzymać. Proszę o rzetelne podejście do tematu przez chętnych! Mój telefon kontaktowy: 509 dwa trzy dwa 431.
W związkiu z nowym rokiem proszę chętnych o dopisanie się do listy chętnych:
1. Dziuk
-
Dziuk - liczyłeś jakieś wstępne koszty? Pisałbym się na taki wyjazd choć 500 km średnio dziennie to sporo. Wszystko zależy od terminu.
-
Kosztów nie liczyłem bo to nic nie zmieni- i tak kasę trzeba wydać!;) 1000 na paliwo, żreć to wszędzie trzeba a najdroższe będą noclegi. Jadąc bez większego planu ciężko je wycenić. Myślę że koszt pomiędzy 3-5 tysi. 500 km na raz to dużo ale na cały dzień jak rozbijesz w odcinkach po ok 150 km i dłuższa przerwa to myslę że dałbym rade. Jakby co jestem elastyczny...
-
Wstępnie się piszę - w zależności od dokładnego terminu.
-
Zawsze miałem ochotę pojechać w tamte strony.Na razie nic nie deklaruje bo czasy są zbyt poje.... ale ochotę mam oczywiście
-
Byłem nie raz, osobiście mógłbym tam wracać co roku. Ze swojej strony dodam, że nie pojechał bym tam w tym terminie - lipiec, sierpień. Najlepszy termin to druga połowa czerwca- trzeba pilotować czy już otwarte zostaną drogi wszystko jest na internetach. Drugi dogodny termin to wrzesień.
W sezonie jest tam masakra- ludzi- autokarów co blokują drogi jest zatrzęsienie- nie polecam w tym terminie.
Byłem tam cztery razy w tym raz w sezonie to wiem jak tam jest.
W razie czego służbę pomocą.
-
Zawsze chciałem tam jawą pojechac, jednak nie do zamków ani na wesoły cmentarz. Rumunia to także jedyne w Europie błotne wulkany i piękny park narodowy na wschód od chyba transalpiny. Do tego biwakować wg prawa można prawie wszędzie, co znacznie może ograniczyć koszty
-
Właśnie miałem pisać o terminie że temperatury dla knedli zabójcze. sebaxll dobrze prawi bo nawet +40 można trafić...
-
Jako bywalec rumuńskich gór moje uwagi:- wrzesień ok, mniej turystów, temperatury mniej zabójcze dla knedla- za wrześniem przemawia też brak pokrywy śnieżnej, która i do końca czerwca potrafi leżeć
- Moim zdaniem Transalpina ładniejsza- da się to zrobić budżetowo, ceny w RO porównywalne do PL, kempingi na dziko dozwolone
- w tym roku w połowie września było 30 w dzień i ok.10 w górach (ok 1800mnpm).- zamek Drakuli super, ale nie w moto ciuchach, wchodzisz po 1480 schodach, warto mieć buty na przebranie, koszt 10 lei
- 7 dni to napięty termin, biorąc pod uwagę dojazd do samej np. Oradei
- auto się grzeje mocno na trasie, mogą być konieczne przerwy ;)
Z ciekawostek w tym roku po Transfogarsiej biegał miś, na szczęście byliśmy w aucie, więc spanie na dziko w RO jest ryzykowne w górach, zwłaszcza małą ekipą.W razie pytań służę pomocą i fotkami, jestem tam co roku.
Knedlem się da.
-
Hmmmm
-
Zawsze chciałem tam jawą pojechac, jednak nie do zamków ani na wesoły cmentarz. Rumunia to także jedyne w Europie błotne wulkany i piękny park narodowy na wschód od chyba transalpiny. Do tego biwakować wg prawa można prawie wszędzie, co znacznie może ograniczyć koszty
Bimber a gdzie Ty już nie chciałeś pojechać :D
-
Generalnie termin jest mi całkiem obojętny. Dostosuję się do zdecydowanych. W pierwszej chwili myślałem o pogodzie, aby zmniejszyć ryzyko jazdy po ostrych winklach w deszczu. Wiadomo góry jak to góry żądzą się swoimi prawami. Spanie wolałbym raczej pod dachem ze względu na stare kości... Nocowanie pod chmurką to jest tańsza obcja ale chyba nie warta tej oszczędności i trzeba więcej gratów zabrać. Jeśli komuś pasuje wrzesień to też może być, choć dla knedli chyba jednak czerwiec byłby lepszy. Generalnie najpierw muszą się znaleźć osoby zdecydowane i co najważniejsze słowne! Wtedy razem jakieś szczegóły można planować. Jeśli pojadę sam to bez planu.
-
Do kiedy ewentualną decyzja.? Trasa kusi, Knedel wędrowny by się znalazł. Ino czy dupa kierownika da radę, 500 to jednak sporo
-
Zabierzecie mnie ze sobą??? :)
-
Ty będziesz prowadził bo masz nawigację
-
Ty będziesz prowadził bo masz nawigację
Z tą jego nawigacja to 700 wyjdzie zamiast 500 dziennie :)
-
Saszek lunij mu albo ja to zrobie ;)
Coś mu nie pasuje super navi.
-
Saszek lunij mu albo ja to zrobie ;)
Coś mu nie pasuje super navi.
Do nawigacji nic nie mam, operator kiepski i tyle.. :)Dobra nie śmiećmy tu
-
Mnie też najbardziej martwi ból d...py i brak chęci jazdy dnia następnego. Dałem wcześnie info aby na spokojnie to sobie przemyśleć. Decyzję o wyjeździe chciałbym znać do końca zimy, aczkolwiek bez ciśnienia na daty. Poprostu bez chętnych pojadę sam i tyle.
-
W Rumunii jeszcze nie byłem, jak mnie żona puści to chętnie bym się przejechał.
-
Czyli nie jedzie :P
-
W Rumunii jeszcze nie byłem, jak mnie żona puści to chętnie bym się przejechał.
Dobrze i 2 minutki mieć nadzieję.
-
W sumie długo nie musiał czekać odmowa i tyle . Sam się śmieje , ale jeszcze nie poruszałem tematu w domu jak większość wie chodzę o kulach i trochę ciężko się spier..... :p
-
Już wam mówię jak to się robi.
Kupuję sobie Cinquecento - z sentymentu
Mówię żonie - kupuję furę za dwa tysiące
Żona na to durniu na co ci to
Dostała 250zl na torebkę
Od tej pory mówi - ale fajne autko, prawie nowe - potrzebne takie jakby któreś z naszych na serwisie wylądowało.....
-
W Rumunii jeszcze nie byłem, jak mnie żona puści to chętnie bym się przejechał.
No to se polatałeś.
-
Czeron samiec alfa hihi
-
Wspaniały pomysł, planowałem taki wyjazd ale na cegle... w sumie dlaczego nie na Jawie. Będę śledził wątek i określę się bliżej terminu. Zobaczymy jak się będzie klarować sytuacja ogólna.
-
Zastanawiam się nad terminem: 28.06-06.07.2021. Rok szkolny by się zakończył więc dla mnie mniejszy problem z dzieciakami.
-
Dla mnie każdy dobry, byle nie połowa lipca i ostatnie dwa tygodnie wrzesnia. I sie piszę.
-
A jakaś trasa dojazdowa wymyślona? Chociaż wstępnie?
-
A Wy to chyba na innej planecie żyjecie..... takiej bez koronki....
-
A Wy to chyba na innej planecie żyjecie..... takiej bez koronki....
Bo??? W tym roku byłem na motocyklu we Włoszech i koronka mi w tym nie przeszkodziła.Zresztą, ta wyprawa to dopiero przyszły rok. Wiele się może zmienić.
-
A Wy to chyba na innej planecie żyjecie..... takiej bez koronki....
Bo??? W tym roku byłem na motocyklu we Włoszech i koronka mi w tym nie przeszkodziła.Zresztą, ta wyprawa to dopiero przyszły rok. Wiele się może zmienić.
A nie, to co innego, to gratuluje:)
-
Moja trasa: https://www.google.com/maps/dir/21-480+Wola+Okrzejska,+Polska/Transf%C4%83g%C4%83r%C4%83%C8%99an,+Rumunia/@48.8157492,21.1229198,6.75z/data=!4m13!4m12!1m5!1m1!1s0x472209d16f9ee699:0xfbea0e1cd8e7cc70!2m2!1d22.1336435!2d51.7494805!1m5!1m1!1s0x474cddaa384c96af:0x50517e7abd608737!2m2!1d24.6250337!2d45.453372 (https://www.google.com/maps/dir/21-480+Wola+Okrzejska,+Polska/Transf%C4%83g%C4%83r%C4%83%C8%99an,+Rumunia/@48.8157492,21.1229198,6.75z/data=!4m13!4m12!1m5!1m1!1s0x472209d16f9ee699:0xfbea0e1cd8e7cc70!2m2!1d22.1336435!2d51.7494805!1m5!1m1!1s0x474cddaa384c96af:0x50517e7abd608737!2m2!1d24.6250337!2d45.453372)
Na razie nie wiadomo kto pojedzie więc trudno o dokładne ustalenia. W uzgodnieniu z bywalcami Rumuńskimi ustaliłem że termin 10 dniowy jest najbardziej realny. Trasa do pokonania to minimum 2400 km. Wychodzi statystycznie ok 240 km dziennie. Jeśli chodzi o chętnych z dalszych okolic to uważam że trzeba by spotkać się gdzieś w okolicy przejścia granicznego w Barwinku z noclegiem i dopiero ruszyć całą ekipą dalej.
-
To ja mam bliżej, Barwinek mniej niż sto, to prawie pod domem.
-
Jest i moja ulubiona miejscowość Szatoralujehely :D
Te nazwy na Węgrzech mnie rozbrajają
-
Jest i moja ulubiona miejscowość Szatoralujehely :D
Te nazwy na Węgrzech mnie rozbrajają
Też Ci się z "karną kompanią" kojarzy? ;)
-
Jest i moja ulubiona miejscowość Szatoralujehely :D
Te nazwy na Węgrzech mnie rozbrajają
Też Ci się z "karną kompanią" kojarzy? ;)
Tak jest
A propos Dziuk nigdy nie zaczynałem tej trasy z tej strony.
-
Seba z podjazdem to się jeszcze ustali z bywalcami a z tego co słyszałem na transofgaraskiej jest to różnica. Generalnie więcej zainteresowanych jest ze polski C więc ten Barwinek by pasował.
-
Seba z podjazdem to się jeszcze ustali z bywalcami a z tego co słyszałem na transofgaraskiej jes to różnica.
No właśnie. Robi się ją odwrotnie. Przynajmniej w moim odczuciu tak to wygląda
Przypomniałem sobie, że kiedyś kolega wrzucił film z naszej pierwszej wyprawy:
https://youtu.be/HAw2efjPy9Y
-
To musiałbym jeszcze minimum 2 dni doliczyć plus jakieś 1200 km
-
Sibert ale masz farta- dwa dni szczęścia więcej!
-
Temat do rozważenia ;)
-
Jak termin będzie utrzymany i powstanie lista to się piszę.
-
Termin raczej zostanie. Z listą czekam do końca grudnia- początek stycznia. Dużo ludzi klepie wtedy terminy urlopów więc sporo się wyjaśni.
-
Zastanawiam się nad terminem: 28.06-06.07.2021. Rok szkolny by się zakończył więc dla mnie mniejszy problem z dzieciakami.
Zastanów się jeszcze nad przesunięciem terminu o dwa dni wcześniej. Zawsze to dwa dni mniej urlopu do wybrania dla tych co na etacie.
-
Nie robi mi to dużej różnicy więc jeśli ze mną pojedziesz to OK..
-
To nie tam chodził aptekarz?
Jest i moja ulubiona miejscowość Szatoralujehely :D
Te nazwy na Węgrzech mnie rozbrajają
-
Uaktualniony pierwszy post.
-
W związkiu z nowym rokiem proszę chętnych o dopisanie się do listy chętnych:
1. Dziuk
2. mirageg3
-
1. Dziuk
2. mirageg
3. Matyniu333
-
Podbijam aczkolwiek martwią mnie te paszporty cowidowe...
-
Podbijam aczkolwiek martwią mnie te paszporty cowidowe...
Może nie będzie tak źle bo paszporty mają być podobno nie tylko dla zaszczepionych ale i dla tych z negatywnym testem.
Pytanie tylko czy ryzykować jeśli się nie ma szczepienia.
-
Mam nadzieję że paszporty będą potrzebne do transportu zbiorowego a nie przekraczania granicy!
-
Wykasztanił mi się wyjazd w Alpy a urlop sobie już zaplanowałem. W związku z tym może bym się wybrał z wami?
-
A jak sobie życzysz ; ) Jesteś starym bywalcem w Rumunii to może nie zginiemy...
-
Podbijam!
Dopisywać się do listy bo przegapicie imprezę życia... ;D
-
Podbijam!
Dopisywać się do listy bo przegapicie imprezę życia... ;D
dziuku a będą Rumunki ;D
-
Podbijam!
Dopisywać się do listy bo przegapicie imprezę życia... ;D
dziuku a będą Rumunki ;D
Zdajesz sobie sprawę że forum przegląda Twoja lepsza połówka ;D
-
Podbijam!
Dopisywać się do listy bo przegapicie imprezę życia... ;D
dziuku a będą Rumunki ;D
Zdajesz sobie sprawę że forum przegląda Twoja lepsza połówka ;D
:D
-
Podbijam!
Dopisywać się do listy bo przegapicie imprezę życia... ;D
dziuku a będą Rumunki ;D
No Panie a garażowe czeszki nie wystarczą :P
-
Podbijam!
Dopisywać się do listy bo przegapicie imprezę życia... ;D
dziuku a będą Rumunki ;D
No Panie a garażowe czeszki nie wystarczą :P
no Czeszki niczego sobie tę cylindry te wydechy no można się na to godzinami gapić
-
Atram nie bądź jak pies ogrodnika! Sama na rumunki nie pojedziesz i staremu nie dasz... Obiecuję że będę go pilnował i max jedna rumunka dziennie co by się chłopina tobie nie zniszczył ;D ;D ;D
-
Zaliczyłem w zeszłym roku ;D
https://goo.gl/maps/eTHtNTHgwcAct3mD9 (https://goo.gl/maps/eTHtNTHgwcAct3mD9)
-
Atram nie bądź jak pies ogrodnika! Sama na rumunki nie pojedziesz i staremu nie dasz... Obiecuję że będę go pilnował i max jedna rumunka dziennie co by się chłopina tobie nie zniszczył ;D ;D ;D5
A ty za siodlo w motocyklu robisz ze wiesz ;D ;D
-
Atram nie bądź jak pies ogrodnika! Sama na rumunki nie pojedziesz i staremu nie dasz... Obiecuję że będę go pilnował i max jedna rumunka dziennie co by się chłopina tobie nie zniszczył ;D ;D ;D
e to jak będą Rumunki to ja nie jadę bo one się nie myją i wogule
-
Atram nie bądź jak pies ogrodnika! Sama na rumunki nie pojedziesz i staremu nie dasz... Obiecuję że będę go pilnował i max jedna rumunka dziennie co by się chłopina tobie nie zniszczył ;D ;D ;D
e to jak będą Rumunki to ja nie jadę bo one się nie myją i wogule
Zdziwił byś się ...
-
Pozdrawiamy z Rumunii.
-
Szacun, pozdrawiam!
-
Szacun chłopaki ;)
-
Super sprawa! Pozdrawiam również!
-
3mam kciuki, powodzenia
-
Pięknie. Brawo Panowie i powodzenia.
-
Ale wam fajnie. Zazdraszczam, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego. Jest tam pięknie. W głowie siedzą mi te trasy, winkle i krajobrazy.
Udanej i bezawaryjnej przygody życzę.
-
Super fotka.
-
Piękna sprawa :), szerokości i trzymam kciuki :)
-
Transalpinę zrobiliśmy w dwie strony i dojechaliśmy do transofgaraskiej. Jemy obiad i atakujemy z północy. Jutro z południa i do domu.
-
Ma ktoś automat sprzęgła na zbycie w Rumunii?
-
Ma ktoś automat sprzęgła na zbycie w Rumunii?
Można go tam jakoś dosłać?
-
Ale jaja! Mirage na piechotę uciekał przed niedźwiedziem, CZ została w rowie...
-
Super Chłopaki, powiedzenia życzę
-
Po powrocie musicie napisać obszerną relację.
Już widzę że będzie co czytać.
-
Sprzęgło na trytkach. Zaliczyliśmy 6 niedźwiedzi na transfogaraskiej. Chichraliśmy się pół godziny po tej ucieczce.
-
Super wyprawa jest czego zazdrościć
-
Fktycznie, emocji dzisiaj nie brakowało.
Dzięki Dziuk za pomoc, na piechotę bym nie uciekł.
-
Pozdrawiamy z Rumunii.
Hej, co to za model kasku - ten Caberg w dobrze widocznym kolorze?
Pozdrawiam, szerokiej drogi. Rumunia jest super :)
-
Hej, co to za model kasku - ten Caberg w dobrze widocznym kolorze?
Pozdrawiam, szerokiej drogi. Rumunia jest super :)
Dzięki za pozdrowienia, kask to model Duke II.
-
Melduję, że Czesława dzielnie doturlała się do domu.
Na zegarze przybyło 2468 km, tyłek boli.
Jeszcze raz podziękowania dla Dziuka za organizację (czyli jej brak ;-) ) imprezy i za toważystwo na trasie.
Wyjazd był rewelacyjny, polecam wszystkim!
-
Ja też w domu bez wydarzeń. Coś się naskrobie za parę dni.
-
To spoko że wszystko w porządku.
Jakoś szybko wam to poszło.
-
Piękna wyprawa, czekam cierpliwie na zdjęcia i relacje.
-
Jeszcze raz szacun ;)
-
Pogratulować wyprawy.W przyszłym roku nie odpuszczę takiej wyprawy
-
trochę moich zdjęć, jak ktoś ma ochotę to zapraszam do oglądania:
https://photos.app.goo.gl/wQuTHkGhQnAhaPAp8
-
Gratulacje! wyprawa jak z okładki Żurnala , ja już niestety ze względu na stan zdrowia mogę sobie tylko pomarzyć o takiej wyprawie :( w moim zasięgu tylko Bieszczady pozostały z takich atrakcji .
-
Twardą dupę trzeba mieć i troszkę odwagi na taką wyprawę, gratuluję chłopaki obu tych zalet. Fajne foty, miło się ogląda i też by się chciało zobaczyć te widoczki osobiście. Knedlem bym się nie wybrał ale gdyby kiedyś był wyjazd większymi motocyklami, to bardzo chętnie :)
-
Pozytywne zazdro odwagi i zajawki :)
-
Pozdrawiam i szacun za wyprawę.
-
Mistrzostwo świata.
-
Twardą dupę trzeba mieć i troszkę odwagi na taką wyprawę, gratuluję chłopaki obu tych zalet. Fajne foty, miło się ogląda i też by się chciało zobaczyć te widoczki osobiście. Knedlem bym się nie wybrał ale gdyby kiedyś był wyjazd większymi motocyklami, to bardzo chętnie :)
Chodzi mi po głowie taki wyjazd od kilku lat, pierwotnie rozważałem udział w tej właśnie zakończonej wyprawie, z różnych względów odpuściłem. Jednak jestem nadal chętny szczególnie gdy wchodzi w grę większe moto.
Szacun i gratulacje dla bohaterów wyprawy. pzdr
-
Coś ode mnie: https://photos.app.goo.gl/w49iinYmmRrkTF7Z6
-
Fajna wycieczka :)
-
Twardą dupę trzeba mieć i troszkę odwagi na taką wyprawę, gratuluję chłopaki obu tych zalet. Fajne foty, miło się ogląda i też by się chciało zobaczyć te widoczki osobiście. Knedlem bym się nie wybrał ale gdyby kiedyś był wyjazd większymi motocyklami, to bardzo chętnie :)
Wyjeżdzamy z kumplem na dwa moto z wózkami 11 lipca - powrót 17go. Przelotowa jakieś 8 dyszek - masz szansę
-
Twardą dupę trzeba mieć i troszkę odwagi na taką wyprawę, gratuluję chłopaki obu tych zalet. Fajne foty, miło się ogląda i też by się chciało zobaczyć te widoczki osobiście. Knedlem bym się nie wybrał ale gdyby kiedyś był wyjazd większymi motocyklami, to bardzo chętnie :)
Wyjeżdzamy z kumplem na dwa moto z wózkami 11 lipca - powrót 17go. Przelotowa jakieś 8 dyszek - masz szansę
Chętnie, gdyby temat był wcześniej nagłośniony i gdyby to nie był wyjazd z wózkami. 8 dyszek przelotowa to bym motóra zamulił. Bardziej by mi pasował wyjazd z mocniejszym solówkami, wtedy można pociągnąć, bo ja lubię troszkę szybciej ;)
-
To jedź sam - to też ma swoje plusy
-
Rumunia na Jawie 350- 2021
Jesień 2020-go roku. Nuda spowodowana Covidem sprowokowała myśli o zrobieniu czegoś nietypowego w nowym roku. Zawsze marzyłem o podróży dookoła Polski, lub zaliczeniu osławionej transalpiny w górach Rumunii. W sumie padło na transalpinę z awaryjnym wyjściem objazdu Polski w przypadku zamkniętych granic. Od myśli do czynów daleka droga, a znając swoje słabości i słomiany zapał zaraz zrezygnuję w przypadku jakichkolwiek przeciwności lub lenistwa. Aby uniemożliwić sobie zmianę planów w swoim otoczeniu i na forum Jawacz rzuciłem głośno hasło wyjaz-du. Teraz wstyd byłoby się wycofać...
Słowo się rzekło więc trzeba przygotować motocykl do wyjazdu. Po długim oczekiwaniu w kolejce dostałem się wreszcie do serwisu ASO Jawa Lublin. Robota trudna i dużo jej. Wymiana silnika z do-brego na wyremontowany, gaźnika, prostowanie mocowań silnika, stelaże pod kufry i inne pierdoły. Po odebraniu sprzętu nowa instalacja elektryczna mojej roboty (elektryk dostałby zawału) i docieranie jawy. Jak to w życiu bywa brak czasu na tak zbędny element...
W rozmowach z bywalcami Rumuńskimi ustalam, że plan jazdy bez planu to dobry plan. Chętnych na wyjazd mało więc planem minimum zostaje dojazd na miejsce i zaliczenie jednej trasy w jedną stronę. Docierania ciąg dalszy. Trzy dni przed wyjazdem na szafie 430 km łapie mi lewy cylinder. KUR....A!!! Co tu robić? Wymieniłem poprzedni silnik, bo też złapało w nim lewy gar a zmiana gaźnika i olej motula nie pomogły. Dwa dni przed wyjazdem gubię portfel z kartą kredytową a dzień przed wyjazdem dwie pszczoły żądlą mnie w obie dłonie, które oczywiście puchną a mam nowe ciasne rękawice... Jakieś fatum czy ostrzeżenie od opatrzności? Szybki telefon do Mirage czy na pewno jedzie i sprawa jasna -JADĘ!!!
-
Dzień pierwszy:
Godzina 5:00 ruszam z domu w kierunku Lublin- Rzeszów. Jadę powoli, bo jeszcze docieram silnik tak ok 80km/h. Pierwszy postój robię po 170km. Cztery litery już mnie bolą a to dopiero początek. Na dziesiąta docieram do Rzeszowa, gdzie tankuję rumaka i odpoczywam. Niebo jest zachmurzone, ale nie pada więc pogoda super na docieranie... 10 km przed Barwinkiem opuszcza mnie szczęście i zaczyna padać. Szybka decyzja i zjeżdżam na najbliższy przystanek autobusowy. Czekam dwadzieścia minut na koniec deszczu, ubieram kombinezon i dzida dalej. Mirage nie ma tyle szczęścia i jedzie prawie 200 km w deszczu. Punkt zborny mamy przy jeziorze Domasa na Słowacji, gdzie docieramy na godzinę trzynastą. Szybkie zapoznanie się, wspólny posiłek i jedziemy już wspólnie. Mirage podejmuje się zadania tłumaczenia na angielski i nawigowania trasy. Jak się później okazuje większość spotkanych przez nas ludzi obsługujących turystów nie zna angielskiego
-
Dzień drugi:
Rano przy pakowaniu motocykla zauważam uszkodzenie lewego wydechu- ścięte trzy z czterech nitów trzymających wkład. Po tylu latach akurat teraz musiały puścić? Czas na druciarstwo! Obieram z otuliny znalezioną elektrodę spawalniczą, wkładam w otwór po nicie i zabezpieczam trytką. Dumny z wykonanej pracy pakuję się dalej. Mirage ogląda ceśkę i okazuje się, że nowy oryginalny tylny amortyzator puścił i cieknie z niego olej. Plan na dzisiaj- dotrzeć w okolicę transalpiny a później się zobaczy. Niecałe 300km poszło nam w miarę sprawnie i stanęliśmy na obiadek w okolicy Sebes. W trakcie jedzenia decydujemy się nie odpoczywać tylko z biegu atakować trasę. Pogoda nam dopisuje, jest gorąco. Droga idzie nam dobrze, knedle nie marudzą i wspinają się. Kurde! Gdzie nie jesteśmy tam więcej Polaków niż Rumunów... Właśnie przetacza się konwój akcji Złombol przez transalpinę do Turcji. Kolejna awaria w mojej maszynie- brak kierunkowskazów. Na postoju wywalam nowy uszkodzony przerywacz i spinam kierunki na stałe. Dzida dalej! Trasa zaczyna być bardzo stroma, a mój jeszcze ciasny silnik zaczyna się przegrzewać... Trójka, dwójka i jedynka- Jawa odmawia jazdy jakieś dwa kilometry od szczytu. Staję na poboczu, którego nie ma. Silnik tak gorący, że muszę czekać ponad 20 minut na ponowną jazdę. Czesława z większym prze-biegiem dała radę wjechać na szczyt bez odpoczynku. Na szczycie stoi polski Żuk z polską załogą. Wymiana uprzejmości, szybkie fotki i jedziemy dalej, bo robi się coraz później. Zjazd do najbliższej turystycznej miejscowości to bajka! Przypomniałem sobie o posiadaniu hamulca tylnego i zasuwamy po winklach jak na wyścigach królewskiej klasy 500. Na nocleg zawijamy do pensjonatu Ela w Novaci a kolacja na mieście w jedynym otwartym punkcie. Za nocleg płacimy ok 60 lei a za kolację płacę 113lei (czułem się okradziony). Stan licznika- 410km
-
Dzień trzeci:
Rankiem bez śniadania atakujemy Transalpinę od strony południowej. Zmieniam taktykę jazdy i zasuwam głównie na dwójce co powoduje mniejsze grzanie się silnika i docieram na szczyt. Niestety ze śniadania na szczycie nici z powodu zamkniętych punktów gastronomicznych. Robimy kilka pamiątkowych fotek i kupujemy naklejki. Dzida w dół. Jazda znowu sprawia nam wielką frajdę. Szczęśliwi docieramy do kanajpki i stajemy na zasłużone śniadanie. Oczywiście trzydziestu polskich turystów ze złombolu szama z nami więc korzystam z okazji (dzięki kolego z maluszka) i pożyczam używany przerywacz z epoki- kieruneczki już są. Ponoć Transfogarska jest jeszcze zamknięta, ale motocykle się przeciskają bokiem. Drogami 7a, E81 i E68 pomimo dużego ruchu sprawnie docieramy do Trasy Transfogarskiej. Szybkie tankowanie na Lukoilu, zakup oleju 2T i idziemy na obiadek w motelu Castel 2000. Podczas jedzenia mija nas ok 50 motocykli z czego 30sztuk to BMW GS... Patrzymy na swoje motocykle, góry a w końcu na siebie i nie wymiękamy! Na obiadku pojawiają się dwaj motocykliści- oczywiście z polski a później para na GS-ach. Znowu Polacy a po krótkiej rozmowie okazuje się, że dziewczyna mieszka rzut beretem ode mnie... W sumie spotkaliśmy na tym odludziu więcej Polaków niż tubylców:) W końcu niespiesznie ruszamy na trasę. Zaczynała się spokojnie trochę łąk, kilka winkli leśnych i dojeżdżamy do głównych serpentyn poza linią lasu. Mijamy zakaz wjazdu, który przeoczyłem i 300 metrów dalej drogę zagradza nam fadroma spychająca betonowe zapory. Droga została oficjalnie otwarta więc jedziemy dalej. Widok zapiera dech w piersiach i w porównaniu z nią Transalpina wydała mi się niewinną ścieżką górską. Każdy przejechany metr jest piękniejszy od poprzedniego i teraz dopiero dociera do mnie jak warto było tu przyjechać, aby zobaczyć trasę na własne oczy. Robimy zdjęcia, filmiki, przepychamy się przez stada owiec, osłów oraz bezpańskich psów i bez problemów docieramy na szczyt. Gęby mamy uchachane i po mimo niskiej temperatury oraz zalegającego śniegu jest nam gorąco. Czas goni więc kilka fotek i uderzamy przez długi tunel na południową stronę góry. Piękne serpentyny mijają miło i docieramy do linii lasu. Kolejna awaria w mojej jawie- moje nowe sprzęgło, które od początku bardzo ciężko działało i kilkukrotnie musiałem napinać w czasie wyprawy odmówiło posłuszeństwa. Klnę pod nosem i zastanawiam się nad powagą sytuacji. Mirage jako pierwszy tnie dalej a ja zjeżdżam na pobocze. Zdejmuję prawą kapę i wszystko wydaje być ok. Zdejmuję nowy automat sprzęgła i kiszka- dźwigienka nie daje się wcisnąć. Łapy wybieraka nie siedzą w swoich wytłoczeniach a bolec jest obrócony o 45 stopni. Nie ma rady i biorę się za rozbieranie automatu. Wyciągam zabezpieczenie bolca które pęka w połowie... Doginam łapy wybieraka i zabezpieczam bolec kolejną trytką. Sprzęgło działa teraz lekko i dużo lepiej niż przed awarią. Wygląda na to, że było fabrycznie źle złożone. Dzida dalej. Po ujechaniu kilku km zauważamy nietypowe zamieszanie na drodze. Podjeżdżamy bliżej i okazuje się że jakieś zwierzę chodzi po jezdni przy stojących autach- poprawka to niedźwiedź a dokładnie samica z dwoma maluszkami blokuje przejazd i pomimo podjechania bliżej nie schodzi z niej. Ponieważ pamiętamy informacje o agresywności niedźwiedzich mam wycofujemy i czekamy. Wreszcie podjeżdża duży kemping więc korzystamy z okazji i chowając się za nim omijamy mamę. Zadowoleni ze spotkania stwierdzamy wspólnie, iż była to wisienka na torcie naszej wyprawy. Jak bardzo się myliliśmy okazało się po przejechaniu kilku kilometrów. Kurde znowu niedźwiedź na środku jezdni blokuje przejazd. Tym razem jesteśmy bardziej odważni i podjeżdżamy bliżej futrzaka. Szkoda, że kamerka nie była włączona. Nagle niedźwiedź rusza w naszą stronę, więc w panice zawracamy motocykle. Niestety Mirage ma zbyt mało miejsca i decyduje się na jazdę po przydrożnym rowie, w którym ceśka zapada się po osie w błocie. Niedźwiedź nadal idzie w naszym kierunku, więc Mirage porzuca maszynę i biegnie na piechotę, wskakuje na mój motocykl i razem zmykamy z zasięgu zwierzaka. Przy pomocy tubylców którzy jedzeniem odciągają zwierzaka od motocykla wyciągamy ceśkę z rowu i jedziemy dalej. Zatrzymujemy się dopiero na tamie i chichramy się dwadzieścia minut z naszej paniki i całej sytuacji. To właśnie była wisienka na torcie naszej wyprawy! Spotkane następne dwa zwierzaki już nie robią na nas takiego wrażenia i jedziemy dalej. Wreszcie zatrzymujemy się na zasłużony odpoczynek i kolację w pensjonacie Bella Vista. Stan licznika- 300km
-
Dzień czwarty:
Nie czekając na śniadanie ruszamy zdobywać szczyt pięknej trasy Transfogarskiej. Znowu grana jest dwójka w naszych sprzętach, ale widoki są bezcenne! Kilka pamiątkowych fotek i filmików i dzida w dół. Znowu zasuwamy po winklach i mam wrażenie, że zaraz będę tarł kuframi o asfalt. Gęby mamy uchachane na maksa! Jeszcze krótki postój celem zakupu pamiątek dla żony oraz dzieciaków i zjeżdżamy na śniadanko oraz tankowanie. Było pięknie, ale niestety pora już wracać do kraju i rodzin. Ustalamy sobie inną trasę powrotu, aby zobaczyć jak najwięcej i kierujemy się na Satu Mare a następnie na Carei. Pusta droga szła nam świetnie, nogi na gmolach więc czuliśmy się jak dwaj easyriders jadących ku zachodzącemu słońcu na 66road... Jadąc ślepo wierząc nawigacji bardzo późno dojeżdżamy do skazanego przez nią przejścia granicznego z Węgrami. Przejście graniczne okazuje się zamknięta na cztery spusty a nam brakuje czasu na przekroczenie granicy i znalezienie hotelu. Wracamy prawie czterdzieści km do Carei i ustawiamy się posłusznie w kolejce. Przejazd zajmuje nam ok pół godzinki i pośpiesznie jedziemy szukać noclegu u madziarów. Po kilku perturbacjach lokujemy się w pensjonacie Panzio w miasteczku Nirbator. Jemy cudem znalezione żarełko na mieście i słodki sen. Stan licznika- 520km
-
Dzień piąty:
Droga, droga i jeszcze raz droga. Wioska za wioską, miasteczko za miasteczkiem aż nieubłaganie docieramy do punktu rozstania na Słowacji. Szkoda, ale Szymony muszą się rozstać i dalsza droga przebiega w samotności. Polską granicę witam z przyjemnością. Trawa wydaje mi się jakaś zieleńsza, lasy i drogi piękniejsze... Za Rzeszowem dwupasmówka więc daję dzidę i zonk- łapie mi któryś cylinder. O co chodzi? Przecież tyle kilometrów było ok a tu takie numery! Za Lublinem mam wrażenie kolejnego razu i odpuszczam jazdę powyżej 90/h. Spokojnie docieram do ukochanego bagienka i padam na swój trawnik... Stan licznika- 580km
-
Podsumowanie:
Mirage bezpiecznie dociera do domu. Zaczynają się przemyślenia co do mojej maszyny i uświadamiam sobie, że jedyną rzeczą jaka się zmieniła na koniec trasy to nasza poziomka na ruski olej. Podliczam koszt wyprawy i wychodzi mi dokładnie 2000zł. Ceny- noclegi to ok. 50-70zł za osobę, jedzenie kosztowało bardzo różnie w zależności od miejsca 35-115 zł. Oczywiście najdrożej było w miejscowościach typowo turystycznych. Jestem tak zmęczony, że chyba drugi raz w takim tempie nie pojechałbym tak daleko. Termin siedmiodniowy byłby ok. Mirage waży prawie połowę mnie, więc i zmęczył się o połowę mniej... Jawą na taką wyprawę jak najbardziej można się wybrać. Ceśka Mirage przejechała 2370km w zasadzie bezawaryjnie a w mojej jawie padły części świeżo wymienione przed wyjazdem. Zdobycie tych tras motocyklem to frajda, ale zrobienie tego jawą to podwójna frajda i wielkie oczy znajomych! Zachęcam wszystkich jawerów do większej wiary w nasze sprzęty i korzystajcie z nich na maksa.
Pozdrawiamy i zapraszamy w trasy!!!
-
Zajebista wyprawa ;D
-
Super wyprawa, pozazdrościć ;D .
Relacja pierwsza klasa, aż nabieram apetytu na kolejną dłuższą trasę :D .
Jak było na zjazdach? Teoretycznie dało by radę ogarnąć to na bębnach?
-
Mega przygoda, super relacja. Gratuluję.
-
Szacun!!!
-
Wyprawa na prawdę super. Gratuluję! Fajnie się te opowieści czyta. Aż czlowiek nabiera apetytu na takie wyprawy...
-
Fajnie było przeczytać relacje i zobaczyć zdjęcia. Aż żal bierze że nie jechało się z wami. Jak tam wyglądają kwestie wirusowe?
-
Cytując klasyka ...pycha.
-
O kwestje wirusowe nikt nawet nie pytał łacznie z wjazdem poza schengen czyli przejście węgiersko-rumuńskie choć zaświadczenia mieliśmy na wszelki wypadek. Obaj mieliśmy z przodu tarcze ale myślę że na bębnach też dałoby radę. Kwestja tylko jak bardzo będziesz wariować przy winklach zjazdowych. Mirage skleja filmik.
-
Mirage skleja filmik.
Czekam z niecierpliwością :D
-
Relację przeczytałem z przyjemnością . Teraz tylko czekam na filmik
-
Udało się coś zmontować. Film jest trochę przydługawy i zdjęcia nie najlepsze więc pewnie nie wszyscy przebrną do końca.
https://youtu.be/0HL9MmiQz4Y
-
Tylko, że niespodzianka...
Film niedostępny Ten film zawiera treść od partnera SPRECORDSteledyski, który zablokował go na mocy praw autorskich.
-
Film można obejrzeć z poziomu kanału Szymona . Wszystko śmiga doskonale.
-
Powinno już hulać.
-
Gratuluje wyprawy!
Filmik nie działa, pisze że prywatny.
-
Gratuluje wyprawy!
Filmik nie działa, pisze że prywatny.
U mnie działa
Udało się coś zmontować. Film jest trochę przydługawy i zdjęcia nie najlepsze więc pewnie nie wszyscy przebrną do końca.
https://youtu.be/0HL9MmiQz4Y
-
Jak komuś się chce oglądać to 31 minuta 42 sekunda na murku kudłaty leży.
-
Fajna wyprawa, też byliśmy w zeszłym roku na Jawkach. Transfogarska ;)
-
No to ładnie! Dawajcie relację. A tu ludzie boją się jechać 350-tkami...